od Luny: Horonek
-Czyli co teraz?-spytała mnie Kler gdy szłyśmy razem w stronę domu myśliwego.
-Wolałabym uniknąć obrażeń przed walką z tamtymi więc ja go zajmę a ty znajdziesz Arię i Haru.
-Niech ci będzie...
Weszłyśmy na oświetloną polanę.Wtedy obok pojawił się Mike.
-Hej...-przywitał się ponuro.
-Kogo moje piękne oczy widzą?!Toszto nasz kochany Mike we własnej osobie!-wykrzyknęłam radośnie-To gdzieś się podziewał?
Milczał z niezadowoloną miną na pysku.
-Oj nie złość się tylko się droczę.
-Mniejsza o to....czyli ty zajmiesz się Horonem,Kler stworzeniami to ja co mam robić?
-Kryć tyły lub pilnować Kler.
-Co?!-wykrzyknęła z oburzeniem wilczyca.
-Jeśli ktoś tu potrzebuję pomocy to właśnie ty.Pół biedy jak nie masz samokątroli a umiesz walczyć gorzej jak nie umiesz.
-Nie pozwalaj sobie!
-Pozwalam sobie na wszystko na co mam ochotę.
-Dobra dziewczyny może lepiej przerwijcie tę sprzeczkę nim dojdzie do czegoś więcej.
-Jak raz się zgadzam.To mogło by się dla ciebie bardzo źle skończyć-powiedziałam zwracając się do naszego drogiego marszałka.
Potem sprzeczałyśmy się jeszcze przez chwilę,a potem nastała cisza.Gdy dotarliśmy do domu Horona ustaliliśmy plan.
-No dobra idę na niego.W razie potrzeby Kler siedzi cicho,a ty Mike ruszasz siedzenie,ale go nie ukatrup bo wolałabym zrobić to sama i kiedy indziej.
Rozeszliśmy się.Ja poszłam pod drzwi i grzecznie zapukałam.
-Witaj moja droga Luno!Jak dobrze cię znowu widzieć!-przywitał mnie otwierając drzwi na oścież.
-Ja też się cieszę na twój widok.-powiedziałam z uśmiechem.
-Zapraszam wejdź do środka.
Weszłam.Panował tam taki smród że nawet mucha nie siada.Usiedliśmy na fotelach.
-No na pewno jesteś ciekawa jak uzyskałem tak liczną armię!
-Niezbyt,ale skoro chcesz to mów.
-A może ciekawi cię jak na mówiłem na to Jacka co?
-To samo, jeśli chcesz to nawijaj.
-Proszę cię bardzo!Zaproponowałem mu kuszącą nagrodę.
-A czym dysponujesz takim czego demon sam nie zdobędzie?
Roześmiał się.
-Hę!Obiecałem mu-zawiesił głos dla wrażenia-Ciebie!
Powstrzymałam się przed rozszarpaniem mu gardła.
-Obiecałeś mu coś czym nie dysponujesz.
-Teraz owszem.Tak na prawdę na tych stworkach mi nie zależy.Interesuje mnie tylko wasza czwórka.Ty,Róża,Demon i Rubin.
-Liczyłeś pewnie że przyjdziemy razem.
-Tak,ale w sumie mogę zadowolić się twoją głową.
-Co za ironia!Ja też chętnie powieszę twoją nad kominkiem!
-No widzisz!Jak wiele nas łączy!
-No dobra idziemy na solo bez magii i pistoletu?-powiedziałam cicho.
-Tak.-rzekł z ulgą.
Stanęliśmy na polanie przed jego domem.Tak na marginesie jego dom był na wzgórzu.
Rzuciliśmy się ku sobie.Nie chce mi się opisywać dokładniej walki więc powiem że po jakichś pięciu minutach oboje pluliśmy krwią i nią opciekaliśmy.Tyle że ja nie tylko swoją ale i jego.Walczył nożem.Potem gdy miałam już tego po kokardkę zawyłam by dać znak reszcie że koniec zabawy.
Zaraz obok Horona pojawił się Mike i popchną oszołomionego starucha.
Spętałam go jakimiś pnączami.Podeszłam i ostrożnie rozdarłam mu koszulę.
-Co ty robisz?!-krzykną.
-Daję mu autograf.Jak chcesz to też możesz.
Napisałam mu na plecach drukowanymi literami "LUNA''.
-No dalej wiem że też masz ochotę.
Mike podszedł do niego i też się podpisał.Horon krzyczał w niebo głosy kiedy pisaliśmy.
Potem przybiegła Kler z Haru i Arią.
-To obrzydliwe...
-Cicho!Zazdrościsz bo ci pozwolę!
Burknęła coś pod nosem.
-No dobra zwijajmy się.-powiedział ponuro Mike.
Już chciałam wsiąść na Haru gdy na mnie naskrzeczał i prawie dziobną.
-A ci co?!Znamy się tak długo a ty tak mnie traktujesz?!
Podeszłam do Arii ale ona zafajczyłą się gdy do niej podeszłam.
-To jakieś żarty...Kler powiedz że to żarty.
-Wiesz to chyba wina Jokera.
-Coś ty im nagadał?!
-Opowiedziałem jak byłaś dla mnie nie uprzejma gdy byłem związany.-odparł z powagą.
-Czyli to ptasi sojusz jest...-westchnęłam.-Mike?
-Tak?
-Zamieniaj się w smoka.
\Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-No dalej muszę jakoś tam dotrzeć a wystrzelać się z sosny nie zamierzam.
Zamienił się w smoka i niechętnie wgramoliłam się na niego.Gdy wystartowaliśmy :
-Wysadźcie mnie nad jeziorem i ani słowa Zekowi.Jasne?!
Przytaknęli.Lecieliśmy dość długo.Kler na Jokerze.Nadal miałam do niego wyrzuty.Lecąc na Mike'u czułam się....niezręcznie.
Wysadzili mnie nad jeziorem.Pobiegłam szybko do jaskini.Tak na marginesie była strasznie zakurzona bo rzadko w niej przebywam. Wygrzebałam zbroję i założyłam.Zawiodłam się jednak bo hełm już na mnie nie pasował. Zbrojka była ze stali . Wyglądało na to że Róża ją czyściła.Okrywała tylko kark takimi płytkami jak dachówki , ramiona i uda(sprawdzałam w necie nie dało się tego inaczej nazwać).Wyszłam na dwór i wcisnęłam stary hełm Kler:
-To chyba twój rozmiar.
Potem poszłam do Róży ,pomagałą przy kuciu.Spojrzała na mnie.
-Tak wiem jestem niedojrzałą idiotką,psycholką i chodzącą głupotą.
-Dokłądnie...
-Pomóc?
-Nie.
Odeszłam.Na kamieniu siedział Mike.Widocznie zmartwiony pewnie tym że będzie miał braciszka na przeciw siebie.
-Witam naszego drogiego demonka!Stresik?
Wzruszył ramionami.
-Jak chcesz to chętnie wezmę go na siebie.Ja w sumie mam z nim o czymś do pogadania.a wiesz przecierz jak lubię takie kurturalne pogawędki.
Mike?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz