sobota, 18 stycznia 2014

od Luny:A jednak może być gorzej.

Zostałam sama.To nawet lepiej teraz mogę sie o wiele szybciej przemieszczać.
Wspięłam się na czubek wysokiej sosny i kazałam jej wygiąć się w tył.Potem poluzowałam i wystrzeliłam w powietrze.Nie powiem że czuję się komfortowo gdy nie mam niczego o co można by się było oprzeć,ale przynajmniej było szybko.W brew pozorom lądowanie jest dość łatwe.
Można zanurkować w jeziorze jeśli jest,w czasie deszczu nakazać kroplom wody spowolnić opadanie,skakać po ptakach i wiele innych.Po kilku wystrzałach z czubka sosny coś usłyszałam.Odgłosy walki o ile się nie mylę.Spojrzałam na ziemię.,,Widocznie nie tylko nam dokucza ta szarańcza''pomyślałam na widok sąsiedniej watahy ścierającej się z jak sadzę wilkami Horona.
-Mogę im pomóc i zrobić coś dobrego lub wkraść się do obozu wroga gdy go nie pilnuje-powiedziałam sama do siebie.
Obie możliwości były kuszące i pożyteczne.Zdecydowałam się więc na kompromis.Zeskoczyłam na ziemie i dołączyłam do sąsiadów.Jednak nie do każdego dotarło że chcę im pomóc(a raczej się pobawić na ich korzyść).Jeden nich rzucił się na mnie.W prawdzie nic mi nie zrobił ale to irytujące gdy chcesz komuś pomóc a ten ci utrudnia.Przygwożdziłam go do gleby.
-Nie ogarniasz?!Chce wam pomóc!
-Nie potrzebujemy pomocy!
-Właśnie widzę-pokazałam mu na młodego wojownika którym rzucały do siebie dwa wilki.
Wilk warkną tylko a ja go wypuściłam.
-Nie oczekuj nagrody.
-Od was?!-roześmiałam się.-co wy możecie mi dać?!Jestem z kryształowej.Nie potrzebuję nowej,a już na pewno takich..-nie wiedziałam jak ująć jednym słowem to jak są nieporadni.-..oj dobra po prostu niczego nie oczekuje poza rozrywką płynącą z walki.
Walczyłam jeszcze przez chwilę potem poszłam szukać obozu bo nie chcę walczyć z wszystkimi na raz gdy już wrócą.W pseudo jaskini walały się stosy raportów,rozkazów i list wojowników.Przeglądałam je aż zobaczyłam wiadomość o jak się zdaje zmianie dowodzenia.Miał im od teraz dowodzić jakiś wilk imieniem Jack.Przyglądałam się uważnie szukając jakichś szczegułów.Naglę usłyszałam za plecami jakiś głos:
-Witam witam.
Odwróciłam się.Stał tam jakiś wilk spory i dość cudaczny.



-Miło poznać.
-Znalazłaś coś ciekawego?-uśmiechną się złośliwie,nieco podobnie do Mike'a.
-Owszem.Ty zapewne jesteś Jack.-uśmiechnęłam się .
Pokiwał głową.
-A ty zapewne Luna.
-Tak.
-Co cię sprowadza w nasze skromne progi?
-Ciekawość.
-Ciekawe.
-Mnie to raczej ciekawi dlaczego przypominasz szczura.
-To proste.
-Jak precel.-skomentowałam.
Roześmiał się.
-To wasze poczucie humoru.
-Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie.A zresztą i tak już idę.
Właśnie postawiłam łapę na ziemi poza ,,jaskinią'' gdy ten chwycił mnie za ramię.
-Do kąt to?
-Nie dotykaj mnie.
Roześmiał się.
-Nie dotykaj mnie.-powturzyłam 
-A co?-znów ten rechot-Zabronisz mi?
Wzruszyłam ramionami.Puścił mnie.Nadal na niego nie patrząc powiedziałam:
-Za kogo ty się uważasz?
-A ciekawi cię to?
-Szczerze?Nie.
Warknęłam gdy mnie szturchną.
-Po co te nerwy?
Nie odpowiedziałam.
-Boisz się?
Starałam się trzymać nerwy na wodzy ale nie wytrzymałam i rzuciłam mu się do gardła.Ten jednak z nienaturalną siłą mnie odepchną.
Upadłam na ziemię parę metrów od pseudo jaskini.
-A oto odpowiedź-szepną mi na ucho nachylając się-Jestem demonem.
Te słowa zabrzmiały mi w uszach echem.,,Demon''pomyślałam z paniką a chwilę potem się za to skarciłam.
-Gratulację.Ale możesz być i bogiem.Co to za różnica nie warto po co skazywać się na coś tak okropnego.No popatrz na siebie.Jestem pewna że się taki urodziłeś...
-Racja, te drobne zmiany pojawiły się po staniu się demonem,ale musisz przyznać że robią wrażenie.-uśmiechną się.
Splunełam podnosząc się z ziemi.
-I będzie nas więcej więc nie licz że obroni was ten...jak mu tam?Mike?
To mnie zszokowało ,z kąt wiedział o Mike'u?Przecież nie walczył razem z nami!
-To co teraz stanę się niewolniczką?
-Tak Horona.
Westchnęłam.
-Rozczarujesz się..-powiedziałam bezbarwnie i sypnęłam mu piach w oczy.
Warkną.
Odbiegłam najszybciej jak mogłam .O dziwo nie przeniósł się do mnie przez cień tak jak Mike tylko mnie ścigał.Pewnie nie potrafił.Byłam poobijana więc nie mogąc biec dalej wspięłam się na czubek sosny.
Mniejszej niż poprzednie ale musiała mi wystarczyć.Wystrzeliłam i wylądowałam w jakimś jeziorze.Rozpadało się więc schowałam się w opuszczonej jaskini jakieś 2 kilometry od jeziora.Tam zamierzałam przespać noc.A tak właściwie spróbować ją przespać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz