piątek, 31 stycznia 2014

od Luny:

Leżałam na zimnym kamieniu.We mnie nie było Elzy.Nie było jej też chyba w pobliżu, ale nadal nie mogłam wstać.Korzystając z okazji spróbowałam przypomnieć sobie kilka rzeczy.Najpierw całą watahę i imiona wilków.Nie miałam wielką wyrwę której nie mogłam zlepić.Kim była Róża?Wiem że kimś dla mnie ważnym.
Kler....pamiętam...koleżanka...Zeke....jakiś pacan i ...i Kevin...beta..Miałam wrażenie że wiedziałam więcej ale to najwyraźniej straciłam.Mike....tu wszystko było poplątane.Nito wyrwa ni to całość.
-No w końcu się obudziłaś!!!-u wylotu jaskini stał jakiś wilk,ale mówił głosem Elzy.
Dopiero w teraz zauważyłam że to już rano.W pysku trzymała bądź trzymał zająca.
-Prosz..-rzucił mi zwierze.
Z trudem zjadłam,a w tym czasie ona zrzuciła wilka na dół i usiadła obok.
-Czego?!-wykrztusiłam usiłując krzyknąć.
-Czekam aż nabierzesz sił.Gdy to się już stanie popracuję nad tobą...
Przesłała mi wspomnienia z wczoraj.Nie całe żadnych dialogów.Bez dźwięków.Tylko co zrobiła z moim ciałem.
-To nie mogło mnie aż tak zmęczyć....-warknęłam cicho.
-To nie ale potem musiałam się tu przenieść.Do mojego domu...Skorzystałam więc z twej wytrwałości i mych zdolności by sprawić byś poleciałam.
-Ja nie latam...
-Powiedzmy że użyłam poprzez ciebie tego co ja potrafię.Użyłam ognia by wstrzelić nas w powietrze.
-To znaczy ze zmęczyło mnie używanie cudzego żywiołu..?
-Można tak powiedzieć.
-A tamten wilk?
-Od sąsiadów.
-No jasne....-przypomniałam sobie-młodzik....młody wojownik...
-Tak widziałam twoje wspomnienia...Widziałam jak wyśmiewasz innych.Jak wyśmiewasz ich by im pomóc i dręczysz Zeka.Widziałam jak traktujesz siostrę...
-Siostrę..?
-Tak...przez przypadek ci to usunęłam..Ta alfa to twoja siostra.
-Niech ci będzie....Wiem jak ją traktowałam.
-Zero...
-Pokory..
-Zero..
-Szacunku..
-I kompletny brak....
-Przestań!
Roześmiała się.
-A myślałam że gorszych ode mnie niema...-westchnęłam ni to do siebie ni to do niej.
-Trochę wdzięczności.
-Nie!
 Wstałam ale łapy ugięły się pode mną i upadłam.
-No dobra starczy tego.Bierzemy się za te twoją watahę...
Naglę poczułam przypływ sił.
-Jak ty to...?
-Przechowałam twoją energię,połączyłam z tym co znalazłam u tamtego młodzika i prosz!Masz jak walczyć!
Wlazła w moje ciało i znów ta potrzeba krzywdzenia innych.Teraz silniejsza.Szybko dobiegłam do jeziora.Nikogo tam nie było.Nie byłam sobą.Byłam nią i w jednym % sobą.Nie wiem jak to możliwe ale miałam wrażenie jakbym nie znała wilków które potem spotkałam.Napadłam na własną watahę.Co gorsza teraz dała mi kontrolę nad ciałem.Dostarczała mi swej siły i sprawności demona.Delektowała  tym jak krzywdzę bliskich...Co po niektórzy nie chcieli walczyć.Nie pamiętam co tak właściwie zrobiłam.Wiem tylko że skrzywdziłam wiele wilków.Z mojej watahy!
Kiedy odzyskałam zmysły byłam znów w jaskini Elzy.Pokazała mi co zrobiłam.Jak dałam się omamić.Tu właśnie nastąpił przełom...popłakałam się...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz