od Luny:
Leżałam na zimnym kamieniu.We mnie nie było Elzy.Nie było jej też chyba w pobliżu, ale nadal nie mogłam wstać.Korzystając z okazji spróbowałam przypomnieć sobie kilka rzeczy.Najpierw całą watahę i imiona wilków.Nie miałam wielką wyrwę której nie mogłam zlepić.Kim była Róża?Wiem że kimś dla mnie ważnym.
Kler....pamiętam...koleżanka...Zeke....jakiś pacan i ...i Kevin...beta..Miałam wrażenie że wiedziałam więcej ale to najwyraźniej straciłam.Mike....tu wszystko było poplątane.Nito wyrwa ni to całość.
-No w końcu się obudziłaś!!!-u wylotu jaskini stał jakiś wilk,ale mówił głosem Elzy.
Dopiero w teraz zauważyłam że to już rano.W pysku trzymała bądź trzymał zająca.
-Prosz..-rzucił mi zwierze.
Z trudem zjadłam,a w tym czasie ona zrzuciła wilka na dół i usiadła obok.
-Czego?!-wykrztusiłam usiłując krzyknąć.
-Czekam aż nabierzesz sił.Gdy to się już stanie popracuję nad tobą...
Przesłała mi wspomnienia z wczoraj.Nie całe żadnych dialogów.Bez dźwięków.Tylko co zrobiła z moim ciałem.
-To nie mogło mnie aż tak zmęczyć....-warknęłam cicho.
-To nie ale potem musiałam się tu przenieść.Do mojego domu...Skorzystałam więc z twej wytrwałości i mych zdolności by sprawić byś poleciałam.
-Ja nie latam...
-Powiedzmy że użyłam poprzez ciebie tego co ja potrafię.Użyłam ognia by wstrzelić nas w powietrze.
-To znaczy ze zmęczyło mnie używanie cudzego żywiołu..?
-Można tak powiedzieć.
-A tamten wilk?
-Od sąsiadów.
-No jasne....-przypomniałam sobie-młodzik....młody wojownik...
-Tak widziałam twoje wspomnienia...Widziałam jak wyśmiewasz innych.Jak wyśmiewasz ich by im pomóc i dręczysz Zeka.Widziałam jak traktujesz siostrę...
-Siostrę..?
-Tak...przez przypadek ci to usunęłam..Ta alfa to twoja siostra.
-Niech ci będzie....Wiem jak ją traktowałam.
-Zero...
-Pokory..
-Zero..
-Szacunku..
-I kompletny brak....
-Przestań!
Roześmiała się.
-A myślałam że gorszych ode mnie niema...-westchnęłam ni to do siebie ni to do niej.
-Trochę wdzięczności.
-Nie!
Wstałam ale łapy ugięły się pode mną i upadłam.
-No dobra starczy tego.Bierzemy się za te twoją watahę...
Naglę poczułam przypływ sił.
-Jak ty to...?
-Przechowałam twoją energię,połączyłam z tym co znalazłam u tamtego młodzika i prosz!Masz jak walczyć!
Wlazła w moje ciało i znów ta potrzeba krzywdzenia innych.Teraz silniejsza.Szybko dobiegłam do jeziora.Nikogo tam nie było.Nie byłam sobą.Byłam nią i w jednym % sobą.Nie wiem jak to możliwe ale miałam wrażenie jakbym nie znała wilków które potem spotkałam.Napadłam na własną watahę.Co gorsza teraz dała mi kontrolę nad ciałem.Dostarczała mi swej siły i sprawności demona.Delektowała tym jak krzywdzę bliskich...Co po niektórzy nie chcieli walczyć.Nie pamiętam co tak właściwie zrobiłam.Wiem tylko że skrzywdziłam wiele wilków.Z mojej watahy!
Kiedy odzyskałam zmysły byłam znów w jaskini Elzy.Pokazała mi co zrobiłam.Jak dałam się omamić.Tu właśnie nastąpił przełom...popłakałam się...
piątek, 31 stycznia 2014
Od Mike'a: W domu...
Gdy demonica weszła w ciało Luny i przez chwilę się nie ruszała zamiast atakować wiedziałem od razu jaki to gatunek demona...Wiem tyle, że nie ma on konkretnej nazwy, ale potrafi usuwać wspomnienia! Już się na nią rzuciłem gdy zrozumiałem, że jeśli coś jej zrobię ucierpi na tym Luna więc w ostatniej chwili odskoczyłem na bok.
-Co co teraz mnie nie zaatakujesz? Jaka szkoda, ze ja zrobię to bez wahania.-powiedziała śmiejąc się. Ja ciągle odskakiwałem, ale było to trudniejsze ponieważ ciało Luny dawało jej więcej możliwości. Jeszcze do tego było ciemno więc o zamienieniu się w cień nie było co myśleć, a nawet jeśli to nie zostawię tak po prostu Luny!
-Tak się chcesz bawić?-powiedziała i zaczęła atakować jeszcze szybciej. Dała radę odrzucić mnie do tyłu.
-Ehh...No czemu nie chcesz się bić?-spytała.
-Nie mam zamiaru zrobić przy tym coś Lunie.-warknąłem.
-Czemu, a no tak! Zakochałeś się w niej!
-Zamknij się!
-Tyle, że wiesz...Miłość boli-mówiąc to wskoczyła na mnie.Teraz nie miałem już szans! Wciąż atakowała, a ja nie mogłem się ruszyć. Wszystko zaczęło robić się ciemniejsze.
,,Czyli to tak skończę?"-pomyślałem. Po chwili (choć pewnie trwało to długo) obudziłem się. Rozglądnąłem się dookoła i nie wierzyłem...
-To przecież mój pokój...-powiedziałem do siebie-Czy ja jestem...
-Ha widzę, że wstałeś! Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś cię pokona-usłyszałem głos Jack'a...
-Oj ucisz się dopiero co się obudził! Daj mu dojść do siebie!-usłyszałem głos wilczycy...Znajomej mi wilczycy. To była...Sasha! Moja...Siostra.jpg)
No i oczywiście Jack....Czyli nie myliłem się. Byłem w domu.
-Co ja tu robię?-powiedziałem kierując pytanie do Sashy... W końcu ona była tą mądrą. Dlatego też była najlepsza z tego...Jak to na nas mówili? ,,Demoniczne rodzeństwo"? Jednak można powiedzieć, że zawdzięczam jej to, iż przeżyłem dzieciństwo z Jack'iem.
-Nie dość, że jesteś słaby to jeszcze jesteś idiotą-zaśmiał się Jack. Ja na niego warknąłem.
-Eh...Wy i te wasze kłótnie. Ojciec uratował cię, jak Jack'a.
-Zaraz...Luna! Muszę jej jakoś pomóc!-powiedziałem i już miałem wstać jednak nie mogłem.
-Z tym to ja bym radziła ci poczekać. Może tydzień lub dwa?-uspokoiła mnie Sasha.
-Nie ma mowy! Nie mam na to czasu! A po za tym co z resztą watahy!?
-Mike ty się kimś przejmujesz?
-To nie tak, że się przejmuję! Tylko... No po prostu co z nimi!?
-Do końca nie wiem, ale wiem, że na pewno wiedzą, iż na trochę tu zostaniesz.-wytłumaczyła mi. Ja wstałem o resztkach sił.
-Gdzie ty się wybierasz?-zapytała mnie siostra.
-Idę pogadać z ojcem.
-Ojciec jest u Hadesa w odwiedzinach. Teraz nawet nie masz, jak się tam dostać. Poczekaj wróci za 3 dni.
-Mówiłem i powiem jeszcze raz: Nie mam tyle czasu!-krzyknąłem. Nagle ugięła się pode mną jedna moja łapa, ale po chwili ją wyprostowałem. Nagle zacząłem się unosić przez telekinezę mojej siostry.
-Co ty robisz!?
-Nie obchodzi mnie czy masz czas czy nie. Póki jesteś w takim stanie masz odpoczywać i nic więcej!
-Genialnie-burknąłem... Sasha zawsze była opiekuńcza, ale to już przesada...
,,Musze się jakoś stąd wyrwać"-pomyślałem
Gdy demonica weszła w ciało Luny i przez chwilę się nie ruszała zamiast atakować wiedziałem od razu jaki to gatunek demona...Wiem tyle, że nie ma on konkretnej nazwy, ale potrafi usuwać wspomnienia! Już się na nią rzuciłem gdy zrozumiałem, że jeśli coś jej zrobię ucierpi na tym Luna więc w ostatniej chwili odskoczyłem na bok.
-Co co teraz mnie nie zaatakujesz? Jaka szkoda, ze ja zrobię to bez wahania.-powiedziała śmiejąc się. Ja ciągle odskakiwałem, ale było to trudniejsze ponieważ ciało Luny dawało jej więcej możliwości. Jeszcze do tego było ciemno więc o zamienieniu się w cień nie było co myśleć, a nawet jeśli to nie zostawię tak po prostu Luny!
-Tak się chcesz bawić?-powiedziała i zaczęła atakować jeszcze szybciej. Dała radę odrzucić mnie do tyłu.
-Ehh...No czemu nie chcesz się bić?-spytała.
-Nie mam zamiaru zrobić przy tym coś Lunie.-warknąłem.
-Czemu, a no tak! Zakochałeś się w niej!
-Zamknij się!
-Tyle, że wiesz...Miłość boli-mówiąc to wskoczyła na mnie.Teraz nie miałem już szans! Wciąż atakowała, a ja nie mogłem się ruszyć. Wszystko zaczęło robić się ciemniejsze.
,,Czyli to tak skończę?"-pomyślałem. Po chwili (choć pewnie trwało to długo) obudziłem się. Rozglądnąłem się dookoła i nie wierzyłem...
-To przecież mój pokój...-powiedziałem do siebie-Czy ja jestem...
-Ha widzę, że wstałeś! Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś cię pokona-usłyszałem głos Jack'a...
-Oj ucisz się dopiero co się obudził! Daj mu dojść do siebie!-usłyszałem głos wilczycy...Znajomej mi wilczycy. To była...Sasha! Moja...Siostra
.jpg)
No i oczywiście Jack....Czyli nie myliłem się. Byłem w domu.
-Co ja tu robię?-powiedziałem kierując pytanie do Sashy... W końcu ona była tą mądrą. Dlatego też była najlepsza z tego...Jak to na nas mówili? ,,Demoniczne rodzeństwo"? Jednak można powiedzieć, że zawdzięczam jej to, iż przeżyłem dzieciństwo z Jack'iem.
-Nie dość, że jesteś słaby to jeszcze jesteś idiotą-zaśmiał się Jack. Ja na niego warknąłem.
-Eh...Wy i te wasze kłótnie. Ojciec uratował cię, jak Jack'a.
-Zaraz...Luna! Muszę jej jakoś pomóc!-powiedziałem i już miałem wstać jednak nie mogłem.
-Z tym to ja bym radziła ci poczekać. Może tydzień lub dwa?-uspokoiła mnie Sasha.
-Nie ma mowy! Nie mam na to czasu! A po za tym co z resztą watahy!?
-Mike ty się kimś przejmujesz?
-To nie tak, że się przejmuję! Tylko... No po prostu co z nimi!?
-Do końca nie wiem, ale wiem, że na pewno wiedzą, iż na trochę tu zostaniesz.-wytłumaczyła mi. Ja wstałem o resztkach sił.
-Gdzie ty się wybierasz?-zapytała mnie siostra.
-Idę pogadać z ojcem.
-Ojciec jest u Hadesa w odwiedzinach. Teraz nawet nie masz, jak się tam dostać. Poczekaj wróci za 3 dni.
-Mówiłem i powiem jeszcze raz: Nie mam tyle czasu!-krzyknąłem. Nagle ugięła się pode mną jedna moja łapa, ale po chwili ją wyprostowałem. Nagle zacząłem się unosić przez telekinezę mojej siostry.
-Co ty robisz!?
-Nie obchodzi mnie czy masz czas czy nie. Póki jesteś w takim stanie masz odpoczywać i nic więcej!
-Genialnie-burknąłem... Sasha zawsze była opiekuńcza, ale to już przesada...
,,Musze się jakoś stąd wyrwać"-pomyślałem
od Luny: Do połowy ja.
Obserwowałam wszystko z początku,, bezpiecznej'' odległości jednak gdy zauważyłam że się ściemnia podeszłam bliżej .Liczyłam że może uda mi się jakoś mu pomóc.Szanse były nikłe ale zawsze.Jak się można było spodziewać się że tak powiem przeliczyłam.Elza zawróciła i we mnie wniknęła.Poczułam napierającą na mnie cudzą świadomość.Próbowałam się poruszyć ale nie mogłam.Nagle z mojej głowy zaczęły ulatywać wspomnienia tak jakby ktoś je przeglądał a potem wyrzucał.Miałam wrażenie że ucieka też cząstka mnie.Czułam się pozbawiona połowy odczuć i częściowo poczucia istnienia.Jestem pewna że Kevin tak nie miał.Przecież pamiętał wszystko.No może nie daleką przeszłość ale....W tym momencie straciłam też kontrolę nad myślami.Przez moją głowę przemykały myśli Elzy.Okrutne plany,wymyślone zemsty i inne.Potem nic nie widziałam, nie słyszałam,nie czułam.Nie wiem jak długo to trwało,ale gdy znów przejrzałam na oczy byłam na tamtej skale, w jaskini.
-Witaj Luno-usłyszałam w głowie.
Odzyskałam kontrolę nad ciałem i opadłam na ziemię.Czułam zmęczenie tak okropne że nie pamiętam kiedy ostatnio się tak czułam.Może to dlatego że nie pamiętałam może w sumie pół roku życia.Spojrzałam przed siebie.Stała tam widmowa postać wilczycy.Oprócz pary cech była jak ja.Normalnie obrzuciłabym ją teraz wyzwiskami,ale nie mogłam mówić.Nie mam bladego pojęcia co robiła z moim ciałem,ale to musiało być coś ponad moje siły.Nie byłam pewna nawet własnych odczuć.Na zmianę czułam nieuzasadniony gniew i potrzebę zabijania,niszczenia....oraz moje odczucia...niepewność,strach,zmęczenie.Tego nie czułam już od dawna...głównie strachu...
-Coś ty ze mną zrobiła.-wykrztusiłam.
-Uczyniłam cię lepszą,skuteczniejszą. Czyż nie tego chciałaś?
Nie miałam siły odpowiedzieć.
-Nie martw się.Nie zabiłam twoich przyjaciół tylko ich poturbowałam.Zabić zabijesz ich ty gdy i mój charakter ci się udzieli.Nad tym jeszcze popracujemy.I kto wie...może okażesz się lepsza od mojego ciała.Widzę w tobie pewne cechy wrodzone które mi się nie trafiły.Jeśli się nie mylę jedną z nich posiada twoja siostra...
Domyślałam się o co jej chodziło.Normalnie ucieszyłaby mnie taka możliwość ale teraz...kiedy miała moje ciało....Ech...Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz.Co ona wtedy zrobiła gdy nastała ta,, pauza''?
Mike?
Obserwowałam wszystko z początku,, bezpiecznej'' odległości jednak gdy zauważyłam że się ściemnia podeszłam bliżej .Liczyłam że może uda mi się jakoś mu pomóc.Szanse były nikłe ale zawsze.Jak się można było spodziewać się że tak powiem przeliczyłam.Elza zawróciła i we mnie wniknęła.Poczułam napierającą na mnie cudzą świadomość.Próbowałam się poruszyć ale nie mogłam.Nagle z mojej głowy zaczęły ulatywać wspomnienia tak jakby ktoś je przeglądał a potem wyrzucał.Miałam wrażenie że ucieka też cząstka mnie.Czułam się pozbawiona połowy odczuć i częściowo poczucia istnienia.Jestem pewna że Kevin tak nie miał.Przecież pamiętał wszystko.No może nie daleką przeszłość ale....W tym momencie straciłam też kontrolę nad myślami.Przez moją głowę przemykały myśli Elzy.Okrutne plany,wymyślone zemsty i inne.Potem nic nie widziałam, nie słyszałam,nie czułam.Nie wiem jak długo to trwało,ale gdy znów przejrzałam na oczy byłam na tamtej skale, w jaskini.
-Witaj Luno-usłyszałam w głowie.
Odzyskałam kontrolę nad ciałem i opadłam na ziemię.Czułam zmęczenie tak okropne że nie pamiętam kiedy ostatnio się tak czułam.Może to dlatego że nie pamiętałam może w sumie pół roku życia.Spojrzałam przed siebie.Stała tam widmowa postać wilczycy.Oprócz pary cech była jak ja.Normalnie obrzuciłabym ją teraz wyzwiskami,ale nie mogłam mówić.Nie mam bladego pojęcia co robiła z moim ciałem,ale to musiało być coś ponad moje siły.Nie byłam pewna nawet własnych odczuć.Na zmianę czułam nieuzasadniony gniew i potrzebę zabijania,niszczenia....oraz moje odczucia...niepewność,strach,zmęczenie.Tego nie czułam już od dawna...głównie strachu...
-Coś ty ze mną zrobiła.-wykrztusiłam.
-Uczyniłam cię lepszą,skuteczniejszą. Czyż nie tego chciałaś?
Nie miałam siły odpowiedzieć.
-Nie martw się.Nie zabiłam twoich przyjaciół tylko ich poturbowałam.Zabić zabijesz ich ty gdy i mój charakter ci się udzieli.Nad tym jeszcze popracujemy.I kto wie...może okażesz się lepsza od mojego ciała.Widzę w tobie pewne cechy wrodzone które mi się nie trafiły.Jeśli się nie mylę jedną z nich posiada twoja siostra...
Domyślałam się o co jej chodziło.Normalnie ucieszyłaby mnie taka możliwość ale teraz...kiedy miała moje ciało....Ech...Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz.Co ona wtedy zrobiła gdy nastała ta,, pauza''?
Mike?
Od Mike'a:
Po chwili zobaczyłem Lunę, ale teraz niezbyt mnie to przejmowało. Przypatrzyłem się wilczycy stojącej na przeciwko mnie dobrze wiedziałem, że to demon. Widać, ze Luna już chciała wmieszać się w walkę, ale wysłałem jej spojrzenie, które mówiło: ,,Zrobię to sam". Luna pokręciła oczami, ale nic nie zrobiła co wydawało się raczej dziwne.
-Demony, demony, demony teraz jest ich za dużo-powiedziała do mnie demonica.
-Masz rację, ale możemy się od razu jednego pozbyć- odparłem z uśmiechem.
-Jesteś taki pewny siebie?
-Nie no coś ty! Strasznie się boję!-odparłem sarkastycznie ze śmiechem.
Widać, że się lekko wkurzyła. Ale miałem plan. Widziałem, jak wcześniej patrzyła się na Lunę...Nie wiedziałem jaki to dokładnie demon więc wolałem zachować ostrożność i odciągnąć ją od watahy.
-No to możemy walczyć! Zaraz...Chyba, że to ty się boisz?-znów powiedziałem z uśmiechem. Ona rzuciła się na mnie, ale ja zmieniłem się w cień drzewa.
-Jesteś za wolna!-krzyknąłem do niej. Ruszyła więc za mną.
-Będziesz tylko uciekał!?-krzyknęła wkurzona.
-Będziesz tak marnie gonić!?-odkrzyknąłem.
Goniła mnie jeszcze jakiś czas, a gdy miała zamiar zawrócić pojawiałem się przed nią by dalej mnie goniła. Jednak zanim zauważyłem zrobiło się ciemno.
-Co tu robić?-powiedziałem cicho do siebie.
-I co teraz nie jest już taki mocny w gadaniu!?-krzyknęła do mnie demonica.
-Nie kto tak powiedział?-odpowiedziałem choć prawdą było, że nie wiedziałem co robić. Jeśli była demonem siły jej atak od razu mnie powali...Rozmyślając nie zauważyłem, ze się na mnie rzuciła. Jak najszybciej odsunąłem się, jednak dała radę mnie zadrapać. Rana była by większa gdyby była demonem siły więc to odpada...Tyle, że jest jeszcze mnóstwo typów demona!
-Hmm...Jesteś dość szybki, ale to nic-powiedziała pewna siebie.
Rzuciłem się na nią jednak też była równie szybka. Gdy w końcu udało mi się na nią wskoczyć nagle zobaczyłem gdzieś w mroku, ze wszystko obserwuje Luna! Niestety demonica tez to zauważyła.
-I na to właśnie czekałam-powiedziała sama do siebie. Naglę zniknęła z pod moich łap i wniknęła do ciała Luny!
Luna?
Po chwili zobaczyłem Lunę, ale teraz niezbyt mnie to przejmowało. Przypatrzyłem się wilczycy stojącej na przeciwko mnie dobrze wiedziałem, że to demon. Widać, ze Luna już chciała wmieszać się w walkę, ale wysłałem jej spojrzenie, które mówiło: ,,Zrobię to sam". Luna pokręciła oczami, ale nic nie zrobiła co wydawało się raczej dziwne.
-Demony, demony, demony teraz jest ich za dużo-powiedziała do mnie demonica.
-Masz rację, ale możemy się od razu jednego pozbyć- odparłem z uśmiechem.
-Jesteś taki pewny siebie?
-Nie no coś ty! Strasznie się boję!-odparłem sarkastycznie ze śmiechem.
Widać, że się lekko wkurzyła. Ale miałem plan. Widziałem, jak wcześniej patrzyła się na Lunę...Nie wiedziałem jaki to dokładnie demon więc wolałem zachować ostrożność i odciągnąć ją od watahy.
-No to możemy walczyć! Zaraz...Chyba, że to ty się boisz?-znów powiedziałem z uśmiechem. Ona rzuciła się na mnie, ale ja zmieniłem się w cień drzewa.
-Jesteś za wolna!-krzyknąłem do niej. Ruszyła więc za mną.
-Będziesz tylko uciekał!?-krzyknęła wkurzona.
-Będziesz tak marnie gonić!?-odkrzyknąłem.
Goniła mnie jeszcze jakiś czas, a gdy miała zamiar zawrócić pojawiałem się przed nią by dalej mnie goniła. Jednak zanim zauważyłem zrobiło się ciemno.
-Co tu robić?-powiedziałem cicho do siebie.
-I co teraz nie jest już taki mocny w gadaniu!?-krzyknęła do mnie demonica.
-Nie kto tak powiedział?-odpowiedziałem choć prawdą było, że nie wiedziałem co robić. Jeśli była demonem siły jej atak od razu mnie powali...Rozmyślając nie zauważyłem, ze się na mnie rzuciła. Jak najszybciej odsunąłem się, jednak dała radę mnie zadrapać. Rana była by większa gdyby była demonem siły więc to odpada...Tyle, że jest jeszcze mnóstwo typów demona!
-Hmm...Jesteś dość szybki, ale to nic-powiedziała pewna siebie.
Rzuciłem się na nią jednak też była równie szybka. Gdy w końcu udało mi się na nią wskoczyć nagle zobaczyłem gdzieś w mroku, ze wszystko obserwuje Luna! Niestety demonica tez to zauważyła.
-I na to właśnie czekałam-powiedziała sama do siebie. Naglę zniknęła z pod moich łap i wniknęła do ciała Luny!
Luna?
od Luny: Jeziorko
Odpowiedziałabym jej na te pytanka ale nasza kochana Kler mi przeszkodziła.
-Jakiś problem?-spytałam gdy do niej dobiegłam.
-No tak jakby.
-No nawijaj.Jeszcze z jedną się muszę pomęczyć...
- Dobra.Wtedy nad jeziorem chciałam ci powiedzieć że...że...no..
-Co?No wysłów się żeż.
-No bo..Elza...ona chce cie opętać...
-Trudno się mówi.-odpowiedziałam spokojnie.
-No...mniejsza o to.Zaatakowała kogoś.
-Kogo?
-Mike'a.
-Przylazłaś tu taki kawał by mi powiedzieć że Mike ma kłopocik?
-No ale ona może go skrzywdzić!
-Może i tak ale co mnie to?
-Mam ci przypomnieć zdanie Róży na twój temat?
-Podsłuchiwałaś!Jeszcze trochę i staniesz się mną.
-No to..?
-Idę.
Pobiegłyśmy nad jezioro. Zajęło nam to trochę czasu.Jednak gdy już tam byłyśmy demonki okrążały się na wzajem.
-Proszę proszę!Kto by pomyślał!Jednak mnie przypomina!
(wsadziłabym fotkę ale nie mogę jej znaleźć,koleżanka miała kiedyś na stronie w howrse)
Spojrzała ma mnie i się uśmiechnęła.Mike się zatrzymał przyglądając się uważnie wilczycy.Potem jego wzrok powędrował ku leżącego nieopodal Kevina.
Niech ktoś to dokończy Kevin bądź Mike.
Odpowiedziałabym jej na te pytanka ale nasza kochana Kler mi przeszkodziła.
-Jakiś problem?-spytałam gdy do niej dobiegłam.
-No tak jakby.
-No nawijaj.Jeszcze z jedną się muszę pomęczyć...
- Dobra.Wtedy nad jeziorem chciałam ci powiedzieć że...że...no..
-Co?No wysłów się żeż.
-No bo..Elza...ona chce cie opętać...
-Trudno się mówi.-odpowiedziałam spokojnie.
-No...mniejsza o to.Zaatakowała kogoś.
-Kogo?
-Mike'a.
-Przylazłaś tu taki kawał by mi powiedzieć że Mike ma kłopocik?
-No ale ona może go skrzywdzić!
-Może i tak ale co mnie to?
-Mam ci przypomnieć zdanie Róży na twój temat?
-Podsłuchiwałaś!Jeszcze trochę i staniesz się mną.
-No to..?
-Idę.
Pobiegłyśmy nad jezioro. Zajęło nam to trochę czasu.Jednak gdy już tam byłyśmy demonki okrążały się na wzajem.
-Proszę proszę!Kto by pomyślał!Jednak mnie przypomina!
(wsadziłabym fotkę ale nie mogę jej znaleźć,koleżanka miała kiedyś na stronie w howrse)
Spojrzała ma mnie i się uśmiechnęła.Mike się zatrzymał przyglądając się uważnie wilczycy.Potem jego wzrok powędrował ku leżącego nieopodal Kevina.
Niech ktoś to dokończy Kevin bądź Mike.
od Winter: Pytania i odpowiedzi.
Kiedy razem z Luną znalazłyśmy się w jaskini usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Przez chwilę panowała niezręczna cisza podczas , której spoglądałyśmy sobie głęboko w oczy. Po chwili ciszę przerwała Luna:
-No to pytaj ,śmiało-powiedziała.
-A więc ......- zaczęłam -... usłyszałam od Róży ,że mogę ci zaufać .... -Nie dokończyłam zdania , gdyż Luna mi przerwała:
-Na prawdę powiedziała ci coś takiego ?! - wilczyca wybuchła śmiechem po czym dodała - Choć w sumie.......... -No właśnie , więc .....- chciałam dalej coś powiedzieć , lecz Luna ponownie mi przerwała:
-No dobra pytaj wreszcie -powiedziała zniechęcona.
-Zawsze przerywasz innym ? - zapytałam.
-Czy to było pytanie , które chciałaś mi zadać ?- odpowiedziała.
-Szczerze powiedziawszy to nie , ale .......- już miałam mówić dalej , kiedy Luna ziewnęła i odparła :
-Zaczniesz wreszcie pytać ?
-No więc pytanie numer jeden - zrobiłam pauzę po czym zapytałam : - Mike nie jest zwykłym wilkiem , prawda ? -Jest demonem , pytaj dalej - odpowiedziała szybko. Na mojej twarzy zagościło zaskoczenie choć w większej części strach przypominając sobie potyczkę z demonami , które oddzieliły mnie od rodziny. Od tamtej pory nic nie pamiętam. Nie wiem nawet czy żyją , ale jestem dobrej myśli. Po chwili powiedziałam:
-Mam ... jeszcze trzy pytania .
-Pytaj - odpowiedziała Luna ziewając ponownie.
-1 - Czy w magicznym lesie żyją jakieś elfy , bądź inne wilki? -2-Czy wiadomo coś dokładniej na temat kryształowej rzeki ? -3-Czy twoim zdaniem jestem dziwna? - zadałam to pytanie przypominając sobie kryształy ,które na mnie świeciły.Nie wiedziałam czy powiedzieć o tym Lunie , ale nawet nie zdążyłam dobrze pomyśleć kiedy usłyszałyśmy wołanie.
-Luna!
-Co znowu !- krzyknęła zirytowana po czym wybiegła z jaskini. Pobiegłam za nią. Za drzewami stała wilczyca ,która już rozmawiała z Luną.
-Później dokończymy - zawołała i pobiegła razem z wilczycą. Z tego co wiedziałam była to chyba Kler , ale to i tak nie było istotne.
-Pytania bez odpowiedzi . Będę musiała trochę poczekać -powiedziałam i ruszyłam przed siebie. Kiedy tak szłam poczułam , że ktoś , lub coś za mną idzie.
-Kolejne pytanie - pomyślałam po czym wzbiłam się w górę i poleciałam w stronę kryształowej rzeki.
Kiedy razem z Luną znalazłyśmy się w jaskini usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Przez chwilę panowała niezręczna cisza podczas , której spoglądałyśmy sobie głęboko w oczy. Po chwili ciszę przerwała Luna:
-No to pytaj ,śmiało-powiedziała.
-A więc ......- zaczęłam -... usłyszałam od Róży ,że mogę ci zaufać .... -Nie dokończyłam zdania , gdyż Luna mi przerwała:
-Na prawdę powiedziała ci coś takiego ?! - wilczyca wybuchła śmiechem po czym dodała - Choć w sumie.......... -No właśnie , więc .....- chciałam dalej coś powiedzieć , lecz Luna ponownie mi przerwała:
-No dobra pytaj wreszcie -powiedziała zniechęcona.
-Zawsze przerywasz innym ? - zapytałam.
-Czy to było pytanie , które chciałaś mi zadać ?- odpowiedziała.
-Szczerze powiedziawszy to nie , ale .......- już miałam mówić dalej , kiedy Luna ziewnęła i odparła :
-Zaczniesz wreszcie pytać ?
-No więc pytanie numer jeden - zrobiłam pauzę po czym zapytałam : - Mike nie jest zwykłym wilkiem , prawda ? -Jest demonem , pytaj dalej - odpowiedziała szybko. Na mojej twarzy zagościło zaskoczenie choć w większej części strach przypominając sobie potyczkę z demonami , które oddzieliły mnie od rodziny. Od tamtej pory nic nie pamiętam. Nie wiem nawet czy żyją , ale jestem dobrej myśli. Po chwili powiedziałam:
-Mam ... jeszcze trzy pytania .
-Pytaj - odpowiedziała Luna ziewając ponownie.
-1 - Czy w magicznym lesie żyją jakieś elfy , bądź inne wilki? -2-Czy wiadomo coś dokładniej na temat kryształowej rzeki ? -3-Czy twoim zdaniem jestem dziwna? - zadałam to pytanie przypominając sobie kryształy ,które na mnie świeciły.Nie wiedziałam czy powiedzieć o tym Lunie , ale nawet nie zdążyłam dobrze pomyśleć kiedy usłyszałyśmy wołanie.
-Luna!
-Co znowu !- krzyknęła zirytowana po czym wybiegła z jaskini. Pobiegłam za nią. Za drzewami stała wilczyca ,która już rozmawiała z Luną.
-Później dokończymy - zawołała i pobiegła razem z wilczycą. Z tego co wiedziałam była to chyba Kler , ale to i tak nie było istotne.
-Pytania bez odpowiedzi . Będę musiała trochę poczekać -powiedziałam i ruszyłam przed siebie. Kiedy tak szłam poczułam , że ktoś , lub coś za mną idzie.
-Kolejne pytanie - pomyślałam po czym wzbiłam się w górę i poleciałam w stronę kryształowej rzeki.
czwartek, 30 stycznia 2014
od Luny: Te zwierzaki udające wilki...
Byłam rozdrażniona ale pocieszyła mnie myśl że Mike będzie miał kogo dręczyć.Chyba po tym jak przestałam go nienawidzić poczuł się na zbyt uprzejmy.szkoda trochę że ja nie będę miała okazji się jej uczepić ,ale zostawmy to demonkowi.Nagle nad moją głową przeleciała Valiente.
-Uważaj jak chodzisz!-krzyknęła.
-Nie będzie mi fretka mówić co mam robić!
-Fretka?!
-Oj wybacz...wypchana fretka.
-Nie pozwalaj sobie!
Pokazałam jej język.Nie miałam teraz nastroju na orginalnę odpowiedzi.Polazła dalej.
-Nareszcie...-westchnęłam z ulgą i ,,popełzłam'' przed siebie.
Niestety ten idiota zwany losem postawił mi na drodze jeszcze Winter!
-Hej.-powitała mnie.
Zmogłam w sobie pokusę by pobiec przed siebie krzycząc w niebo głosy .
-Hej.Co tam?-spytałam uprzejmie.
-Chciałabym zadać ci parę pytań...
-Ja nie encyklopedia,ale skoro Róża cie już pogoniła to dobra ale najpierw mi coś znajdź mi coś.
-A co?
-Taką górę.-opisałam jej punkt mojego zainteresowania.
-No dobra..-nie chętnie poleciała w górę.
Poszłam dalej.Ona wróciła do mnie po jakichś pięciu minutach.
-Znalazłam.
-Dobra...
Pokazała mi drogę.Biegłam za nią max kilometr aż zobaczyłam górę.
Wspięłam się po schodach,wlazłam do jaskini i powiedziałam do stojącej obok Winter.
-No to zadaj mi te pytania.Wszystkie na raz.Ja odpowiem po kolei,a potem polecisz z powrotem.
Winter pytaj
Byłam rozdrażniona ale pocieszyła mnie myśl że Mike będzie miał kogo dręczyć.Chyba po tym jak przestałam go nienawidzić poczuł się na zbyt uprzejmy.szkoda trochę że ja nie będę miała okazji się jej uczepić ,ale zostawmy to demonkowi.Nagle nad moją głową przeleciała Valiente.
-Uważaj jak chodzisz!-krzyknęła.
-Nie będzie mi fretka mówić co mam robić!
-Fretka?!
-Oj wybacz...wypchana fretka.
-Nie pozwalaj sobie!
Pokazałam jej język.Nie miałam teraz nastroju na orginalnę odpowiedzi.Polazła dalej.
-Nareszcie...-westchnęłam z ulgą i ,,popełzłam'' przed siebie.
Niestety ten idiota zwany losem postawił mi na drodze jeszcze Winter!
-Hej.-powitała mnie.
Zmogłam w sobie pokusę by pobiec przed siebie krzycząc w niebo głosy .
-Hej.Co tam?-spytałam uprzejmie.
-Chciałabym zadać ci parę pytań...
-Ja nie encyklopedia,ale skoro Róża cie już pogoniła to dobra ale najpierw mi coś znajdź mi coś.
-A co?
-Taką górę.-opisałam jej punkt mojego zainteresowania.
-No dobra..-nie chętnie poleciała w górę.
Poszłam dalej.Ona wróciła do mnie po jakichś pięciu minutach.
-Znalazłam.
-Dobra...
Pokazała mi drogę.Biegłam za nią max kilometr aż zobaczyłam górę.
Wspięłam się po schodach,wlazłam do jaskini i powiedziałam do stojącej obok Winter.
-No to zadaj mi te pytania.Wszystkie na raz.Ja odpowiem po kolei,a potem polecisz z powrotem.
Winter pytaj
Od Winter:
Następnego dnia postanowiłam zapoznać się z terenami watahy. Najpierw wybrałam się nad jeziora wilcze ,gdzie od razu spostrzegłam Kevina i Mike'a. Żeby nie doszło do takiej samej sytuacji jak wcześniej , użyłam swojej mocy i zniknęłam im z oczu. Kiedy zobaczyłam ich miny chciało mi się śmiać. Pomyślałam sobie: -Może póżniej jeszcze tutaj zajrzę ,ale mam nadzieję ,że wtedy nie spotkam znowu Mike'a. Poderwałam się z ziemi i poleciałam przed siebie wśród białych jak moja sierść obłoków. Po niespełna kilku minutach znalazłam się nad ,,Lasem miłości''. Z góry spostrzegłam Różę i Rubina przechadzających się po alejce. Postanowiłam im nie przeszkadzać i poleciałam dalej. Następnym punktem mojej ,,wycieczki'' były ,,Smocze wodospady'',które zachwyciły mnie swoim pięknem. Obok jednego z nich ujrzałam grupkę wilków , które spojrzały na mnie z zaciekawieniem. Wokół nich zaczęły przebiegać szepty , które zapewne wywołało pojawienie się mojej osoby. Mijając wodospad spojrzałam na nich i powiedziałam uśmiechając się : -Hejka. Po chwili odpowiedzieli mi chórem: -Cześć. Chwilę potem znowu wzbiłam się w powietrze i poleciałam w stronę ,,magicznego lasu''. Tam postanowiłam chwilę odpocząć. Wylądowałam na ziemi w kilka sekund i usiadłam by na spokojnie zaczerpnąć trochę powietrza.Byłam zachwycona oglądając to magiczne niebo , które zaczynało mi coś przypominać. W zakamarkach mojej pamięci zaczęła mi ,,świecić lampka''. Niestety po chwili myślenia nie udało mi się dowiedzieć co to oznaczało. Byłam tak zauroczona niebem ,że nawet nie zdążyłam zauważyć, kiedy coś się za mną poruszyło.Instynktownie odwróciłam głowę ,lecz jak się tego spodziewałam, nikogo i niczego za mną nie zauważyłam. Po kilku minutach znowu poczułam ,że ktoś za mną stoi. Postanowiłam przeprowadzić szybką akcję. Odwróciłam się z prędkością światła i nawet dobrze nie przyjrzałam się postaci gdy zamroziłam jej łapy { byłam pewna ,że to wilk}. Nie wiem jednak jak , ale ta osoba nagle zniknęła , jakby rozwiała się w pył. Na ziemi pozostał tylko lód , co świadczyło , że nie był to wybryk mojej wyobrażni. Ta sytuacja jednak nie sprawiła ,że odechciało mi się przebywać w tym lesie,lecz po kilku minutach ruszyłam w dalsza drogę. Kiedy przechadzałam się wzdłuż czarnych jaskiń natrafiłam na świecącą i mieniącą się wodę. Od razu wiedziałam co to jest . -Kryształowa rzeka - powiedziałam z zachwytem. Kiedy się do niej zbliżyłam moje skrzydła zaczęły mienić się niebieskimi kryształami. Po chwili to zjawisko zaczęło ogarniać całą mnie. Kiedy spojrzałam w taflę rzeki nie ujrzałam swojego odbicia. Byłam oszołomiona i tak zaskoczona , że postanowiłam się wycofać. Gdy zmierzałam na polanę rozmyślałam o całej tej sytuacji. Przechodząc obok jezior wilczych ponownie ujrzałam Mike'a , jednak Kevina tam nie było. Trochę się zdziwiłam , ale wkrótce pomyślałam sobie: -To przecież nie moja sprawa - i poszłam dalej zadowolona ,że nie zwrócił na mnie swojej uwagi. Przez resztę dnia rozmyślałam o zaistniałej sytuacji przyglądając się wśród drzew kolejnym wilkom.Pod koniec dnia postanowiłam odnależć w następnym dniu Lunę i zadać jej kilka pytań.
Następnego dnia postanowiłam zapoznać się z terenami watahy. Najpierw wybrałam się nad jeziora wilcze ,gdzie od razu spostrzegłam Kevina i Mike'a. Żeby nie doszło do takiej samej sytuacji jak wcześniej , użyłam swojej mocy i zniknęłam im z oczu. Kiedy zobaczyłam ich miny chciało mi się śmiać. Pomyślałam sobie: -Może póżniej jeszcze tutaj zajrzę ,ale mam nadzieję ,że wtedy nie spotkam znowu Mike'a. Poderwałam się z ziemi i poleciałam przed siebie wśród białych jak moja sierść obłoków. Po niespełna kilku minutach znalazłam się nad ,,Lasem miłości''. Z góry spostrzegłam Różę i Rubina przechadzających się po alejce. Postanowiłam im nie przeszkadzać i poleciałam dalej. Następnym punktem mojej ,,wycieczki'' były ,,Smocze wodospady'',które zachwyciły mnie swoim pięknem. Obok jednego z nich ujrzałam grupkę wilków , które spojrzały na mnie z zaciekawieniem. Wokół nich zaczęły przebiegać szepty , które zapewne wywołało pojawienie się mojej osoby. Mijając wodospad spojrzałam na nich i powiedziałam uśmiechając się : -Hejka. Po chwili odpowiedzieli mi chórem: -Cześć. Chwilę potem znowu wzbiłam się w powietrze i poleciałam w stronę ,,magicznego lasu''. Tam postanowiłam chwilę odpocząć. Wylądowałam na ziemi w kilka sekund i usiadłam by na spokojnie zaczerpnąć trochę powietrza.Byłam zachwycona oglądając to magiczne niebo , które zaczynało mi coś przypominać. W zakamarkach mojej pamięci zaczęła mi ,,świecić lampka''. Niestety po chwili myślenia nie udało mi się dowiedzieć co to oznaczało. Byłam tak zauroczona niebem ,że nawet nie zdążyłam zauważyć, kiedy coś się za mną poruszyło.Instynktownie odwróciłam głowę ,lecz jak się tego spodziewałam, nikogo i niczego za mną nie zauważyłam. Po kilku minutach znowu poczułam ,że ktoś za mną stoi. Postanowiłam przeprowadzić szybką akcję. Odwróciłam się z prędkością światła i nawet dobrze nie przyjrzałam się postaci gdy zamroziłam jej łapy { byłam pewna ,że to wilk}. Nie wiem jednak jak , ale ta osoba nagle zniknęła , jakby rozwiała się w pył. Na ziemi pozostał tylko lód , co świadczyło , że nie był to wybryk mojej wyobrażni. Ta sytuacja jednak nie sprawiła ,że odechciało mi się przebywać w tym lesie,lecz po kilku minutach ruszyłam w dalsza drogę. Kiedy przechadzałam się wzdłuż czarnych jaskiń natrafiłam na świecącą i mieniącą się wodę. Od razu wiedziałam co to jest . -Kryształowa rzeka - powiedziałam z zachwytem. Kiedy się do niej zbliżyłam moje skrzydła zaczęły mienić się niebieskimi kryształami. Po chwili to zjawisko zaczęło ogarniać całą mnie. Kiedy spojrzałam w taflę rzeki nie ujrzałam swojego odbicia. Byłam oszołomiona i tak zaskoczona , że postanowiłam się wycofać. Gdy zmierzałam na polanę rozmyślałam o całej tej sytuacji. Przechodząc obok jezior wilczych ponownie ujrzałam Mike'a , jednak Kevina tam nie było. Trochę się zdziwiłam , ale wkrótce pomyślałam sobie: -To przecież nie moja sprawa - i poszłam dalej zadowolona ,że nie zwrócił na mnie swojej uwagi. Przez resztę dnia rozmyślałam o zaistniałej sytuacji przyglądając się wśród drzew kolejnym wilkom.Pod koniec dnia postanowiłam odnależć w następnym dniu Lunę i zadać jej kilka pytań.
środa, 29 stycznia 2014
Od Mike'a: Nowa wilczyca do straszenia
Jak zawsze byłem z Kevinem nad jeziorem. Można powiedzieć, że się z nim pogodziłem...Co nie znaczy, iż demony nie są o wiele lepsze! Po prostu...Kevin jest dobrym kumplem. Jednak czułem się dziwnie. Zupełnie jakby ktoś nas obserwował. Nagle zobaczyłem coś, a raczej kogoś w cieniu drzew. Była to chyba wilczyca. Wydawało się, że odpoczywa.
-Coś się stało?-zapytał Kevin.
-Hm...Albo mam omamy, ale tam jest jakaś wilczyca-powiedziałem pokazując łapą w tamtą stronę.
-Rzeczywiście-potwierdził Kevin.
Ja zaśmiałem się.
-Mike co znowu wymyśliłeś!?-zapytał.
-Nic nic... Przecież jestem grzeczny-powiedziałem z uśmiechem.
-Tak...Czemu nigdy ci nie wierzę?-westchnął.
-Czas trochę się pobawić!-powiedziałem śmiejąc się. Zamieniłem się w cień wilczycy i ją wystraszyłem. Jak ona wtedy pisnęła! Miałem niezły ubaw.
-Mike nie strasz innych-powiedział do mnie po chwili Kevin i walną mnie w głowę.- Ty pewnie jesteś Winter?-skierował to pytanie do wilczycy. Ona przytaknęła.
-Zaraz....A skąd ty znasz jej imię?-zapytałem Kevina.
-Róża mi coś o niej wspominała.-wytłumaczył.
-To znaczy, ze jest w watasze!?-chciałem się upewnić.
-No tak...Chyba nie mylę się?-znów popatrzył na wilczycę która kiwnęła głową.
-Super!-krzyknąłem.
-Czemu się tak cieszysz?-zapytał mnie Kevin.
-Będzie więcej wilków do dręczenia!-powiedziałem z moim uśmiechem.
-Mike wystraszysz ją jeszcze bardziej!-zganił mnie Kevin-Wybacz za niego... Gdybyś miała kiedyś z nim problemy możesz mi powiedzieć. Właśnie ja jestem Kevin, a ten obok to Mike.
-Tak wiem domyśliłam się-powiedziała cicho wilczyca.
-Ehh...Nudno tu. Spadam-machnąłem łapą i poszedłem. Była za cicha, ale przynajmniej wiem kogo będzie łatwo straszyć!
Winter rozmawialiście jeszcze o czymś?
Jak zawsze byłem z Kevinem nad jeziorem. Można powiedzieć, że się z nim pogodziłem...Co nie znaczy, iż demony nie są o wiele lepsze! Po prostu...Kevin jest dobrym kumplem. Jednak czułem się dziwnie. Zupełnie jakby ktoś nas obserwował. Nagle zobaczyłem coś, a raczej kogoś w cieniu drzew. Była to chyba wilczyca. Wydawało się, że odpoczywa.
-Coś się stało?-zapytał Kevin.
-Hm...Albo mam omamy, ale tam jest jakaś wilczyca-powiedziałem pokazując łapą w tamtą stronę.
-Rzeczywiście-potwierdził Kevin.
Ja zaśmiałem się.
-Mike co znowu wymyśliłeś!?-zapytał.
-Nic nic... Przecież jestem grzeczny-powiedziałem z uśmiechem.
-Tak...Czemu nigdy ci nie wierzę?-westchnął.
-Czas trochę się pobawić!-powiedziałem śmiejąc się. Zamieniłem się w cień wilczycy i ją wystraszyłem. Jak ona wtedy pisnęła! Miałem niezły ubaw.
-Mike nie strasz innych-powiedział do mnie po chwili Kevin i walną mnie w głowę.- Ty pewnie jesteś Winter?-skierował to pytanie do wilczycy. Ona przytaknęła.
-Zaraz....A skąd ty znasz jej imię?-zapytałem Kevina.
-Róża mi coś o niej wspominała.-wytłumaczył.
-To znaczy, ze jest w watasze!?-chciałem się upewnić.
-No tak...Chyba nie mylę się?-znów popatrzył na wilczycę która kiwnęła głową.
-Super!-krzyknąłem.
-Czemu się tak cieszysz?-zapytał mnie Kevin.
-Będzie więcej wilków do dręczenia!-powiedziałem z moim uśmiechem.
-Mike wystraszysz ją jeszcze bardziej!-zganił mnie Kevin-Wybacz za niego... Gdybyś miała kiedyś z nim problemy możesz mi powiedzieć. Właśnie ja jestem Kevin, a ten obok to Mike.
-Tak wiem domyśliłam się-powiedziała cicho wilczyca.
-Ehh...Nudno tu. Spadam-machnąłem łapą i poszedłem. Była za cicha, ale przynajmniej wiem kogo będzie łatwo straszyć!
Winter rozmawialiście jeszcze o czymś?
Od Winter:
Kiedy zostałam przyjęta do watahy, wiedziałam ,iż zapoznanie się z wilkami zajmie mi bardzo dużo czasu.Byłam tego pewna ,gdyż bardzo dobrze znałam swoją nieśmiałą naturę. Usiadłam , więc pomiędzy drzewami i zaczęłam przyglądać się dwóm wilkom , które od razu przykuły moją uwagę. Przypominając sobie mowę powitalną Róży , szukałam w zakamarkach pamięci ich imion.Wkrótce jednak przypomniałam sobie.
-Kevin i Mike-wyszeptałam. Przyglądałam im się z ciekawością przez pół godziny , aż wreszcie wywnioskowałam ,że Kevin może okazać się nawet miłym wilkiem. Nie miałam jednak takiego samego zdania na temat Mike'a. Od razu wydał mi się bardzo tajemniczy.Poobserwowałam go jeszcze .Moja intuicja podpowiadała mi ,że jest on niebezpieczny, i to bardzo. Kiedy tak zatopiłam się w myślach, nagle zobaczyłam wilczycę z niebieską grzywką. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech.
-Wystraszyłaś się ?- spytała spoglądając na moją zaskoczoną minę. Na jej twarzy nadal gościł szeroki uśmieszek.
-Nie -odparłam trochę zmieszana -Tylko mnie zaskoczyłaś.
-Właśnie widzę - odparła znowu z tym swoim uśmieszkiem-Jestem Luna , ale chyba już o tym wiesz.
-Ja jestem Winter -powiedziałam i po chwili dodałam - Ale nie uszło to chyba twojej uwadze. Przez chwilę stałyśmy w milczeniu mierząc się wzrokiem. Po chwili jednak odezwała się Luna:
-Widzę , że lubisz popatrzeć sobie na innych - powiedziała to tonem , którego nie zrozumiałam , lecz gdy powiodłam oczami za jej wzrokiem odparłam szybko :
-Tak tylko sobie patrzę- powiedziałam spoglądając na Kevina i Mike'a. Po chwili dodałam: -Tak jak na każdego, zresztą.
-No cóż - odezwała się Luna -Nie będę ci przeszkadzać. Po chwili odeszła i zniknęła mi z oczu. Miałam do niej pytanie ,ale pomyślałam sobie ,że i tak się jeszcze spotkamy ,więc nie martwiłam się zbytnio jej odejściem. Pomyślałam sobie: ,,-Ta Luna jest nawet fajna ,ale jak spoglądam na jej uśmieszek to zaczynam się denerwować ." Po chwili jednak uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa ,że wreszcie nie jestem sama ,że mam w około siebie watahę. Kiedy pomyślałam sobie ile jeszcze czeka mnie zapoznawań z innymi członkami watahy to ogarnęła mnie fala zmęczenia . Położyłam się w trawie i wystawiłam swój biały pyszczek wraz z łapami na słońce. Poczułam rozkoszne ciepło póżnego popołudnia.
Kiedy zostałam przyjęta do watahy, wiedziałam ,iż zapoznanie się z wilkami zajmie mi bardzo dużo czasu.Byłam tego pewna ,gdyż bardzo dobrze znałam swoją nieśmiałą naturę. Usiadłam , więc pomiędzy drzewami i zaczęłam przyglądać się dwóm wilkom , które od razu przykuły moją uwagę. Przypominając sobie mowę powitalną Róży , szukałam w zakamarkach pamięci ich imion.Wkrótce jednak przypomniałam sobie.
-Kevin i Mike-wyszeptałam. Przyglądałam im się z ciekawością przez pół godziny , aż wreszcie wywnioskowałam ,że Kevin może okazać się nawet miłym wilkiem. Nie miałam jednak takiego samego zdania na temat Mike'a. Od razu wydał mi się bardzo tajemniczy.Poobserwowałam go jeszcze .Moja intuicja podpowiadała mi ,że jest on niebezpieczny, i to bardzo. Kiedy tak zatopiłam się w myślach, nagle zobaczyłam wilczycę z niebieską grzywką. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech.
-Wystraszyłaś się ?- spytała spoglądając na moją zaskoczoną minę. Na jej twarzy nadal gościł szeroki uśmieszek.
-Nie -odparłam trochę zmieszana -Tylko mnie zaskoczyłaś.
-Właśnie widzę - odparła znowu z tym swoim uśmieszkiem-Jestem Luna , ale chyba już o tym wiesz.
-Ja jestem Winter -powiedziałam i po chwili dodałam - Ale nie uszło to chyba twojej uwadze. Przez chwilę stałyśmy w milczeniu mierząc się wzrokiem. Po chwili jednak odezwała się Luna:
-Widzę , że lubisz popatrzeć sobie na innych - powiedziała to tonem , którego nie zrozumiałam , lecz gdy powiodłam oczami za jej wzrokiem odparłam szybko :
-Tak tylko sobie patrzę- powiedziałam spoglądając na Kevina i Mike'a. Po chwili dodałam: -Tak jak na każdego, zresztą.
-No cóż - odezwała się Luna -Nie będę ci przeszkadzać. Po chwili odeszła i zniknęła mi z oczu. Miałam do niej pytanie ,ale pomyślałam sobie ,że i tak się jeszcze spotkamy ,więc nie martwiłam się zbytnio jej odejściem. Pomyślałam sobie: ,,-Ta Luna jest nawet fajna ,ale jak spoglądam na jej uśmieszek to zaczynam się denerwować ." Po chwili jednak uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa ,że wreszcie nie jestem sama ,że mam w około siebie watahę. Kiedy pomyślałam sobie ile jeszcze czeka mnie zapoznawań z innymi członkami watahy to ogarnęła mnie fala zmęczenia . Położyłam się w trawie i wystawiłam swój biały pyszczek wraz z łapami na słońce. Poczułam rozkoszne ciepło póżnego popołudnia.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Profil wilczycy Winter
Imię: Winter
Płeć : samica
Wiek: 2 lata
Partner: szuka , na razie nie jestem sama bo mam siebie
Rodzina: brak
Szczeniaki: brak
Ranga: kryształowy wilk
Charakter: miła,delikatna,wrażliwa
Historia: nie pamięta nic sprzed potyczki ze stadem demonów ,ale jest pewna ,że ma rodzinę i ją odnajdzie
Pozycja:Omega -Kryształowy Wilk-
Magiczne stworzenie/a: (Nie dostałam jeszcze profilu smoka)
Magiczny przedmiot: brak
Żywioł: Powietrze i Ziemia
Umiejętności: potrafi latać, zamienić kogoś w lodowy posąg,stać się niewidzialną
Właściciel: Winter *
niedziela, 26 stycznia 2014
od Luny: Góra ze snu.
Kiedy Kler poczułam jakoś lepiej.Zapadła cisza.Było to ukojenie dla skołatanych nerwów.Wlazłam na drzewo zastanawiając się nad słowami wilczycy.Zaciekawiła mnie ta Elza.Potem znów hałas.
Kler zasuwała z przerażoną i wściekłą za razem twarzą.Minęła mnie.Wzruszyłam ramionami i zasnęłam.
Śniła mi się łąka na której ostatnio walczyliśmy.Teraz było tam cicho i spokojnie jakby nigdy nie toczył się tam żaden spór.Potem jeziorko Kevin jak zwykle siedział tam ze swoim demonowatym przyjacielem.Następnie kilka innych dobrze znanych mi miejsc,aż naglę zobaczyłam zupełnie opcą górę.Wyglądała trochę jak ta przy której po raz drugi spotkałam Jack'a.Była jednak pojedyncza otoczona lasem.Na szczycie było drzewo,prowadziły do niego(szczytu)schody wykute w skale.Niego pod szczytem była jaskinia.Wokół ani żywej duszy.
-Idealnie...-powiedziałam sama do siebie gdy się obudziłam.
Przeciągnęłam się i poszłam do Róży.
-Hej...-przywitała mnie nieco ponuro.
-Coś się stało?
-Na razie nic,ale skoro do mnie przyszłaś pewnie zaraz się stanie.
-Jak dobrze mnie znasz...
-Tak-pokiwała ponuro głową.
-No to...-zaczęłam ale mi przerwała.
-Chcesz znowu nas opuścić.
-Oj.Czyli znasz mnie już na zbyt dobrze...
-Luna...Jako gamma powinnaś dbać o watahę,strzec jej.A tego nie robisz...
-Robię to na każdym kroku!
Pokręciła głową.
-Nie.
-A Haru i Aria?To ja się pofatygowałam by ich uwolnić!
-Powodujesz zbyt wielkie zamieszanie...Denerwujesz wszystkich.
-Wiesz mi lub nie ale każdy ruch robię tak by nie zaszkodzić watasze!
-Nie szkodzić a pomagać to dwie różne rzeczy.
-Robię obie.
-A teraz..co masz na swoją obronę?
-Jeśli mam chronić te padalce muszę nauczyć się więcej.Muszę być lepsza!
-Więc zapisujesz się na korepetycje.
-Nie.Idę wypocząć,poćwiczyć i posłuchać ciszy.
-A rób co chcesz, i tak nigdy mnie nie słuchasz...-wetchnęła odwracając głowę.
Nie chciałam jej robić przykrości.Ona była akurat ostatnią osobą której chciałabym to zrobić.
-Róża ja...-zaczęłam.
-Idź!I...i...ech lepiej zacznij już traktować innych na poważnie i z szacunkiem.
Odeszłam. Podeszłam pod moje drzewo.Przez głowę przeszła mi myśl o tym by na zawszę wyrwać się z tego czegoś na co mówią wataha.Szybko jednak odrzuciłam tę myśl.Podobnie jak wiele innych.Miałam teraz mętlik w głowię.Nie radziłabym teraz zaglądać mi domyśli jak to robią telepaci.
Byłam nad jeziorem gdy podeszła do mnie Kler.
-Co?-spytałam
-Luna wiesz....no..Elza..
-Nie martw się nią i pilnój Zeka.
Poszłam przed siebie.Kevin i Mike odprowadzili mnie wzrokiem.O nic nie pytali.
Przed sobą miałam połacie cichego lasu.Moim celem była owa góra o ile istniała.Miałam bowiem wrażenie że to nie był zwykły sen.
Kiedy Kler poczułam jakoś lepiej.Zapadła cisza.Było to ukojenie dla skołatanych nerwów.Wlazłam na drzewo zastanawiając się nad słowami wilczycy.Zaciekawiła mnie ta Elza.Potem znów hałas.
Kler zasuwała z przerażoną i wściekłą za razem twarzą.Minęła mnie.Wzruszyłam ramionami i zasnęłam.
Śniła mi się łąka na której ostatnio walczyliśmy.Teraz było tam cicho i spokojnie jakby nigdy nie toczył się tam żaden spór.Potem jeziorko Kevin jak zwykle siedział tam ze swoim demonowatym przyjacielem.Następnie kilka innych dobrze znanych mi miejsc,aż naglę zobaczyłam zupełnie opcą górę.Wyglądała trochę jak ta przy której po raz drugi spotkałam Jack'a.Była jednak pojedyncza otoczona lasem.Na szczycie było drzewo,prowadziły do niego(szczytu)schody wykute w skale.Niego pod szczytem była jaskinia.Wokół ani żywej duszy.
-Idealnie...-powiedziałam sama do siebie gdy się obudziłam.
Przeciągnęłam się i poszłam do Róży.
-Hej...-przywitała mnie nieco ponuro.
-Coś się stało?
-Na razie nic,ale skoro do mnie przyszłaś pewnie zaraz się stanie.
-Jak dobrze mnie znasz...
-Tak-pokiwała ponuro głową.
-No to...-zaczęłam ale mi przerwała.
-Chcesz znowu nas opuścić.
-Oj.Czyli znasz mnie już na zbyt dobrze...
-Luna...Jako gamma powinnaś dbać o watahę,strzec jej.A tego nie robisz...
-Robię to na każdym kroku!
Pokręciła głową.
-Nie.
-A Haru i Aria?To ja się pofatygowałam by ich uwolnić!
-Powodujesz zbyt wielkie zamieszanie...Denerwujesz wszystkich.
-Wiesz mi lub nie ale każdy ruch robię tak by nie zaszkodzić watasze!
-Nie szkodzić a pomagać to dwie różne rzeczy.
-Robię obie.
-A teraz..co masz na swoją obronę?
-Jeśli mam chronić te padalce muszę nauczyć się więcej.Muszę być lepsza!
-Więc zapisujesz się na korepetycje.
-Nie.Idę wypocząć,poćwiczyć i posłuchać ciszy.
-A rób co chcesz, i tak nigdy mnie nie słuchasz...-wetchnęła odwracając głowę.
Nie chciałam jej robić przykrości.Ona była akurat ostatnią osobą której chciałabym to zrobić.
-Róża ja...-zaczęłam.
-Idź!I...i...ech lepiej zacznij już traktować innych na poważnie i z szacunkiem.
Odeszłam. Podeszłam pod moje drzewo.Przez głowę przeszła mi myśl o tym by na zawszę wyrwać się z tego czegoś na co mówią wataha.Szybko jednak odrzuciłam tę myśl.Podobnie jak wiele innych.Miałam teraz mętlik w głowię.Nie radziłabym teraz zaglądać mi domyśli jak to robią telepaci.
Byłam nad jeziorem gdy podeszła do mnie Kler.
-Co?-spytałam
-Luna wiesz....no..Elza..
-Nie martw się nią i pilnój Zeka.
Poszłam przed siebie.Kevin i Mike odprowadzili mnie wzrokiem.O nic nie pytali.
Przed sobą miałam połacie cichego lasu.Moim celem była owa góra o ile istniała.Miałam bowiem wrażenie że to nie był zwykły sen.
Profil wilczycy Valiente

Imię: Valiente
Płeć:samica
Wiek: 2 lata
Partner: szuka
Rodzina:Brak
Szczeniaki:Brak
Ranga: Kryształowy Strażnik
Charakter: Odważna,porywcza,romantyczna,nie szanuje prawie nikogo,jeśli ktoś zdobędzie jej szacunek to będzie cud,uczynna,lojalna swojej watasze,uparta,słucha przywódcy.
Historia:Tak naprawdę w wieku dwóch lat została "uśpiona" ,a walka z tamtą watahą ją obudziła.Nie wie ile minęło od tamtego czasu "uśpienia" więc standardowo ma 2 lata.
Pozycja: Omega-Kryształowy wilk-
Magiczne stworzenie/a:smoczyca Valor
Magiczny Przedmiot: Nie ma
Żywioł główny:Natura
Umiejętności: Strzelanie z własnoręcznie zrobionego łuku,panuje nad kryształowymi kwiatami.
Właściciel: Nika335
od Kler: Elza powraca.
-Bo widzisz...kiedyś jak pewnie wiesz opętał mnie demon.
-No.
-No i wtedy no...wyglądała bardzo podobnie do tego czegoś to znaczy...kiedy zmieniała się w cień.
-Była demonem-cieniem?
-Nie...o ile dobrze zrozumiałam książkę którą przeczytałam niedawno jest wiele ras które potrafią wnikać w ciała. Różnią się jednak możliwościami...
takie jak Mike wnikają w nie i mogą przenosić się do cieni. mogła jedynie wnikać. Umiała jednak stawać się niewidzialna zmieniać kolor-weszłam w cień drzewa by pokazać Lunie jak moja sierść staje się czarna-Była też wybitnym magiem i...i wyglądała jak...ty...
-Ja? Nie no nie przesadzaj...
-Mówię poważnie. Byłą jak ty tylko włosy miała czerwone.
-To chyba jakieś żarty.
-Nie...charakterek też miała podobny. Ubustwiała przemoc.
-Nie porównuj mnie do niej.
-Nie porównuję. Ja tylko stwierdzam że dlatego też....no ....trochę się ciebie boję.
-Słusznie ale ty akurat nie powinnaś. Nie mam powodów by cię skrzywdzić.
-Wiem..no ale chyba rozumiesz moje obawy, a jeśli wróciła?
-To poszczujemy ją Mike'm bądź mną.
-Myślę że po tym jak straciła swoje ciało będzie chciała cudzego.
-Straciła?
-Tak.
-Nie chce mi się pytać o szczegóły.
-Wiem. Jeśli Elza wróciła to opęta kogo zechce.
-Mnie by to nie przeszkadzało gdybym to była ja.
-Co?!
-Chciałabym być bardziej skuteczna.
-O ile byś nad sobą panowała...-rzekłam bez przekonania.
Wzruszyła ramionami.
-To co chcesz zrobić-spytała beznamiętnie.
-Chyba spytam Demona.
-O co? Co on ci powie? Sypnie teoriami i tyle! To ciebie się czepiała więc to ty powinnaś coś o niej wiedzieć.
-Nie wiem...Wiem tylko że teraz ma ok. 3 lat, ale to nie ma znaczenia...
-Zależy od perspektywy.-Znów ten jej głos . Nawet na mnie nie
spojrzała .
-Ech...Idę do niego...
-Nie! Zrób że coś wreszcie sama!
-Mam brać przykład z ciebie jeśli dobrze rozumiem...
-Twoja decyzja.
Westchnęłam i poszłam w swoją stronę. Dwie osoby których nigdy nie zrozumiem: Luna i Mike. Uwielbiają przemoc. To okropne. Wędrowałam sobie po lesie, aż dotarłam do jeziorka. Byli tam Kevin i Mike. Oczywiście mnie to nie przeszkadzało często tam przebywali.
Powitałam ich i poszłam dalej. Znów weszłam między drzewa. Wtedy cos usłyszałam:
-Witaj Kler.
Odwróciłam się, na drzewie obok siedziała widmowa postać Elzy. Nie posiadała ciała więc przybierała postać barwnego cienia przypominającą jej dawne ciało. Naprawdę wyglądała jak Luna z czerwonymi włosami. Jej oczy jarzyły się czerwienią.
-Hej...-powiedziałam ponuro.
-Kogo mi polecasz?
-Nikogo! Zostaw nas!
-A może ta twoja koleżanka co? Przypominałaby mi moje dawne ciało.
Milczałam.
-Ja ci już nie odpowiadam?
-Wtedy byłam zdesperowana. Twoja wataha prawię mnie wykończyła. Roczna dziewczynka była idealna.
-Elza! przestań!
-Oooo... jeszcze pamiętasz me imię...
-Trudno zapomnieć...
Roześmiała się.
-To co Luna tak?
-Nie.
-Oj tak . Nada się. Jest okrutna, pozbawiona skrupułów, idealna!
Nie mogłam tego znieść na moment zapomniałam że to tylko widmo i skoczyłam k niej przeskakując na drugą stronę niskiej gałęzi.
-Nic mi nie możesz zrobić!
Odbiegłam, nie znoszę jej głosu dręczył mnie od dawna, od tamtego wieczoru gdy wdarła się do jaskini moich rodziców.
-Bo widzisz...kiedyś jak pewnie wiesz opętał mnie demon.
-No.
-No i wtedy no...wyglądała bardzo podobnie do tego czegoś to znaczy...kiedy zmieniała się w cień.
-Była demonem-cieniem?
-Nie...o ile dobrze zrozumiałam książkę którą przeczytałam niedawno jest wiele ras które potrafią wnikać w ciała. Różnią się jednak możliwościami...
takie jak Mike wnikają w nie i mogą przenosić się do cieni. mogła jedynie wnikać. Umiała jednak stawać się niewidzialna zmieniać kolor-weszłam w cień drzewa by pokazać Lunie jak moja sierść staje się czarna-Była też wybitnym magiem i...i wyglądała jak...ty...
-Ja? Nie no nie przesadzaj...
-Mówię poważnie. Byłą jak ty tylko włosy miała czerwone.
-To chyba jakieś żarty.
-Nie...charakterek też miała podobny. Ubustwiała przemoc.
-Nie porównuj mnie do niej.
-Nie porównuję. Ja tylko stwierdzam że dlatego też....no ....trochę się ciebie boję.
-Słusznie ale ty akurat nie powinnaś. Nie mam powodów by cię skrzywdzić.
-Wiem..no ale chyba rozumiesz moje obawy, a jeśli wróciła?
-To poszczujemy ją Mike'm bądź mną.
-Myślę że po tym jak straciła swoje ciało będzie chciała cudzego.
-Straciła?
-Tak.
-Nie chce mi się pytać o szczegóły.
-Wiem. Jeśli Elza wróciła to opęta kogo zechce.
-Mnie by to nie przeszkadzało gdybym to była ja.
-Co?!
-Chciałabym być bardziej skuteczna.
-O ile byś nad sobą panowała...-rzekłam bez przekonania.
Wzruszyła ramionami.
-To co chcesz zrobić-spytała beznamiętnie.
-Chyba spytam Demona.
-O co? Co on ci powie? Sypnie teoriami i tyle! To ciebie się czepiała więc to ty powinnaś coś o niej wiedzieć.
-Nie wiem...Wiem tylko że teraz ma ok. 3 lat, ale to nie ma znaczenia...
-Zależy od perspektywy.-Znów ten jej głos . Nawet na mnie nie
spojrzała .
-Ech...Idę do niego...
-Nie! Zrób że coś wreszcie sama!
-Mam brać przykład z ciebie jeśli dobrze rozumiem...
-Twoja decyzja.
Westchnęłam i poszłam w swoją stronę. Dwie osoby których nigdy nie zrozumiem: Luna i Mike. Uwielbiają przemoc. To okropne. Wędrowałam sobie po lesie, aż dotarłam do jeziorka. Byli tam Kevin i Mike. Oczywiście mnie to nie przeszkadzało często tam przebywali.
Powitałam ich i poszłam dalej. Znów weszłam między drzewa. Wtedy cos usłyszałam:
-Witaj Kler.
Odwróciłam się, na drzewie obok siedziała widmowa postać Elzy. Nie posiadała ciała więc przybierała postać barwnego cienia przypominającą jej dawne ciało. Naprawdę wyglądała jak Luna z czerwonymi włosami. Jej oczy jarzyły się czerwienią.
-Hej...-powiedziałam ponuro.
-Kogo mi polecasz?
-Nikogo! Zostaw nas!
-A może ta twoja koleżanka co? Przypominałaby mi moje dawne ciało.
Milczałam.
-Ja ci już nie odpowiadam?
-Wtedy byłam zdesperowana. Twoja wataha prawię mnie wykończyła. Roczna dziewczynka była idealna.
-Elza! przestań!
-Oooo... jeszcze pamiętasz me imię...
-Trudno zapomnieć...
Roześmiała się.
-To co Luna tak?
-Nie.
-Oj tak . Nada się. Jest okrutna, pozbawiona skrupułów, idealna!
Nie mogłam tego znieść na moment zapomniałam że to tylko widmo i skoczyłam k niej przeskakując na drugą stronę niskiej gałęzi.
-Nic mi nie możesz zrobić!
Odbiegłam, nie znoszę jej głosu dręczył mnie od dawna, od tamtego wieczoru gdy wdarła się do jaskini moich rodziców.
sobota, 25 stycznia 2014
od Luny:Dziwne coś...
Potem wszystko,cała walka stała się monotonna.Nic specjalnego się nie działo.Po pół godziny stwierdziłam że mam tego dość.Wokół walały się trupy i ranni.Nudziło mi się.Z każdą chwilą przeciwnicy zdawali się coraz bardziej żałośni a ja (sama nie wierzę że to mówię)miałam gdzieś taką walkę.Rozumiem raz na jakiś czas krótko walczyć z oszołomami,ale tak na dłuższą metę wolę wyzwania.Np.takie solo z demonem.To już by było coś.Jednak teraz walka nie sprawiała mi radości bo nie sprawiała najmniejszych trudności, nie była wyzwaniem.Wiem liczę na zbyt wiele ale to...to...to już przesada.Rozumiem że Horonowi się pogarsza ale jak ma sprowadzać najemników to takich jak Jack czy inni tej rasy od biedy tacy jak Mike.Jeszcze bym miała poprzeczkę. W pewnej chwili jednak stało się coś dziwnego.Nie to że z lasu wybiegły posiłki.Lecz to że nagle spojrzeli w niebo a potem...uciekli...Podeszłam do Kler.
-Czy mi się zdaje czy....-spytała
-Nie, nie nazwałabym tego zwycięstwem.
Spojrzałyśmy w niebo.Było tam jakieś dziwne coś.Takie jak gdy nasz demonek zmieniał się w cień.Unosiło się.Było czerwonkawe,ale jakby przezroczyste.Potem ni z tego ni z owego znikło.Wszyscy wróciliśmy do siebie .Zdjęłam zbroję.Poszłam do Kler.Wiem że dziwnie to zabrzmi ale jakoś ją polubiłam.Mimo że nie była przeciwnikiem polityki.
-Coś nie tak?-spytałam gdy zauważyłam że jest roztargniona.
-Nic..tylko mam wrażenie że to coś....no wydaję mi się znajome...
-W sensie?
piątek, 24 stycznia 2014
Od Róży:Wojna
Wybuchła wojna.Wszyscy się bili,gryźli i brubowali pozabijać.Nie byłam gorsza,cóż się dziwić.Jednak najbardziej chciałam dorwać ich
dowódce-Jack'a.Zaplanowałam z Luną że ona go zmęczy i zwabi byśmy mogły razem zaatakować.Wcześniej przybiegłł Mike.
-Nareszcie myślałam że nie przyjdziesz.A teraz do rpboty potem będziesz mi potrzebny!
-Dobra!-Odpowiedział i zaczął atakować kolejno przeciwników.
Nie wiele czasu zajęło Lunie zmęczenie dowódcy.Zabrałam Mike'a do Jack'a i przygwoździłam do ziemi.
-Widzisz Mike nie jest taki straczny.-Powiedziałam podduszając jego.
-O racja.-Odpowiedział śmiejąc się.
-No koniec tego śmiechu czas się zabawić!Luna ty zajmij się jego tempym łbem,aty Mike masz patrzeć bo jak na demona to jesteś dobry.Jak
będzie ci się nudziło to dołącz nie puszczemu tego płazem!
-Hura nareszcie!-Odpowiedziała Luna ucieszona.
-Zgoda-Powiedziałl Mike nietaki szczęśliwy.
-Może jednak idź tam powalczyć.
-Dobra-Odpowiedział szczęśliwszy.
-No to Luna bierzemy się do roboty-Puściłam go.
Luna natychmiast rzuciła mu się do gardła.Ja zaczełam przegryzać mu kark.Gdyby nie to Zeus złożył nam wizyte i zabrał nam pół martwego
Jack'a.Przeprosił za niego i dał nam wrucić do walki.
-No cóż Luna musimy się pocieszyć resztą tych idiotów.
-No trudno jak mówisz "tak bywa".-Odpowiedziała i wruciłyśmy do walki.
Jak łatwo się domyślić nasi pupilkowie się odwdzięczyli za to że ich zabrano.Jeden po drugim padali bo odpoczątku mieliśmy przewagę
liczebną i siłową nawet ich demony padały jeden za drugim.Niemieli szans zwłaszcza na terenach naszej watahy.Ponieważ kryształy pod
ziemią dają nam dodatkową moc poza tym noże co poniektórzy(Kris i Ender)używali łuków.Przyłączyła się nawet ta nowa Ally. Niedługo potem znowu natknęłam się Mike'a.
-Wiesz Zeus go zabrał i Jack żyje.
-Dobrze wiedzieć.-Odpowiedział.
Wracając do walki nigdy nie widziałam by lało się tyle krwi.Dosłownie chyba wszędzie była krew.Najdziwniejsze że struże tych terenów
uśpieni od tysięcy lat(kryształowe wilki*) ożyli wraz z swoimi toważyszami.Naprawdę nam pomogli.W tym nasza zaginiona kuzynka(ich przywódczyni).
Dobra niech ktoś to dokończy.
*Kryształowe wilki pradawni strażnicy tych terenów między innymi stąd nazwa watahy.(ich zdjęcia mieszczą się w terenach watahy.
Wybuchła wojna.Wszyscy się bili,gryźli i brubowali pozabijać.Nie byłam gorsza,cóż się dziwić.Jednak najbardziej chciałam dorwać ich
dowódce-Jack'a.Zaplanowałam z Luną że ona go zmęczy i zwabi byśmy mogły razem zaatakować.Wcześniej przybiegłł Mike.
-Nareszcie myślałam że nie przyjdziesz.A teraz do rpboty potem będziesz mi potrzebny!
-Dobra!-Odpowiedział i zaczął atakować kolejno przeciwników.
Nie wiele czasu zajęło Lunie zmęczenie dowódcy.Zabrałam Mike'a do Jack'a i przygwoździłam do ziemi.
-Widzisz Mike nie jest taki straczny.-Powiedziałam podduszając jego.
-O racja.-Odpowiedział śmiejąc się.
-No koniec tego śmiechu czas się zabawić!Luna ty zajmij się jego tempym łbem,aty Mike masz patrzeć bo jak na demona to jesteś dobry.Jak
będzie ci się nudziło to dołącz nie puszczemu tego płazem!
-Hura nareszcie!-Odpowiedziała Luna ucieszona.
-Zgoda-Powiedziałl Mike nietaki szczęśliwy.
-Może jednak idź tam powalczyć.
-Dobra-Odpowiedział szczęśliwszy.
-No to Luna bierzemy się do roboty-Puściłam go.
Luna natychmiast rzuciła mu się do gardła.Ja zaczełam przegryzać mu kark.Gdyby nie to Zeus złożył nam wizyte i zabrał nam pół martwego
Jack'a.Przeprosił za niego i dał nam wrucić do walki.
-No cóż Luna musimy się pocieszyć resztą tych idiotów.
-No trudno jak mówisz "tak bywa".-Odpowiedziała i wruciłyśmy do walki.
Jak łatwo się domyślić nasi pupilkowie się odwdzięczyli za to że ich zabrano.Jeden po drugim padali bo odpoczątku mieliśmy przewagę
liczebną i siłową nawet ich demony padały jeden za drugim.Niemieli szans zwłaszcza na terenach naszej watahy.Ponieważ kryształy pod
ziemią dają nam dodatkową moc poza tym noże co poniektórzy(Kris i Ender)używali łuków.Przyłączyła się nawet ta nowa Ally. Niedługo potem znowu natknęłam się Mike'a.
-Wiesz Zeus go zabrał i Jack żyje.
-Dobrze wiedzieć.-Odpowiedział.
Wracając do walki nigdy nie widziałam by lało się tyle krwi.Dosłownie chyba wszędzie była krew.Najdziwniejsze że struże tych terenów
uśpieni od tysięcy lat(kryształowe wilki*) ożyli wraz z swoimi toważyszami.Naprawdę nam pomogli.W tym nasza zaginiona kuzynka(ich przywódczyni).
Dobra niech ktoś to dokończy.
*Kryształowe wilki pradawni strażnicy tych terenów między innymi stąd nazwa watahy.(ich zdjęcia mieszczą się w terenach watahy.
czwartek, 23 stycznia 2014
od Luny: Jack
Gdy obie armie się zderzyły od razu zauważyłam wiewiórkę.Pobiegłam w jego stronę.
-Działasz mi na nerwy,wiesz? -rzucił.
-No popatrz znowu ironia!
Okrążaliśmy się ja głównie unikałam jego ataków.Nie miałam ochoty na powtórkę z ich obozu.W pewnym momencie zabrakło mi pola do manewru więc zaczęłam skakać po głowach wrogów.Szukałam większej przestrzeni najlepiej wśród drzew.Miałabym tam swego rodzaju przewagę.Zobaczyłam Kler.Chciałam jej pomóc bo też lekko nie miała,ale sama miałam ogon.W końcu zauważyłam otoczoną dębami polankę.Gdzieś w pobliżu walczyła Róża i Rubin.Naglę obok niej pojawił się Mike.,,No proszę demonek powraca''pomyślałam.
-Ej wiewiór!Widziałeś braciszek przybył!
-Najpierw zajmę się chwastami potem śmieciami!
-Logika nakazuje inaczej ale skoro tak chcesz.
Wskoczyłam na dąb.On wbiegł na polanę.Chwilowo byłam poza jego zasięgiem.
-No dalej stań do walki!-krzykną.
-Nie dzięki.
-Stchórzysz?
-Nie po prostu zaczekam.
-Przeciągasz strunę i tak cię dorwę!
Nie widział mnie wśród liści.Przeszłam na drugą stronę polanki.Przyczaiłam się i rzuciłam mu się na grzbiet.
Powaliłam go.
-Nie uczyli cię że nie powinno się wbijać noża w plecy?
-Tak ,ale nie słuchałam.
Odepchną mnie.Nic dziwnego,ale nie chodziło o to by go zranić.Raczej grałam na czas.Licząc że się zmęczy.
-Tylko na tyle cię stać?!
-A bo ja wiem?Robię co mogę.-powiedziałam z udawanym zmartwieniem,ale nie tak by go nabrać tylko zirytować.
-Jeszcze pożałujesz...
-Nie raczej nie. Raczej rzadko mi się to zdarza.
Pogrywaliśmy ze sobą przez jakiś czas aż powiedział a raczej krzykną:
-Jak raz się zgodzę!Logika nakazuje najpierw sprzątnąć śmieci!
Po czym odszedł w stronę Róży,Rubina i Mike'a.
-Na to właśnie czekałam-szepnęłam sama do siebie.
Zamierzałam zrobić dwie pożyteczne rzeczy na raz.Pozbawić Mike'a resztek tego chorego lęku,zmęczyć wiewiórkę do tego stopnia by dało się z nią jakoś walczyć ewentułalnie rozkojarzyć by móc załatwić go od tyłu.No i oczywiście możliwość pogapienia się na ten spektakl. Pozostawało jeszcze to że chcę się jeszczę pobawić ze zwykłymi wilkami(a raczej nie poradnymi szczeniakami).I najwarzniejsze przyjrzeć się Jackowi podczas zwykłej walki.Według mojej teorii jeśli ktoś przewyższa mnie siłą fizyczną muszę poznać czego się boi i jego fizyczna bądź psychiczną,,Piętę Achillesa''.Podejrzewałam już czego się boi ale to tylko kolejna teoria.
Niech ktoś to dokończy .
Gdy obie armie się zderzyły od razu zauważyłam wiewiórkę.Pobiegłam w jego stronę.
-Działasz mi na nerwy,wiesz? -rzucił.
-No popatrz znowu ironia!
Okrążaliśmy się ja głównie unikałam jego ataków.Nie miałam ochoty na powtórkę z ich obozu.W pewnym momencie zabrakło mi pola do manewru więc zaczęłam skakać po głowach wrogów.Szukałam większej przestrzeni najlepiej wśród drzew.Miałabym tam swego rodzaju przewagę.Zobaczyłam Kler.Chciałam jej pomóc bo też lekko nie miała,ale sama miałam ogon.W końcu zauważyłam otoczoną dębami polankę.Gdzieś w pobliżu walczyła Róża i Rubin.Naglę obok niej pojawił się Mike.,,No proszę demonek powraca''pomyślałam.
-Ej wiewiór!Widziałeś braciszek przybył!
-Najpierw zajmę się chwastami potem śmieciami!
-Logika nakazuje inaczej ale skoro tak chcesz.
Wskoczyłam na dąb.On wbiegł na polanę.Chwilowo byłam poza jego zasięgiem.
-No dalej stań do walki!-krzykną.
-Nie dzięki.
-Stchórzysz?
-Nie po prostu zaczekam.
-Przeciągasz strunę i tak cię dorwę!
Nie widział mnie wśród liści.Przeszłam na drugą stronę polanki.Przyczaiłam się i rzuciłam mu się na grzbiet.
Powaliłam go.
-Nie uczyli cię że nie powinno się wbijać noża w plecy?
-Tak ,ale nie słuchałam.
Odepchną mnie.Nic dziwnego,ale nie chodziło o to by go zranić.Raczej grałam na czas.Licząc że się zmęczy.
-Tylko na tyle cię stać?!
-A bo ja wiem?Robię co mogę.-powiedziałam z udawanym zmartwieniem,ale nie tak by go nabrać tylko zirytować.
-Jeszcze pożałujesz...
-Nie raczej nie. Raczej rzadko mi się to zdarza.
Pogrywaliśmy ze sobą przez jakiś czas aż powiedział a raczej krzykną:
-Jak raz się zgodzę!Logika nakazuje najpierw sprzątnąć śmieci!
Po czym odszedł w stronę Róży,Rubina i Mike'a.
-Na to właśnie czekałam-szepnęłam sama do siebie.
Zamierzałam zrobić dwie pożyteczne rzeczy na raz.Pozbawić Mike'a resztek tego chorego lęku,zmęczyć wiewiórkę do tego stopnia by dało się z nią jakoś walczyć ewentułalnie rozkojarzyć by móc załatwić go od tyłu.No i oczywiście możliwość pogapienia się na ten spektakl. Pozostawało jeszcze to że chcę się jeszczę pobawić ze zwykłymi wilkami(a raczej nie poradnymi szczeniakami).I najwarzniejsze przyjrzeć się Jackowi podczas zwykłej walki.Według mojej teorii jeśli ktoś przewyższa mnie siłą fizyczną muszę poznać czego się boi i jego fizyczna bądź psychiczną,,Piętę Achillesa''.Podejrzewałam już czego się boi ale to tylko kolejna teoria.
Niech ktoś to dokończy .
Od Mike'a: Czas przestać się bać
Wszyscy walczyli, a ja leżałem na polanie.
- Nie mam zamiaru im pomagać jeśli jest tam Jack.-zacząłem rozmyślać-Tak właściwie po co? Jeśli ja tego nie nie chcę to niech radzą sobie sami. Jestem demonem! Demony to wyższa rasa! Chociaż...Czy ja nie byłem w podobnej sytuacji?-zacisnąłem łapę w pięść-Jack...On tak samo uważał się za tego który jest lepszy od innych. Ja też powinienem się tak zachowywać? Dosyć! Czas przestać się bać... Musimy ich pokonać.-mówiąc to przeniosłem się do cienia jakiegoś drzewa.Od razu zauważyłem, że Kler siłowała się z jakimś wilkiem, a drugi którego nie zauważyła chciał zaatakować ją od tyłu. Szybko zmieniłem się w jego cień i odepchnąłem go gdzieś w bok.
-Mogłabyś bardziej uważać-powiedziałem do Kler. Wtedy ona odepchnęła swojego przeciwnika i obróciła się.
-Mike? Czyli jednak postanowiłeś walczyć?
-Tak...Ale chyba nie ma czasu na pogaduchy. W końcu mogę w pełni pokazać na co mnie stać-uśmiechnąłem się na swój sposób. No bo skoro tam byłem to czemu nie miałbym się zabawić? Dość dawno nie walczyłem na serio nie używając tylko zmiany w cień. Potem zaskakując w podobny sposób załatwiłem jeszcze paru wrogów. Po chwili pomyślałem, ze chyba powinienem powiedzieć Róży, iż przyłączyłem się do walki. Przeniosłem się do jej cienia. Już miała kogoś atakować, ale mnie zauważyła.
-Co ty tu robisz?-zapytała.
-Jak widać. Nudziło się to czemu nie miałbym wam pomóc? Od zawszę lubię walczyć. Odpowiada ci to czy mam sobie iść?
Róża odpowiesz?
Wszyscy walczyli, a ja leżałem na polanie.
- Nie mam zamiaru im pomagać jeśli jest tam Jack.-zacząłem rozmyślać-Tak właściwie po co? Jeśli ja tego nie nie chcę to niech radzą sobie sami. Jestem demonem! Demony to wyższa rasa! Chociaż...Czy ja nie byłem w podobnej sytuacji?-zacisnąłem łapę w pięść-Jack...On tak samo uważał się za tego który jest lepszy od innych. Ja też powinienem się tak zachowywać? Dosyć! Czas przestać się bać... Musimy ich pokonać.-mówiąc to przeniosłem się do cienia jakiegoś drzewa.Od razu zauważyłem, że Kler siłowała się z jakimś wilkiem, a drugi którego nie zauważyła chciał zaatakować ją od tyłu. Szybko zmieniłem się w jego cień i odepchnąłem go gdzieś w bok.
-Mogłabyś bardziej uważać-powiedziałem do Kler. Wtedy ona odepchnęła swojego przeciwnika i obróciła się.
-Mike? Czyli jednak postanowiłeś walczyć?
-Tak...Ale chyba nie ma czasu na pogaduchy. W końcu mogę w pełni pokazać na co mnie stać-uśmiechnąłem się na swój sposób. No bo skoro tam byłem to czemu nie miałbym się zabawić? Dość dawno nie walczyłem na serio nie używając tylko zmiany w cień. Potem zaskakując w podobny sposób załatwiłem jeszcze paru wrogów. Po chwili pomyślałem, ze chyba powinienem powiedzieć Róży, iż przyłączyłem się do walki. Przeniosłem się do jej cienia. Już miała kogoś atakować, ale mnie zauważyła.
-Co ty tu robisz?-zapytała.
-Jak widać. Nudziło się to czemu nie miałbym wam pomóc? Od zawszę lubię walczyć. Odpowiada ci to czy mam sobie iść?
Róża odpowiesz?
od Kler: Gdzie on jest ?!
Siedziałyśmy razem z Luną.Gadałyśmy o jakichś nic nie znaczących sprawach dla zabicia czasu.Naglę jednak usłyszałyśmy sygnał Róży.
-Idziemy?-spytałam.
-I jeszcze się pytasz?
Pobiegłyśmy.Wszyscy stali na krawędzi małej polany.Po drugiej stronie byli wojownicy Jack'a .
-Myślisz że są tam inne demony?
-Możliwe.-odpowiedziała Luna.
Potem usłyszałam wycie jakiegoś wilka po drugiej stronie i fala wilków runęła ku nam.My czekaliśmy jeszcze chwilę.
-Jazda!-krzykną Demon.
Kilkoro wojowników i Luna zawyli i pobiegli przodem a za nimi ja i Demon.Reszta pobiegła parę sekund po nas.Gdy obie armie się zderzyły zapanował chaos.Nie wiedziałam co się dzieje byłam oszołomiona.Usłyszałam jeszcze okrzyki sąsiadów dołączających do walki.Ogarnięcie myśli zajęło mi chwilkę.Gdy zorientowałam się co się dzieje dostrzegłam że ja,Demon i jakiś młodzik z drugiej watahy jesteśmy oddzieleni od pozostałych.Wokół przemykali wrogowie.Gdzieś w oddali wyłoniła się Luna.Przed nami śmignęła sylwetka Rubina i Róży.Wszyscy wydawali się rozsypani pojedynczo lub w grupkach rozsypani po polanie.
-Demon?
-Tak wiem.
Byliśmy w kiepskiej sytułacji.A młodzik panikował.Okrążyła nas grupka wilków.Walczyliśmy,ale nie zapowiadało się na to byśmy zwyciężyli.Było ich zbyt wielu.
-Mike walczy?
-Nie wiem ,nie widziałem go przed walką.
-Niech to!
Nagle obok pojawiła się Luna.Dosłownie skakała po głowach otaczających nas wilków.Jednak nie zatrzymała się tylko przebiegła obok.Zaraz po niej przebiegł Jack.Za raz po tym zobaczyłam Kevina.Dołączył do nas.
-Widziałeś Mike'a?!-spytałam.
-Ostatnio jakąś godzinę temu.Więc nie wiem gdzie jest teraz.
-Jak raz by się przydał.Róża pozwoliła mu walczyć?
-Tym razem nie specjalnie się do tego rwał.
Teraz było nas czworo,ale nadal nurtowało mnie jedno pytanie.Gdzie do jasnej ten Mike?!
Mike?
Siedziałyśmy razem z Luną.Gadałyśmy o jakichś nic nie znaczących sprawach dla zabicia czasu.Naglę jednak usłyszałyśmy sygnał Róży.
-Idziemy?-spytałam.
-I jeszcze się pytasz?
Pobiegłyśmy.Wszyscy stali na krawędzi małej polany.Po drugiej stronie byli wojownicy Jack'a .
-Myślisz że są tam inne demony?
-Możliwe.-odpowiedziała Luna.
Potem usłyszałam wycie jakiegoś wilka po drugiej stronie i fala wilków runęła ku nam.My czekaliśmy jeszcze chwilę.
-Jazda!-krzykną Demon.
Kilkoro wojowników i Luna zawyli i pobiegli przodem a za nimi ja i Demon.Reszta pobiegła parę sekund po nas.Gdy obie armie się zderzyły zapanował chaos.Nie wiedziałam co się dzieje byłam oszołomiona.Usłyszałam jeszcze okrzyki sąsiadów dołączających do walki.Ogarnięcie myśli zajęło mi chwilkę.Gdy zorientowałam się co się dzieje dostrzegłam że ja,Demon i jakiś młodzik z drugiej watahy jesteśmy oddzieleni od pozostałych.Wokół przemykali wrogowie.Gdzieś w oddali wyłoniła się Luna.Przed nami śmignęła sylwetka Rubina i Róży.Wszyscy wydawali się rozsypani pojedynczo lub w grupkach rozsypani po polanie.
-Demon?
-Tak wiem.
Byliśmy w kiepskiej sytułacji.A młodzik panikował.Okrążyła nas grupka wilków.Walczyliśmy,ale nie zapowiadało się na to byśmy zwyciężyli.Było ich zbyt wielu.
-Mike walczy?
-Nie wiem ,nie widziałem go przed walką.
-Niech to!
Nagle obok pojawiła się Luna.Dosłownie skakała po głowach otaczających nas wilków.Jednak nie zatrzymała się tylko przebiegła obok.Zaraz po niej przebiegł Jack.Za raz po tym zobaczyłam Kevina.Dołączył do nas.
-Widziałeś Mike'a?!-spytałam.
-Ostatnio jakąś godzinę temu.Więc nie wiem gdzie jest teraz.
-Jak raz by się przydał.Róża pozwoliła mu walczyć?
-Tym razem nie specjalnie się do tego rwał.
Teraz było nas czworo,ale nadal nurtowało mnie jedno pytanie.Gdzie do jasnej ten Mike?!
Mike?
od Luny:Gadanina.
-No to co masz mi do powiedzenia?-spytał z chytrym uśmiechem.
-Po pierwsze chytry uśmiech nie czyni cię chytrym,po drugie siła nie czyni cię silnym a po trzecie dałeś się wrobić.
-Niby kiedy?
-Horon obiecał ci coś czym nie dysponuje.
Spojrzał na mnie nieokreślonym spojrzeniem.
-I jak się domyślam nie chodziło o niewolnicę.-dodałam.
-Masz rację.Nie chodziło.
-Dzisiejsze wilki schodzą na psy.Aż tak nisko upadłeś?
-E tam...
-No dobra przejdźmy teraz do tematu że nazywasz go tchórzem.Owszem owszem,ale teraz pokarz ile ty masz tak zwanej,rzadko spotykanej odwagi.No dalej!Przyłóż mi!
-Nie rozumiem twojej logiki.
-Nie musisz po prostu mi przyłóż.
-A jaki to ma sens?
-Powiedzmy ze to taka gra jak butelka.Karze ci coś zrobić jak to zrobisz wygrywasz jak nie,no cóż przegrywasz.
-Czyli mam tylko cię szurnąć?
-Tak.
-Hmmm....nadal cię nie rozumiem do czego to ma prowadzić..?
-Niczego po prostu to zrób.Jak wtedy w lesie.
Zawahał się właśnie na to czekałam.
-I co ?!Wiedziałam!Wyzywasz innych od tchórzy a lepszy nie jesteś!
-Zgaduje że i tobie się zdarza.
-Tak ale ja bym ci to zrobiła i każdemu.W tym Róży.
Wściekł się. Trzęsł się z furii.Wtedy skosiłam mu łapy.Upadł na ziemię.Schyliłam się nad nim jak on wtedy nade mną w lesie i szepnęłam mu coś na ucho.Spojrzał na mnie z jeszcze większą wściekłością a gdy chciał wstać zrobiłam mu to samo co z Kler ostatnio.Gdy leciał zasalutowałam mu wesoło.
-No!I z głowy!Głodna jestem!Kler!
-Tak?-podeszła.
-Dasz jeść?
Podała mi kawał sarniego mięsa.Potem razem poszłyśmy pod moje drzewko
-Czyli dręczenie to twoja pasja?
-No.
Ale gdyby znała całą prawdę.A mianowicie: uwielbiam wnerwiać innych ale czasami poprzez wkurzanie ich próbuję im pomóc.Gdybym była miła to ktoś by mnie wysłuchał?Nie!Byłabym Kler!
No dobra zacznijmy już tę jatkę fajnie jakby potrwała pare opo by kto chce mógł napisac co go spotkało w walce
-No to co masz mi do powiedzenia?-spytał z chytrym uśmiechem.
-Po pierwsze chytry uśmiech nie czyni cię chytrym,po drugie siła nie czyni cię silnym a po trzecie dałeś się wrobić.
-Niby kiedy?
-Horon obiecał ci coś czym nie dysponuje.
Spojrzał na mnie nieokreślonym spojrzeniem.
-I jak się domyślam nie chodziło o niewolnicę.-dodałam.
-Masz rację.Nie chodziło.
-Dzisiejsze wilki schodzą na psy.Aż tak nisko upadłeś?
-E tam...
-No dobra przejdźmy teraz do tematu że nazywasz go tchórzem.Owszem owszem,ale teraz pokarz ile ty masz tak zwanej,rzadko spotykanej odwagi.No dalej!Przyłóż mi!
-Nie rozumiem twojej logiki.
-Nie musisz po prostu mi przyłóż.
-A jaki to ma sens?
-Powiedzmy ze to taka gra jak butelka.Karze ci coś zrobić jak to zrobisz wygrywasz jak nie,no cóż przegrywasz.
-Czyli mam tylko cię szurnąć?
-Tak.
-Hmmm....nadal cię nie rozumiem do czego to ma prowadzić..?
-Niczego po prostu to zrób.Jak wtedy w lesie.
Zawahał się właśnie na to czekałam.
-I co ?!Wiedziałam!Wyzywasz innych od tchórzy a lepszy nie jesteś!
-Zgaduje że i tobie się zdarza.
-Tak ale ja bym ci to zrobiła i każdemu.W tym Róży.
Wściekł się. Trzęsł się z furii.Wtedy skosiłam mu łapy.Upadł na ziemię.Schyliłam się nad nim jak on wtedy nade mną w lesie i szepnęłam mu coś na ucho.Spojrzał na mnie z jeszcze większą wściekłością a gdy chciał wstać zrobiłam mu to samo co z Kler ostatnio.Gdy leciał zasalutowałam mu wesoło.
-No!I z głowy!Głodna jestem!Kler!
-Tak?-podeszła.
-Dasz jeść?
Podała mi kawał sarniego mięsa.Potem razem poszłyśmy pod moje drzewko
-Czyli dręczenie to twoja pasja?
-No.
Ale gdyby znała całą prawdę.A mianowicie: uwielbiam wnerwiać innych ale czasami poprzez wkurzanie ich próbuję im pomóc.Gdybym była miła to ktoś by mnie wysłuchał?Nie!Byłabym Kler!
No dobra zacznijmy już tę jatkę fajnie jakby potrwała pare opo by kto chce mógł napisac co go spotkało w walce
środa, 22 stycznia 2014
Od Mike'a: Jestem tchórzem...
-Ehh....Rób co chcesz-powiedziałem. Byłem zdołowany...Jack. To słowo przypomina tak wiele...Zła i krzywd. Więc po prostu stchórzyłem.
-Serio siedzisz przygnębiony bo się go boisz?
-Nikogo i niczego się nie boję! A zwłaszcza jego! Choć...No może trochę, ale to nie dlatego...Po prostu nie chce mi się gadać.
-Ej ja gadam z kim chcę kiedy chcę.
Przewróciłem oczami.
-W takim razie o czym chcesz pogadać?-zapytałem w końcu.
-Czemu jesteś słabszy od niego?
-Zaraz zaraz! Nigdy ode mnie nie dostałaś skąd niby wiesz czy jestem słabszy czy nie!?-oburzyłem się.
Luna zaczęła się śmiać.
-Serio tak uwielbiasz denerwować innych?-spytałem.
-A i owszem.-odpowiedziała dalej się śmiejąc.
-Dobra, a co do rozmowy. Po prostu istnieją różne gatunki demonów. Ja jestem Demonem-cieniem. Czyli zamieniam się w cień, wnikam w ciała i jestem silny, ale tylko przez ograniczony czas. Za to Jack to Demon-siła. Czyli jest to najsilniejszy gatunek ze wszystkich demonów który swojej siły kiedy chce i ile chce.
-No no niezłe wytłumaczenie-usłyszałem ten głos...Jack- Miałem przyjść tylko na zwiady, ale to nudne...-ziewną.-Tylko Mike zapomniałeś o jednym. Jedne gatunki demonów są demonami, gdy inne są zwykłymi śmieciami.-zaśmiał się. Ten tekst...,, Jedni są lepsi, a reszta jak ty to śmiecie"... Ten tekst panował całe moje życie. Nie wytrzymałem po prostu znów uciekłem, ale wszystko obserwowałem jak cień drzewa.
-Mike nawet pogadać nie możemy!? Jesteś taki, jak zawsze. Jesteś zwykłym tchórzem...
Jego słowa były prawdą...Po raz kolejny uciekłem, ale nie umiem z nim walczyć...Ja na prawdę się boję. Nie jego siły czy tego, ze jest mocniejszym demonem...Po prostu boję się jego samego. Bać się kogoś nie wiedzieć czemu. Żałosne... Jestem po prostu tchórzem.
-Jak się dobrze składa, że też tu jestem bo chciałam z tobą o czymś pomówić Jack. Miało to być podczas naszego starcia, ale można to zrobić teraz. -powiedziała z pewnym siebie uśmieszkiem...
Luna dokończysz?
-Ehh....Rób co chcesz-powiedziałem. Byłem zdołowany...Jack. To słowo przypomina tak wiele...Zła i krzywd. Więc po prostu stchórzyłem.
-Serio siedzisz przygnębiony bo się go boisz?
-Nikogo i niczego się nie boję! A zwłaszcza jego! Choć...No może trochę, ale to nie dlatego...Po prostu nie chce mi się gadać.
-Ej ja gadam z kim chcę kiedy chcę.
Przewróciłem oczami.
-W takim razie o czym chcesz pogadać?-zapytałem w końcu.
-Czemu jesteś słabszy od niego?
-Zaraz zaraz! Nigdy ode mnie nie dostałaś skąd niby wiesz czy jestem słabszy czy nie!?-oburzyłem się.
Luna zaczęła się śmiać.
-Serio tak uwielbiasz denerwować innych?-spytałem.
-A i owszem.-odpowiedziała dalej się śmiejąc.
-Dobra, a co do rozmowy. Po prostu istnieją różne gatunki demonów. Ja jestem Demonem-cieniem. Czyli zamieniam się w cień, wnikam w ciała i jestem silny, ale tylko przez ograniczony czas. Za to Jack to Demon-siła. Czyli jest to najsilniejszy gatunek ze wszystkich demonów który swojej siły kiedy chce i ile chce.
-No no niezłe wytłumaczenie-usłyszałem ten głos...Jack- Miałem przyjść tylko na zwiady, ale to nudne...-ziewną.-Tylko Mike zapomniałeś o jednym. Jedne gatunki demonów są demonami, gdy inne są zwykłymi śmieciami.-zaśmiał się. Ten tekst...,, Jedni są lepsi, a reszta jak ty to śmiecie"... Ten tekst panował całe moje życie. Nie wytrzymałem po prostu znów uciekłem, ale wszystko obserwowałem jak cień drzewa.
-Mike nawet pogadać nie możemy!? Jesteś taki, jak zawsze. Jesteś zwykłym tchórzem...
Jego słowa były prawdą...Po raz kolejny uciekłem, ale nie umiem z nim walczyć...Ja na prawdę się boję. Nie jego siły czy tego, ze jest mocniejszym demonem...Po prostu boję się jego samego. Bać się kogoś nie wiedzieć czemu. Żałosne... Jestem po prostu tchórzem.
-Jak się dobrze składa, że też tu jestem bo chciałam z tobą o czymś pomówić Jack. Miało to być podczas naszego starcia, ale można to zrobić teraz. -powiedziała z pewnym siebie uśmieszkiem...
Luna dokończysz?
od Luny: Horonek
-Czyli co teraz?-spytała mnie Kler gdy szłyśmy razem w stronę domu myśliwego.
-Wolałabym uniknąć obrażeń przed walką z tamtymi więc ja go zajmę a ty znajdziesz Arię i Haru.
-Niech ci będzie...
Weszłyśmy na oświetloną polanę.Wtedy obok pojawił się Mike.
-Hej...-przywitał się ponuro.
-Kogo moje piękne oczy widzą?!Toszto nasz kochany Mike we własnej osobie!-wykrzyknęłam radośnie-To gdzieś się podziewał?
Milczał z niezadowoloną miną na pysku.
-Oj nie złość się tylko się droczę.
-Mniejsza o to....czyli ty zajmiesz się Horonem,Kler stworzeniami to ja co mam robić?
-Kryć tyły lub pilnować Kler.
-Co?!-wykrzyknęła z oburzeniem wilczyca.
-Jeśli ktoś tu potrzebuję pomocy to właśnie ty.Pół biedy jak nie masz samokątroli a umiesz walczyć gorzej jak nie umiesz.
-Nie pozwalaj sobie!
-Pozwalam sobie na wszystko na co mam ochotę.
-Dobra dziewczyny może lepiej przerwijcie tę sprzeczkę nim dojdzie do czegoś więcej.
-Jak raz się zgadzam.To mogło by się dla ciebie bardzo źle skończyć-powiedziałam zwracając się do naszego drogiego marszałka.
Potem sprzeczałyśmy się jeszcze przez chwilę,a potem nastała cisza.Gdy dotarliśmy do domu Horona ustaliliśmy plan.
-No dobra idę na niego.W razie potrzeby Kler siedzi cicho,a ty Mike ruszasz siedzenie,ale go nie ukatrup bo wolałabym zrobić to sama i kiedy indziej.
Rozeszliśmy się.Ja poszłam pod drzwi i grzecznie zapukałam.
-Witaj moja droga Luno!Jak dobrze cię znowu widzieć!-przywitał mnie otwierając drzwi na oścież.
-Ja też się cieszę na twój widok.-powiedziałam z uśmiechem.
-Zapraszam wejdź do środka.
Weszłam.Panował tam taki smród że nawet mucha nie siada.Usiedliśmy na fotelach.
-No na pewno jesteś ciekawa jak uzyskałem tak liczną armię!
-Niezbyt,ale skoro chcesz to mów.
-A może ciekawi cię jak na mówiłem na to Jacka co?
-To samo, jeśli chcesz to nawijaj.
-Proszę cię bardzo!Zaproponowałem mu kuszącą nagrodę.
-A czym dysponujesz takim czego demon sam nie zdobędzie?
Roześmiał się.
-Hę!Obiecałem mu-zawiesił głos dla wrażenia-Ciebie!
Powstrzymałam się przed rozszarpaniem mu gardła.
-Obiecałeś mu coś czym nie dysponujesz.
-Teraz owszem.Tak na prawdę na tych stworkach mi nie zależy.Interesuje mnie tylko wasza czwórka.Ty,Róża,Demon i Rubin.
-Liczyłeś pewnie że przyjdziemy razem.
-Tak,ale w sumie mogę zadowolić się twoją głową.
-Co za ironia!Ja też chętnie powieszę twoją nad kominkiem!
-No widzisz!Jak wiele nas łączy!
-No dobra idziemy na solo bez magii i pistoletu?-powiedziałam cicho.
-Tak.-rzekł z ulgą.
Stanęliśmy na polanie przed jego domem.Tak na marginesie jego dom był na wzgórzu.
Rzuciliśmy się ku sobie.Nie chce mi się opisywać dokładniej walki więc powiem że po jakichś pięciu minutach oboje pluliśmy krwią i nią opciekaliśmy.Tyle że ja nie tylko swoją ale i jego.Walczył nożem.Potem gdy miałam już tego po kokardkę zawyłam by dać znak reszcie że koniec zabawy.
Zaraz obok Horona pojawił się Mike i popchną oszołomionego starucha.
Spętałam go jakimiś pnączami.Podeszłam i ostrożnie rozdarłam mu koszulę.
-Co ty robisz?!-krzykną.
-Daję mu autograf.Jak chcesz to też możesz.
Napisałam mu na plecach drukowanymi literami "LUNA''.
-No dalej wiem że też masz ochotę.
Mike podszedł do niego i też się podpisał.Horon krzyczał w niebo głosy kiedy pisaliśmy.
Potem przybiegła Kler z Haru i Arią.
-To obrzydliwe...
-Cicho!Zazdrościsz bo ci pozwolę!
Burknęła coś pod nosem.
-No dobra zwijajmy się.-powiedział ponuro Mike.
Już chciałam wsiąść na Haru gdy na mnie naskrzeczał i prawie dziobną.
-A ci co?!Znamy się tak długo a ty tak mnie traktujesz?!
Podeszłam do Arii ale ona zafajczyłą się gdy do niej podeszłam.
-To jakieś żarty...Kler powiedz że to żarty.
-Wiesz to chyba wina Jokera.
-Coś ty im nagadał?!
-Opowiedziałem jak byłaś dla mnie nie uprzejma gdy byłem związany.-odparł z powagą.
-Czyli to ptasi sojusz jest...-westchnęłam.-Mike?
-Tak?
-Zamieniaj się w smoka.
\Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-No dalej muszę jakoś tam dotrzeć a wystrzelać się z sosny nie zamierzam.
Zamienił się w smoka i niechętnie wgramoliłam się na niego.Gdy wystartowaliśmy :
-Wysadźcie mnie nad jeziorem i ani słowa Zekowi.Jasne?!
Przytaknęli.Lecieliśmy dość długo.Kler na Jokerze.Nadal miałam do niego wyrzuty.Lecąc na Mike'u czułam się....niezręcznie.
Wysadzili mnie nad jeziorem.Pobiegłam szybko do jaskini.Tak na marginesie była strasznie zakurzona bo rzadko w niej przebywam. Wygrzebałam zbroję i założyłam.Zawiodłam się jednak bo hełm już na mnie nie pasował. Zbrojka była ze stali . Wyglądało na to że Róża ją czyściła.Okrywała tylko kark takimi płytkami jak dachówki , ramiona i uda(sprawdzałam w necie nie dało się tego inaczej nazwać).Wyszłam na dwór i wcisnęłam stary hełm Kler:
-To chyba twój rozmiar.
Potem poszłam do Róży ,pomagałą przy kuciu.Spojrzała na mnie.
-Tak wiem jestem niedojrzałą idiotką,psycholką i chodzącą głupotą.
-Dokłądnie...
-Pomóc?
-Nie.
Odeszłam.Na kamieniu siedział Mike.Widocznie zmartwiony pewnie tym że będzie miał braciszka na przeciw siebie.
-Witam naszego drogiego demonka!Stresik?
Wzruszył ramionami.
-Jak chcesz to chętnie wezmę go na siebie.Ja w sumie mam z nim o czymś do pogadania.a wiesz przecierz jak lubię takie kurturalne pogawędki.
Mike?
-Czyli co teraz?-spytała mnie Kler gdy szłyśmy razem w stronę domu myśliwego.
-Wolałabym uniknąć obrażeń przed walką z tamtymi więc ja go zajmę a ty znajdziesz Arię i Haru.
-Niech ci będzie...
Weszłyśmy na oświetloną polanę.Wtedy obok pojawił się Mike.
-Hej...-przywitał się ponuro.
-Kogo moje piękne oczy widzą?!Toszto nasz kochany Mike we własnej osobie!-wykrzyknęłam radośnie-To gdzieś się podziewał?
Milczał z niezadowoloną miną na pysku.
-Oj nie złość się tylko się droczę.
-Mniejsza o to....czyli ty zajmiesz się Horonem,Kler stworzeniami to ja co mam robić?
-Kryć tyły lub pilnować Kler.
-Co?!-wykrzyknęła z oburzeniem wilczyca.
-Jeśli ktoś tu potrzebuję pomocy to właśnie ty.Pół biedy jak nie masz samokątroli a umiesz walczyć gorzej jak nie umiesz.
-Nie pozwalaj sobie!
-Pozwalam sobie na wszystko na co mam ochotę.
-Dobra dziewczyny może lepiej przerwijcie tę sprzeczkę nim dojdzie do czegoś więcej.
-Jak raz się zgadzam.To mogło by się dla ciebie bardzo źle skończyć-powiedziałam zwracając się do naszego drogiego marszałka.
Potem sprzeczałyśmy się jeszcze przez chwilę,a potem nastała cisza.Gdy dotarliśmy do domu Horona ustaliliśmy plan.
-No dobra idę na niego.W razie potrzeby Kler siedzi cicho,a ty Mike ruszasz siedzenie,ale go nie ukatrup bo wolałabym zrobić to sama i kiedy indziej.
Rozeszliśmy się.Ja poszłam pod drzwi i grzecznie zapukałam.
-Witaj moja droga Luno!Jak dobrze cię znowu widzieć!-przywitał mnie otwierając drzwi na oścież.
-Ja też się cieszę na twój widok.-powiedziałam z uśmiechem.
-Zapraszam wejdź do środka.
Weszłam.Panował tam taki smród że nawet mucha nie siada.Usiedliśmy na fotelach.
-No na pewno jesteś ciekawa jak uzyskałem tak liczną armię!
-Niezbyt,ale skoro chcesz to mów.
-A może ciekawi cię jak na mówiłem na to Jacka co?
-To samo, jeśli chcesz to nawijaj.
-Proszę cię bardzo!Zaproponowałem mu kuszącą nagrodę.
-A czym dysponujesz takim czego demon sam nie zdobędzie?
Roześmiał się.
-Hę!Obiecałem mu-zawiesił głos dla wrażenia-Ciebie!
Powstrzymałam się przed rozszarpaniem mu gardła.
-Obiecałeś mu coś czym nie dysponujesz.
-Teraz owszem.Tak na prawdę na tych stworkach mi nie zależy.Interesuje mnie tylko wasza czwórka.Ty,Róża,Demon i Rubin.
-Liczyłeś pewnie że przyjdziemy razem.
-Tak,ale w sumie mogę zadowolić się twoją głową.
-Co za ironia!Ja też chętnie powieszę twoją nad kominkiem!
-No widzisz!Jak wiele nas łączy!
-No dobra idziemy na solo bez magii i pistoletu?-powiedziałam cicho.
-Tak.-rzekł z ulgą.
Stanęliśmy na polanie przed jego domem.Tak na marginesie jego dom był na wzgórzu.
Rzuciliśmy się ku sobie.Nie chce mi się opisywać dokładniej walki więc powiem że po jakichś pięciu minutach oboje pluliśmy krwią i nią opciekaliśmy.Tyle że ja nie tylko swoją ale i jego.Walczył nożem.Potem gdy miałam już tego po kokardkę zawyłam by dać znak reszcie że koniec zabawy.
Zaraz obok Horona pojawił się Mike i popchną oszołomionego starucha.
Spętałam go jakimiś pnączami.Podeszłam i ostrożnie rozdarłam mu koszulę.
-Co ty robisz?!-krzykną.
-Daję mu autograf.Jak chcesz to też możesz.
Napisałam mu na plecach drukowanymi literami "LUNA''.
-No dalej wiem że też masz ochotę.
Mike podszedł do niego i też się podpisał.Horon krzyczał w niebo głosy kiedy pisaliśmy.
Potem przybiegła Kler z Haru i Arią.
-To obrzydliwe...
-Cicho!Zazdrościsz bo ci pozwolę!
Burknęła coś pod nosem.
-No dobra zwijajmy się.-powiedział ponuro Mike.
Już chciałam wsiąść na Haru gdy na mnie naskrzeczał i prawie dziobną.
-A ci co?!Znamy się tak długo a ty tak mnie traktujesz?!
Podeszłam do Arii ale ona zafajczyłą się gdy do niej podeszłam.
-To jakieś żarty...Kler powiedz że to żarty.
-Wiesz to chyba wina Jokera.
-Coś ty im nagadał?!
-Opowiedziałem jak byłaś dla mnie nie uprzejma gdy byłem związany.-odparł z powagą.
-Czyli to ptasi sojusz jest...-westchnęłam.-Mike?
-Tak?
-Zamieniaj się w smoka.
\Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-No dalej muszę jakoś tam dotrzeć a wystrzelać się z sosny nie zamierzam.
Zamienił się w smoka i niechętnie wgramoliłam się na niego.Gdy wystartowaliśmy :
-Wysadźcie mnie nad jeziorem i ani słowa Zekowi.Jasne?!
Przytaknęli.Lecieliśmy dość długo.Kler na Jokerze.Nadal miałam do niego wyrzuty.Lecąc na Mike'u czułam się....niezręcznie.
Wysadzili mnie nad jeziorem.Pobiegłam szybko do jaskini.Tak na marginesie była strasznie zakurzona bo rzadko w niej przebywam. Wygrzebałam zbroję i założyłam.Zawiodłam się jednak bo hełm już na mnie nie pasował. Zbrojka była ze stali . Wyglądało na to że Róża ją czyściła.Okrywała tylko kark takimi płytkami jak dachówki , ramiona i uda(sprawdzałam w necie nie dało się tego inaczej nazwać).Wyszłam na dwór i wcisnęłam stary hełm Kler:
-To chyba twój rozmiar.
Potem poszłam do Róży ,pomagałą przy kuciu.Spojrzała na mnie.
-Tak wiem jestem niedojrzałą idiotką,psycholką i chodzącą głupotą.
-Dokłądnie...
-Pomóc?
-Nie.
Odeszłam.Na kamieniu siedział Mike.Widocznie zmartwiony pewnie tym że będzie miał braciszka na przeciw siebie.
-Witam naszego drogiego demonka!Stresik?
Wzruszył ramionami.
-Jak chcesz to chętnie wezmę go na siebie.Ja w sumie mam z nim o czymś do pogadania.a wiesz przecierz jak lubię takie kurturalne pogawędki.
Mike?
od Kler: Motyw.
-Róża wiesz czy jak już powiadomimy tamtych będę mogła iść poszukać Luny?
-A na pewno chcesz wchodzić jej w drogę?-spytała bez przekonania,
-Nie chcę tylko spróbować jej pomóc lub namówić do powrotu.
-To właśnie to o czym mówię.
-Samej jej nie puszczę!
-Niech ci będzie ale raczej nie będzie cię pytać o zdanie.
Poszliśmy z Demonem do sąsiadów a raczej polecieliśmy na Jokerze:
-No dobra, pomożemy wam-powiedział alfa tamtej watahy-,ale powiedz mi
Tylko szczerze! Czy w waszej watasze jest taka biała wilczyca o krótkiej sierści i niebieskich włosach?
-Luna! Widziałeś ją?!
-Tak , a nawet mam po niej pamiątkę.-pokazał paskudnego sińca na grzbiecie.- na długo ją zapamiętam.
Gdy wszystko ustaliliśmy poszliśmy do opuszczonego obozu . Zauważyłam tam coś dziwnego. Parę metrów od dziwnej jaskini było wgłębienie w kształcie wilka. Gdy przyjrzałam się dokładniej zauważyłam że tu najwyraźniej zaryła Luna.
-Kto zdołał by ją tak załatwić?!-zdziwiłam się.
Demon wzruszył ramionami.
-To tobie zamarzyło się jej szukać. Ale z tego co widzę potem wstała i wspięła się na sosnę. Teoretycznie wystrzeliła się z niej.
-Wystrzeliła?!
-Są tylko trzy rzeczy które potrafią tak nagiąć drzewo: Bogowie, wiatr i Luna.
-Nie wierzę w nią...
-Ja też nie...-westchną i zostawił mnie samą.
-No dobra no to trzeba zasuwać po tę wariatkę.-powiedziałam sama do siebie.
Nagle coś się poruszyło obok mnie. Z mojego cienia wyskoczył drugi, a z drugiego cienia Mike.
-Co ty tu?!
-Idę z tobą.
-CO?!
-No powiedziałem . Idę z tobą.
Nie dyskutowałam. Przynajmniej nie musiałam szukać Luny sama.
-Ale chwila przecież możesz się do niej przenieść przez cień.
-Teraz siedzi gdzieś w ciemności. Nie ma cienia.
Poszliśmy przed siebie. Nie rozmawialiśmy. Zastanawiałam się tylko po co przylazł. Po co miałby szukać Luny?
Po chwili coś poczuliśmy.
-To chyba Luna.-powiedziałam.
Pobiegliśmy w stronę jakiejś jaskini. Była tam. Mokra, poobijana i wyraźnie zmęczona. Nigdy jej takiej nie widziałam.
Spojrzała na nas, a potem znów odwróciła głowę, leżała zwinięta w kłębek.
-Po coście przyleźli?
-Ja...-zaczęłam, ale nagle usłyszeliśmy jakiś głos.
-Witam, witam ! Mike stary! Jak dobrze cię widzieć!
-Co?Ty? -Mike zesztywniał.
-Wiedziałem że ktoś po nią przyjdzie. Ale szczerze? Spodziewałem się jej brata, siostry ewentułalnię Rubina czy Kevina, ale ciebię braciszku?
Nie.
Mike wyglądał na...przestraszonego?!Naglę Luna wstała.
-Czyli nasz drogi Zeusek miał dwójkę synalków. No ale Mike teraz sypnę ci kąplemęntem. Twój brat wygląda jeszczę gorzej od ciebię.
Ledwo powstrzymałam śmiech. I że nawet w takiej sytułacji można zachować humor...
-Jack...-powiedział Mike jakby nieobecny. A potem zrobił coś co zbiło mnię z tropu. Znikną. Pewnie przeniósł się do czyjegoś cienia.
-Mike!!! Ty tchórzu!! Wracaj!
-Nie spodziewaj się po nim zbyt wiele wiewiórko.-skomentowała Luna.
-Dość!-krzyknęłam.-Mam dość tych waszych sprzeczek! Mam gdzięś że jest was dwóch! Mam gdzieś Horona i tę waszą bandę!!!Słowa nic tu nie zmienią!
Skoczyłam ku niemu, ale bez trudu mnie odepchną. Uderzyłam w pień drzewa.
-No a myślałam że to ja mam problemy z samokątrolą.-skomentowała.
-Cicho!
Po raz pierwszy zdarzyło mi się tak zachować wobec kogoś o wyższej pozycji.
-Brawo! Zaczynasz się zachowywać jak na wilka przystało!
Potem ni z tego ni z owego gałąź drzewa pod którym leżałam podniosła mnie i wyrzuciła w powietrze. Wylądowałam gdzieś na szczycie...niskiej płaskiej na górze i stromej po bokach góry? Zaraz potem obok wylądowała Luna.
-Jak ty tu? Jak ty? Czemu nie zrobiłaś tego wcześniej?!
-Inaczej nie byłoby ciekawie.
-Mniejsza o to musimy wracać.
-Nie ty musisz. Ja jeśli komuś podlegam to sobie. Nie jestem alfą ,ani betą, ale czy widzisz tu Kevina lub Różę i Rubina?
-Nie,alę wszyscy szykują się do walki!
-Jeśli chodzi ci o sprzęt typu zbroja mam jeszcze stary, leży w jaskini.
-Nie obchodzi mnie to że chcesz się zemścić na Horonie!!!
-Tu nie chodzi o niego!Tylko o Arię i Haru!!
-A no tak....o nich zapomniałam.
Luna?
-Róża wiesz czy jak już powiadomimy tamtych będę mogła iść poszukać Luny?
-A na pewno chcesz wchodzić jej w drogę?-spytała bez przekonania,
-Nie chcę tylko spróbować jej pomóc lub namówić do powrotu.
-To właśnie to o czym mówię.
-Samej jej nie puszczę!
-Niech ci będzie ale raczej nie będzie cię pytać o zdanie.
Poszliśmy z Demonem do sąsiadów a raczej polecieliśmy na Jokerze:
-No dobra, pomożemy wam-powiedział alfa tamtej watahy-,ale powiedz mi
Tylko szczerze! Czy w waszej watasze jest taka biała wilczyca o krótkiej sierści i niebieskich włosach?
-Luna! Widziałeś ją?!
-Tak , a nawet mam po niej pamiątkę.-pokazał paskudnego sińca na grzbiecie.- na długo ją zapamiętam.
Gdy wszystko ustaliliśmy poszliśmy do opuszczonego obozu . Zauważyłam tam coś dziwnego. Parę metrów od dziwnej jaskini było wgłębienie w kształcie wilka. Gdy przyjrzałam się dokładniej zauważyłam że tu najwyraźniej zaryła Luna.
-Kto zdołał by ją tak załatwić?!-zdziwiłam się.
Demon wzruszył ramionami.
-To tobie zamarzyło się jej szukać. Ale z tego co widzę potem wstała i wspięła się na sosnę. Teoretycznie wystrzeliła się z niej.
-Wystrzeliła?!
-Są tylko trzy rzeczy które potrafią tak nagiąć drzewo: Bogowie, wiatr i Luna.
-Nie wierzę w nią...
-Ja też nie...-westchną i zostawił mnie samą.
-No dobra no to trzeba zasuwać po tę wariatkę.-powiedziałam sama do siebie.
Nagle coś się poruszyło obok mnie. Z mojego cienia wyskoczył drugi, a z drugiego cienia Mike.
-Co ty tu?!
-Idę z tobą.
-CO?!
-No powiedziałem . Idę z tobą.
Nie dyskutowałam. Przynajmniej nie musiałam szukać Luny sama.
-Ale chwila przecież możesz się do niej przenieść przez cień.
-Teraz siedzi gdzieś w ciemności. Nie ma cienia.
Poszliśmy przed siebie. Nie rozmawialiśmy. Zastanawiałam się tylko po co przylazł. Po co miałby szukać Luny?
Po chwili coś poczuliśmy.
-To chyba Luna.-powiedziałam.
Pobiegliśmy w stronę jakiejś jaskini. Była tam. Mokra, poobijana i wyraźnie zmęczona. Nigdy jej takiej nie widziałam.
Spojrzała na nas, a potem znów odwróciła głowę, leżała zwinięta w kłębek.
-Po coście przyleźli?
-Ja...-zaczęłam, ale nagle usłyszeliśmy jakiś głos.
-Witam, witam ! Mike stary! Jak dobrze cię widzieć!
-Co?Ty? -Mike zesztywniał.
-Wiedziałem że ktoś po nią przyjdzie. Ale szczerze? Spodziewałem się jej brata, siostry ewentułalnię Rubina czy Kevina, ale ciebię braciszku?
Nie.
Mike wyglądał na...przestraszonego?!Naglę Luna wstała.
-Czyli nasz drogi Zeusek miał dwójkę synalków. No ale Mike teraz sypnę ci kąplemęntem. Twój brat wygląda jeszczę gorzej od ciebię.
Ledwo powstrzymałam śmiech. I że nawet w takiej sytułacji można zachować humor...
-Jack...-powiedział Mike jakby nieobecny. A potem zrobił coś co zbiło mnię z tropu. Znikną. Pewnie przeniósł się do czyjegoś cienia.
-Mike!!! Ty tchórzu!! Wracaj!
-Nie spodziewaj się po nim zbyt wiele wiewiórko.-skomentowała Luna.
-Dość!-krzyknęłam.-Mam dość tych waszych sprzeczek! Mam gdzięś że jest was dwóch! Mam gdzieś Horona i tę waszą bandę!!!Słowa nic tu nie zmienią!
Skoczyłam ku niemu, ale bez trudu mnie odepchną. Uderzyłam w pień drzewa.
-No a myślałam że to ja mam problemy z samokątrolą.-skomentowała.
-Cicho!
Po raz pierwszy zdarzyło mi się tak zachować wobec kogoś o wyższej pozycji.
-Brawo! Zaczynasz się zachowywać jak na wilka przystało!
Potem ni z tego ni z owego gałąź drzewa pod którym leżałam podniosła mnie i wyrzuciła w powietrze. Wylądowałam gdzieś na szczycie...niskiej płaskiej na górze i stromej po bokach góry? Zaraz potem obok wylądowała Luna.
-Jak ty tu? Jak ty? Czemu nie zrobiłaś tego wcześniej?!
-Inaczej nie byłoby ciekawie.
-Mniejsza o to musimy wracać.
-Nie ty musisz. Ja jeśli komuś podlegam to sobie. Nie jestem alfą ,ani betą, ale czy widzisz tu Kevina lub Różę i Rubina?
-Nie,alę wszyscy szykują się do walki!
-Jeśli chodzi ci o sprzęt typu zbroja mam jeszcze stary, leży w jaskini.
-Nie obchodzi mnie to że chcesz się zemścić na Horonie!!!
-Tu nie chodzi o niego!Tylko o Arię i Haru!!
-A no tak....o nich zapomniałam.
Luna?
niedziela, 19 stycznia 2014
Od Róży:Szkoda gadać...
Kiedy się naprawdę zdenerwuję trudno mnie uspokoić.Bez problemu go przygwoździłam do ziemi nawet nie zauważyłam jak Kevin zwołał watahę.Już miałam poranić Mike'a kiedy...
-Róża,nie!-Krzyknęli i się opanowałam.
-Już dobrze.
Wtedy zauważyłam Zeke'a.
-Zeke gdzie Luna!!!
-Przysłała mnie bym sprawdził czy nic ci nie jest.
-Dobrze,Kler weź Demona i idźcie do naszych sąsiadów żeby przygotowali się do walki po naszej stronie.Doniesiono mi że ich nowy przywódca to demon.A,jeśli się nie zgodzą powiedz że im też grozi niebezpieczeństwo.
-Tak jest,idziemy!
-Dobrze reszta zajmie się przygotowaniem broni.
-Tak jest!-odpowiedzieli chórem.
-Połowa idzie szukać kryształów Rubin was pokieruje i pomorze ja pomogę przy kuciu!
Zajęliśmy się tym gdy przyszła Kler.
Kler dokończysz.
Kiedy się naprawdę zdenerwuję trudno mnie uspokoić.Bez problemu go przygwoździłam do ziemi nawet nie zauważyłam jak Kevin zwołał watahę.Już miałam poranić Mike'a kiedy...
-Róża,nie!-Krzyknęli i się opanowałam.
-Już dobrze.
Wtedy zauważyłam Zeke'a.
-Zeke gdzie Luna!!!
-Przysłała mnie bym sprawdził czy nic ci nie jest.
-Dobrze,Kler weź Demona i idźcie do naszych sąsiadów żeby przygotowali się do walki po naszej stronie.Doniesiono mi że ich nowy przywódca to demon.A,jeśli się nie zgodzą powiedz że im też grozi niebezpieczeństwo.
-Tak jest,idziemy!
-Dobrze reszta zajmie się przygotowaniem broni.
-Tak jest!-odpowiedzieli chórem.
-Połowa idzie szukać kryształów Rubin was pokieruje i pomorze ja pomogę przy kuciu!
Zajęliśmy się tym gdy przyszła Kler.
Kler dokończysz.
sobota, 18 stycznia 2014
od Luny:A jednak może być gorzej.
Zostałam sama.To nawet lepiej teraz mogę sie o wiele szybciej przemieszczać.
Wspięłam się na czubek wysokiej sosny i kazałam jej wygiąć się w tył.Potem poluzowałam i wystrzeliłam w powietrze.Nie powiem że czuję się komfortowo gdy nie mam niczego o co można by się było oprzeć,ale przynajmniej było szybko.W brew pozorom lądowanie jest dość łatwe.
Można zanurkować w jeziorze jeśli jest,w czasie deszczu nakazać kroplom wody spowolnić opadanie,skakać po ptakach i wiele innych.Po kilku wystrzałach z czubka sosny coś usłyszałam.Odgłosy walki o ile się nie mylę.Spojrzałam na ziemię.,,Widocznie nie tylko nam dokucza ta szarańcza''pomyślałam na widok sąsiedniej watahy ścierającej się z jak sadzę wilkami Horona.
-Mogę im pomóc i zrobić coś dobrego lub wkraść się do obozu wroga gdy go nie pilnuje-powiedziałam sama do siebie.
Obie możliwości były kuszące i pożyteczne.Zdecydowałam się więc na kompromis.Zeskoczyłam na ziemie i dołączyłam do sąsiadów.Jednak nie do każdego dotarło że chcę im pomóc(a raczej się pobawić na ich korzyść).Jeden nich rzucił się na mnie.W prawdzie nic mi nie zrobił ale to irytujące gdy chcesz komuś pomóc a ten ci utrudnia.Przygwożdziłam go do gleby.
-Nie ogarniasz?!Chce wam pomóc!
-Nie potrzebujemy pomocy!
-Właśnie widzę-pokazałam mu na młodego wojownika którym rzucały do siebie dwa wilki.
Wilk warkną tylko a ja go wypuściłam.
-Nie oczekuj nagrody.
-Od was?!-roześmiałam się.-co wy możecie mi dać?!Jestem z kryształowej.Nie potrzebuję nowej,a już na pewno takich..-nie wiedziałam jak ująć jednym słowem to jak są nieporadni.-..oj dobra po prostu niczego nie oczekuje poza rozrywką płynącą z walki.
Walczyłam jeszcze przez chwilę potem poszłam szukać obozu bo nie chcę walczyć z wszystkimi na raz gdy już wrócą.W pseudo jaskini walały się stosy raportów,rozkazów i list wojowników.Przeglądałam je aż zobaczyłam wiadomość o jak się zdaje zmianie dowodzenia.Miał im od teraz dowodzić jakiś wilk imieniem Jack.Przyglądałam się uważnie szukając jakichś szczegułów.Naglę usłyszałam za plecami jakiś głos:
-Witam witam.
Odwróciłam się.Stał tam jakiś wilk spory i dość cudaczny.

-Miło poznać.
-Znalazłaś coś ciekawego?-uśmiechną się złośliwie,nieco podobnie do Mike'a.
-Owszem.Ty zapewne jesteś Jack.-uśmiechnęłam się .
Pokiwał głową.
-A ty zapewne Luna.
-Tak.
-Co cię sprowadza w nasze skromne progi?
-Ciekawość.
-Ciekawe.
-Mnie to raczej ciekawi dlaczego przypominasz szczura.
-To proste.
-Jak precel.-skomentowałam.
Roześmiał się.
-To wasze poczucie humoru.
-Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie.A zresztą i tak już idę.
Właśnie postawiłam łapę na ziemi poza ,,jaskinią'' gdy ten chwycił mnie za ramię.
-Do kąt to?
-Nie dotykaj mnie.
Roześmiał się.
-Nie dotykaj mnie.-powturzyłam
-A co?-znów ten rechot-Zabronisz mi?
Wzruszyłam ramionami.Puścił mnie.Nadal na niego nie patrząc powiedziałam:
-Za kogo ty się uważasz?
-A ciekawi cię to?
-Szczerze?Nie.
Warknęłam gdy mnie szturchną.
-Po co te nerwy?
Nie odpowiedziałam.
-Boisz się?
Starałam się trzymać nerwy na wodzy ale nie wytrzymałam i rzuciłam mu się do gardła.Ten jednak z nienaturalną siłą mnie odepchną.
Upadłam na ziemię parę metrów od pseudo jaskini.
-A oto odpowiedź-szepną mi na ucho nachylając się-Jestem demonem.
Te słowa zabrzmiały mi w uszach echem.,,Demon''pomyślałam z paniką a chwilę potem się za to skarciłam.
-Gratulację.Ale możesz być i bogiem.Co to za różnica nie warto po co skazywać się na coś tak okropnego.No popatrz na siebie.Jestem pewna że się taki urodziłeś...
-Racja, te drobne zmiany pojawiły się po staniu się demonem,ale musisz przyznać że robią wrażenie.-uśmiechną się.
Splunełam podnosząc się z ziemi.
-I będzie nas więcej więc nie licz że obroni was ten...jak mu tam?Mike?
To mnie zszokowało ,z kąt wiedział o Mike'u?Przecież nie walczył razem z nami!
-To co teraz stanę się niewolniczką?
-Tak Horona.
Westchnęłam.
-Rozczarujesz się..-powiedziałam bezbarwnie i sypnęłam mu piach w oczy.
Warkną.
Odbiegłam najszybciej jak mogłam .O dziwo nie przeniósł się do mnie przez cień tak jak Mike tylko mnie ścigał.Pewnie nie potrafił.Byłam poobijana więc nie mogąc biec dalej wspięłam się na czubek sosny.
Mniejszej niż poprzednie ale musiała mi wystarczyć.Wystrzeliłam i wylądowałam w jakimś jeziorze.Rozpadało się więc schowałam się w opuszczonej jaskini jakieś 2 kilometry od jeziora.Tam zamierzałam przespać noc.A tak właściwie spróbować ją przespać.
Zostałam sama.To nawet lepiej teraz mogę sie o wiele szybciej przemieszczać.
Wspięłam się na czubek wysokiej sosny i kazałam jej wygiąć się w tył.Potem poluzowałam i wystrzeliłam w powietrze.Nie powiem że czuję się komfortowo gdy nie mam niczego o co można by się było oprzeć,ale przynajmniej było szybko.W brew pozorom lądowanie jest dość łatwe.
Można zanurkować w jeziorze jeśli jest,w czasie deszczu nakazać kroplom wody spowolnić opadanie,skakać po ptakach i wiele innych.Po kilku wystrzałach z czubka sosny coś usłyszałam.Odgłosy walki o ile się nie mylę.Spojrzałam na ziemię.,,Widocznie nie tylko nam dokucza ta szarańcza''pomyślałam na widok sąsiedniej watahy ścierającej się z jak sadzę wilkami Horona.
-Mogę im pomóc i zrobić coś dobrego lub wkraść się do obozu wroga gdy go nie pilnuje-powiedziałam sama do siebie.
Obie możliwości były kuszące i pożyteczne.Zdecydowałam się więc na kompromis.Zeskoczyłam na ziemie i dołączyłam do sąsiadów.Jednak nie do każdego dotarło że chcę im pomóc(a raczej się pobawić na ich korzyść).Jeden nich rzucił się na mnie.W prawdzie nic mi nie zrobił ale to irytujące gdy chcesz komuś pomóc a ten ci utrudnia.Przygwożdziłam go do gleby.
-Nie ogarniasz?!Chce wam pomóc!
-Nie potrzebujemy pomocy!
-Właśnie widzę-pokazałam mu na młodego wojownika którym rzucały do siebie dwa wilki.
Wilk warkną tylko a ja go wypuściłam.
-Nie oczekuj nagrody.
-Od was?!-roześmiałam się.-co wy możecie mi dać?!Jestem z kryształowej.Nie potrzebuję nowej,a już na pewno takich..-nie wiedziałam jak ująć jednym słowem to jak są nieporadni.-..oj dobra po prostu niczego nie oczekuje poza rozrywką płynącą z walki.
Walczyłam jeszcze przez chwilę potem poszłam szukać obozu bo nie chcę walczyć z wszystkimi na raz gdy już wrócą.W pseudo jaskini walały się stosy raportów,rozkazów i list wojowników.Przeglądałam je aż zobaczyłam wiadomość o jak się zdaje zmianie dowodzenia.Miał im od teraz dowodzić jakiś wilk imieniem Jack.Przyglądałam się uważnie szukając jakichś szczegułów.Naglę usłyszałam za plecami jakiś głos:
-Witam witam.
Odwróciłam się.Stał tam jakiś wilk spory i dość cudaczny.
-Miło poznać.
-Znalazłaś coś ciekawego?-uśmiechną się złośliwie,nieco podobnie do Mike'a.
-Owszem.Ty zapewne jesteś Jack.-uśmiechnęłam się .
Pokiwał głową.
-A ty zapewne Luna.
-Tak.
-Co cię sprowadza w nasze skromne progi?
-Ciekawość.
-Ciekawe.
-Mnie to raczej ciekawi dlaczego przypominasz szczura.
-To proste.
-Jak precel.-skomentowałam.
Roześmiał się.
-To wasze poczucie humoru.
-Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie.A zresztą i tak już idę.
Właśnie postawiłam łapę na ziemi poza ,,jaskinią'' gdy ten chwycił mnie za ramię.
-Do kąt to?
-Nie dotykaj mnie.
Roześmiał się.
-Nie dotykaj mnie.-powturzyłam
-A co?-znów ten rechot-Zabronisz mi?
Wzruszyłam ramionami.Puścił mnie.Nadal na niego nie patrząc powiedziałam:
-Za kogo ty się uważasz?
-A ciekawi cię to?
-Szczerze?Nie.
Warknęłam gdy mnie szturchną.
-Po co te nerwy?
Nie odpowiedziałam.
-Boisz się?
Starałam się trzymać nerwy na wodzy ale nie wytrzymałam i rzuciłam mu się do gardła.Ten jednak z nienaturalną siłą mnie odepchną.
Upadłam na ziemię parę metrów od pseudo jaskini.
-A oto odpowiedź-szepną mi na ucho nachylając się-Jestem demonem.
Te słowa zabrzmiały mi w uszach echem.,,Demon''pomyślałam z paniką a chwilę potem się za to skarciłam.
-Gratulację.Ale możesz być i bogiem.Co to za różnica nie warto po co skazywać się na coś tak okropnego.No popatrz na siebie.Jestem pewna że się taki urodziłeś...
-Racja, te drobne zmiany pojawiły się po staniu się demonem,ale musisz przyznać że robią wrażenie.-uśmiechną się.
Splunełam podnosząc się z ziemi.
-I będzie nas więcej więc nie licz że obroni was ten...jak mu tam?Mike?
To mnie zszokowało ,z kąt wiedział o Mike'u?Przecież nie walczył razem z nami!
-To co teraz stanę się niewolniczką?
-Tak Horona.
Westchnęłam.
-Rozczarujesz się..-powiedziałam bezbarwnie i sypnęłam mu piach w oczy.
Warkną.
Odbiegłam najszybciej jak mogłam .O dziwo nie przeniósł się do mnie przez cień tak jak Mike tylko mnie ścigał.Pewnie nie potrafił.Byłam poobijana więc nie mogąc biec dalej wspięłam się na czubek sosny.
Mniejszej niż poprzednie ale musiała mi wystarczyć.Wystrzeliłam i wylądowałam w jakimś jeziorze.Rozpadało się więc schowałam się w opuszczonej jaskini jakieś 2 kilometry od jeziora.Tam zamierzałam przespać noc.A tak właściwie spróbować ją przespać.
od Zeke'a: Coś nie tak.
Zatrzymaliśmy się z Luną w jakiejś opuszczonej jaskini.Pokazałem jej co udało mi się jeszcze zawinąć.Nie zainteresowało jej to jednak.
-Powiedz coś czego nie wiem.
-Ale wiedziałaś o tym że tylko kilka obozów zostaje gdzieś na stałe albo że Horon zamieszkał w drenianej chałupie i tam trafiają wszystkie s tworzenia i nie tylko?
-Może ujmę to tak,,Powiedz coś co mnie obchodzi''.
Już chciałem coś dodać gdy źrenice Luny zmieniły się w tycie kropki na białym tle białek.
-Wszystko ok?
-Nie...
-A co?
-Coś nie tak z Różą no przynajmniej mam takie wrażenie.
-Nie rozumiem...
-A myślisz że ja rozumiem?!
Potem jej źrenice przybrały normalne rozmiary.
-To co mam podjąć jakieś kroki?
-Tak, zawróć,sprawdź co u Róży,a potem zrzuć się z urwiska.
-Co?!
-Idź już!Tylko mnie spowalniasz.
Zatrzymaliśmy się z Luną w jakiejś opuszczonej jaskini.Pokazałem jej co udało mi się jeszcze zawinąć.Nie zainteresowało jej to jednak.
-Powiedz coś czego nie wiem.
-Ale wiedziałaś o tym że tylko kilka obozów zostaje gdzieś na stałe albo że Horon zamieszkał w drenianej chałupie i tam trafiają wszystkie s tworzenia i nie tylko?
-Może ujmę to tak,,Powiedz coś co mnie obchodzi''.
Już chciałem coś dodać gdy źrenice Luny zmieniły się w tycie kropki na białym tle białek.
-Wszystko ok?
-Nie...
-A co?
-Coś nie tak z Różą no przynajmniej mam takie wrażenie.
-Nie rozumiem...
-A myślisz że ja rozumiem?!
Potem jej źrenice przybrały normalne rozmiary.
-To co mam podjąć jakieś kroki?
-Tak, zawróć,sprawdź co u Róży,a potem zrzuć się z urwiska.
-Co?!
-Idź już!Tylko mnie spowalniasz.
niedziela, 12 stycznia 2014
Od Mike: Mike powraca
Po pewnym czasie postanowiliśmy z Kevinem iść na jezioro (tak jak robimy to zawsze). Gdy tam dotarliśmy ujrzeliśmy Różę.
-Kevin!-krzyknęła i do nas przybiegła.-Widziałeś Lunę?
-Tak...Parę godzin temu. Podobno szła na spacer z Zeke'm-odpowiedział.
Ja zacząłem powoli tak by nie zauważyli odchodzić do tyłu.
-Z listu wyglądało, że to coś poważniejszego-znów zaczęła Róża.
-Mike?-odwrócił się Kevin.-Może ty to wytłumaczysz.
-Hah...Widzisz zabawna sprawa...-zacząłem.
-Co się w końcu stało!?-zapytała Róża.
-No powiedzmy, że gdzieś odlecieli z Waldkiem i Kim....
-Kevin nie przypilnowałeś ich!?-zaczęła krzyczeć Róża.
-Taa....W sumie nie mógł.-powiedziałem.
-Co masz na myśli?-powiedziała ze zdziwieniem.
-Jestem demonem prawda? Może nie takim jak kiedyś...Ale jestem.
Róża była najwidoczniej zdenerwowana. Już miała się na mnie wydrzeć gdy nagle zobaczyliśmy Kim i Waldka. Zlecieli do nas, a Waldek zaczął coś pisać na ziemi.
-Jej całkiem odbiło!-krzyknęła znów Róża.- Mike choć rzadko mi się to zdarza mam ochotę cię zabić wiesz!?
-Cóż za zaszczyt...-powiedziałem z uśmieszkiem...Zaraz...Tak właściwie czemu?
-To nie są żarty!-skarcił mnie Kevin.
Ja tylko ziewnąłem.
-Wielkie mi halo da sobie radę co nie?-znów zacząłem.- Tak właściwie...Czemu mam ich słuchać!? Jestem przecież od nich silniejszy! Zaraz...Nie! Nie tak nie można! Choć...Ja jestem demonem! Mnie nie obowiązują te prawa co ich. Tylko, że...Właściwie niby czemu?-W głowie miałem kompletny mętlik. W tym czasie Róża mówiła coś do Waldka i Kim.-Zaraz...Nie! Jeśli chcą żebym został muszą mnie zaakceptować! Koniec starania się! Stary Mike jest dobrym Mikem...Lepszym niż teraz-podjąłem decyzję.
-Nie ma szans ich nie przekonam-powiedziała Róża-Zaraz...Mike może zamienić się w smoka...Ty zacząłeś ty to odkręcisz!
-Ehh...Zacznijmy od tego, że o wiele szybciej jest zamienić się w cień prze teleportować do jej cienia i wtedy zamienić w smoka niż ich szukać. Jaka szkoda, że tego nie zrobię-powiedziałem z wrednym uśmieszkiem.
-Czemu!?-zapytała mnie Róża.
-Hmm...Bo mi się nie chce-ziewnąłem.-Wiem, ze da sobie radę więc nie będę się tym zamęczać.
-Mike pro...-zaczęła Róża, ale nagle przerwał jej Kevin.
-Nie ma co go prosić. Ten idiota znów zamienił się w potwora-powiedział.
-Dla ciebie Pana Potwora. A tak na serio stać cię tylko na powiedzenie ,,idiota"? Wiedziałem, że jesteś słaby, ale nie wiedziałem, że aż tak!-zaśmiałem się.
Nagle wściekła Róża (Co raczej nie zdarzało się często) rzuciła się na mnie. Odepchnąłem ją od razu z raczej słabą siłą. Hmm...Przynajmniej dla mnie nie wiem jak to działa na normalne wilki. Raczej nie chciałem jej zabić, ale nie mam pojęcia jak silny jestem.
-Róża nic ci nie jest!?-szybko pobiegł do niej Kevin.
Róża dokończysz?
Po pewnym czasie postanowiliśmy z Kevinem iść na jezioro (tak jak robimy to zawsze). Gdy tam dotarliśmy ujrzeliśmy Różę.
-Kevin!-krzyknęła i do nas przybiegła.-Widziałeś Lunę?
-Tak...Parę godzin temu. Podobno szła na spacer z Zeke'm-odpowiedział.
Ja zacząłem powoli tak by nie zauważyli odchodzić do tyłu.
-Z listu wyglądało, że to coś poważniejszego-znów zaczęła Róża.
-Mike?-odwrócił się Kevin.-Może ty to wytłumaczysz.
-Hah...Widzisz zabawna sprawa...-zacząłem.
-Co się w końcu stało!?-zapytała Róża.
-No powiedzmy, że gdzieś odlecieli z Waldkiem i Kim....
-Kevin nie przypilnowałeś ich!?-zaczęła krzyczeć Róża.
-Taa....W sumie nie mógł.-powiedziałem.
-Co masz na myśli?-powiedziała ze zdziwieniem.
-Jestem demonem prawda? Może nie takim jak kiedyś...Ale jestem.
Róża była najwidoczniej zdenerwowana. Już miała się na mnie wydrzeć gdy nagle zobaczyliśmy Kim i Waldka. Zlecieli do nas, a Waldek zaczął coś pisać na ziemi.
-Jej całkiem odbiło!-krzyknęła znów Róża.- Mike choć rzadko mi się to zdarza mam ochotę cię zabić wiesz!?
-Cóż za zaszczyt...-powiedziałem z uśmieszkiem...Zaraz...Tak właściwie czemu?
-To nie są żarty!-skarcił mnie Kevin.
Ja tylko ziewnąłem.
-Wielkie mi halo da sobie radę co nie?-znów zacząłem.- Tak właściwie...Czemu mam ich słuchać!? Jestem przecież od nich silniejszy! Zaraz...Nie! Nie tak nie można! Choć...Ja jestem demonem! Mnie nie obowiązują te prawa co ich. Tylko, że...Właściwie niby czemu?-W głowie miałem kompletny mętlik. W tym czasie Róża mówiła coś do Waldka i Kim.-Zaraz...Nie! Jeśli chcą żebym został muszą mnie zaakceptować! Koniec starania się! Stary Mike jest dobrym Mikem...Lepszym niż teraz-podjąłem decyzję.
-Nie ma szans ich nie przekonam-powiedziała Róża-Zaraz...Mike może zamienić się w smoka...Ty zacząłeś ty to odkręcisz!
-Ehh...Zacznijmy od tego, że o wiele szybciej jest zamienić się w cień prze teleportować do jej cienia i wtedy zamienić w smoka niż ich szukać. Jaka szkoda, że tego nie zrobię-powiedziałem z wrednym uśmieszkiem.
-Czemu!?-zapytała mnie Róża.
-Hmm...Bo mi się nie chce-ziewnąłem.-Wiem, ze da sobie radę więc nie będę się tym zamęczać.
-Mike pro...-zaczęła Róża, ale nagle przerwał jej Kevin.
-Nie ma co go prosić. Ten idiota znów zamienił się w potwora-powiedział.
-Dla ciebie Pana Potwora. A tak na serio stać cię tylko na powiedzenie ,,idiota"? Wiedziałem, że jesteś słaby, ale nie wiedziałem, że aż tak!-zaśmiałem się.
Nagle wściekła Róża (Co raczej nie zdarzało się często) rzuciła się na mnie. Odepchnąłem ją od razu z raczej słabą siłą. Hmm...Przynajmniej dla mnie nie wiem jak to działa na normalne wilki. Raczej nie chciałem jej zabić, ale nie mam pojęcia jak silny jestem.
-Róża nic ci nie jest!?-szybko pobiegł do niej Kevin.
Róża dokończysz?
sobota, 11 stycznia 2014
Profil wilczycy Ally

Imię:Ally
Płeć:samica
Wiek: 2 lata
Partner: nie szuka
Rodzina:Brak
Szczeniaki:Brak
Ranga: Szaman
Charakter: Wredna,wścipska,niepokorna,ale czasem zachowuje się przyzwoicie.
Historia: Byłam w watasze ale gdy któregoś dnia zginą wilk a kąkretniej beta oskarżono mnie o morderstwo.To pewnie dlatego że byłam ostanią osobą a jaką go widziano.Wygnano mnie.Po paru tygodniach natknęła się na mnie Kler.
Pozycja: Omega
Magiczne stworzenie/a: Brak
Magiczny Przedmiot:
Żywioł:woda i natura
Umiejętności: Władanie wodą, narzucanie roślinom swej woli
Właściciel: lool143
Imię:Ally
Płeć:samica
Wiek: 2 lata
Partner: nie szuka
Rodzina:Brak
Szczeniaki:Brak
Ranga: Szaman
Charakter: Wredna,wścipska,niepokorna,ale czasem zachowuje się przyzwoicie.
Historia: Byłam w watasze ale gdy któregoś dnia zginą wilk a kąkretniej beta oskarżono mnie o morderstwo.To pewnie dlatego że byłam ostanią osobą a jaką go widziano.Wygnano mnie.Po paru tygodniach natknęła się na mnie Kler.
Pozycja: Omega
Magiczne stworzenie/a: Brak
Magiczny Przedmiot:
Żywioł:woda i natura
Umiejętności: Władanie wodą, narzucanie roślinom swej woli
Właściciel: lool143
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)