Od Winter:
Kiedy zostałam przyjęta do watahy, wiedziałam ,iż zapoznanie się z wilkami zajmie mi bardzo dużo czasu.Byłam tego pewna ,gdyż bardzo dobrze znałam swoją nieśmiałą naturę. Usiadłam , więc pomiędzy drzewami i zaczęłam przyglądać się dwóm wilkom , które od razu przykuły moją uwagę. Przypominając sobie mowę powitalną Róży , szukałam w zakamarkach pamięci ich imion.Wkrótce jednak przypomniałam sobie.
-Kevin i Mike-wyszeptałam. Przyglądałam im się z ciekawością przez pół godziny , aż wreszcie wywnioskowałam ,że Kevin może okazać się nawet miłym wilkiem. Nie miałam jednak takiego samego zdania na temat Mike'a. Od razu wydał mi się bardzo tajemniczy.Poobserwowałam go jeszcze .Moja intuicja podpowiadała mi ,że jest on niebezpieczny, i to bardzo. Kiedy tak zatopiłam się w myślach, nagle zobaczyłam wilczycę z niebieską grzywką. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech.
-Wystraszyłaś się ?- spytała spoglądając na moją zaskoczoną minę. Na jej twarzy nadal gościł szeroki uśmieszek.
-Nie -odparłam trochę zmieszana -Tylko mnie zaskoczyłaś.
-Właśnie widzę - odparła znowu z tym swoim uśmieszkiem-Jestem Luna , ale chyba już o tym wiesz.
-Ja jestem Winter -powiedziałam i po chwili dodałam - Ale nie uszło to chyba twojej uwadze. Przez chwilę stałyśmy w milczeniu mierząc się wzrokiem. Po chwili jednak odezwała się Luna:
-Widzę , że lubisz popatrzeć sobie na innych - powiedziała to tonem , którego nie zrozumiałam , lecz gdy powiodłam oczami za jej wzrokiem odparłam szybko :
-Tak tylko sobie patrzę- powiedziałam spoglądając na Kevina i Mike'a. Po chwili dodałam: -Tak jak na każdego, zresztą.
-No cóż - odezwała się Luna -Nie będę ci przeszkadzać. Po chwili odeszła i zniknęła mi z oczu. Miałam do niej pytanie ,ale pomyślałam sobie ,że i tak się jeszcze spotkamy ,więc nie martwiłam się zbytnio jej odejściem. Pomyślałam sobie: ,,-Ta Luna jest nawet fajna ,ale jak spoglądam na jej uśmieszek to zaczynam się denerwować ." Po chwili jednak uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa ,że wreszcie nie jestem sama ,że mam w około siebie watahę. Kiedy pomyślałam sobie ile jeszcze czeka mnie zapoznawań z innymi członkami watahy to ogarnęła mnie fala zmęczenia . Położyłam się w trawie i wystawiłam swój biały pyszczek wraz z łapami na słońce. Poczułam rozkoszne ciepło póżnego popołudnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz