sobota, 25 stycznia 2014

od Luny:Dziwne coś...

Potem wszystko,cała walka stała się monotonna.Nic specjalnego się nie działo.Po pół godziny stwierdziłam że mam tego dość.Wokół walały się trupy i ranni.Nudziło mi się.Z każdą chwilą przeciwnicy zdawali się coraz bardziej żałośni a ja (sama nie wierzę że to mówię)miałam gdzieś taką walkę.Rozumiem raz na jakiś czas krótko walczyć z oszołomami,ale tak na dłuższą metę wolę wyzwania.Np.takie solo z demonem.To już by było coś.Jednak teraz walka nie sprawiała mi radości bo nie sprawiała najmniejszych trudności, nie była wyzwaniem.Wiem liczę na zbyt wiele ale to...to...to już przesada.Rozumiem że Horonowi się pogarsza ale jak ma sprowadzać najemników to takich jak Jack czy inni tej rasy od biedy tacy jak Mike.Jeszcze bym miała poprzeczkę. W pewnej chwili jednak stało się coś dziwnego.Nie to że z lasu wybiegły posiłki.Lecz to że nagle spojrzeli w niebo a potem...uciekli...Podeszłam do Kler.
-Czy mi się zdaje czy....-spytała
-Nie, nie nazwałabym tego zwycięstwem.
Spojrzałyśmy w niebo.Było tam jakieś dziwne coś.Takie jak gdy nasz demonek zmieniał się w cień.Unosiło się.Było czerwonkawe,ale jakby przezroczyste.Potem ni z tego ni z owego znikło.Wszyscy wróciliśmy do siebie .Zdjęłam zbroję.Poszłam do Kler.Wiem że dziwnie to zabrzmi ale jakoś ją polubiłam.Mimo że nie była przeciwnikiem polityki.
-Coś nie tak?-spytałam gdy zauważyłam że jest roztargniona.
-Nic..tylko mam wrażenie że to coś....no wydaję mi się znajome...
-W sensie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz