od Luny: Góra ze snu.
Kiedy Kler poczułam jakoś lepiej.Zapadła cisza.Było to ukojenie dla skołatanych nerwów.Wlazłam na drzewo zastanawiając się nad słowami wilczycy.Zaciekawiła mnie ta Elza.Potem znów hałas.
Kler zasuwała z przerażoną i wściekłą za razem twarzą.Minęła mnie.Wzruszyłam ramionami i zasnęłam.
Śniła mi się łąka na której ostatnio walczyliśmy.Teraz było tam cicho i spokojnie jakby nigdy nie toczył się tam żaden spór.Potem jeziorko Kevin jak zwykle siedział tam ze swoim demonowatym przyjacielem.Następnie kilka innych dobrze znanych mi miejsc,aż naglę zobaczyłam zupełnie opcą górę.Wyglądała trochę jak ta przy której po raz drugi spotkałam Jack'a.Była jednak pojedyncza otoczona lasem.Na szczycie było drzewo,prowadziły do niego(szczytu)schody wykute w skale.Niego pod szczytem była jaskinia.Wokół ani żywej duszy.
-Idealnie...-powiedziałam sama do siebie gdy się obudziłam.
Przeciągnęłam się i poszłam do Róży.
-Hej...-przywitała mnie nieco ponuro.
-Coś się stało?
-Na razie nic,ale skoro do mnie przyszłaś pewnie zaraz się stanie.
-Jak dobrze mnie znasz...
-Tak-pokiwała ponuro głową.
-No to...-zaczęłam ale mi przerwała.
-Chcesz znowu nas opuścić.
-Oj.Czyli znasz mnie już na zbyt dobrze...
-Luna...Jako gamma powinnaś dbać o watahę,strzec jej.A tego nie robisz...
-Robię to na każdym kroku!
Pokręciła głową.
-Nie.
-A Haru i Aria?To ja się pofatygowałam by ich uwolnić!
-Powodujesz zbyt wielkie zamieszanie...Denerwujesz wszystkich.
-Wiesz mi lub nie ale każdy ruch robię tak by nie zaszkodzić watasze!
-Nie szkodzić a pomagać to dwie różne rzeczy.
-Robię obie.
-A teraz..co masz na swoją obronę?
-Jeśli mam chronić te padalce muszę nauczyć się więcej.Muszę być lepsza!
-Więc zapisujesz się na korepetycje.
-Nie.Idę wypocząć,poćwiczyć i posłuchać ciszy.
-A rób co chcesz, i tak nigdy mnie nie słuchasz...-wetchnęła odwracając głowę.
Nie chciałam jej robić przykrości.Ona była akurat ostatnią osobą której chciałabym to zrobić.
-Róża ja...-zaczęłam.
-Idź!I...i...ech lepiej zacznij już traktować innych na poważnie i z szacunkiem.
Odeszłam. Podeszłam pod moje drzewo.Przez głowę przeszła mi myśl o tym by na zawszę wyrwać się z tego czegoś na co mówią wataha.Szybko jednak odrzuciłam tę myśl.Podobnie jak wiele innych.Miałam teraz mętlik w głowię.Nie radziłabym teraz zaglądać mi domyśli jak to robią telepaci.
Byłam nad jeziorem gdy podeszła do mnie Kler.
-Co?-spytałam
-Luna wiesz....no..Elza..
-Nie martw się nią i pilnój Zeka.
Poszłam przed siebie.Kevin i Mike odprowadzili mnie wzrokiem.O nic nie pytali.
Przed sobą miałam połacie cichego lasu.Moim celem była owa góra o ile istniała.Miałam bowiem wrażenie że to nie był zwykły sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz