Gdy demonica weszła w ciało Luny i przez chwilę się nie ruszała zamiast atakować wiedziałem od razu jaki to gatunek demona...Wiem tyle, że nie ma on konkretnej nazwy, ale potrafi usuwać wspomnienia! Już się na nią rzuciłem gdy zrozumiałem, że jeśli coś jej zrobię ucierpi na tym Luna więc w ostatniej chwili odskoczyłem na bok.
-Co co teraz mnie nie zaatakujesz? Jaka szkoda, ze ja zrobię to bez wahania.-powiedziała śmiejąc się. Ja ciągle odskakiwałem, ale było to trudniejsze ponieważ ciało Luny dawało jej więcej możliwości. Jeszcze do tego było ciemno więc o zamienieniu się w cień nie było co myśleć, a nawet jeśli to nie zostawię tak po prostu Luny!
-Tak się chcesz bawić?-powiedziała i zaczęła atakować jeszcze szybciej. Dała radę odrzucić mnie do tyłu.
-Ehh...No czemu nie chcesz się bić?-spytała.
-Nie mam zamiaru zrobić przy tym coś Lunie.-warknąłem.
-Czemu, a no tak! Zakochałeś się w niej!
-Zamknij się!
-Tyle, że wiesz...Miłość boli-mówiąc to wskoczyła na mnie.Teraz nie miałem już szans! Wciąż atakowała, a ja nie mogłem się ruszyć. Wszystko zaczęło robić się ciemniejsze.
,,Czyli to tak skończę?"-pomyślałem. Po chwili (choć pewnie trwało to długo) obudziłem się. Rozglądnąłem się dookoła i nie wierzyłem...
-To przecież mój pokój...-powiedziałem do siebie-Czy ja jestem...
-Ha widzę, że wstałeś! Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś cię pokona-usłyszałem głos Jack'a...
-Oj ucisz się dopiero co się obudził! Daj mu dojść do siebie!-usłyszałem głos wilczycy...Znajomej mi wilczycy. To była...Sasha! Moja...Siostra
.jpg)
No i oczywiście Jack....Czyli nie myliłem się. Byłem w domu.
-Co ja tu robię?-powiedziałem kierując pytanie do Sashy... W końcu ona była tą mądrą. Dlatego też była najlepsza z tego...Jak to na nas mówili? ,,Demoniczne rodzeństwo"? Jednak można powiedzieć, że zawdzięczam jej to, iż przeżyłem dzieciństwo z Jack'iem.
-Nie dość, że jesteś słaby to jeszcze jesteś idiotą-zaśmiał się Jack. Ja na niego warknąłem.
-Eh...Wy i te wasze kłótnie. Ojciec uratował cię, jak Jack'a.
-Zaraz...Luna! Muszę jej jakoś pomóc!-powiedziałem i już miałem wstać jednak nie mogłem.
-Z tym to ja bym radziła ci poczekać. Może tydzień lub dwa?-uspokoiła mnie Sasha.
-Nie ma mowy! Nie mam na to czasu! A po za tym co z resztą watahy!?
-Mike ty się kimś przejmujesz?
-To nie tak, że się przejmuję! Tylko... No po prostu co z nimi!?
-Do końca nie wiem, ale wiem, że na pewno wiedzą, iż na trochę tu zostaniesz.-wytłumaczyła mi. Ja wstałem o resztkach sił.
-Gdzie ty się wybierasz?-zapytała mnie siostra.
-Idę pogadać z ojcem.
-Ojciec jest u Hadesa w odwiedzinach. Teraz nawet nie masz, jak się tam dostać. Poczekaj wróci za 3 dni.
-Mówiłem i powiem jeszcze raz: Nie mam tyle czasu!-krzyknąłem. Nagle ugięła się pode mną jedna moja łapa, ale po chwili ją wyprostowałem. Nagle zacząłem się unosić przez telekinezę mojej siostry.
-Co ty robisz!?
-Nie obchodzi mnie czy masz czas czy nie. Póki jesteś w takim stanie masz odpoczywać i nic więcej!
-Genialnie-burknąłem... Sasha zawsze była opiekuńcza, ale to już przesada...
,,Musze się jakoś stąd wyrwać"-pomyślałem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz