Co się z nami stało?
Róża i Rubin zostali jednymi z najlepszych hodowców bydła w USA
Kevin poszedł przed siebie licząc że znajdzie spokojniejszą watahę
Demon nauczył się stepować na czym zrobił karierę
Winter dużo ćwiczyła i od razu po zdobyciu srebrnego medalu olimpijskiego za pływanie razem z Dante zaczęła ścigać się z samolotami.
Valiente i Cristal dały ponownie się uśpić.
Kler i Zek wyruszyli w podróż i zostali poszukiwaczami przygód!Byli też w Egipcie!
Mike robił to co robił wcześniej tepał się do wszystkich i ich wnerwiał ,a najczęściej do Winter bo ją najłatwiej przestraszyć.
Luna spełniała swoje marzenia.Pozbyła się Horona(nie zabiła,nadal z tym zwleka,puściłą go w skarpetkach,tylko w skarpetkach!) i zamieszkała w jego domku.Złamała Jack'owi jeden ząb i zrobiła z niego trofeum,ale nadal przychodzi do niej na herbatkę.
sobota, 3 maja 2014
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Uwaga!
Niestety wataha zostaje usunięta! Nie musicie się martwić już została przygotowana nowa jej wersja! Co do pozycji wilki mogą je zatrzymać,jednak mój brat(Demon) nie będzie w stanie objąć stanowiska delty,a jedynie omegi,wiec zostanie wybrana nowy wilk do objęcia tego.Czemu wataha zostaje usunięta? Proste nie ma kompletnie sensu,zrobiła się nudna,masa wilków nie pisze opowiadań,wilki się nie starzeją i szczeniaki mają tyle samo lat co niektóre wilki które powinny być od nich starsze. Ponad to w nowej wersji zostanie wprowadzone trochę rygoru.Serdecznie zapraszam do wysyłania profili.
Link: http://krysztalowa--wataha.blogspot.com/
Wasza alfa,Róża
Link: http://krysztalowa--wataha.blogspot.com/
Wasza alfa,Róża
czwartek, 10 kwietnia 2014
Leciałam wśród gęstych obłoków spoglądając na ziemię. Przelatując obok gęstego lasu, w którym rosły świerki zobaczyłam w oddali postać wilka. Kierował się w stronę naszej watahy ,jednak po chwili stanął i zaczął się rozglądać na boki.
-Nie wie gdzie idzie -powiedziałam -może się zgubił ?
Poleciałam w jego stronę po czym wylądowałam kilka metrów dalej i podeszłam do niego polnym krokiem.Zrobiło mi się go żal-myślałam ,że się zgubił ,więc chciałam mu pomóc.
Z bliska przyjrzałam mu się lepiej.Miał trochę cudaczny wygląd :
-Może w czymś pomóc ?-zapytałam z uśmiechem.
-Szukam Kryształowej Watahy ,może wiesz jak do niej dotrzeć ?-zapytał ze znajomym uśmieszkiem.Nie pamiętałam tylko do kogo należał.
Wydał mi się trochę tajemniczy i na swój sposób dziwny.
-No ,cóż...wiem gdzie to jest - nie byłam pewna czy mu zaufać ,ale przecież nie mogłam wiedzieć czy jest dobry czy zły.
-Chcesz do niej dołączyć ?-zapytałam po chwili.
-Jasne -powiedział.
-Winter , nie ufaj mu -odezwał się głos w mojej głowie.
Jeszcze raz spojrzałam na wilka.Skoro chciał dołączyć do watahy to dlaczego miałabym mu nie pomóc ?
-No dobrze to chodźmy -powiedziałam i ruszyliśmy w drogę.
-Winter, powiedziałam : nie ufaj mu. Zawróć póki jeszcze możesz.
Przez chwilę zawahałam się ,jednak nie posłuchałam głosu i szliśmy dalej.
- Czy mogłabyś zaprowadzić mnie do jaskini alfy ?-spytał ,kiedy byliśmy już niedaleko.
-No dobrze.-odpowiedziałam.
-Winter ! Na miłość boską zawracaj! -krzyczał głos w mojej głowie.
Szłam uparcie przed siebie ,kiedy poczułam jakby coś przesuwało mnie do tyłu.Wilk spojrzał na mnie z zainteresowaniem.
-Przestań -mruknęłam.
-Zawróć -rozkazał głos.
Stanęłam po czym powiedziałam do wilka :
-To już niedaleko, ale może zrobimy sobie przerwę ?
-No dobra-powiedział trochę niezadowolony.
Oddaliłam się kilka metrów dalej po czym powiedziałam cichym głosem:
-O co ci chodzi ?
-Winter czuję ,że jest niebezpieczny.Zaprowadź go gdzieś w las i zostaw.
-Co?- zapytałam zaskoczona.
-Możemy już iść?-usłyszałam głos za plecami.
-Dobra- odparłam spoglądając na nieznajomego.
Ruszyliśmy w drogę ,od watahy dzieliło nas tylko kilka kilometrów.
-Jak się nazywasz?-spytałam po chwili milczenia.
-Tony -odpowiedział szybko wilk.
Kiedy dotarliśmy na miejsce skierowałam go prosto do jaskini alf.
Gdy tam weszliśmy uśmiechnął się szeroko i powiedział:
-Witaj Różo.
Wilczyca spojrzała na niego w osłupieniu.
-Jack ?-powiedziała z lekkim przestrachem.
-To wy się znacie ?-spytałam z zaskoczeniem.
-A nie mówiłam ,że będą kłopoty ?-powiedział głos w mojej głowie.
Po chwili do jaskini weszła Luna i Kler ,a za nimi Mike.Wszyscy wpatrywali się w niego jak skamieniali.
-Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?-spytałam lekko poddenerwowana.
-Winter teraz to naprawdę zaszalałaś...-odezwał się cichy głosik w mojej głowie.
Luna:He-he-heheszki jaki cudaczny?!On jest śliczny XD
-Nie wie gdzie idzie -powiedziałam -może się zgubił ?
Poleciałam w jego stronę po czym wylądowałam kilka metrów dalej i podeszłam do niego polnym krokiem.Zrobiło mi się go żal-myślałam ,że się zgubił ,więc chciałam mu pomóc.
Z bliska przyjrzałam mu się lepiej.Miał trochę cudaczny wygląd :
-Może w czymś pomóc ?-zapytałam z uśmiechem.
-Szukam Kryształowej Watahy ,może wiesz jak do niej dotrzeć ?-zapytał ze znajomym uśmieszkiem.Nie pamiętałam tylko do kogo należał.
Wydał mi się trochę tajemniczy i na swój sposób dziwny.
-No ,cóż...wiem gdzie to jest - nie byłam pewna czy mu zaufać ,ale przecież nie mogłam wiedzieć czy jest dobry czy zły.
-Chcesz do niej dołączyć ?-zapytałam po chwili.
-Jasne -powiedział.
-Winter , nie ufaj mu -odezwał się głos w mojej głowie.
Jeszcze raz spojrzałam na wilka.Skoro chciał dołączyć do watahy to dlaczego miałabym mu nie pomóc ?
-No dobrze to chodźmy -powiedziałam i ruszyliśmy w drogę.
-Winter, powiedziałam : nie ufaj mu. Zawróć póki jeszcze możesz.
Przez chwilę zawahałam się ,jednak nie posłuchałam głosu i szliśmy dalej.
- Czy mogłabyś zaprowadzić mnie do jaskini alfy ?-spytał ,kiedy byliśmy już niedaleko.
-No dobrze.-odpowiedziałam.
-Winter ! Na miłość boską zawracaj! -krzyczał głos w mojej głowie.
Szłam uparcie przed siebie ,kiedy poczułam jakby coś przesuwało mnie do tyłu.Wilk spojrzał na mnie z zainteresowaniem.
-Przestań -mruknęłam.
-Zawróć -rozkazał głos.
Stanęłam po czym powiedziałam do wilka :
-To już niedaleko, ale może zrobimy sobie przerwę ?
-No dobra-powiedział trochę niezadowolony.
Oddaliłam się kilka metrów dalej po czym powiedziałam cichym głosem:
-O co ci chodzi ?
-Winter czuję ,że jest niebezpieczny.Zaprowadź go gdzieś w las i zostaw.
-Co?- zapytałam zaskoczona.
-Możemy już iść?-usłyszałam głos za plecami.
-Dobra- odparłam spoglądając na nieznajomego.
Ruszyliśmy w drogę ,od watahy dzieliło nas tylko kilka kilometrów.
-Jak się nazywasz?-spytałam po chwili milczenia.
-Tony -odpowiedział szybko wilk.
Kiedy dotarliśmy na miejsce skierowałam go prosto do jaskini alf.
Gdy tam weszliśmy uśmiechnął się szeroko i powiedział:
-Witaj Różo.
Wilczyca spojrzała na niego w osłupieniu.
-Jack ?-powiedziała z lekkim przestrachem.
-To wy się znacie ?-spytałam z zaskoczeniem.
-A nie mówiłam ,że będą kłopoty ?-powiedział głos w mojej głowie.
Po chwili do jaskini weszła Luna i Kler ,a za nimi Mike.Wszyscy wpatrywali się w niego jak skamieniali.
-Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?-spytałam lekko poddenerwowana.
-Winter teraz to naprawdę zaszalałaś...-odezwał się cichy głosik w mojej głowie.
Luna:He-he-heheszki jaki cudaczny?!On jest śliczny XD
piątek, 4 kwietnia 2014
od Luny:Przedstawienie.
Otrząsnęłam się z wody i ruszyłam ku jaskini Róży.Chciałam ją wypytać o co biegało i dlaczego nic nie zauważyłam przecież w takim razie nie licząc teraz byłaby sobą tylko przez rok.Kiedy już ją znalazłam zaproponowałam jej wspólne polowanie.Trochę ją to zdziwiło,ale przystała na mój pomysł.
Po drodze trochę rozmawiałyśmy,ale jak raz ciężko mi było znaleźć temat.Jak by nie patrzeć rzadko rozmawiam z kimś z watahy tak po prostu bez przymusu lub konieczności.Powiedzmy,że za bardzo się różnimy by mieć wspólne zainteresowania.Ona lubiła inteligentne tematy typu:,,Zauważyłaś że w watasze jest niewielu łowców?''lub,,Obawiam się o zaangażowanie Mike'a jest jak piąte koło u wozu''.Ja natomiast wole jakieś proste kwestie które nie wymagają zastanawiania się to znaczy z wyjątkiem takich które mają coś wspólnego z przemocą.
Upolowałyśmy ładną tłustą sztukę i zjadłyśmy trochę.W końcu zwróciłam się do niej:
-O co tak właściwie chodziło i jaki był powód powstania tej ,że tak powiem tajemnicy?
Zawahała się ,ale już już otworzyła pysk by mi odpowiedzieć gdy usłyszałam krzyk:
-Luna!
Z irytacją przewróciłam oczami i pomknęłam przez las kierując się krzykami Kler.
W końcu wybiegłam na polanę i wbiegłam na wysoki pagórek.Spojrzałam w dół.Po drugiej stronie było strome,zbudowane ze skał ,,mini urwisko'',a do jego ściany przybita była Kler.Drogę zagradzała jej grupka wilków.Powoli się do niej zbliżały.
-Lo siento cariño, pero esta huérfana va conmigo*-zawołałam głośno uśmiechając się szeroko.
Wszystkie łby uniosły się natychmiast ku górze.Skoczyłam przed siebie i wylądowałam na karku jednego z nich.Przeturlaliśmy się parę metrów po czym przygwoździłam go do ziemi.
-Fin de nosotros!*-powiedziałam strzelając mu plaskacza.
Potem podbiegłam nieco bliżej Kler.I załatwiłam jeszcze ze dwóch.Nasz drogi marszałek zaczął mi w końcu pomagać.
-No nie mów że nie mogłaś poradzić sobie z tymi łajzami sama.-skomentowałam.
-Nie miałam pola do manewru.-stwierdziła odpychając jednego.
* * *
Dochodziłyśmy już do jaskini Róży by jej o tym powiedzieć.Byłyśmy trochę poszarpane,a ja miałam naderwane ucho,ale to drobiazgi.Potem z resztą pojawiły się posiłki i przestało być tak kolorowo.
Sarna którą razem z siostrą upolowałyśmy leżała teraz przy jaskini,a w pomieszczeniu tym był pewien niecodzienny gość.
Winter?
*Lo siento cariño, pero esta huérfana va conmigo-Wybacz kochanie,ale ta sierota idzie ze mną.
*Fin de nosotros!-Koniec z nami!
Otrząsnęłam się z wody i ruszyłam ku jaskini Róży.Chciałam ją wypytać o co biegało i dlaczego nic nie zauważyłam przecież w takim razie nie licząc teraz byłaby sobą tylko przez rok.Kiedy już ją znalazłam zaproponowałam jej wspólne polowanie.Trochę ją to zdziwiło,ale przystała na mój pomysł.
Po drodze trochę rozmawiałyśmy,ale jak raz ciężko mi było znaleźć temat.Jak by nie patrzeć rzadko rozmawiam z kimś z watahy tak po prostu bez przymusu lub konieczności.Powiedzmy,że za bardzo się różnimy by mieć wspólne zainteresowania.Ona lubiła inteligentne tematy typu:,,Zauważyłaś że w watasze jest niewielu łowców?''lub,,Obawiam się o zaangażowanie Mike'a jest jak piąte koło u wozu''.Ja natomiast wole jakieś proste kwestie które nie wymagają zastanawiania się to znaczy z wyjątkiem takich które mają coś wspólnego z przemocą.
Upolowałyśmy ładną tłustą sztukę i zjadłyśmy trochę.W końcu zwróciłam się do niej:
-O co tak właściwie chodziło i jaki był powód powstania tej ,że tak powiem tajemnicy?
Zawahała się ,ale już już otworzyła pysk by mi odpowiedzieć gdy usłyszałam krzyk:
-Luna!
Z irytacją przewróciłam oczami i pomknęłam przez las kierując się krzykami Kler.
W końcu wybiegłam na polanę i wbiegłam na wysoki pagórek.Spojrzałam w dół.Po drugiej stronie było strome,zbudowane ze skał ,,mini urwisko'',a do jego ściany przybita była Kler.Drogę zagradzała jej grupka wilków.Powoli się do niej zbliżały.
-Lo siento cariño, pero esta huérfana va conmigo*-zawołałam głośno uśmiechając się szeroko.
Wszystkie łby uniosły się natychmiast ku górze.Skoczyłam przed siebie i wylądowałam na karku jednego z nich.Przeturlaliśmy się parę metrów po czym przygwoździłam go do ziemi.
-Fin de nosotros!*-powiedziałam strzelając mu plaskacza.
Potem podbiegłam nieco bliżej Kler.I załatwiłam jeszcze ze dwóch.Nasz drogi marszałek zaczął mi w końcu pomagać.
-No nie mów że nie mogłaś poradzić sobie z tymi łajzami sama.-skomentowałam.
-Nie miałam pola do manewru.-stwierdziła odpychając jednego.
* * *
Dochodziłyśmy już do jaskini Róży by jej o tym powiedzieć.Byłyśmy trochę poszarpane,a ja miałam naderwane ucho,ale to drobiazgi.Potem z resztą pojawiły się posiłki i przestało być tak kolorowo.
Sarna którą razem z siostrą upolowałyśmy leżała teraz przy jaskini,a w pomieszczeniu tym był pewien niecodzienny gość.
Winter?
*Lo siento cariño, pero esta huérfana va conmigo-Wybacz kochanie,ale ta sierota idzie ze mną.
*Fin de nosotros!-Koniec z nami!
niedziela, 30 marca 2014
od Luny:Szok...
Gdy Winter wyszła wstałam i wyjrzałam poza jaskinię.Odczekałam chwilę aż zniknie mi z oczu i usiadłam.Odetchnęłam z ulgą.To co teraz?usłyszałam.
A co ma być?Przebiegnę się trochę i zobaczę co u siostrzyczki.
To chyba nie do końca to na co masz ochotę.
Tak,ale to na co zwykle mam ochotę zdarza się dość rzadko,a konkretnie wojna.
Mruknęła coś w odpowiedzi i pobiegłam przed siebie.Gdy przebiegłam koło jaskiń zajrzałam do Róży.Jednak jej tam nie było.Wokoło było pełno śladów prowadziły w stronę Smoczych Wodospadów.Pobiegłam po nich truchtem.Po drodze wpadła na mnie jakaś waderę.
-Patrz jak chodzisz!
-Co?A tak Luna to ja.
-What?!
Obejrzałam się za nią,W naszą stronę biegł zakłopotany Rubin.Z początku...pomyliłam się i pomyślałam że...
Skoczyłam na wilczycę powalając ją na ziemię.
-Nie!-krzykną Rubin.
Musiałam źle go zrozumieć bo gdy wstała rzuciłam jej się do gardła i pewnie bym je rozszarpała gdyby nie nasz alfa który ją odepchną.W ostatniej chwili zamknęłam pysk i wpadłam na niego.Zerwałam się na łapy i znów rzuciłam się na nią z zębami.
-Luna,ale...-była wyraźnie przerażona,zdziwiona i zapewne zrozumiałabym wszystko gdybym dała jej dokończyć.
Tym razem zdążyła się uchylić i wbiec na wzgórze.Sturlałyśmy się z pagórka.Mało brakło bym jej na strzępy nie rozszarpała.Ona leżała,a ja zdążyłam się już podnieść.Wtedy przede mną staną Rubin i wykrzykną:
-Luna,ale to jest Róża!
-Co?!-odskoczyłam.
Powoli wstała.
-Tak.-spuściła wzrok-nie mogłam ci powiedzieć...
Cofnęłam się parę kroków.Po czym zawyłam.Na chwile zapadła cisza.Przypatrywali mi się.Po chwili obok wylądowała Kim.
-Luna czy ty...-zaczęła Róża.
-Nie.-przerwałam jej-po prostu muszę się przewietrzyć.
Wskoczyłam na smoczycę i odleciałam.Musiałam to sobie poukładać.Po jakichś dziesięciu minutach szok miną i zeskoczyłam.Spadałam sobie spokojnie z uśmiechem na pysku.Potem obróciłam się głową z dół i zanurkowałam w jeziorze.
Gdy Winter wyszła wstałam i wyjrzałam poza jaskinię.Odczekałam chwilę aż zniknie mi z oczu i usiadłam.Odetchnęłam z ulgą.To co teraz?usłyszałam.
A co ma być?Przebiegnę się trochę i zobaczę co u siostrzyczki.
To chyba nie do końca to na co masz ochotę.
Tak,ale to na co zwykle mam ochotę zdarza się dość rzadko,a konkretnie wojna.
Mruknęła coś w odpowiedzi i pobiegłam przed siebie.Gdy przebiegłam koło jaskiń zajrzałam do Róży.Jednak jej tam nie było.Wokoło było pełno śladów prowadziły w stronę Smoczych Wodospadów.Pobiegłam po nich truchtem.Po drodze wpadła na mnie jakaś waderę.
-Patrz jak chodzisz!
-Co?A tak Luna to ja.
-What?!
Obejrzałam się za nią,W naszą stronę biegł zakłopotany Rubin.Z początku...pomyliłam się i pomyślałam że...
Skoczyłam na wilczycę powalając ją na ziemię.
-Nie!-krzykną Rubin.
Musiałam źle go zrozumieć bo gdy wstała rzuciłam jej się do gardła i pewnie bym je rozszarpała gdyby nie nasz alfa który ją odepchną.W ostatniej chwili zamknęłam pysk i wpadłam na niego.Zerwałam się na łapy i znów rzuciłam się na nią z zębami.
-Luna,ale...-była wyraźnie przerażona,zdziwiona i zapewne zrozumiałabym wszystko gdybym dała jej dokończyć.
Tym razem zdążyła się uchylić i wbiec na wzgórze.Sturlałyśmy się z pagórka.Mało brakło bym jej na strzępy nie rozszarpała.Ona leżała,a ja zdążyłam się już podnieść.Wtedy przede mną staną Rubin i wykrzykną:
-Luna,ale to jest Róża!
-Co?!-odskoczyłam.
Powoli wstała.
-Tak.-spuściła wzrok-nie mogłam ci powiedzieć...
Cofnęłam się parę kroków.Po czym zawyłam.Na chwile zapadła cisza.Przypatrywali mi się.Po chwili obok wylądowała Kim.
-Luna czy ty...-zaczęła Róża.
-Nie.-przerwałam jej-po prostu muszę się przewietrzyć.
Wskoczyłam na smoczycę i odleciałam.Musiałam to sobie poukładać.Po jakichś dziesięciu minutach szok miną i zeskoczyłam.Spadałam sobie spokojnie z uśmiechem na pysku.Potem obróciłam się głową z dół i zanurkowałam w jeziorze.
Od Róży: Prawda o mnie...
Dziwnie się czułam w tym ciele.Mam dość noszenia tej maski.Muszę się przyznać.Powoli zaczęła znikać moja stara "powłoka" .Kazałam Rubionowi i Demonowi powiedzieć że mamy się spotkać pod Smoczymi wodospadami.Gdy wszyscy się zebrali pokazałam się.
Wglądałam tak:

-Kim jesteś?-zaczęli pytać.
-To ja,Róża-odpowiedziałam.
Zaniemówili.
-Gdzie jest Luna?
-Nie mamy pojęcie
-Dobrze,mniejsza o mój wygląd muszę ją dorwać
Poszłam szukać Luny gdy ją znalazłam nie miała pojęcia kim jestem.
Luna?
Dziwnie się czułam w tym ciele.Mam dość noszenia tej maski.Muszę się przyznać.Powoli zaczęła znikać moja stara "powłoka" .Kazałam Rubionowi i Demonowi powiedzieć że mamy się spotkać pod Smoczymi wodospadami.Gdy wszyscy się zebrali pokazałam się.
Wglądałam tak:
-Kim jesteś?-zaczęli pytać.
-To ja,Róża-odpowiedziałam.
Zaniemówili.
-Gdzie jest Luna?
-Nie mamy pojęcie
-Dobrze,mniejsza o mój wygląd muszę ją dorwać
Poszłam szukać Luny gdy ją znalazłam nie miała pojęcia kim jestem.
Luna?
Od Winter:
Szłam powolnym krokiem w stronę ,którą wskazał mi Mike. Byłam cała obolała i wyglądałam jak mumia w tych wszystkich bandażach.
Chwilę potem dotarłam do jaskini Luny.Wilczyca leżała na kamieniu i spoglądała na przeciwległą ścianę.
-Luna muszę z tobą porozmawiać...- zaczęłam jednak wilczyca przerwała mi w pół zdania.
-Winter...-powiedziała z irytacją w głosie -możesz pójść sobie stąd i męczyć kogoś innego ?
-Niestety tylko ty znasz odpowiedzi na moje pytania...
-Znowu jakieś pytania ?!-wykrzyknęła.
-Luna ,posłuchaj ja...-próbowałam wyjaśnić moją sprawę wilczycy jednak ona ciągle mi przerywała.
-Przyjdź trochę później jestem zmęczona -powiedziała szybko i zamknęła oczy.
Stałam tak jeszcze przez chwilę , byłam pewna ,że coś jest nie tak.
-Jeszcze tu jesteś ?-usłyszałam głos Luny ,który wyrwał mnie z zamyślenia.
- Do zobaczenia -powiedziałam cicho po czym skierowałam się w stronę wilczych jezior.
Po drodze słyszałam krzyki z kłótni Sashy i Mike'a, jednak im dalej szłam tym na szczęście głosy cichły.Wreszcie zrobiło się zupełnie cicho.
Następnego dnia poszłam do medyków ,którzy zdjęli mi już część bandażów.Właśnie podczas powrotu z tej wizyty ujrzałam zielonobiałego wilka ze skrzydłami. Niepewnie podeszłam do niego po czym przedstawiłam się:
-Jestem Winter.
- Set -odpowiedział wilk.
-Jesteś nowy prawda ?
Set pokiwał głową po czym zaczął przyglądać się pobliskim terenom.
Ja w tym czasie przyglądałam mu się z uwagą oceniając jego charakter.Wydał mi się niespokojnym wilkiem i chyba nie najmilszym.
Kiedy jednak spojrzałam mu w oczy zrobiło mi się go żal.Była tam wściekłość ,nienawiść , wielka pewność siebie oraz coś jeszcze tylko nie wiedziałam co.
Cisza zaczęła robić się niezręczna więc szybko pożegnałam się z nim i ruszyłam w stronę jaskini strażników.
Szłam powolnym krokiem w stronę ,którą wskazał mi Mike. Byłam cała obolała i wyglądałam jak mumia w tych wszystkich bandażach.
Chwilę potem dotarłam do jaskini Luny.Wilczyca leżała na kamieniu i spoglądała na przeciwległą ścianę.
-Luna muszę z tobą porozmawiać...- zaczęłam jednak wilczyca przerwała mi w pół zdania.
-Winter...-powiedziała z irytacją w głosie -możesz pójść sobie stąd i męczyć kogoś innego ?
-Niestety tylko ty znasz odpowiedzi na moje pytania...
-Znowu jakieś pytania ?!-wykrzyknęła.
-Luna ,posłuchaj ja...-próbowałam wyjaśnić moją sprawę wilczycy jednak ona ciągle mi przerywała.
-Przyjdź trochę później jestem zmęczona -powiedziała szybko i zamknęła oczy.
Stałam tak jeszcze przez chwilę , byłam pewna ,że coś jest nie tak.
-Jeszcze tu jesteś ?-usłyszałam głos Luny ,który wyrwał mnie z zamyślenia.
- Do zobaczenia -powiedziałam cicho po czym skierowałam się w stronę wilczych jezior.
Po drodze słyszałam krzyki z kłótni Sashy i Mike'a, jednak im dalej szłam tym na szczęście głosy cichły.Wreszcie zrobiło się zupełnie cicho.
Następnego dnia poszłam do medyków ,którzy zdjęli mi już część bandażów.Właśnie podczas powrotu z tej wizyty ujrzałam zielonobiałego wilka ze skrzydłami. Niepewnie podeszłam do niego po czym przedstawiłam się:
-Jestem Winter.
- Set -odpowiedział wilk.
-Jesteś nowy prawda ?
Set pokiwał głową po czym zaczął przyglądać się pobliskim terenom.
Ja w tym czasie przyglądałam mu się z uwagą oceniając jego charakter.Wydał mi się niespokojnym wilkiem i chyba nie najmilszym.
Kiedy jednak spojrzałam mu w oczy zrobiło mi się go żal.Była tam wściekłość ,nienawiść , wielka pewność siebie oraz coś jeszcze tylko nie wiedziałam co.
Cisza zaczęła robić się niezręczna więc szybko pożegnałam się z nim i ruszyłam w stronę jaskini strażników.
poniedziałek, 24 marca 2014
Imię: Set
Płeć: samiec
Wiek: 4 lata
Partner: nie szukam, miłość to puste słowo...
Rodzina:Może ale niezbyt minę to obchodzi
Szczeniaki:brak
Ranga: wojownik
Charakter: Nie jest najmilszy, chyba, że przekonasz go że nie jesteś jego wrogiem. Raczej sumienny w swoich zadaniach, potrafi zachować powagę w każdej sytuacji...chyba.
Historia: Nie lubi się chwalić na wszystkie strony o swoich przeżyciach jednak jego dzieciństwo raczej wesołe nie było, często duma o swojej przeszłości i o tym co mógłby w niej zmienić.
Pozycja: Omega
Magiczne stworzenie/a: Brak
Magiczny Przedmiot: Brak
Żywioł: Natura, ziemia... itp
Umiejętności: latanie, orli wzrok
Właściciel: NamRe
Od Mike'a
-Nie jestem szczeniakiem!-odkrzyknąłem gniewnie. Jednak gdy widziałem jaka wkurzona była od razu wybuchnąłem śmiechem. Nagle nie zauważyłem kiedy przed jaskinią Róży pojawiła się Sasha.
-Coś ty znowu zrobił!?-zapytała od razu.
-Em...No nic takiego.-powiedziałem i pewnie by mi się udało gdyby nie Winter! Traktuję ją jak zabawkę do straszenia, a zabawki nie powinny mi przeszkadzać!
-Mike gdzie Luna!?-zapytała od razu.
-Zabije...-wymamrotałem.
-Mike pytam ponownie co ty zrobiłeś!?-powiedziała bardziej zdenerwowana Sasha. Chociaż...Czy była zdenerwowana? W jej głosie było słychać gniew, ale na twarzy zachowywała spokój.
-Tylko rozmawiałem z Luną nic więcej siostrzyczko.-powiedziałem uśmiechając się szeroko.
-Siostrzyczko tak? Gadaj co zrobiłeś szczeniaku!?-zaczęła.
-Co wy macie z tym szczeniakiem!? Na litość ojca jestem dorosły!
-To się tak zachowuj!
-Dobra! Poszła gdzieś tam!-machnąłem gniewnie łapą w kierunku w którym pobiegła Luna. Winter nie słuchając nas dalej pobiegła w tamtą stronę..
Winter?
-Nie jestem szczeniakiem!-odkrzyknąłem gniewnie. Jednak gdy widziałem jaka wkurzona była od razu wybuchnąłem śmiechem. Nagle nie zauważyłem kiedy przed jaskinią Róży pojawiła się Sasha.
-Coś ty znowu zrobił!?-zapytała od razu.
-Em...No nic takiego.-powiedziałem i pewnie by mi się udało gdyby nie Winter! Traktuję ją jak zabawkę do straszenia, a zabawki nie powinny mi przeszkadzać!
-Mike gdzie Luna!?-zapytała od razu.
-Zabije...-wymamrotałem.
-Mike pytam ponownie co ty zrobiłeś!?-powiedziała bardziej zdenerwowana Sasha. Chociaż...Czy była zdenerwowana? W jej głosie było słychać gniew, ale na twarzy zachowywała spokój.
-Tylko rozmawiałem z Luną nic więcej siostrzyczko.-powiedziałem uśmiechając się szeroko.
-Siostrzyczko tak? Gadaj co zrobiłeś szczeniaku!?-zaczęła.
-Co wy macie z tym szczeniakiem!? Na litość ojca jestem dorosły!
-To się tak zachowuj!
-Dobra! Poszła gdzieś tam!-machnąłem gniewnie łapą w kierunku w którym pobiegła Luna. Winter nie słuchając nas dalej pobiegła w tamtą stronę..
Winter?
sobota, 22 marca 2014
od Luny:
Popatrzyłam na niego gniewnie po czym warknęłam:
-Shira?!Poważnie?!I sądzisz że nie śledziłeś.
-Tak.-dodał z tym swoim uśmieszkiem.
-Nie wiem czegoś ty użył by mnie obserwować,ale...-ledwo powstrzymałam się od zerwania z szyi wisiorka-więcej tego nie rób!
-Tylko na tyle cie stać?-dodał nadal się uśmiechając.
-Nie.Stać mnie na więcej szczeniaku!-wycedziłam i poszłam przed siebie.
Odchodząc strzeliłam jeszcze cichą wiązankę przekleństw.Następnie skierowałam się do góry w której wyryta była jaskinia Elzy.Przesadziłaś to nie takie straszne że cię obserwował-usłyszałam-Nie musiał mieć złych zamiarów.
A czy ja mówię że miał złe zamiary?!Teraz to nie mam zapewnionej ani krzty prywatności!Nie mogę być niczego pewna.
Dramatyzujesz...
Możliwe,ale to nie zmienia faktu,że się na nim zawiodłam...Myślałam że w końcu będę z nim miała spokój.Już właściwie go zaakceptowałam,a on zrobił mi coś takiego!
Elza najwyraźniej chciała coś dodać,ale się powstrzymała.Przez chwilę leżałam na posadzce w milczeniu.
Co ja wyprawiam...Po co mam należeć do watahy skoro nawet mi na tym nie zależy?Po co mam nosić ten amulet skoro nie chce?Zerwałam natychmiast wisiorek i wyrzuciłam na zewnątrz.
W watasze jesteś bo na swój sposób zależy ci na siostrze,a naszyjnik nosiłaś bo się mnie obawiasz...
Raczej obawiałam się teraz na jak ty to nazwałaś swój sposób ci ufam...
Nowe osiągnięcie.
Liczę że tego nie wykorzystasz.
Nie odczuwam takiej potrzeby.
Po chwili usłyszałam czyjeś kroki i zerwałam się szybko.
Kto tam?
Popatrzyłam na niego gniewnie po czym warknęłam:
-Shira?!Poważnie?!I sądzisz że nie śledziłeś.
-Tak.-dodał z tym swoim uśmieszkiem.
-Nie wiem czegoś ty użył by mnie obserwować,ale...-ledwo powstrzymałam się od zerwania z szyi wisiorka-więcej tego nie rób!
-Tylko na tyle cie stać?-dodał nadal się uśmiechając.
-Nie.Stać mnie na więcej szczeniaku!-wycedziłam i poszłam przed siebie.
Odchodząc strzeliłam jeszcze cichą wiązankę przekleństw.Następnie skierowałam się do góry w której wyryta była jaskinia Elzy.Przesadziłaś to nie takie straszne że cię obserwował-usłyszałam-Nie musiał mieć złych zamiarów.
A czy ja mówię że miał złe zamiary?!Teraz to nie mam zapewnionej ani krzty prywatności!Nie mogę być niczego pewna.
Dramatyzujesz...
Możliwe,ale to nie zmienia faktu,że się na nim zawiodłam...Myślałam że w końcu będę z nim miała spokój.Już właściwie go zaakceptowałam,a on zrobił mi coś takiego!
Elza najwyraźniej chciała coś dodać,ale się powstrzymała.Przez chwilę leżałam na posadzce w milczeniu.
Co ja wyprawiam...Po co mam należeć do watahy skoro nawet mi na tym nie zależy?Po co mam nosić ten amulet skoro nie chce?Zerwałam natychmiast wisiorek i wyrzuciłam na zewnątrz.
W watasze jesteś bo na swój sposób zależy ci na siostrze,a naszyjnik nosiłaś bo się mnie obawiasz...
Raczej obawiałam się teraz na jak ty to nazwałaś swój sposób ci ufam...
Nowe osiągnięcie.
Liczę że tego nie wykorzystasz.
Nie odczuwam takiej potrzeby.
Po chwili usłyszałam czyjeś kroki i zerwałam się szybko.
Kto tam?
piątek, 21 marca 2014
Od Mike'a:
I oto Luna powraca! Przy okazji dzięki niej mogłem się dowiedzieć coś o sprawach Winter. Chyba trzeba się przywitać! Potem schowałem magiczne lustro i od razu skierowałem się do jaskini gdzie odbywała się cała afera.
-No witam. Nie przeszkadzajcie sobie z chęcią dowiem się kto napadł na Winter. A no i hej Luna czy też może Shira!-powiedziałem ,, na przywitanie".
-Skąd ty...-zaczęła Luna. No tak przecież tylko Sasha wie, ze mam magiczne lustro!
-Nie, nie zamęczajcie się tym.-zaśmiałem się.-Tak czy siak ja sobie tylko posłucham.
-Mike wynocha!-krzyknęła Róża. Przewróciłem oczami.
-Od kiedyś ty się zrobiła taka nerwowa. Po za tym co Ci da to, że mnie wypędzisz, jak i tak gdy będe chciał słuchać mogę przenieść się do czyjegoś cienia.-powiedziałem z moim uśmieszkiem. Róża westchnęła niby to zrezygnowanie, a niby wściekle. Nagle Luna wyrzuciła mnie na zewnątrz.
-No spokojnie spokojnie! Nie śledziłem Cię ani nic.-powiedziałem z miną ,,Ja nic nie zrobiłem." i uśmiechnąłem się.-Ale mogę odpowiedzieć na jakieś pytania. Choć też wiele pytań przychodzi mi do głowy. To chcesz o coś pytać czy wracamy do afery innych?
I oto Luna powraca! Przy okazji dzięki niej mogłem się dowiedzieć coś o sprawach Winter. Chyba trzeba się przywitać! Potem schowałem magiczne lustro i od razu skierowałem się do jaskini gdzie odbywała się cała afera.
-No witam. Nie przeszkadzajcie sobie z chęcią dowiem się kto napadł na Winter. A no i hej Luna czy też może Shira!-powiedziałem ,, na przywitanie".
-Skąd ty...-zaczęła Luna. No tak przecież tylko Sasha wie, ze mam magiczne lustro!
-Nie, nie zamęczajcie się tym.-zaśmiałem się.-Tak czy siak ja sobie tylko posłucham.
-Mike wynocha!-krzyknęła Róża. Przewróciłem oczami.
-Od kiedyś ty się zrobiła taka nerwowa. Po za tym co Ci da to, że mnie wypędzisz, jak i tak gdy będe chciał słuchać mogę przenieść się do czyjegoś cienia.-powiedziałem z moim uśmieszkiem. Róża westchnęła niby to zrezygnowanie, a niby wściekle. Nagle Luna wyrzuciła mnie na zewnątrz.
-No spokojnie spokojnie! Nie śledziłem Cię ani nic.-powiedziałem z miną ,,Ja nic nie zrobiłem." i uśmiechnąłem się.-Ale mogę odpowiedzieć na jakieś pytania. Choć też wiele pytań przychodzi mi do głowy. To chcesz o coś pytać czy wracamy do afery innych?
od Dantego:Ach Winter....
Okropnie nudziło mi się w naszej jaskini...Valiente robiła swoje, czyli nic.Ja leżałem tylko na kamieniu.Po chwili przypomniało mi się że Winter powinna już dawno wrócić.Postanowiłem jej poszukać.Najpierw poleciałem nad kryształową rzekę,a potem w stronę wilczych jezior.Pofarciło mi się.
Była tam i leżałam na trawie.Wylądowałem między drzewami i podeszłem do niej.Miała zamknięte oczy i chyba zemdlała.Miała też kilka zadrapań...Rozejrzałem się.
-No proszę proszę!Kogo my tu mamy?!-usłyszałem jakiś obcy głos.
Z pomiędzy zarośli wyłonił się jakiś wilk.Wolałem uniknąć walki tym bardziej że Winter był potrzebny medyk.
-Wybacz może innym razem.-mruknąłem po czym sypnąłem mu piachem w oczy i zarzuciłem sobie nieprzytomną waderę na grzbiet.
Wzbiłem się wysoko w powietrze najszybciej jak potrafiłem dźwigając dodatkowy ciężar.
-Ach Winter...-westchnąłem odwracając głowę.
Zamiast wylądować zaryłem obok jaskini Róży.
-Dante!-usłyszałem-Nic ci nie jest?
-Ujdzie ,ale na razie zajmijcie się tą...em...Winter-powstrzymałem się od komentarza co do jej wpadek.
Rubin zaniósł waderę do medyków ,a mnie alfa wezwała do siebie.
Rozmawialiśmy na temat tajemniczego wilka aż do północy,aż dołączyła do nas opatrzona już Winter.Miała na sobie kilka bandaży i kulała na jedną łapę.Opowiedziała nam jak to właściwie było.Nie przysporzyło nam to jednak odpowiedzi na główne pytanie:,,Kim on jest''i ,,skąd czego tu szuka''?
Wtem do jaskini weszła Luna.Wszyscy skamienialiśmy.Obok pojawiła się Kler i podeszła do nas omijając spokojnie i powoli waderę.
Spojrzałem na Róże.Jej pysk nie ukrywał wściekłości,a jego wyraz był surowy.
-Luna!-wydarła się.
Ona jednak stała jak stała i nie zamierzała się odezwać.Zamiast tego zaczekała aż siostra strzeli ,,powitalną gatke''po czym powiedziała:
-Skoro już skończyłaś poproszę o wprowadzenie w temat.
-Napadnięto mnie...-mruknęła cicho Winter.
-No!A już się bałam iż będzie mi się tu nudziło!-wykrzyknęła radośnie Luna.
My jednak zachowaliśmy powagę.Tylko Kler się lekko uśmiechnęła.Nie wiem czemu.Jeszczę chwilę rozmawialiśmy spokojnie po czym do jaskini zajrzał Mike.
Okropnie nudziło mi się w naszej jaskini...Valiente robiła swoje, czyli nic.Ja leżałem tylko na kamieniu.Po chwili przypomniało mi się że Winter powinna już dawno wrócić.Postanowiłem jej poszukać.Najpierw poleciałem nad kryształową rzekę,a potem w stronę wilczych jezior.Pofarciło mi się.
Była tam i leżałam na trawie.Wylądowałem między drzewami i podeszłem do niej.Miała zamknięte oczy i chyba zemdlała.Miała też kilka zadrapań...Rozejrzałem się.
-No proszę proszę!Kogo my tu mamy?!-usłyszałem jakiś obcy głos.
Z pomiędzy zarośli wyłonił się jakiś wilk.Wolałem uniknąć walki tym bardziej że Winter był potrzebny medyk.
-Wybacz może innym razem.-mruknąłem po czym sypnąłem mu piachem w oczy i zarzuciłem sobie nieprzytomną waderę na grzbiet.
Wzbiłem się wysoko w powietrze najszybciej jak potrafiłem dźwigając dodatkowy ciężar.
-Ach Winter...-westchnąłem odwracając głowę.
Zamiast wylądować zaryłem obok jaskini Róży.
-Dante!-usłyszałem-Nic ci nie jest?
-Ujdzie ,ale na razie zajmijcie się tą...em...Winter-powstrzymałem się od komentarza co do jej wpadek.
Rubin zaniósł waderę do medyków ,a mnie alfa wezwała do siebie.
Rozmawialiśmy na temat tajemniczego wilka aż do północy,aż dołączyła do nas opatrzona już Winter.Miała na sobie kilka bandaży i kulała na jedną łapę.Opowiedziała nam jak to właściwie było.Nie przysporzyło nam to jednak odpowiedzi na główne pytanie:,,Kim on jest''i ,,skąd czego tu szuka''?
Wtem do jaskini weszła Luna.Wszyscy skamienialiśmy.Obok pojawiła się Kler i podeszła do nas omijając spokojnie i powoli waderę.
Spojrzałem na Róże.Jej pysk nie ukrywał wściekłości,a jego wyraz był surowy.
-Luna!-wydarła się.
Ona jednak stała jak stała i nie zamierzała się odezwać.Zamiast tego zaczekała aż siostra strzeli ,,powitalną gatke''po czym powiedziała:
-Skoro już skończyłaś poproszę o wprowadzenie w temat.
-Napadnięto mnie...-mruknęła cicho Winter.
-No!A już się bałam iż będzie mi się tu nudziło!-wykrzyknęła radośnie Luna.
My jednak zachowaliśmy powagę.Tylko Kler się lekko uśmiechnęła.Nie wiem czemu.Jeszczę chwilę rozmawialiśmy spokojnie po czym do jaskini zajrzał Mike.
od Winter:
Stałam na wprost tajemniczego wilka ,a na jego pysku nadal widniał szeroki uśmieszek.Ruszyłam w jego stronę powolnym krokiem, lecz chwilę później przystanęłam. Dopiero teraz mogłam mu się wyraźniej przyjrzeć.Miał brązowo-czarną sierść oraz takie same znaki jak Kevin tyle , że żółte.
-Kim jesteś i co robisz na terenach tutejszej watahy?-zadałam mu dość nieorginalne pytanie.
-Mógłbym cię zapytać o to samo -odpowiedział nieznajomy.
-Pierwsza zadałam pytanie i pierwsza domagam się odpowiedzi.-powiedziałam stanowczo.
-Wyszedłem na krótki spacerek i zabłądziłem w lesie.-odparł z jeszcze większym uśmiechem.
-Bardzo śmieszne.Gdyby humor mi dzisiaj dopisywał na pewno bym się roześmiała -odpowiedziałam z sarkazmem.
-Heh ,myślałem ,że ta wataha ma większe poczucie humoru -powiedział.
-Przykro mi słysząc twoje rozczarowanie- odpowiedziałam przyglądając mu się bardziej badawczo. Byłam pewna ,że przyszedł tutaj w konkretnym celu ,a nie po to żeby denerwować pierwszą , lepszą wilczycę.
Po chwili milczenia odezwał się mrożącym krew w żyłach głosem :
-Teraz może łaskawie zeszłabyś mi z drogi żebym mógł pozwiedzać trochę tereny ,,tutejszej watahy'' ?
-A może to ty łaskawie opuściłbyś te tereny i zostawił tutejszą watahę w spokoju?-odparłam.Miałam już serdecznie dosyć tego wilka.I tak miałam już wiele zmartwień ma głowie.
Nagle jego twarz pociemniała ,a jego uśmiech zniknął tak szybko jak się pojawił.To było tylko kilka chwil ,dosłownie sekund kiedy poczułam ,że ktoś rzucił się na mnie z wielkim impetem. Wpadłam na drzewo i w ostatniej chwili przeturlałam się na prawą stronę uciekając przed atakiem nieznajomego. Wstałam najszybciej jak mogłam po czym wzbiłam się w powietrze.Wilk spojrzał na mnie z dołu ,a ja zaczęłam kalkulować wszystko oraz zbierać myśli. Nagle poczułam jakby coś ciążyło mi w lewym skrzydle.Nie miałam wyboru- musiałam wylądować.
Użyłam swojej niewidzialności i z najmniejszym dźwiękiem wylądowałam kilka metrów dalej.
-Nie zauważył mnie.Na razie.-pomyślałam.
Widziałam jak chodził w tą i z powrotem rozglądając się na wszystkie strony. Kilka sekund później zaczaiłam się za jego plecami i skoczyłam na niego z największą siłą na jaką mogłam się zdobyć. Szamotaliśmy się przez kilka minut po czym nagle poczułam wielki ból w łapie. Widziałam jak wilk przygotowuje się do kolejnego ciosu.Miałam tylko kilka sekund ,które musiałam wykorzystać.Ruszyłam swoim prawym skrzydłem i walnęłam go tak mocno ,że przetoczył się kilka metrów ,lecz niedługo potem powoli wstał chwiejąc się na łapach.Ja tez się chwiałam. Ostatkami sił zamroziłam jego łapy oraz szyję i kawałek tułowia. Wtedy padłam wyczerpana i obolała na trawę. Wydawała się tak rozkosznie miękka i zimna. Przez chwilę moje oczy utkwiły swoje spojrzenie w punkcie ,który stał pod drzewem kilkadziesiąt metrów dalej.Zaobserwowałam tylko tyle ,że był to wilk i miał skrzydła.Chwilę potem wszystko zaczęło mi się rozmazywać ,a chwilę później nie było już nic.
Stałam na wprost tajemniczego wilka ,a na jego pysku nadal widniał szeroki uśmieszek.Ruszyłam w jego stronę powolnym krokiem, lecz chwilę później przystanęłam. Dopiero teraz mogłam mu się wyraźniej przyjrzeć.Miał brązowo-czarną sierść oraz takie same znaki jak Kevin tyle , że żółte.
-Kim jesteś i co robisz na terenach tutejszej watahy?-zadałam mu dość nieorginalne pytanie.
-Mógłbym cię zapytać o to samo -odpowiedział nieznajomy.
-Pierwsza zadałam pytanie i pierwsza domagam się odpowiedzi.-powiedziałam stanowczo.
-Wyszedłem na krótki spacerek i zabłądziłem w lesie.-odparł z jeszcze większym uśmiechem.
-Bardzo śmieszne.Gdyby humor mi dzisiaj dopisywał na pewno bym się roześmiała -odpowiedziałam z sarkazmem.
-Heh ,myślałem ,że ta wataha ma większe poczucie humoru -powiedział.
-Przykro mi słysząc twoje rozczarowanie- odpowiedziałam przyglądając mu się bardziej badawczo. Byłam pewna ,że przyszedł tutaj w konkretnym celu ,a nie po to żeby denerwować pierwszą , lepszą wilczycę.
Po chwili milczenia odezwał się mrożącym krew w żyłach głosem :
-Teraz może łaskawie zeszłabyś mi z drogi żebym mógł pozwiedzać trochę tereny ,,tutejszej watahy'' ?
-A może to ty łaskawie opuściłbyś te tereny i zostawił tutejszą watahę w spokoju?-odparłam.Miałam już serdecznie dosyć tego wilka.I tak miałam już wiele zmartwień ma głowie.
Nagle jego twarz pociemniała ,a jego uśmiech zniknął tak szybko jak się pojawił.To było tylko kilka chwil ,dosłownie sekund kiedy poczułam ,że ktoś rzucił się na mnie z wielkim impetem. Wpadłam na drzewo i w ostatniej chwili przeturlałam się na prawą stronę uciekając przed atakiem nieznajomego. Wstałam najszybciej jak mogłam po czym wzbiłam się w powietrze.Wilk spojrzał na mnie z dołu ,a ja zaczęłam kalkulować wszystko oraz zbierać myśli. Nagle poczułam jakby coś ciążyło mi w lewym skrzydle.Nie miałam wyboru- musiałam wylądować.
Użyłam swojej niewidzialności i z najmniejszym dźwiękiem wylądowałam kilka metrów dalej.
-Nie zauważył mnie.Na razie.-pomyślałam.
Widziałam jak chodził w tą i z powrotem rozglądając się na wszystkie strony. Kilka sekund później zaczaiłam się za jego plecami i skoczyłam na niego z największą siłą na jaką mogłam się zdobyć. Szamotaliśmy się przez kilka minut po czym nagle poczułam wielki ból w łapie. Widziałam jak wilk przygotowuje się do kolejnego ciosu.Miałam tylko kilka sekund ,które musiałam wykorzystać.Ruszyłam swoim prawym skrzydłem i walnęłam go tak mocno ,że przetoczył się kilka metrów ,lecz niedługo potem powoli wstał chwiejąc się na łapach.Ja tez się chwiałam. Ostatkami sił zamroziłam jego łapy oraz szyję i kawałek tułowia. Wtedy padłam wyczerpana i obolała na trawę. Wydawała się tak rozkosznie miękka i zimna. Przez chwilę moje oczy utkwiły swoje spojrzenie w punkcie ,który stał pod drzewem kilkadziesiąt metrów dalej.Zaobserwowałam tylko tyle ,że był to wilk i miał skrzydła.Chwilę potem wszystko zaczęło mi się rozmazywać ,a chwilę później nie było już nic.
niedziela, 16 marca 2014
Od Mike'a
-Hmm....Nic tu nie rozumiem. I co w tamtej watasze robi Jack!? Ale i tak jestem nadal zły. Ja szczeniakiem!? Wypraszam sobie! Jestem w pełni dorosłym i odpowiedzialnym demonem! No może nie do końca odpowiedzialnym...Ale szczeniakiem nie jestem!-powiedziałem kończąc obserwować magiczne lustro.-Więc Luna wróciła do watahy? Poszedłbym ją przywitać, ale oczywiście jest ciemno. Czemu w nocy nie widać niczyjego cienia?-westchnąłem. Popatrzyłem jeszcze raz na lustro. -Zresztą nie mam zamiaru się mieszać. Niech robi co chce ja sobie tylko poobserwuję.-powiedziałem z uśmiechem. Szkoda, że przez to lustro nie mogę jakoś z nią rozmawiać. Ale by miała minę gdyby zaczęła słyszeć mój głos! Ale to nie możliwie. Cóż trudno się mówi. Nagle do mojej jaskini wszedł Kevin.
-Mike dalej nie pomożesz?-zapytał.
-Nie. Jestem tylko widzem to nie ładnie przerywać w czasie przedstawienia.-powiedziałem znów z uśmiechem. Kevin westchnął.
-Skończ używać tych głupich przenośni.
-Tak czy siak nie zmusicie mnie żebym komukolwiek pomagał!
-Yhym rozumiem.-powiedział Kevin po czym wyszedł, a ja wróciłem do przyglądania się wszystkiemu.
-Hmm....Nic tu nie rozumiem. I co w tamtej watasze robi Jack!? Ale i tak jestem nadal zły. Ja szczeniakiem!? Wypraszam sobie! Jestem w pełni dorosłym i odpowiedzialnym demonem! No może nie do końca odpowiedzialnym...Ale szczeniakiem nie jestem!-powiedziałem kończąc obserwować magiczne lustro.-Więc Luna wróciła do watahy? Poszedłbym ją przywitać, ale oczywiście jest ciemno. Czemu w nocy nie widać niczyjego cienia?-westchnąłem. Popatrzyłem jeszcze raz na lustro. -Zresztą nie mam zamiaru się mieszać. Niech robi co chce ja sobie tylko poobserwuję.-powiedziałem z uśmiechem. Szkoda, że przez to lustro nie mogę jakoś z nią rozmawiać. Ale by miała minę gdyby zaczęła słyszeć mój głos! Ale to nie możliwie. Cóż trudno się mówi. Nagle do mojej jaskini wszedł Kevin.
-Mike dalej nie pomożesz?-zapytał.
-Nie. Jestem tylko widzem to nie ładnie przerywać w czasie przedstawienia.-powiedziałem znów z uśmiechem. Kevin westchnął.
-Skończ używać tych głupich przenośni.
-Tak czy siak nie zmusicie mnie żebym komukolwiek pomagał!
-Yhym rozumiem.-powiedział Kevin po czym wyszedł, a ja wróciłem do przyglądania się wszystkiemu.
od Luny:
Jack spojrzał na mnie z uśmiechem.
-A ty co się szczerzysz?-rzuciłam złośliwie.
-Tak o patrzę sobie na taką jedną Shirę i zastanawiam się po co tu przyszła.-powiedział unosząc brew.
Roześmiałam się.
-Po prostu jestem rządna wrażeń...w sensie że do watahy...do ciebie to mnie przywiało z nudów.
-Czyli mam ci czas zorganizować?
- W pewnym sensie.
Potem pogadaliśmy,dzika zjedliśmy i pożartowaliśmy.Zajęło mi to ok.1,5 godziny.Było popołudnie.Wlazłam na to drzewo co ostatnio,ale czekała tam już na mnie Elza.
-Co jest?-spytałam układając się wygodnie.
-Podsłuchiwałaś...-mruknęła z niezadowoleniem.
-Kiedy?
-Dziś...widziałam jak przemykasz obok...-nie raczyła nawet na mnie popatrzyć.
-A ty nadal nie zamierzasz mi tego wyjaśnić?
-Nie.
-Zaczynam roz..-urwałam bo moją uwagę przykuł jakiś gwałtowny ruch przy granicy.
Elza popatrzyła na mnie pytająco.Wskazałam jej łapą kierunek.
Wadera przyglądała się chwilę po czym wskoczyła we mnie i szepnęła w mojej głowie; Mam co do tego złe przeczucia...-zawiesiła na chwilę głos- Trzeba to sprawdzić-dodała wesoło.
Pobiegłam przez równinę ku patykom oddzielającymi obie watahy.
Gdy byłam już na miejscu wszędzie wokoło panowała całkowita cisza.Rozejrzałam się.Nie dostrzegłam jednak niczego nadzwyczajnego. Może niedźwiedź-zasugerowałam demonicy myślami.Szybko zaprzeczyła twierdząc iż w tej okolicy ich nie ma.Skąd możesz to wiedzieć?-spytałam.
Nie otrzymałam jednak odpowiedzi,a w zamian oberwałam czymś twardym w łeb.
* * *
Ocknęłam się.Byłam nad jeziorem...tym samym co ostatnio z Winter,a co dziwne nikogo nie było..no może z wyjątkiem zbędnej mi Elzy.
-Co się tu...-zaczęłam ale Elza mi przerwała.
Jakiś pacan walną cię grubym kijem...
-No proszę moja pierwsza tego typu wpadka.-roześmiałam się masując głowę-Gdzie on?
Rozejrzałam się przy jednym z drzew leżał nieprzytomny Zek.
-Pomyłka-powiedziałam-to nie pacan...Tylko idiota.
Ja tam nie widzę różnicy.
Podeszłam do basiora i ochlapałam go wodą.Natychmiast się obudził,otrząsną i staną jak wryty.
-No...to co masz na swoja obronę?-spytałam sarkaztycznie.
-Em...no ten tego...to że..weszłaś na teren nie swojej watahy.-palną.
-O.Czyli Winter już mnie nie kryje.To jak tam?Jak zareagowała ekipa?
-No...Róża jest jednocześnie wściekła i chyba zrozpaczona,Kler siedzi cicho...
-I słusznie przerwałam mu.No ,ale leć dalej.
-Więcej nie zaobserwowałem.
-No to spadaj!-warknęłam złowrogo,a gdy uciekł z podkulonym ogonem potykając się kilka razy o kamienie wybuchnęłam śmiechem.
Uwielbiam takie kulturalne pogawędki.Ruszyłam więc z powrotem.
Jack spojrzał na mnie z uśmiechem.
-A ty co się szczerzysz?-rzuciłam złośliwie.
-Tak o patrzę sobie na taką jedną Shirę i zastanawiam się po co tu przyszła.-powiedział unosząc brew.
Roześmiałam się.
-Po prostu jestem rządna wrażeń...w sensie że do watahy...do ciebie to mnie przywiało z nudów.
-Czyli mam ci czas zorganizować?
- W pewnym sensie.
Potem pogadaliśmy,dzika zjedliśmy i pożartowaliśmy.Zajęło mi to ok.1,5 godziny.Było popołudnie.Wlazłam na to drzewo co ostatnio,ale czekała tam już na mnie Elza.
-Co jest?-spytałam układając się wygodnie.
-Podsłuchiwałaś...-mruknęła z niezadowoleniem.
-Kiedy?
-Dziś...widziałam jak przemykasz obok...-nie raczyła nawet na mnie popatrzyć.
-A ty nadal nie zamierzasz mi tego wyjaśnić?
-Nie.
-Zaczynam roz..-urwałam bo moją uwagę przykuł jakiś gwałtowny ruch przy granicy.
Elza popatrzyła na mnie pytająco.Wskazałam jej łapą kierunek.
Wadera przyglądała się chwilę po czym wskoczyła we mnie i szepnęła w mojej głowie; Mam co do tego złe przeczucia...-zawiesiła na chwilę głos- Trzeba to sprawdzić-dodała wesoło.
Pobiegłam przez równinę ku patykom oddzielającymi obie watahy.
Gdy byłam już na miejscu wszędzie wokoło panowała całkowita cisza.Rozejrzałam się.Nie dostrzegłam jednak niczego nadzwyczajnego. Może niedźwiedź-zasugerowałam demonicy myślami.Szybko zaprzeczyła twierdząc iż w tej okolicy ich nie ma.Skąd możesz to wiedzieć?-spytałam.
Nie otrzymałam jednak odpowiedzi,a w zamian oberwałam czymś twardym w łeb.
* * *
Ocknęłam się.Byłam nad jeziorem...tym samym co ostatnio z Winter,a co dziwne nikogo nie było..no może z wyjątkiem zbędnej mi Elzy.
-Co się tu...-zaczęłam ale Elza mi przerwała.
Jakiś pacan walną cię grubym kijem...
-No proszę moja pierwsza tego typu wpadka.-roześmiałam się masując głowę-Gdzie on?
Rozejrzałam się przy jednym z drzew leżał nieprzytomny Zek.
-Pomyłka-powiedziałam-to nie pacan...Tylko idiota.
Ja tam nie widzę różnicy.
Podeszłam do basiora i ochlapałam go wodą.Natychmiast się obudził,otrząsną i staną jak wryty.
-No...to co masz na swoja obronę?-spytałam sarkaztycznie.
-Em...no ten tego...to że..weszłaś na teren nie swojej watahy.-palną.
-O.Czyli Winter już mnie nie kryje.To jak tam?Jak zareagowała ekipa?
-No...Róża jest jednocześnie wściekła i chyba zrozpaczona,Kler siedzi cicho...
-I słusznie przerwałam mu.No ,ale leć dalej.
-Więcej nie zaobserwowałem.
-No to spadaj!-warknęłam złowrogo,a gdy uciekł z podkulonym ogonem potykając się kilka razy o kamienie wybuchnęłam śmiechem.
Uwielbiam takie kulturalne pogawędki.Ruszyłam więc z powrotem.
od Winter:
Szłam wzdłuż magicznego lasu, rozkoszując się ciepłem popołudniowego słońca. Cały czas rozmyślałam tylko o jednej sprawie , mianowicie o ostatnio zaistniałej sytuacji.
-Zawsze muszę się gdzieś wpakować -pomyślałam.
Byłam ciekawa czy Róża zdążyła już uwierzyć w moje słowa, w końcu to niecodzienna wiadomość : własna siostra porzuca cię dla innej watahy.
Rozmyślałam również o tym co powie Cristal. Podobno wyruszyła na jakąś tajną misję, ale kiedy już wróci o wszystkim się dowie.
-Ale tak w ogóle to co takiego złego zrobiłam ?-powiedziałam sama do siebie.
Po kilku minutach dotarłam w moje ulubione miejsce. Weszłam do jaskini ,położyłam się na kamieniu po czym zaczęłam czytać książkę.
Przez chwilę spojrzałam na kryształowe jezioro.Wyglądało tak samo jak przedtem lecz coś było z nim nie tak. Wkrótce jednak powróciłam do lektury.
Kiedy oderwałam swój wzrok od książki słońce chyliło się ku horyzontowi.Przeciągnęłam się po czym powiedziałam :
-Czas wracać do watahy.
Wstałam i ruszyłam w stronę wilczych jezior. Byłam dopiero w połowie drogi kiedy słońce zniknęło za drzewami ,a ciemność zaczęła otaczać świat ciemnym płaszczem.
Nagle usłyszałam jakiś głos w mojej głowie.Był miękki i znajomy.
-Winter...uważaj....
Po chwili znowu go usłyszałam:
-....odwróć się.....
Posłusznie się odwróciłam. Kilka metrów dalej stał jakiś wilk. Wyglądem przypominał Kevina...
-Kevin ..?-spytałam niepewnie
Żadnej odpowiedzi.
Wilk podszedł bliżej po czym staną i zaczął przyglądać mi się
badawczo.Chwilę później usłyszałam straszny śmiech.
-To na pewno nie jest Kevin -szepnęłam.
Wilk ustał na chwilę , lecz na jego pysku widniał teraz szeroki uśmiech.
Nawet w ciemności dostrzegłam jego ostre białe kły.
-Kto to może być?-myślałam.
Szłam wzdłuż magicznego lasu, rozkoszując się ciepłem popołudniowego słońca. Cały czas rozmyślałam tylko o jednej sprawie , mianowicie o ostatnio zaistniałej sytuacji.
-Zawsze muszę się gdzieś wpakować -pomyślałam.
Byłam ciekawa czy Róża zdążyła już uwierzyć w moje słowa, w końcu to niecodzienna wiadomość : własna siostra porzuca cię dla innej watahy.
Rozmyślałam również o tym co powie Cristal. Podobno wyruszyła na jakąś tajną misję, ale kiedy już wróci o wszystkim się dowie.
-Ale tak w ogóle to co takiego złego zrobiłam ?-powiedziałam sama do siebie.
Po kilku minutach dotarłam w moje ulubione miejsce. Weszłam do jaskini ,położyłam się na kamieniu po czym zaczęłam czytać książkę.
Przez chwilę spojrzałam na kryształowe jezioro.Wyglądało tak samo jak przedtem lecz coś było z nim nie tak. Wkrótce jednak powróciłam do lektury.
Kiedy oderwałam swój wzrok od książki słońce chyliło się ku horyzontowi.Przeciągnęłam się po czym powiedziałam :
-Czas wracać do watahy.
Wstałam i ruszyłam w stronę wilczych jezior. Byłam dopiero w połowie drogi kiedy słońce zniknęło za drzewami ,a ciemność zaczęła otaczać świat ciemnym płaszczem.
Nagle usłyszałam jakiś głos w mojej głowie.Był miękki i znajomy.
-Winter...uważaj....
Po chwili znowu go usłyszałam:
-....odwróć się.....
Posłusznie się odwróciłam. Kilka metrów dalej stał jakiś wilk. Wyglądem przypominał Kevina...
-Kevin ..?-spytałam niepewnie
Żadnej odpowiedzi.
Wilk podszedł bliżej po czym staną i zaczął przyglądać mi się
badawczo.Chwilę później usłyszałam straszny śmiech.
-To na pewno nie jest Kevin -szepnęłam.
Wilk ustał na chwilę , lecz na jego pysku widniał teraz szeroki uśmiech.
Nawet w ciemności dostrzegłam jego ostre białe kły.
-Kto to może być?-myślałam.
piątek, 14 marca 2014
od Luny:
Obudziłam się ze tym znanym mi odczuciem iż ktoś mnie obserwuje...Elza była nieobecna.Pewnie znów gdzieś polazła.Leżałam jeszcze chwile po czym się rozejrzałam.Las tej watahy był w większości iglasty,ale na obrzeżach były dęby i brzozy.
Zeskoczyłam z drzewa i poszłam do jaskini Jack'a.Nie było go jednak więc ruszyłam w stronę cmentarza.Widząc tam Georga i Elzę ukryłam się w zaroślach i zaczęłam podsłuchiwać.Basior siedział przy małym nagrobku.
-Sentymenty...-warknęła z pogardą.
On siedział dalej wpatrując się w zniszczony napis.
-Ja przynajmniej nie łżę co pięć minut.-mrukną.
Prychnęła i usiadła obok obdarzając go nieprzychylnym spojrzeniem:
-Musiałam.
-Z pewnością...
Nie byłam pewna o co im właściwie chodzi choć miałam pewne podejrzenia.Na chwilę zapadła cisza którą przerwała demonica:
-Jesteś słaby.
-Jeśli poczucie godności to słabość to masz rację,jestem słaby...
Fuknęła gniewnie i znów obrzuciła go obelgami.To powoli robiło się nudne.Tylko się sprzeczali o nieznany mi temat.
-Nie rozumiem cie...-stwierdziła w końcu-Stoisz całymi godzinami przed pustym grobem.
-Nie o zawartość tu chodzi!-rzucił gniewnie i rzucił się Elzie do gardła,ona jednak się uchyliła.
-Już ten szczeniak Mike szybciej się rusza!-roześmiała się szyderczo.
-Jaki znowu Mike?
-Demon-cień z watahy Luny.
-Dlaczego właśnie taki przykład?
-Przyszedł mi na myśl bo to akurat ostatnia osoba podczas walki z którą musiałam się nieco wysilić.To znaczy w tej części walki przed opętaniem..-nie zdążyła dokończyć zdania bo George powalił ją i przyszpilił do ziemi bez większego wysiłku.
-Opętałaś ją?!-wykrzykną z niedowierzaniem-Na mózg padłaś?!
-Powiedzmy,że byłam częściowo niepoczytalna gdy to się stało.-wyjaśniła nie podejmując nawet próby uwolnienia się-Przechodziłam trudne chwile..-dodała z uśmiechem,który bynajmniej do tego zdania nie pasowałby gdyby nie ton jakiego użyła.
-Niepoczytalna powiadasz!-powiedział głośno i wściekle-Powinnaś była być wtedy martwa!I to już dawno!
-No nie gadaj,że nie cieszysz się widząc mnie całą i zdrową...-dodała z udawanym zmartwieniem.
-Całą to bym cię nie nazwał-skomentował puszczając ją wolno.
Wyprostował się i ruszył w moją stronę.Na całe szczęście mnie miną.Gdy nieco się oddalił głośno wypuściłam powietrze.Sprawdziłam gdzie jest Elza,a widząc,ją przy skale pobiegłam na około kryjąc się wśród wysokich traw.W końcu dotarłam jak sądzę niespostrzeżenie na polanę przy,której pomiędzy drzewami stały jaskinie.Tym razem zastałam Jack'a.
Obudziłam się ze tym znanym mi odczuciem iż ktoś mnie obserwuje...Elza była nieobecna.Pewnie znów gdzieś polazła.Leżałam jeszcze chwile po czym się rozejrzałam.Las tej watahy był w większości iglasty,ale na obrzeżach były dęby i brzozy.
Zeskoczyłam z drzewa i poszłam do jaskini Jack'a.Nie było go jednak więc ruszyłam w stronę cmentarza.Widząc tam Georga i Elzę ukryłam się w zaroślach i zaczęłam podsłuchiwać.Basior siedział przy małym nagrobku.
-Sentymenty...-warknęła z pogardą.
On siedział dalej wpatrując się w zniszczony napis.
-Ja przynajmniej nie łżę co pięć minut.-mrukną.
Prychnęła i usiadła obok obdarzając go nieprzychylnym spojrzeniem:
-Musiałam.
-Z pewnością...
Nie byłam pewna o co im właściwie chodzi choć miałam pewne podejrzenia.Na chwilę zapadła cisza którą przerwała demonica:
-Jesteś słaby.
-Jeśli poczucie godności to słabość to masz rację,jestem słaby...
Fuknęła gniewnie i znów obrzuciła go obelgami.To powoli robiło się nudne.Tylko się sprzeczali o nieznany mi temat.
-Nie rozumiem cie...-stwierdziła w końcu-Stoisz całymi godzinami przed pustym grobem.
-Nie o zawartość tu chodzi!-rzucił gniewnie i rzucił się Elzie do gardła,ona jednak się uchyliła.
-Już ten szczeniak Mike szybciej się rusza!-roześmiała się szyderczo.
-Jaki znowu Mike?
-Demon-cień z watahy Luny.
-Dlaczego właśnie taki przykład?
-Przyszedł mi na myśl bo to akurat ostatnia osoba podczas walki z którą musiałam się nieco wysilić.To znaczy w tej części walki przed opętaniem..-nie zdążyła dokończyć zdania bo George powalił ją i przyszpilił do ziemi bez większego wysiłku.
-Opętałaś ją?!-wykrzykną z niedowierzaniem-Na mózg padłaś?!
-Powiedzmy,że byłam częściowo niepoczytalna gdy to się stało.-wyjaśniła nie podejmując nawet próby uwolnienia się-Przechodziłam trudne chwile..-dodała z uśmiechem,który bynajmniej do tego zdania nie pasowałby gdyby nie ton jakiego użyła.
-Niepoczytalna powiadasz!-powiedział głośno i wściekle-Powinnaś była być wtedy martwa!I to już dawno!
-No nie gadaj,że nie cieszysz się widząc mnie całą i zdrową...-dodała z udawanym zmartwieniem.
-Całą to bym cię nie nazwał-skomentował puszczając ją wolno.
Wyprostował się i ruszył w moją stronę.Na całe szczęście mnie miną.Gdy nieco się oddalił głośno wypuściłam powietrze.Sprawdziłam gdzie jest Elza,a widząc,ją przy skale pobiegłam na około kryjąc się wśród wysokich traw.W końcu dotarłam jak sądzę niespostrzeżenie na polanę przy,której pomiędzy drzewami stały jaskinie.Tym razem zastałam Jack'a.
środa, 12 marca 2014
KONKURS!
Wpadłam na pewien pomysł!
A mianowicie taki ,że zorganizuję głosowanie kto dostanie żywioł!Nominowani są:
-Mike
-Winter
-Kler
-Kevin
Ja nie biorę udziału z dwóch przyczyn.Podzielę się z wami jedną,a mianowicie:Ja mam już 3 żywioły,ale jeśli bylibyście za mną to napiszcie w komentarzach że chcecie bym i ja się pojawiła.
Pozdrawia wasza kochana Luna
A mianowicie taki ,że zorganizuję głosowanie kto dostanie żywioł!Nominowani są:
-Mike
-Winter
-Kler
-Kevin
Ja nie biorę udziału z dwóch przyczyn.Podzielę się z wami jedną,a mianowicie:Ja mam już 3 żywioły,ale jeśli bylibyście za mną to napiszcie w komentarzach że chcecie bym i ja się pojawiła.
Pozdrawia wasza kochana Luna
poniedziałek, 10 marca 2014
Od Mike'a: Wszystko to przedstawienie.
To, że ,,Muszę coś załatwić" było po prostu wymówką żeby Sasha nie chodziła za mną wszędzie. Wystarczy mi już pilnujący mnie Kevin. Gdy doszliśmy zobaczyliśmy, że przesłuchują Winter. Następnie Róża rzuciła się na nią z zębami. Ta jednak uciekła. Może strachliwa, ale sprytna duszyczka. Zaśmiałem się.
-Haha no proszę piękne przedstawienie!-powiedziałem śmiejąc się dalej. Róża warknęła, a Kevin trzepnął mnie w głowę.
-To poważne sprawy-zganił mnie.-Róża o co chodzi?
-Raczej o kogo...-odpowiedziała.
-Luna?-zapytał Kevin. Ja tylko się przysłuchiwałem. Ciekawe co tym razem wymyśliła. Jej numery zawsze stawały się coraz lepsze! Dlatego też nie mam zamiaru się w to mieszać. Znów zacząłem dokładnie słuchać.
-Winter sądzi, że Luna uciekła do jakiejś innej watahy.-wytłumaczył Rubin. Zaśmiałem się znów teraz to naprawdę wymyśliła!
-Mike to nie żarty!-warknęła Róża.
-No no spokojnie! Tak czy siak dobrze wiesz, że na moją pomoc nie ma co liczyć prawda? Ja tylko oglądam sobie ten piękny spektakl.-powiedziałem z uśmieszkiem. Hmm...Dalej mam magiczne lusterko. No to zobaczymy, jak potoczą się losy Luny i wszystkich z watahy. To będzie ciekawe.
To, że ,,Muszę coś załatwić" było po prostu wymówką żeby Sasha nie chodziła za mną wszędzie. Wystarczy mi już pilnujący mnie Kevin. Gdy doszliśmy zobaczyliśmy, że przesłuchują Winter. Następnie Róża rzuciła się na nią z zębami. Ta jednak uciekła. Może strachliwa, ale sprytna duszyczka. Zaśmiałem się.
-Haha no proszę piękne przedstawienie!-powiedziałem śmiejąc się dalej. Róża warknęła, a Kevin trzepnął mnie w głowę.
-To poważne sprawy-zganił mnie.-Róża o co chodzi?
-Raczej o kogo...-odpowiedziała.
-Luna?-zapytał Kevin. Ja tylko się przysłuchiwałem. Ciekawe co tym razem wymyśliła. Jej numery zawsze stawały się coraz lepsze! Dlatego też nie mam zamiaru się w to mieszać. Znów zacząłem dokładnie słuchać.
-Winter sądzi, że Luna uciekła do jakiejś innej watahy.-wytłumaczył Rubin. Zaśmiałem się znów teraz to naprawdę wymyśliła!
-Mike to nie żarty!-warknęła Róża.
-No no spokojnie! Tak czy siak dobrze wiesz, że na moją pomoc nie ma co liczyć prawda? Ja tylko oglądam sobie ten piękny spektakl.-powiedziałem z uśmieszkiem. Hmm...Dalej mam magiczne lusterko. No to zobaczymy, jak potoczą się losy Luny i wszystkich z watahy. To będzie ciekawe.
niedziela, 9 marca 2014
od Winter:
Stałam przed jaskinią Róży twarzą w twarz z Rubinem. Kler ,Krisem ,Demonem i Różą stali obok natomiast Dante lekko usunął się w bok.
- Winter ,pytam się jeszcze raz ,gdzie jest Luna ?-powiedział Rubin.
Z jego tonu głosu wywnioskowałam ,że jego cierpliwość jest na wykończeniu.
- Co mam robić ...-myślałam-obiecałam Lunie,że będę ją kryć przez dwa dni...
W tej samej chwili spojrzałam na słońce.Było wczesne popołudnie co oznaczało ,że miałam ją kryć do końca tego dnia.
Róża zaczęła się na mnie wydzierać , Rubin próbował ją uspokoić choć sam tracił cierpliwość , a reszta spoglądała to na nich to na mnie.
-Nie dość, że denerwuję innych zadawaniem pytań to jeszcze wściekają się na mnie za to ,że nic nie chcę powiedzieć....-pomyślałam ze smutkiem.
Wtem z lasu wyłoniły się dwie postacie.Od razu rozpoznałam w nich Kevina i Mike'a. Powoli podchodzili do nas, a na ich twarzach malowało się zaskoczenie.
Niespodziewanie Róża rzuciła się na mnie.Przetoczyłyśmy się parę metrów po czym wilczyca zaczęła mnie gryźć.Wiedziałam ,że nie wypada ranić alfy ,ale to ona pierwsza zaatakowała więc miałam prawo się bronić. Szybko zrobiłam się niewidzialna po czym delikatnie zamroziłam jej łapy i odleciałam w pierwszą lepszą stronę.
Leciałam najszybciej jak się dało wciąż myśląc o zaistniałej sytuacji.
-Dzięki Luna -powiedziałam sama do siebie z nutką pretensji do wilczycy.
Po kilku minutach dotarłam na miejsce.Stanęłam na ziemi po czym skierowałam się w stronę kryształowej rzeki.Weszłam do jednej z jaskiń znajdujących się tam po czym spojrzałam na słońce.
-Jeszcze tylko kilka godzin. -szepnęłam po czym zamknęłam oczy.
Kiedy obudziłam się ujrzałam księżyc w pełni.
-Minęły dwa dni ,a więc dotrzymałam słowa.-powiedziałam.
Przypomniałam sobie wściekłe spojrzenie Róży i Rubina.
-Muszę im powiedzieć -zadecydowałam po czym skierowałam się w stronę jaskini alfy.
Gdy tam dotarłam miałam pewne wątpliwości jednak chwilę potem zebrałam w sobie całą odwagę.Weszłam do jaskini gdzie natknęłam się na Różę ,Rubina,Kler ,Mike'a i Kevina. Alfa spojrzała na mnie i już miała się na mnie ponownie rzucić ,lecz Kler i Rubin uspokoili ją w ostatniej chwili.
- Nic nie mogłam wam wcześniej powiedzieć.Dałam słowo Lunie i musiałam go dotrzymać.
-Gdzie jest moja siostra !-wykrzyknęła Róża.
-Luna poszła do sąsiedniej watahy ,żeby do nich dołączyć.
Kiedy wypowiedziałam to zdanie alfa wpadła w oszołomienie po czym krzyknęła :
-Kłamiesz !
-Nigdy nie kłamię -odpowiedziałam jej stanowczym tonem patrząc jej prosto w oczy.
Stałam przed jaskinią Róży twarzą w twarz z Rubinem. Kler ,Krisem ,Demonem i Różą stali obok natomiast Dante lekko usunął się w bok.
- Winter ,pytam się jeszcze raz ,gdzie jest Luna ?-powiedział Rubin.
Z jego tonu głosu wywnioskowałam ,że jego cierpliwość jest na wykończeniu.
- Co mam robić ...-myślałam-obiecałam Lunie,że będę ją kryć przez dwa dni...
W tej samej chwili spojrzałam na słońce.Było wczesne popołudnie co oznaczało ,że miałam ją kryć do końca tego dnia.
Róża zaczęła się na mnie wydzierać , Rubin próbował ją uspokoić choć sam tracił cierpliwość , a reszta spoglądała to na nich to na mnie.
-Nie dość, że denerwuję innych zadawaniem pytań to jeszcze wściekają się na mnie za to ,że nic nie chcę powiedzieć....-pomyślałam ze smutkiem.
Wtem z lasu wyłoniły się dwie postacie.Od razu rozpoznałam w nich Kevina i Mike'a. Powoli podchodzili do nas, a na ich twarzach malowało się zaskoczenie.
Niespodziewanie Róża rzuciła się na mnie.Przetoczyłyśmy się parę metrów po czym wilczyca zaczęła mnie gryźć.Wiedziałam ,że nie wypada ranić alfy ,ale to ona pierwsza zaatakowała więc miałam prawo się bronić. Szybko zrobiłam się niewidzialna po czym delikatnie zamroziłam jej łapy i odleciałam w pierwszą lepszą stronę.
Leciałam najszybciej jak się dało wciąż myśląc o zaistniałej sytuacji.
-Dzięki Luna -powiedziałam sama do siebie z nutką pretensji do wilczycy.
Po kilku minutach dotarłam na miejsce.Stanęłam na ziemi po czym skierowałam się w stronę kryształowej rzeki.Weszłam do jednej z jaskiń znajdujących się tam po czym spojrzałam na słońce.
-Jeszcze tylko kilka godzin. -szepnęłam po czym zamknęłam oczy.
Kiedy obudziłam się ujrzałam księżyc w pełni.
-Minęły dwa dni ,a więc dotrzymałam słowa.-powiedziałam.
Przypomniałam sobie wściekłe spojrzenie Róży i Rubina.
-Muszę im powiedzieć -zadecydowałam po czym skierowałam się w stronę jaskini alfy.
Gdy tam dotarłam miałam pewne wątpliwości jednak chwilę potem zebrałam w sobie całą odwagę.Weszłam do jaskini gdzie natknęłam się na Różę ,Rubina,Kler ,Mike'a i Kevina. Alfa spojrzała na mnie i już miała się na mnie ponownie rzucić ,lecz Kler i Rubin uspokoili ją w ostatniej chwili.
- Nic nie mogłam wam wcześniej powiedzieć.Dałam słowo Lunie i musiałam go dotrzymać.
-Gdzie jest moja siostra !-wykrzyknęła Róża.
-Luna poszła do sąsiedniej watahy ,żeby do nich dołączyć.
Kiedy wypowiedziałam to zdanie alfa wpadła w oszołomienie po czym krzyknęła :
-Kłamiesz !
-Nigdy nie kłamię -odpowiedziałam jej stanowczym tonem patrząc jej prosto w oczy.
sobota, 8 marca 2014
Od Sashy:
Mike naprawdę zachowuję się, jak nieznośny szczeniak! Chociaż jakby nie patrzeć zawsze taki był...Ciągle kłócił się z Jack'iem i to oczywiście rola siostry żeby ich uspokoić. Tak czy siak teraz mam zamiar naprostować trochę mojego braciszka. Tak łatwo to ze mną nie będzie miał i zresztą sam o tym wie. Ale przecież ja nie chcę dla niego źle...Po prostu jestem starszą siostrą która martwi się o młodszego brata. Zwłaszcza po tym gdy ostatnio do domu wrócił prawie nieżywy! Ehh...Same kłopoty z nim. Wataha...Sądzę, że wcale nie jest tu tak źle. Co prawda denerwujące mogła zdawać by się to, że jako mag muszę wykonywać polecenia Rubina który nie jest silniejszym magiem...Jednak nie jest to aż tak denerwujące. W końcu jestem demonem mocy więc co się dziwić? Tajniki magii same znalazły się w moim umyślę nawet nie wiem kiedy. Potem wpadła na Mike'a i Kevina.
-Co robicie?-zapytałam.
-A co mam robić? Nawet nie mogę sobie postraszyć Winter....-mruknął Mike. Zaśmiałam się.
-Nie złość się tak!-po czym szepnęłam do Kevina.-Pamiętasz, ze masz go pilnować?-On na to przytaknął.
-Spiskujecie przeciwko mnie!-oburzył się Mike. I ja i Kevin zaczęliśmy się śmiać.-Dobra muszę coś załatwić...-dodał.
-A cóż to takiego?-spytałam podejrzliwie.
-A cóż cię to obchodzi?-odpowiedział pytaniem.
-Czyli znowu chcesz zrobić coś złego!
-Wcale nie!
-Ja wiem, że tak!
-Nie!
-Tak!
Kevin zaśmiał się.
-Naprawdę widać, że jesteście rodzeństwem. Sasha spokojnie przypilnuje go.-powiedział. Spojrzałam na niego podejrzliwie.
-No dobra niech ci będzie.-powiedziała i poszłam do swojej jaskini. Pewnie, jak zwykle przesadzam i robię się natrętna. Cóż...Tak bywa.
Mike naprawdę zachowuję się, jak nieznośny szczeniak! Chociaż jakby nie patrzeć zawsze taki był...Ciągle kłócił się z Jack'iem i to oczywiście rola siostry żeby ich uspokoić. Tak czy siak teraz mam zamiar naprostować trochę mojego braciszka. Tak łatwo to ze mną nie będzie miał i zresztą sam o tym wie. Ale przecież ja nie chcę dla niego źle...Po prostu jestem starszą siostrą która martwi się o młodszego brata. Zwłaszcza po tym gdy ostatnio do domu wrócił prawie nieżywy! Ehh...Same kłopoty z nim. Wataha...Sądzę, że wcale nie jest tu tak źle. Co prawda denerwujące mogła zdawać by się to, że jako mag muszę wykonywać polecenia Rubina który nie jest silniejszym magiem...Jednak nie jest to aż tak denerwujące. W końcu jestem demonem mocy więc co się dziwić? Tajniki magii same znalazły się w moim umyślę nawet nie wiem kiedy. Potem wpadła na Mike'a i Kevina.
-Co robicie?-zapytałam.
-A co mam robić? Nawet nie mogę sobie postraszyć Winter....-mruknął Mike. Zaśmiałam się.
-Nie złość się tak!-po czym szepnęłam do Kevina.-Pamiętasz, ze masz go pilnować?-On na to przytaknął.
-Spiskujecie przeciwko mnie!-oburzył się Mike. I ja i Kevin zaczęliśmy się śmiać.-Dobra muszę coś załatwić...-dodał.
-A cóż to takiego?-spytałam podejrzliwie.
-A cóż cię to obchodzi?-odpowiedział pytaniem.
-Czyli znowu chcesz zrobić coś złego!
-Wcale nie!
-Ja wiem, że tak!
-Nie!
-Tak!
Kevin zaśmiał się.
-Naprawdę widać, że jesteście rodzeństwem. Sasha spokojnie przypilnuje go.-powiedział. Spojrzałam na niego podejrzliwie.
-No dobra niech ci będzie.-powiedziała i poszłam do swojej jaskini. Pewnie, jak zwykle przesadzam i robię się natrętna. Cóż...Tak bywa.
od Luny:
-Elza!Co ci do łba strzeliło?!-wykrzyknęłam.
Ona jednak tylko popędziła z powrotem na cmentarz i używając ognia wytopiła imię.Gdy tam podbiegłam nie było już co zbierać...Nagrobek stał bez imienia,a demonica dyszała nad nim wściekle.Co tu się?Rozejrzałam się dookoła.Przy wejściu od strony głazu stał George.Elza dopiero chwilę potem odwróciła się w jego stronę...Dzielił ich dość duży dystans.Mimo to jednak dostrzegłam wyraz pysku basiora.Chyba go to zszokowało,jednak z pyska Elzy udało mi się wyczytać o wiele więcej... Była...podenerwowana,spięta,niezdolna się poruszyć,zestresowana,na swój sposób przestraszona. i...no nie wiem jak to opisać...
Wilk zrobił niepewnie pierwszy krok w naszą stronę po czym zawrócił w stronę równiny przy granicy terytorium tej watahy.Elza stała niezdolna cokolwiek powiedzieć.
-Raczysz mi to wytłumaczyć?-spytałam choć nie spodziewałam się odpowiedzi.
-To...długa historia-ucięła.
-A można wiedzieć przynajmniej o czym?
-O mnie i...nieważne.
-Znowu unikasz odpowiedzi-urwałam na chwilę-Czy to ma coś wspólnego z moim pytaniem w jaskini?Tym związanym z wodą-dodałam.
-Trochę...
-Czy nie łatwiej po prostu powiedzieć i mieć to z głowy?
-Nie...
Jeszcze przez chwilę stałyśmy razem spoglądając na odchodzącego Georga.Wtedy przyszło mi coś do głowy.Coś co mogło rozluźnić atmosferę.
-Jak nazywa się ta wataha?Nie zdążyłam spytać alfy...za dużo wrażeń.
-Srebrnego Kła.
-Dość...em...no...nie zbyt to orginalne...
-Założył ją ktoś pozbawiony wyobraźni...Zdaję się Ender...-zawahała się-II?
-Poprzednie pokolenie?
-Kilka w wstecz...
Cisza trwała potem kilka minut po czym oświadczyła:
-Odejdź.Dam ci wtedy spokój...tobie i całej waszej zgrai,którą nazywacie watahą.
-Zgrai do której nie należę-warknęłam.
-Nie obchodzi cię ich los?
-Ależ obchodzi!Tylko nie mogę odejść do puki nie dowiem się o co tu się rozchodzi.
-Po co?
-Ciekawość.
-Ciekawość to pierwszy krok do piekła...
-Hades już i tak mnie nienawidzi po tym jak wzięłam Waldka do naszego świata.
-Luna!Idź gdzie indziej i dowiaduj się innych rzeczy!Szperaj gdzie indziej!
-Nie-odparłam spokojnie po czym pobiegłam w stronę głazu.
Po chwili dołączyła tam do mnie i próbowała dalej.Kręciłam tylko głową,a gdy nie mogłam już tego dłużej znieść odbiegłam,wskoczyłam na jakieś drzewo i się na nim ułożyłam.Ona znów we mnie wskoczyła.
Z głową położoną na gałęzi przypatrywałam się zachodowi po czym zasnęłam.
Śniły mi się różne obrazy z tego dnia...Jack,George,przerażona i zdesperowana Elza...Wszystko to było dla mnie wielką zagadką...Skąd wziął się tu Jack?Kim jest George ,że Elza tak się spina gdy jest w pobliżu?I najważniejsze,co próbuje ukryć przede mną?
-Elza!Co ci do łba strzeliło?!-wykrzyknęłam.
Ona jednak tylko popędziła z powrotem na cmentarz i używając ognia wytopiła imię.Gdy tam podbiegłam nie było już co zbierać...Nagrobek stał bez imienia,a demonica dyszała nad nim wściekle.Co tu się?Rozejrzałam się dookoła.Przy wejściu od strony głazu stał George.Elza dopiero chwilę potem odwróciła się w jego stronę...Dzielił ich dość duży dystans.Mimo to jednak dostrzegłam wyraz pysku basiora.Chyba go to zszokowało,jednak z pyska Elzy udało mi się wyczytać o wiele więcej... Była...podenerwowana,spięta,niezdolna się poruszyć,zestresowana,na swój sposób przestraszona. i...no nie wiem jak to opisać...
Wilk zrobił niepewnie pierwszy krok w naszą stronę po czym zawrócił w stronę równiny przy granicy terytorium tej watahy.Elza stała niezdolna cokolwiek powiedzieć.
-Raczysz mi to wytłumaczyć?-spytałam choć nie spodziewałam się odpowiedzi.
-To...długa historia-ucięła.
-A można wiedzieć przynajmniej o czym?
-O mnie i...nieważne.
-Znowu unikasz odpowiedzi-urwałam na chwilę-Czy to ma coś wspólnego z moim pytaniem w jaskini?Tym związanym z wodą-dodałam.
-Trochę...
-Czy nie łatwiej po prostu powiedzieć i mieć to z głowy?
-Nie...
Jeszcze przez chwilę stałyśmy razem spoglądając na odchodzącego Georga.Wtedy przyszło mi coś do głowy.Coś co mogło rozluźnić atmosferę.
-Jak nazywa się ta wataha?Nie zdążyłam spytać alfy...za dużo wrażeń.
-Srebrnego Kła.
-Dość...em...no...nie zbyt to orginalne...
-Założył ją ktoś pozbawiony wyobraźni...Zdaję się Ender...-zawahała się-II?
-Poprzednie pokolenie?
-Kilka w wstecz...
Cisza trwała potem kilka minut po czym oświadczyła:
-Odejdź.Dam ci wtedy spokój...tobie i całej waszej zgrai,którą nazywacie watahą.
-Zgrai do której nie należę-warknęłam.
-Nie obchodzi cię ich los?
-Ależ obchodzi!Tylko nie mogę odejść do puki nie dowiem się o co tu się rozchodzi.
-Po co?
-Ciekawość.
-Ciekawość to pierwszy krok do piekła...
-Hades już i tak mnie nienawidzi po tym jak wzięłam Waldka do naszego świata.
-Luna!Idź gdzie indziej i dowiaduj się innych rzeczy!Szperaj gdzie indziej!
-Nie-odparłam spokojnie po czym pobiegłam w stronę głazu.
Po chwili dołączyła tam do mnie i próbowała dalej.Kręciłam tylko głową,a gdy nie mogłam już tego dłużej znieść odbiegłam,wskoczyłam na jakieś drzewo i się na nim ułożyłam.Ona znów we mnie wskoczyła.
Z głową położoną na gałęzi przypatrywałam się zachodowi po czym zasnęłam.
Śniły mi się różne obrazy z tego dnia...Jack,George,przerażona i zdesperowana Elza...Wszystko to było dla mnie wielką zagadką...Skąd wziął się tu Jack?Kim jest George ,że Elza tak się spina gdy jest w pobliżu?I najważniejsze,co próbuje ukryć przede mną?
od Dantego:Niecodzienne pytanie
-Tak.Dlaczego pytasz?
-Tak z czystej ciekawości.
-No dobra to ja już będę iść.Jak będziesz chciała pogadać lub o coś zapytać to wal śmiało.
Pożegnaliśmy się i poszłam w stronę jaskini Róży.Była tam razem z Krisem,Rubinem,Demonem i Kler.Muszę przyznać że tak liczne zgromadzenie mnie zaskoczyło.
-Dante?-odezwała się Róża wychylając się poza marszałka.
-Tak.Co tu się dzieje?
-Mamy małą naradę...-westchnęła-powinna być na niej jeszcze Cristal ,ale nikt nie wie gdzie się podziewa więc dobrze że jesteś.
-Naradzamy się co zrobić w kwestii Luny-dodał Rubin.
-Coś z nią nie tak?-spytałem Różę.
-Nie..to znaczy taką mam nadzieję...-odparła wilczyca.
Naradzaliśmy się dość długo i w końcu ustaliliśmy,że jedyną osobą ,która może wiedzieć gdzie się podziewa nasza gamma jest Winter.
-Ostatecznie Mike może się do niej przenieść-zasugerowała Kler.
-Ostatnio nie chciał mi pomóc-rzuciła Róża-Nie sądzę by to się zmieniło,a zwłaszcza że Lunie pewnie nie odpowiadałoby mieszanie się w jej sprawy.Tylko jakie sprawy mogła załatwiać..?
-Myślę,że znów wszystko sprowadza się do Winter...-westchnąłem-Polecę po nią.
Odleciałem i przez jakieś pół godziny szukałem wilczycy.Ostatecznie znalazłem ją nag kryształową rzeką.
-Winter.
-Tak?
-Musisz lecieć do Róży.
Wilczyca skamieniała na chwilę.Potem jednak niechętnie poleciała zemną.
* * *
-Winter!Muszę wiedzieć gdzie moja siostra!-warknęła Róża gdy wadera nie odpowiadała na pytania.
-Ale ja nie mogę wam powiedzieć...-jęknęła zakłopotana-Nie mogę.
-Powiedz.Nakazuję ci jako alfa.-powiedział spokojnie a zarazem srogo Rubin.
Ja siedziałem tylko cicho i oglądałem całą scenę.
Winter?
-Tak.Dlaczego pytasz?
-Tak z czystej ciekawości.
-No dobra to ja już będę iść.Jak będziesz chciała pogadać lub o coś zapytać to wal śmiało.
Pożegnaliśmy się i poszłam w stronę jaskini Róży.Była tam razem z Krisem,Rubinem,Demonem i Kler.Muszę przyznać że tak liczne zgromadzenie mnie zaskoczyło.
-Dante?-odezwała się Róża wychylając się poza marszałka.
-Tak.Co tu się dzieje?
-Mamy małą naradę...-westchnęła-powinna być na niej jeszcze Cristal ,ale nikt nie wie gdzie się podziewa więc dobrze że jesteś.
-Naradzamy się co zrobić w kwestii Luny-dodał Rubin.
-Coś z nią nie tak?-spytałem Różę.
-Nie..to znaczy taką mam nadzieję...-odparła wilczyca.
Naradzaliśmy się dość długo i w końcu ustaliliśmy,że jedyną osobą ,która może wiedzieć gdzie się podziewa nasza gamma jest Winter.
-Ostatecznie Mike może się do niej przenieść-zasugerowała Kler.
-Ostatnio nie chciał mi pomóc-rzuciła Róża-Nie sądzę by to się zmieniło,a zwłaszcza że Lunie pewnie nie odpowiadałoby mieszanie się w jej sprawy.Tylko jakie sprawy mogła załatwiać..?
-Myślę,że znów wszystko sprowadza się do Winter...-westchnąłem-Polecę po nią.
Odleciałem i przez jakieś pół godziny szukałem wilczycy.Ostatecznie znalazłem ją nag kryształową rzeką.
-Winter.
-Tak?
-Musisz lecieć do Róży.
Wilczyca skamieniała na chwilę.Potem jednak niechętnie poleciała zemną.
* * *
-Winter!Muszę wiedzieć gdzie moja siostra!-warknęła Róża gdy wadera nie odpowiadała na pytania.
-Ale ja nie mogę wam powiedzieć...-jęknęła zakłopotana-Nie mogę.
-Powiedz.Nakazuję ci jako alfa.-powiedział spokojnie a zarazem srogo Rubin.
Ja siedziałem tylko cicho i oglądałem całą scenę.
Winter?
od Winter:
Leżałam w jaskini znajdującej się przy kryształowej rzece , czytając książkę o nocnych koszmarach.
-Dziwne...-mruknęłam pod nosem.Byłam już w połowie, a sytuacje i odpowiedzi były zaskakujące. Niestety mojego przypadku jeszcze nie znalazłam , choć w głębi duszy nawet się z tego cieszyłam.
-Może to tylko przejściowe...-zastanawiałam się.
Niedługo potem odłożyłam książkę na bok. Wstałam , rozprostowałam się po czym wyszłam z jaskini i ruszyłam w stronę watahy. Kiedy przechodziłam obok magicznego lasu kilka metrów dalej ujrzałam Kevina i Mike'a. Wolałam nie przechodzić obok demona ,bo zaraz znowu by się przyczepił i zaczął mnie straszyć.Byłam jednak pewna,że jest spokojniejszy od czasu dołączenia jego siostry do watahy -z tego co się dowiedziałam pilnuje go na każdym kroku , ale mogą to być tylko plotki.
-Ostrożności nigdy za wiele-pomyślałam po czym wbiłam się w powietrze i przeleciałam nad nimi najszybciej jak się dało.Do moich uszu doszły stłumione wyrazy zapewne wypowiedziane na mój temat.
Nagle moje myśli zaczęły krążyć wokoło Luny.Co teraz robi, czy dołączyła do sąsiedniej watahy ...?
Chwilę później wylądowałam przed jaskinią strażników.Weszłam do niej i rozejrzałam się.Nie licząc mnie jaskinia była pusta.W tej samej chwili ogarnęła mnie fala zaciekawienia , ale i pewnej pustki, a do mojej głowy wskoczył pewien pomysł.Wyszłam z jaskini po czym skierowałam się w stronę wilczych jezior.Tam spotkałam Dantego.
-Świetnie -pomyślałam z pewną radością.
Podeszłam do niego po czym powiedziałam:
-Hejka.
-Cześć.
-Wiesz Dante mam do ciebie jedno pytanie.
Usłyszałam ciche westchnienie. Przez chwilę zrobiło mi się żal wilków , których męczę pytaniami.
-Co to za pytanie?-usłyszałam.
-A więc...Załóżmy ,że przeleciałam niebo innej watahy, nie stanęłam na ziemi tylko przeleciałam niebo.Czy liczy się to jako wtargnięcie na posesję tej watahy?
Leżałam w jaskini znajdującej się przy kryształowej rzece , czytając książkę o nocnych koszmarach.
-Dziwne...-mruknęłam pod nosem.Byłam już w połowie, a sytuacje i odpowiedzi były zaskakujące. Niestety mojego przypadku jeszcze nie znalazłam , choć w głębi duszy nawet się z tego cieszyłam.
-Może to tylko przejściowe...-zastanawiałam się.
Niedługo potem odłożyłam książkę na bok. Wstałam , rozprostowałam się po czym wyszłam z jaskini i ruszyłam w stronę watahy. Kiedy przechodziłam obok magicznego lasu kilka metrów dalej ujrzałam Kevina i Mike'a. Wolałam nie przechodzić obok demona ,bo zaraz znowu by się przyczepił i zaczął mnie straszyć.Byłam jednak pewna,że jest spokojniejszy od czasu dołączenia jego siostry do watahy -z tego co się dowiedziałam pilnuje go na każdym kroku , ale mogą to być tylko plotki.
-Ostrożności nigdy za wiele-pomyślałam po czym wbiłam się w powietrze i przeleciałam nad nimi najszybciej jak się dało.Do moich uszu doszły stłumione wyrazy zapewne wypowiedziane na mój temat.
Nagle moje myśli zaczęły krążyć wokoło Luny.Co teraz robi, czy dołączyła do sąsiedniej watahy ...?
Chwilę później wylądowałam przed jaskinią strażników.Weszłam do niej i rozejrzałam się.Nie licząc mnie jaskinia była pusta.W tej samej chwili ogarnęła mnie fala zaciekawienia , ale i pewnej pustki, a do mojej głowy wskoczył pewien pomysł.Wyszłam z jaskini po czym skierowałam się w stronę wilczych jezior.Tam spotkałam Dantego.
-Świetnie -pomyślałam z pewną radością.
Podeszłam do niego po czym powiedziałam:
-Hejka.
-Cześć.
-Wiesz Dante mam do ciebie jedno pytanie.
Usłyszałam ciche westchnienie. Przez chwilę zrobiło mi się żal wilków , których męczę pytaniami.
-Co to za pytanie?-usłyszałam.
-A więc...Załóżmy ,że przeleciałam niebo innej watahy, nie stanęłam na ziemi tylko przeleciałam niebo.Czy liczy się to jako wtargnięcie na posesję tej watahy?
piątek, 7 marca 2014
od Luny:Kolejna przygoda
Kiedy Winter odleciała spojrzałam z pogardą na waderę.Postanowiłam przejść się trochę i zaczekać aż zbierze się w garść i w końcu nauczy pływać.Po drodze natknęłam się na kilka patyków pomalowanych na jasno fioletowo.Granica pomyślałam A gdyby tak... Postawiłam kilka pierwszych kroków i nie odczułam żadnej różnicy. Może już po prostu nie czuję się członkiem watahy i wszystko mi jedno... Przez krótką chwilę się nad tym zastanawiałam,a potem wróciłam nad jezioro.Słysząc hałas ukryłam się za krzewem i spojrzałam na taflę wody.Uśmiechnęłam się sama do siebie...No proszę,proszę...Winter wzięła się w garść...
Rano jeszcze przez chwilę zastanawiałam się nad wczoraj poruszoną kwestią po czym zawołałam wilczycę i zaprowadziłam na granicę.
* * *
Szłam sama przez pustą równinę.Naglę poczułam drganie pióra na szyi.Elza wyskoczyła ze i zagrodziła mi drogę.
-Stój!
-Co znowu?!-warknęłam na nią i ominęłam demonicę.
-Nie możesz tam iść!-krzyknęła znów zagradzając mi drogę.
-Ogarnij się!Nie wiem o co ci chodzi ,ale do jasnej Afrodyty przestań!
-Po prostu tam nie idź!Do pierwszej lepszej watahy,ale nie tej!
-We łbie ci się poprzewracało?!Skąd pomysł że cie wysłucham?
-Bo powinnaś...-dodała łagodnie co zbiło mnie z tropu.
Ponownie ją ominęłam i poszłam dalej.Ona natomiast zawahała po czym znów we mnie wskoczyła i siedziała cicho.Czułam jednak że gdy zbliżyłam się do grupy wilków mentalnie podkuliła ogon.
-Dzień dobry-przywitałam się z idiotycznym uśmiechem grzecznej dziewczynki.
-Witaj!Co cię tu sprowadza i jak ci na imię?
-Jestem Shira i przyszłam tu by dołączyć d watahy o ile to możliwe.
-Ależ oczywiście!Mamy w prawdzie mało wolnych rang ,ale chętnie cię przyjmiemy!
-Pan jest alfą?
-Tak.-odparł z dumna miną.
Był to starszy szarawy basior.
-Ale-dodał-często zastępuje mnie mój syn, Dany-wilk wesoło skiną na siedzącego z tyłu basiora.
Niechętnie podszedł i się przywitał:
-Hej-mrukną.
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu na widok tej miny i spokojnie się przedstawiłam.
Zaproponowano mi kilka rang w tym muzyka,śpiewaka,posłańca,doradce delty i kila medycznych.Jako że doradca lub posłaniec mógłby zostać wysłany do Kryształowej watahy odmówiłam.Na medycynie się nie znam,a jedyny instrument na jakim umiem grać to nerwy.Przystałam więc z wymuszonym entuzjazmem na śpiewaka i modliłam się do Apolla by nie kazano mi wystąpić.
Popołudniu przedstawiono mi betę,delty ,a potem wysłano do gammy.Tam doznałam czegoś...czegoś czego nie potrafię opisać inaczej niż szok.Przede mną siedział sobie beztrosko Jack.
-Witaj Luno!Kope lat!-wykrzykną radośnie.
-Ja również cię witam ,choć nie tak entuzjastycznie.Proszę cie jednak byś nazywał mnie Shira...
-Kłamiemy alfie prosto w pysk?..?-roześmiał się-Witaj w klubie...
Uśmiechnęłam się po czym wyszłam.
Szłam przed siebie aż zobaczyłam wzgórze,a na nim głaz pod którym siedział jakiś basior.Wyraźnie starszy ode mnie.Podeszłam do nie go i usiadłam obok wpatrując się w napisy na kamieniu.Był to wysoki na dwa i pół metra płaski od mojej strony głaz,a w nim wyryte były imiona.Niektóre wydrapane tak by nikt nie mógł ich nigdy przeczytać.Wilk spojrzał na mnie na ułamek sekundy.Jego wzrok dosłownie przeszył mnie na wylot,a w środku odczułam wzrastającą frustrację i bezsilną agresję Elzy.Gdy jednak odwrócił się i znów spojrzał na kamień ,uspokoiła się.Gdyby jednak miała ciało najpewniej wstrząsałyby nią silne drgawki.
-Jak się zwiesz?-spytał wpatrując się kamień.
Elza znów się spięła.Jego głos był spokojny,beznamiętny.Pysk nie zdradzał niczego.
-Shi..Luna..-nie wiem dlaczego mu to powiedziałam ,ale coś(na pewno nie Elza )kazało mi być z nim szczerą-tylko...proszę nie mów im.Dla nich jestem Shira...
-Rozumiem...-na chwilę zamilkł-nie lubisz swojego imienia?
-Bardzo je lubię,ale okoliczności nakazały mi skłamać.A ty?Jak się zwiesz?
-George.

-Miło poznać...
-Mi również...
Zapadła cisza.Zaczęłam czytać imiona po kolei aż natknęłam się na imię Steve.
-O ile się nie mylę w watasze nie ma żadnego Steve'a.
-Okoliczności kazały mi skłamać.
Jeszcze chwilę siedzieliśmy razem w milczeniu potem wstał i odszedł.
-Zaczekaj!-zawołałam zrywając się z miejsca.
Zatrzymał się po czym rzucił niedbale:
-Za skałą...
-Co?
-Zobacz.-urwał i poszedł dalej.
Nie wiedząc cóż z sobą zrobić zajrzałam za głaz.Był tam cmentarz.Ustawiony tak by idąc na wprost głazu nie było go widać.
Stąpałam delikatnie między nagrobkami.Im dalej zachodziłam tym bardziej zdenerwowana była Elza.W końcu wskoczyła i zagrodziła mi drogę. wydzierając się na mnie:
-Dość!Już dość dużo zniosłam!Zawracaj!
Zignorowałam ją jednak poszłam dalej.Dochodziłam już do ostatnich nagrobków czytając po kolei imiona wilków.Wtedy snęłam przed jednym z małych.Najpewniej szczenięcym,na samym końcu.Nim zdążyłam przeczytać imię nieszczęśnika Elza powaliła mnie na ziemię i wyciągnęła poza cmentarz,wyraźnie zdesperowana.
-Luna!Błagam...Przestań!
Stanęłam jak wryta. Co tu się wyprawia?!
Kiedy Winter odleciała spojrzałam z pogardą na waderę.Postanowiłam przejść się trochę i zaczekać aż zbierze się w garść i w końcu nauczy pływać.Po drodze natknęłam się na kilka patyków pomalowanych na jasno fioletowo.Granica pomyślałam A gdyby tak... Postawiłam kilka pierwszych kroków i nie odczułam żadnej różnicy. Może już po prostu nie czuję się członkiem watahy i wszystko mi jedno... Przez krótką chwilę się nad tym zastanawiałam,a potem wróciłam nad jezioro.Słysząc hałas ukryłam się za krzewem i spojrzałam na taflę wody.Uśmiechnęłam się sama do siebie...No proszę,proszę...Winter wzięła się w garść...
Rano jeszcze przez chwilę zastanawiałam się nad wczoraj poruszoną kwestią po czym zawołałam wilczycę i zaprowadziłam na granicę.
* * *
Szłam sama przez pustą równinę.Naglę poczułam drganie pióra na szyi.Elza wyskoczyła ze i zagrodziła mi drogę.
-Stój!
-Co znowu?!-warknęłam na nią i ominęłam demonicę.
-Nie możesz tam iść!-krzyknęła znów zagradzając mi drogę.
-Ogarnij się!Nie wiem o co ci chodzi ,ale do jasnej Afrodyty przestań!
-Po prostu tam nie idź!Do pierwszej lepszej watahy,ale nie tej!
-We łbie ci się poprzewracało?!Skąd pomysł że cie wysłucham?
-Bo powinnaś...-dodała łagodnie co zbiło mnie z tropu.
Ponownie ją ominęłam i poszłam dalej.Ona natomiast zawahała po czym znów we mnie wskoczyła i siedziała cicho.Czułam jednak że gdy zbliżyłam się do grupy wilków mentalnie podkuliła ogon.
-Dzień dobry-przywitałam się z idiotycznym uśmiechem grzecznej dziewczynki.
-Witaj!Co cię tu sprowadza i jak ci na imię?
-Jestem Shira i przyszłam tu by dołączyć d watahy o ile to możliwe.
-Ależ oczywiście!Mamy w prawdzie mało wolnych rang ,ale chętnie cię przyjmiemy!
-Pan jest alfą?
-Tak.-odparł z dumna miną.
Był to starszy szarawy basior.
-Ale-dodał-często zastępuje mnie mój syn, Dany-wilk wesoło skiną na siedzącego z tyłu basiora.
Niechętnie podszedł i się przywitał:
-Hej-mrukną.
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu na widok tej miny i spokojnie się przedstawiłam.
Zaproponowano mi kilka rang w tym muzyka,śpiewaka,posłańca,doradce delty i kila medycznych.Jako że doradca lub posłaniec mógłby zostać wysłany do Kryształowej watahy odmówiłam.Na medycynie się nie znam,a jedyny instrument na jakim umiem grać to nerwy.Przystałam więc z wymuszonym entuzjazmem na śpiewaka i modliłam się do Apolla by nie kazano mi wystąpić.
Popołudniu przedstawiono mi betę,delty ,a potem wysłano do gammy.Tam doznałam czegoś...czegoś czego nie potrafię opisać inaczej niż szok.Przede mną siedział sobie beztrosko Jack.
-Witaj Luno!Kope lat!-wykrzykną radośnie.
-Ja również cię witam ,choć nie tak entuzjastycznie.Proszę cie jednak byś nazywał mnie Shira...
-Kłamiemy alfie prosto w pysk?..?-roześmiał się-Witaj w klubie...
Uśmiechnęłam się po czym wyszłam.
Szłam przed siebie aż zobaczyłam wzgórze,a na nim głaz pod którym siedział jakiś basior.Wyraźnie starszy ode mnie.Podeszłam do nie go i usiadłam obok wpatrując się w napisy na kamieniu.Był to wysoki na dwa i pół metra płaski od mojej strony głaz,a w nim wyryte były imiona.Niektóre wydrapane tak by nikt nie mógł ich nigdy przeczytać.Wilk spojrzał na mnie na ułamek sekundy.Jego wzrok dosłownie przeszył mnie na wylot,a w środku odczułam wzrastającą frustrację i bezsilną agresję Elzy.Gdy jednak odwrócił się i znów spojrzał na kamień ,uspokoiła się.Gdyby jednak miała ciało najpewniej wstrząsałyby nią silne drgawki.
-Jak się zwiesz?-spytał wpatrując się kamień.
Elza znów się spięła.Jego głos był spokojny,beznamiętny.Pysk nie zdradzał niczego.
-Shi..Luna..-nie wiem dlaczego mu to powiedziałam ,ale coś(na pewno nie Elza )kazało mi być z nim szczerą-tylko...proszę nie mów im.Dla nich jestem Shira...
-Rozumiem...-na chwilę zamilkł-nie lubisz swojego imienia?
-Bardzo je lubię,ale okoliczności nakazały mi skłamać.A ty?Jak się zwiesz?
-George.
-Miło poznać...
-Mi również...
Zapadła cisza.Zaczęłam czytać imiona po kolei aż natknęłam się na imię Steve.
-O ile się nie mylę w watasze nie ma żadnego Steve'a.
-Okoliczności kazały mi skłamać.
Jeszcze chwilę siedzieliśmy razem w milczeniu potem wstał i odszedł.
-Zaczekaj!-zawołałam zrywając się z miejsca.
Zatrzymał się po czym rzucił niedbale:
-Za skałą...
-Co?
-Zobacz.-urwał i poszedł dalej.
Nie wiedząc cóż z sobą zrobić zajrzałam za głaz.Był tam cmentarz.Ustawiony tak by idąc na wprost głazu nie było go widać.
Stąpałam delikatnie między nagrobkami.Im dalej zachodziłam tym bardziej zdenerwowana była Elza.W końcu wskoczyła i zagrodziła mi drogę. wydzierając się na mnie:
-Dość!Już dość dużo zniosłam!Zawracaj!
Zignorowałam ją jednak poszłam dalej.Dochodziłam już do ostatnich nagrobków czytając po kolei imiona wilków.Wtedy snęłam przed jednym z małych.Najpewniej szczenięcym,na samym końcu.Nim zdążyłam przeczytać imię nieszczęśnika Elza powaliła mnie na ziemię i wyciągnęła poza cmentarz,wyraźnie zdesperowana.
-Luna!Błagam...Przestań!
Stanęłam jak wryta. Co tu się wyprawia?!
od Winter:
Moja podróż powrotna do watahy zajęła tylko cztery godziny choć droga była bardzo daleka.Kiedy wylądowałam na ziemi od razu padłam ze zmęczenia.Poleżałam chwilkę na wilgotnej trawie aż wreszcie wstałam i poszłam do jaskini strażników. Kiedy weszłam do niej ujrzałam pytające spojrzenia Cristal i Dantego.
- Cześć.-wysapałam po czym położyłam się w swoim kąciku.
- Winter gdzie...-Dante już miał dokończyć swoje pytanie kiedy przerwała mu Cristal :
- Może lepiej jej nie budźmy.
Następnego dnia obudziłam się dość późno, bo aż po południu. Na początek postanowiłam rozprostować swoje kończyny. Wyszłam więc na świeże powietrze i pobiegłam w stronę wilczych jezior.Kiedy kończyłam je okrążać na drodze staną mi nikt inny jak Róża we własnej osobie.
-Tylko tego brakowało- pomyślałam.
-Cześć Winter - przywitała mnie.
-Hej -odparłam modląc się żeby nie pytała mnie o Lunę.
-Widzę , że już wróciłaś. Może wiesz gdzie znajduje się moja siostra w końcu ty ostatnia ją widziałaś.
- Luna ...musiała załatwić jeszcze pewne sprawy-odpowiedziałam.
-Aha... -wilczyca stała przez chwilę rozmyślając po czym powiedziała - Jak ją spotkasz to powiedz jej żeby do mnie przyszła ,bo koniecznie muszę z nią porozmawiać.
-Oczywiście -odparłam po czym zakończyłam rozmowę.
Biegłam jeszcze przez kilka minut aż wreszcie wróciłam do jaskini , wzięłam książkę i zaczęłam kończyć ją czytać.
Przeczytałam spokojnie tylko kilka stron , gdyż zaraz zjawili się Cristal i Dante.Oboje zaczęli mnie wypytywać o to co działo się ze mną i Luną.
Opowiedziałam im wszystko oprócz tego , że Luna zamierzała wstąpić do innej watahy. Później ponownie zatopiłam się w lekturze jednak pewna sprawa nie dawała mi spokoju. Podeszłam do Cristal po czym zapytałam :
- Masz może jakąś książkę na temat koszmarów nocnych czy demonów wkradających się do snów ?
-Możliwe ,że taką mam , zaczekaj.....
Na szczęście nie musiałam czekać długo.
Kiedy już dostałam książkę pobiegłam w stronę kryształowej rzeki. Położyłam się obok niej ,w mojej jaskini po czym otworzyłam pierwszą stronę i zaczęłam ją czytać.
Moja podróż powrotna do watahy zajęła tylko cztery godziny choć droga była bardzo daleka.Kiedy wylądowałam na ziemi od razu padłam ze zmęczenia.Poleżałam chwilkę na wilgotnej trawie aż wreszcie wstałam i poszłam do jaskini strażników. Kiedy weszłam do niej ujrzałam pytające spojrzenia Cristal i Dantego.
- Cześć.-wysapałam po czym położyłam się w swoim kąciku.
- Winter gdzie...-Dante już miał dokończyć swoje pytanie kiedy przerwała mu Cristal :
- Może lepiej jej nie budźmy.
Następnego dnia obudziłam się dość późno, bo aż po południu. Na początek postanowiłam rozprostować swoje kończyny. Wyszłam więc na świeże powietrze i pobiegłam w stronę wilczych jezior.Kiedy kończyłam je okrążać na drodze staną mi nikt inny jak Róża we własnej osobie.
-Tylko tego brakowało- pomyślałam.
-Cześć Winter - przywitała mnie.
-Hej -odparłam modląc się żeby nie pytała mnie o Lunę.
-Widzę , że już wróciłaś. Może wiesz gdzie znajduje się moja siostra w końcu ty ostatnia ją widziałaś.
- Luna ...musiała załatwić jeszcze pewne sprawy-odpowiedziałam.
-Aha... -wilczyca stała przez chwilę rozmyślając po czym powiedziała - Jak ją spotkasz to powiedz jej żeby do mnie przyszła ,bo koniecznie muszę z nią porozmawiać.
-Oczywiście -odparłam po czym zakończyłam rozmowę.
Biegłam jeszcze przez kilka minut aż wreszcie wróciłam do jaskini , wzięłam książkę i zaczęłam kończyć ją czytać.
Przeczytałam spokojnie tylko kilka stron , gdyż zaraz zjawili się Cristal i Dante.Oboje zaczęli mnie wypytywać o to co działo się ze mną i Luną.
Opowiedziałam im wszystko oprócz tego , że Luna zamierzała wstąpić do innej watahy. Później ponownie zatopiłam się w lekturze jednak pewna sprawa nie dawała mi spokoju. Podeszłam do Cristal po czym zapytałam :
- Masz może jakąś książkę na temat koszmarów nocnych czy demonów wkradających się do snów ?
-Możliwe ,że taką mam , zaczekaj.....
Na szczęście nie musiałam czekać długo.
Kiedy już dostałam książkę pobiegłam w stronę kryształowej rzeki. Położyłam się obok niej ,w mojej jaskini po czym otworzyłam pierwszą stronę i zaczęłam ją czytać.
od Winter:
Przechadzałam się wzdłuż jeziora raz po raz spoglądając w stronę Luny.
Kiedy się na nią patrzyłam czułam iż niedługo ,, coś'' się stanie , miałam jedynie nadzieję , że to ,, coś'' nie będzie mnie dotyczyć.
- Winter !
Usłyszałam wołanie wilczycy.Od razu ruszyłam w jej stronę.Obiegłam prawie całe jezioro - wolałam się od niej trzymać z daleka po tym jak o mało jej nie zamroziłam ( to było niechcący ).
-Chodź ze mną - tylko tyle powiedziała Luna kiedy do niej dobiegłam. Już miałam jej zadać pytanie dokąd idziemy , ale w ostatniej chwili powstrzymałam się.Wiedziałam , że jej odpowiedź będzie taka sama jak zawsze -,,dowiesz się w swoim czasie''.
Szłyśmy przez dębowy las , a słońce raziło nas w oczy.Później drzew zaczęło stopniowo przybywać. Wkrótce szłyśmy już przez istną dżunglę ,lecz chwilę później drzewa zaczęły zanikać ,a na ich miejsce wskoczyły skały. Słońce zniknęło za gęstymi chmurami , a przed moimi oczami ukazała się duża równina , którą gdzieniegdzie porastały samotne drzewa i krzewy.W oddali było widać iglasty las , przed nim zaś wił się płytki strumyk.Wszędzie jednak widniały strome skały i głazy.
Już miałam zrobić kolejny krok , kiedy nagle moja łapa zawisła w powietrzu.Coś zaczęło mi nie grać z dotychczasowym otoczeniem i byłam pewna ,że nie chodzi o jego wygląd. Spojrzałam na Lunę .Stała kilka metrów przede mną. Szła dalej, lecz po chwili odwróciła się i podeszła do mnie.
- Co jest ?- zapytała.
- Zdaje mi się ,że tutaj kończą się tereny naszej watahy-odparłam niepewnie.
-Owszem.-potwierdziła Luna.
-Po co chcesz tam iść ?
-Zamierzam dołączyć do tamtej watahy. -tu wskazała na małe kropki przemieszczające się w oddali - i widzę , że nie zamierzasz iść ze mną.
-Już należę do jednej watahy i mam obowiązek pilnować jej terenów- odpowiedziałam patrząc jej głęboko w oczy. Wyczytałam w nich ciekawość i chęć poznania świata.
-Rób jak chcesz -odparła wilczyca wzruszając ramionami po czym dodała - ale mam dla ciebie bardzo ważne zadanie.
Spojrzałam na nią pytająco.Nie czekałam długo na odpowiedź.
-Masz mnie kryć przez dwa dni i nikt nie może się dowiedzieć gdzie jestem i co robię , a reszta niech się dzieje jak zechce.- z tymi słowami rozstałyśmy się na granicy dwóch różnych światów dwóch różnych watach.
Przechadzałam się wzdłuż jeziora raz po raz spoglądając w stronę Luny.
Kiedy się na nią patrzyłam czułam iż niedługo ,, coś'' się stanie , miałam jedynie nadzieję , że to ,, coś'' nie będzie mnie dotyczyć.
- Winter !
Usłyszałam wołanie wilczycy.Od razu ruszyłam w jej stronę.Obiegłam prawie całe jezioro - wolałam się od niej trzymać z daleka po tym jak o mało jej nie zamroziłam ( to było niechcący ).
-Chodź ze mną - tylko tyle powiedziała Luna kiedy do niej dobiegłam. Już miałam jej zadać pytanie dokąd idziemy , ale w ostatniej chwili powstrzymałam się.Wiedziałam , że jej odpowiedź będzie taka sama jak zawsze -,,dowiesz się w swoim czasie''.
Szłyśmy przez dębowy las , a słońce raziło nas w oczy.Później drzew zaczęło stopniowo przybywać. Wkrótce szłyśmy już przez istną dżunglę ,lecz chwilę później drzewa zaczęły zanikać ,a na ich miejsce wskoczyły skały. Słońce zniknęło za gęstymi chmurami , a przed moimi oczami ukazała się duża równina , którą gdzieniegdzie porastały samotne drzewa i krzewy.W oddali było widać iglasty las , przed nim zaś wił się płytki strumyk.Wszędzie jednak widniały strome skały i głazy.
Już miałam zrobić kolejny krok , kiedy nagle moja łapa zawisła w powietrzu.Coś zaczęło mi nie grać z dotychczasowym otoczeniem i byłam pewna ,że nie chodzi o jego wygląd. Spojrzałam na Lunę .Stała kilka metrów przede mną. Szła dalej, lecz po chwili odwróciła się i podeszła do mnie.
- Co jest ?- zapytała.
- Zdaje mi się ,że tutaj kończą się tereny naszej watahy-odparłam niepewnie.
-Owszem.-potwierdziła Luna.
-Po co chcesz tam iść ?
-Zamierzam dołączyć do tamtej watahy. -tu wskazała na małe kropki przemieszczające się w oddali - i widzę , że nie zamierzasz iść ze mną.
-Już należę do jednej watahy i mam obowiązek pilnować jej terenów- odpowiedziałam patrząc jej głęboko w oczy. Wyczytałam w nich ciekawość i chęć poznania świata.
-Rób jak chcesz -odparła wilczyca wzruszając ramionami po czym dodała - ale mam dla ciebie bardzo ważne zadanie.
Spojrzałam na nią pytająco.Nie czekałam długo na odpowiedź.
-Masz mnie kryć przez dwa dni i nikt nie może się dowiedzieć gdzie jestem i co robię , a reszta niech się dzieje jak zechce.- z tymi słowami rozstałyśmy się na granicy dwóch różnych światów dwóch różnych watach.
niedziela, 2 marca 2014
od Winter:
Stałam w jeziorze zanurzona po ramiona , spoglądając niepewnie w taflę wody. Odwróciłam głowę , spojrzałam na Lunę po czym zadałam jej pytanie :
- Czy jest to aby bezpieczne miejsce na naukę pływania ?
- Jeżeli będziesz na siebie uważać to teoretycznie nic ci się nie stanie.
Odpowiedź wilczycy z pewnością mnie nie zadowoliła. W praktyce zawsze nic nie wiadomo, no może prawie zawsze.
- No , ale te jezioro wygląda na bardzo głębokie ...-ciągnęłam dalej rozmowę by choć na chwilę odciągnąć moment , w którym wreszcie będę musiała rozpocząć naukę.
- Na początku trzymaj się brzegu , a potem stopniowo się od niego oddalaj - odparła Luna.
Stałam tak jeszcze chwilkę niepewnie przyglądając się wodzie po czym powiedziałam cofając się na brzeg:
- Nie mogę ...
Po chwili stałam już na brzegu nadal spoglądając na jezioro.Chwilę potem usłyszałam pytanie wilczycy :
-Masz jakąś alergię ?
Od razu wyczułam w pytaniu sarkazm. Oddaliłam się od brzegu po czym odparłam cichym głosem :
- Przejdę się czy coś.
Po tych słowach wzbiłam się w powietrze i poleciałam przed siebie.
Mój lot był bardzo powolny , a odległość , która dzieliła mnie od jeziora i Luny była bardzo mała -zaledwie kilkaset metrów.
Z góry spostrzegłam skałę lub głaz wystający z ziemi.Obniżyłam lot po czym wylądowałam obok niego kładąc się na mięciutkiej trawie.
- Jesteś beznadziejna - powiedziałam sama do siebie.
W mojej głowie zaczęły plątać się różne myśli. Nagle powieki zaczęły mi ciążyć aż wreszcie zapadłam w sen choć pora była bardzo wczesna - dopiero minęło południe.
Nagle obudziłam się, wstałam i spojrzałam w niebo. Przez chwilę oglądałam gwiazdy po czym skierowałam swój wzrok na księżyc. Szybko jednak moją uwagę zwróciło pewne zjawisko, otóż kiedy spojrzałam w bok ujrzałam jezioro.Lecz w miejscu , w którym zasypiałam na pewno nie było żadnego jeziora.
I nagle oświeciło mnie - ja śnię. Jestem w swojej podświadomości. Na chwilę kamień spadł mi z serca bo już myślałam , że stałam się kompletną wariatką. Właśnie wtedy usłyszałam znajomy już głos.
- Winter...
Odwróciłam się i spojrzałam na zarys postaci stojącej na przeciwko. Przez chwilę stałam tak po czym powiedziałam spokojnym głosem :
- Nie żebym się czepiała , ale mogłabyś chociaż się przedstawić.
- Winter ... nie poddawaj się -usłyszałam.
Już miałam zadać jej pytanie jak to ja ale w sekundę wszystko zasłoniła gęsta mgła. Wilczyca zaczęła się oddalać , wszystko zrobiło się białe,potem czarne, a chwilę później nie było już nic.
Leżałam na trawie przy skale , a księżyc świecił mi w oczy. W mojej głowie usłyszałam słowa : ,, nie poddawaj się ''.
Po krótkich rozmyślaniach wstałam i skierowałam się w stronę jeziora.
Kiedy dotarłam na miejsce rozejrzałam się.Nigdzie jednak nie dostrzegłam Luny.
-Może to i dobrze ?-pomyślałam.
Podeszłam do brzegu jeziora po czym zaczęłam się stopniowo zanurzać. Kiedy już stałam zanurzona po ramiona ponownie usłyszałam w swojej głowie trzy słowa. Nagle poczułam falę odwagi.
Zaczęłam poruszać swoimi łapami w wodzie. Na początku nie przypominało to pływania jednak z czasem wszystko zaczęło iść jak najlepiej.
Całą noc przesiedziałam w wodzie i kiedy spojrzałam w niebo księżyc chylił się ku zachodowi .Wyszłam z jeziora po czym skierowałam się w stronę wielkiego dębu. Położyłam się pod nim po czym zasnęłam ze zmęczenia.
Stałam w jeziorze zanurzona po ramiona , spoglądając niepewnie w taflę wody. Odwróciłam głowę , spojrzałam na Lunę po czym zadałam jej pytanie :
- Czy jest to aby bezpieczne miejsce na naukę pływania ?
- Jeżeli będziesz na siebie uważać to teoretycznie nic ci się nie stanie.
Odpowiedź wilczycy z pewnością mnie nie zadowoliła. W praktyce zawsze nic nie wiadomo, no może prawie zawsze.
- No , ale te jezioro wygląda na bardzo głębokie ...-ciągnęłam dalej rozmowę by choć na chwilę odciągnąć moment , w którym wreszcie będę musiała rozpocząć naukę.
- Na początku trzymaj się brzegu , a potem stopniowo się od niego oddalaj - odparła Luna.
Stałam tak jeszcze chwilkę niepewnie przyglądając się wodzie po czym powiedziałam cofając się na brzeg:
- Nie mogę ...
Po chwili stałam już na brzegu nadal spoglądając na jezioro.Chwilę potem usłyszałam pytanie wilczycy :
-Masz jakąś alergię ?
Od razu wyczułam w pytaniu sarkazm. Oddaliłam się od brzegu po czym odparłam cichym głosem :
- Przejdę się czy coś.
Po tych słowach wzbiłam się w powietrze i poleciałam przed siebie.
Mój lot był bardzo powolny , a odległość , która dzieliła mnie od jeziora i Luny była bardzo mała -zaledwie kilkaset metrów.
Z góry spostrzegłam skałę lub głaz wystający z ziemi.Obniżyłam lot po czym wylądowałam obok niego kładąc się na mięciutkiej trawie.
- Jesteś beznadziejna - powiedziałam sama do siebie.
W mojej głowie zaczęły plątać się różne myśli. Nagle powieki zaczęły mi ciążyć aż wreszcie zapadłam w sen choć pora była bardzo wczesna - dopiero minęło południe.
Nagle obudziłam się, wstałam i spojrzałam w niebo. Przez chwilę oglądałam gwiazdy po czym skierowałam swój wzrok na księżyc. Szybko jednak moją uwagę zwróciło pewne zjawisko, otóż kiedy spojrzałam w bok ujrzałam jezioro.Lecz w miejscu , w którym zasypiałam na pewno nie było żadnego jeziora.
I nagle oświeciło mnie - ja śnię. Jestem w swojej podświadomości. Na chwilę kamień spadł mi z serca bo już myślałam , że stałam się kompletną wariatką. Właśnie wtedy usłyszałam znajomy już głos.
- Winter...
Odwróciłam się i spojrzałam na zarys postaci stojącej na przeciwko. Przez chwilę stałam tak po czym powiedziałam spokojnym głosem :
- Nie żebym się czepiała , ale mogłabyś chociaż się przedstawić.
- Winter ... nie poddawaj się -usłyszałam.
Już miałam zadać jej pytanie jak to ja ale w sekundę wszystko zasłoniła gęsta mgła. Wilczyca zaczęła się oddalać , wszystko zrobiło się białe,potem czarne, a chwilę później nie było już nic.
Leżałam na trawie przy skale , a księżyc świecił mi w oczy. W mojej głowie usłyszałam słowa : ,, nie poddawaj się ''.
Po krótkich rozmyślaniach wstałam i skierowałam się w stronę jeziora.
Kiedy dotarłam na miejsce rozejrzałam się.Nigdzie jednak nie dostrzegłam Luny.
-Może to i dobrze ?-pomyślałam.
Podeszłam do brzegu jeziora po czym zaczęłam się stopniowo zanurzać. Kiedy już stałam zanurzona po ramiona ponownie usłyszałam w swojej głowie trzy słowa. Nagle poczułam falę odwagi.
Zaczęłam poruszać swoimi łapami w wodzie. Na początku nie przypominało to pływania jednak z czasem wszystko zaczęło iść jak najlepiej.
Całą noc przesiedziałam w wodzie i kiedy spojrzałam w niebo księżyc chylił się ku zachodowi .Wyszłam z jeziora po czym skierowałam się w stronę wielkiego dębu. Położyłam się pod nim po czym zasnęłam ze zmęczenia.
piątek, 28 lutego 2014
od Luny: Coś takiego nie dzieje się co dziennie.
Gdy podeszła do mnie Winter spytała co zamierzam tu robić.
-No trochę wypocząć,magię poćwiczyć...
-To po co ci ja?
-Zamierzam wrócić jak uda mi się coś osiągnąć,a nie mogąc znieść twojej obecności będę się bardziej starała.
-Ok?Więc co mam robić?
-Co chcesz.Twoja osoba jest już wnerwiająca.Jednak sugeruję byś nauczyła się pływać.
Potem usiadłam parę metrów od brzegu i skupiłam na małej roślince przede mną.To było młode winogrono.Usiłowałam wymyślić kolejną metodę używania roślin.Nawet nie zauważyłam że Winter mi się przypatruje.Zamknęłam oczy.Robiłam co mogłam ,ale nie wiedziałam co jeszcze mogę zrobić z tą roślinka.,,Co mogę z nią zrobić?''pomyślałam,,Kazać jej urosnąć?Nie,to już było...Woda?Co jeszcze mogę zrobić wodą?''Naglę coś usłyszałam.W ostatniej chwili udało mi się uniknąć lodowego ataku Winter.
-Co ty?!Do reszty ci odbiło durniu?!-skarciłam ją odwracając się w jej stronę.
-Ja...ja nie chciałam...to był wypadek..-odparł cicho i niepewnie wilczyca.
-Wypadek?Jak można przypadkiem próbować kogoś zamrozić?!
Przyznaję że byłam wściekła.Z gniewem patrzyłam na ową niezdarę,która prawie mnie zamroziła.Wtedy spojrzała na mnie jakby zobaczyła ducha.
-Luna?
-Tak?!
-Ale ty wiesz że się palisz?
-Po prostu jestem wściekła,ale że zaraz się palę?-zdziwiłam się.
-Luknij sobie na łapę...-powiedziała powoli.
-Co..?-Nie wiedziałam o co jej biega ,ale spojrzałam na łapę.
Rzeczywiście!Jarałam się!Jednym susem przeskoczyłam przestrzeń dzielącą mnie od wody.Zanurkowałam parę metrów pod wodę.Po czym wylazłam,dysząc.Byłam w szoku:
-Co to było?!-wykrzyknęłam w końcu.
-Nie wiem...
Powoli opanowałam oddech i powoli wlazłam na drzewo.
-No dobra...idź ucz się pływać.-powiedziałam.
-E,e,e ok...
Niepewnie zanurzyła się do ramion po czym stanęła.
-Co?Boisz się?
-Nie...No...no może trochę...O co w tym w ogóle chodzi?
-Coś jakbyś chodziła lub biegała.Tylko z wyczuciem.Zagarniaj łapami wodę...
Winter?
Gdy podeszła do mnie Winter spytała co zamierzam tu robić.
-No trochę wypocząć,magię poćwiczyć...
-To po co ci ja?
-Zamierzam wrócić jak uda mi się coś osiągnąć,a nie mogąc znieść twojej obecności będę się bardziej starała.
-Ok?Więc co mam robić?
-Co chcesz.Twoja osoba jest już wnerwiająca.Jednak sugeruję byś nauczyła się pływać.
Potem usiadłam parę metrów od brzegu i skupiłam na małej roślince przede mną.To było młode winogrono.Usiłowałam wymyślić kolejną metodę używania roślin.Nawet nie zauważyłam że Winter mi się przypatruje.Zamknęłam oczy.Robiłam co mogłam ,ale nie wiedziałam co jeszcze mogę zrobić z tą roślinka.,,Co mogę z nią zrobić?''pomyślałam,,Kazać jej urosnąć?Nie,to już było...Woda?Co jeszcze mogę zrobić wodą?''Naglę coś usłyszałam.W ostatniej chwili udało mi się uniknąć lodowego ataku Winter.
-Co ty?!Do reszty ci odbiło durniu?!-skarciłam ją odwracając się w jej stronę.
-Ja...ja nie chciałam...to był wypadek..-odparł cicho i niepewnie wilczyca.
-Wypadek?Jak można przypadkiem próbować kogoś zamrozić?!
Przyznaję że byłam wściekła.Z gniewem patrzyłam na ową niezdarę,która prawie mnie zamroziła.Wtedy spojrzała na mnie jakby zobaczyła ducha.
-Luna?
-Tak?!
-Ale ty wiesz że się palisz?
-Po prostu jestem wściekła,ale że zaraz się palę?-zdziwiłam się.
-Luknij sobie na łapę...-powiedziała powoli.
-Co..?-Nie wiedziałam o co jej biega ,ale spojrzałam na łapę.
Rzeczywiście!Jarałam się!Jednym susem przeskoczyłam przestrzeń dzielącą mnie od wody.Zanurkowałam parę metrów pod wodę.Po czym wylazłam,dysząc.Byłam w szoku:
-Co to było?!-wykrzyknęłam w końcu.
-Nie wiem...
Powoli opanowałam oddech i powoli wlazłam na drzewo.
-No dobra...idź ucz się pływać.-powiedziałam.
-E,e,e ok...
Niepewnie zanurzyła się do ramion po czym stanęła.
-Co?Boisz się?
-Nie...No...no może trochę...O co w tym w ogóle chodzi?
-Coś jakbyś chodziła lub biegała.Tylko z wyczuciem.Zagarniaj łapami wodę...
Winter?
Od Winter:
Do jeziora otoczonego dębami dotarłyśmy niedługo po północy. Księżyc świecił nad naszymi głowami i powoli chylił się ku zachodowi w ślad za słońcem. Luna weszła na drzewo , rozciągnęła się po czym zasnęła. Ja w tym czasie ułożyłam się pod drzewem i długo wpatrywałam się w taflę jeziora.Powoli zaczęłam odczuwać zmęczenie po przebytej podróży. Powieki zaczęły mi ciążyć aż wreszcie opadły, a ja zasnęłam. Nagle ujrzałam wielkie ośnieżone drzewo , z którego zwisały sople lodu. Chwilę potem wszystko zasłoniła gęsta mgła.Powoli wstałam ,rozejrzałam się , a do moich uszu dobiegł cichy miękki głos:
-Winter.....-odwróciłam się gwałtownie, jednak nikogo nie ujrzałam. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Luna , lecz już zaraz miałam pewność, że to nie ona. Mgła zaczęła stopniowo opadać, dzięki czemu mogłam lepiej przyjrzeć się otoczeniu. Wokoło mnie stały ośnieżone drzewa , ale to które stało na wprost mnie było największe i najokazalsze. Nagle zaczęło mi się coś przypominać jakby jakiś skrawek układanki wreszcie trafił na swoje miejsce. I znowu ten głos:
-Winter.....
-T..ttak...-wykrztusiłam.Tylko tyle zdołało wyjść z mojego gardła.
-Winter......-powtórzył głos. -Kim jesteś ?- zapytałam kiedy już zdążyłam zapanować nad swoim głosem.
- Nie pamiętasz mnie ?- zapytał głos lekko rozbawiony.
-Yyyyyyy nie przypominam sobie ?-wykrztusiłam i po chwili dodałam- Choć gdybyś mi się pokazała to miałabym ułatwione zadanie.
Na wprost mnie zaczynał pojawiać się kontur cienia , a później zarys postaci. Udało mi się ustalić iż jest to wilczyca ( sądząc po głosie ) i chyba starsza ode mnie, ale pewności nie miałam. Postać zaczęła
się przybliżać aż wreszcie moje oczy oślepił jasny blask. Przymrużyłam oczy, a chwilę później otworzyłam je. Spojrzałam wprost na słońce, które oślepiło mnie ponownie. Poleżałam jeszcze chwilę po czym wstałam i rozejrzałam się. Był poranek , ale dość późny.Przy jeziorze stała Luna i widocznie popijała sobie świeżą wodę. Zaczęłam zbierać swoje myśli po czym ruszyłam w jej stronę.
Do jeziora otoczonego dębami dotarłyśmy niedługo po północy. Księżyc świecił nad naszymi głowami i powoli chylił się ku zachodowi w ślad za słońcem. Luna weszła na drzewo , rozciągnęła się po czym zasnęła. Ja w tym czasie ułożyłam się pod drzewem i długo wpatrywałam się w taflę jeziora.Powoli zaczęłam odczuwać zmęczenie po przebytej podróży. Powieki zaczęły mi ciążyć aż wreszcie opadły, a ja zasnęłam. Nagle ujrzałam wielkie ośnieżone drzewo , z którego zwisały sople lodu. Chwilę potem wszystko zasłoniła gęsta mgła.Powoli wstałam ,rozejrzałam się , a do moich uszu dobiegł cichy miękki głos:
-Winter.....-odwróciłam się gwałtownie, jednak nikogo nie ujrzałam. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Luna , lecz już zaraz miałam pewność, że to nie ona. Mgła zaczęła stopniowo opadać, dzięki czemu mogłam lepiej przyjrzeć się otoczeniu. Wokoło mnie stały ośnieżone drzewa , ale to które stało na wprost mnie było największe i najokazalsze. Nagle zaczęło mi się coś przypominać jakby jakiś skrawek układanki wreszcie trafił na swoje miejsce. I znowu ten głos:
-Winter.....
-T..ttak...-wykrztusiłam.Tylko tyle zdołało wyjść z mojego gardła.
-Winter......-powtórzył głos. -Kim jesteś ?- zapytałam kiedy już zdążyłam zapanować nad swoim głosem.
- Nie pamiętasz mnie ?- zapytał głos lekko rozbawiony.
-Yyyyyyy nie przypominam sobie ?-wykrztusiłam i po chwili dodałam- Choć gdybyś mi się pokazała to miałabym ułatwione zadanie.
Na wprost mnie zaczynał pojawiać się kontur cienia , a później zarys postaci. Udało mi się ustalić iż jest to wilczyca ( sądząc po głosie ) i chyba starsza ode mnie, ale pewności nie miałam. Postać zaczęła
się przybliżać aż wreszcie moje oczy oślepił jasny blask. Przymrużyłam oczy, a chwilę później otworzyłam je. Spojrzałam wprost na słońce, które oślepiło mnie ponownie. Poleżałam jeszcze chwilę po czym wstałam i rozejrzałam się. Był poranek , ale dość późny.Przy jeziorze stała Luna i widocznie popijała sobie świeżą wodę. Zaczęłam zbierać swoje myśli po czym ruszyłam w jej stronę.
niedziela, 23 lutego 2014
od Luny: Nie potrafię usiedzieć w miejscu...
Gdy zlazłam z drzewa od razu tego pożałowałam.
-Po co mam z niego złazić jak za 5 minut chodzenie mi się znudzi i tu wrócę?-spytałam sama siebie.
-Nie wiem.-usłyszałam czyjś głos-Aż tak ci się nudzi?
Odwróciłam się, za mną stał Kevin.
-Tak...
-Zauważyłaś że od kąt powstała ta wataha nie było lub prawie nie było dnia bez jakiegoś nieszczęścia czy wydarzenia ,bądź walki z jakimś kolejnym wrogiem?Ciągłe podróże...
-A we wszystkim lub prawie wszystkim brałam udział ja.-dodałam.
Uśmiechną się.
-Ja tam się cieszę że już mamy z tym choć na chwilę spokój.
-No w sumie fajnie że Elza ,,dała'' mi ten twój spokój,ale tak na dłuższą metę to nudne.
-Zależy dla kogo i od punktu widzenia.
-Z mojego punktu widzenia to to wygląda kiepsko...No właśnie przypomniało mi się, że przecież miałam zrobić sobie wakacje ,a przez Kler nie zdążyłam!Mam już zajęcie!-zawołałam wesoło pozostawiając go samego.
Powoli się ściemniało gdy dotarłam do jaskini strażników.
-Winter!
-Co?-usłyszałam ciche pytanie w kącie jaskini.
Leżała sobie na ziemi czytając książkę.
-Wstawaj!Potrzebuję mobilizacji,a wnerwiająca maszyna do pytań będzie w sam raz!
-Mobilizacji do czego?
-Sama się przekonasz w swoim czasie,a teraz chodź ze mną.
Wilczyca niepewnie podeszła do mnie i razem wybiegłyśmy z jaskini. Nim dotarłyśmy do części lasu w której rosły gęsto sosny zdążyła mi zadać ok.27 pytań nie na temat i jakieś 2 związane z obecnym stanem rzeczy.
-No dobra to leć w te stronę aż dostrzeżesz spore jezioro, wokoło rosną dęby.To za jakieś dwadzieścia kilometrów.
-Dobrze...
Ja wstrzeliłam się z sosny.Gdy byłyśmy na miejscu.Winter była zdyszana.
-Nikt ci nie kazał tak zasuwać...-skomentowałam.
-To nie ma znaczenia...Wiesz muszę cię o coś spytać-spojrzała mi w oczy.
-No?I weź w końcu przestań się wszystkim gapić tak w oczy!To irytujące.
-Wybacz..-spuściła głowę-A co do mojego pytania...-opowiedziała mi co ją spotkało dziś nad jeziorem.
-No ładnie,ładnie...-mruknęłam-dam ci pewną radę z której pewnie nie skorzystasz.
-Jaką?
-Olej to.
Powiedziawszy co powiedzieć chciałam wskoczyłam na najbliższe drzewo i zasnęłam.
Ja sobie tydzień pośpię,a ty się wreszcie naucz pływać.
Gdy zlazłam z drzewa od razu tego pożałowałam.
-Po co mam z niego złazić jak za 5 minut chodzenie mi się znudzi i tu wrócę?-spytałam sama siebie.
-Nie wiem.-usłyszałam czyjś głos-Aż tak ci się nudzi?
Odwróciłam się, za mną stał Kevin.
-Tak...
-Zauważyłaś że od kąt powstała ta wataha nie było lub prawie nie było dnia bez jakiegoś nieszczęścia czy wydarzenia ,bądź walki z jakimś kolejnym wrogiem?Ciągłe podróże...
-A we wszystkim lub prawie wszystkim brałam udział ja.-dodałam.
Uśmiechną się.
-Ja tam się cieszę że już mamy z tym choć na chwilę spokój.
-No w sumie fajnie że Elza ,,dała'' mi ten twój spokój,ale tak na dłuższą metę to nudne.
-Zależy dla kogo i od punktu widzenia.
-Z mojego punktu widzenia to to wygląda kiepsko...No właśnie przypomniało mi się, że przecież miałam zrobić sobie wakacje ,a przez Kler nie zdążyłam!Mam już zajęcie!-zawołałam wesoło pozostawiając go samego.
Powoli się ściemniało gdy dotarłam do jaskini strażników.
-Winter!
-Co?-usłyszałam ciche pytanie w kącie jaskini.
Leżała sobie na ziemi czytając książkę.
-Wstawaj!Potrzebuję mobilizacji,a wnerwiająca maszyna do pytań będzie w sam raz!
-Mobilizacji do czego?
-Sama się przekonasz w swoim czasie,a teraz chodź ze mną.
Wilczyca niepewnie podeszła do mnie i razem wybiegłyśmy z jaskini. Nim dotarłyśmy do części lasu w której rosły gęsto sosny zdążyła mi zadać ok.27 pytań nie na temat i jakieś 2 związane z obecnym stanem rzeczy.
-No dobra to leć w te stronę aż dostrzeżesz spore jezioro, wokoło rosną dęby.To za jakieś dwadzieścia kilometrów.
-Dobrze...
Ja wstrzeliłam się z sosny.Gdy byłyśmy na miejscu.Winter była zdyszana.
-Nikt ci nie kazał tak zasuwać...-skomentowałam.
-To nie ma znaczenia...Wiesz muszę cię o coś spytać-spojrzała mi w oczy.
-No?I weź w końcu przestań się wszystkim gapić tak w oczy!To irytujące.
-Wybacz..-spuściła głowę-A co do mojego pytania...-opowiedziała mi co ją spotkało dziś nad jeziorem.
-No ładnie,ładnie...-mruknęłam-dam ci pewną radę z której pewnie nie skorzystasz.
-Jaką?
-Olej to.
Powiedziawszy co powiedzieć chciałam wskoczyłam na najbliższe drzewo i zasnęłam.
Ja sobie tydzień pośpię,a ty się wreszcie naucz pływać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)