od Kler: Elza powraca.
-Bo widzisz...kiedyś jak pewnie wiesz opętał mnie demon.
-No.
-No i wtedy no...wyglądała bardzo podobnie do tego czegoś to znaczy...kiedy zmieniała się w cień.
-Była demonem-cieniem?
-Nie...o ile dobrze zrozumiałam książkę którą przeczytałam niedawno jest wiele ras które potrafią wnikać w ciała. Różnią się jednak możliwościami...
takie jak Mike wnikają w nie i mogą przenosić się do cieni. mogła jedynie wnikać. Umiała jednak stawać się niewidzialna zmieniać kolor-weszłam w cień drzewa by pokazać Lunie jak moja sierść staje się czarna-Była też wybitnym magiem i...i wyglądała jak...ty...
-Ja? Nie no nie przesadzaj...
-Mówię poważnie. Byłą jak ty tylko włosy miała czerwone.
-To chyba jakieś żarty.
-Nie...charakterek też miała podobny. Ubustwiała przemoc.
-Nie porównuj mnie do niej.
-Nie porównuję. Ja tylko stwierdzam że dlatego też....no ....trochę się ciebie boję.
-Słusznie ale ty akurat nie powinnaś. Nie mam powodów by cię skrzywdzić.
-Wiem..no ale chyba rozumiesz moje obawy, a jeśli wróciła?
-To poszczujemy ją Mike'm bądź mną.
-Myślę że po tym jak straciła swoje ciało będzie chciała cudzego.
-Straciła?
-Tak.
-Nie chce mi się pytać o szczegóły.
-Wiem. Jeśli Elza wróciła to opęta kogo zechce.
-Mnie by to nie przeszkadzało gdybym to była ja.
-Co?!
-Chciałabym być bardziej skuteczna.
-O ile byś nad sobą panowała...-rzekłam bez przekonania.
Wzruszyła ramionami.
-To co chcesz zrobić-spytała beznamiętnie.
-Chyba spytam Demona.
-O co? Co on ci powie? Sypnie teoriami i tyle! To ciebie się czepiała więc to ty powinnaś coś o niej wiedzieć.
-Nie wiem...Wiem tylko że teraz ma ok. 3 lat, ale to nie ma znaczenia...
-Zależy od perspektywy.-Znów ten jej głos . Nawet na mnie nie
spojrzała .
-Ech...Idę do niego...
-Nie! Zrób że coś wreszcie sama!
-Mam brać przykład z ciebie jeśli dobrze rozumiem...
-Twoja decyzja.
Westchnęłam i poszłam w swoją stronę. Dwie osoby których nigdy nie zrozumiem: Luna i Mike. Uwielbiają przemoc. To okropne. Wędrowałam sobie po lesie, aż dotarłam do jeziorka. Byli tam Kevin i Mike. Oczywiście mnie to nie przeszkadzało często tam przebywali.
Powitałam ich i poszłam dalej. Znów weszłam między drzewa. Wtedy cos usłyszałam:
-Witaj Kler.
Odwróciłam się, na drzewie obok siedziała widmowa postać Elzy. Nie posiadała ciała więc przybierała postać barwnego cienia przypominającą jej dawne ciało. Naprawdę wyglądała jak Luna z czerwonymi włosami. Jej oczy jarzyły się czerwienią.
-Hej...-powiedziałam ponuro.
-Kogo mi polecasz?
-Nikogo! Zostaw nas!
-A może ta twoja koleżanka co? Przypominałaby mi moje dawne ciało.
Milczałam.
-Ja ci już nie odpowiadam?
-Wtedy byłam zdesperowana. Twoja wataha prawię mnie wykończyła. Roczna dziewczynka była idealna.
-Elza! przestań!
-Oooo... jeszcze pamiętasz me imię...
-Trudno zapomnieć...
Roześmiała się.
-To co Luna tak?
-Nie.
-Oj tak . Nada się. Jest okrutna, pozbawiona skrupułów, idealna!
Nie mogłam tego znieść na moment zapomniałam że to tylko widmo i skoczyłam k niej przeskakując na drugą stronę niskiej gałęzi.
-Nic mi nie możesz zrobić!
Odbiegłam, nie znoszę jej głosu dręczył mnie od dawna, od tamtego wieczoru gdy wdarła się do jaskini moich rodziców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz