piątek, 14 marca 2014

od Luny:

Obudziłam się ze tym znanym mi odczuciem iż ktoś mnie obserwuje...Elza była nieobecna.Pewnie znów gdzieś polazła.Leżałam jeszcze chwile po czym się rozejrzałam.Las tej watahy był w większości iglasty,ale na obrzeżach były dęby i brzozy.
Zeskoczyłam z drzewa i poszłam do jaskini Jack'a.Nie było go jednak więc ruszyłam w stronę cmentarza.Widząc tam Georga i Elzę ukryłam się w zaroślach i zaczęłam podsłuchiwać.Basior siedział przy małym nagrobku.
-Sentymenty...-warknęła z pogardą.
On siedział dalej wpatrując się w zniszczony napis.
-Ja przynajmniej nie łżę co pięć minut.-mrukną.
Prychnęła i usiadła obok obdarzając go nieprzychylnym spojrzeniem:
-Musiałam.
-Z pewnością...
Nie byłam pewna o co im właściwie chodzi choć miałam pewne podejrzenia.Na chwilę zapadła cisza którą przerwała demonica:
-Jesteś słaby.
-Jeśli poczucie godności to słabość to masz rację,jestem słaby...
Fuknęła gniewnie i znów obrzuciła go obelgami.To powoli robiło się nudne.Tylko się sprzeczali o nieznany mi temat.
-Nie rozumiem cie...-stwierdziła w końcu-Stoisz całymi godzinami przed pustym grobem.
-Nie o zawartość tu chodzi!-rzucił gniewnie i rzucił się Elzie do gardła,ona jednak się uchyliła.
-Już ten szczeniak Mike szybciej się rusza!-roześmiała się szyderczo.
-Jaki znowu Mike?
-Demon-cień z watahy Luny.
-Dlaczego właśnie taki przykład?
-Przyszedł mi na myśl bo to akurat ostatnia osoba podczas walki z którą musiałam się nieco wysilić.To znaczy w tej części walki przed opętaniem..-nie zdążyła dokończyć zdania bo George powalił ją i przyszpilił do ziemi bez większego wysiłku.
-Opętałaś ją?!-wykrzykną z niedowierzaniem-Na mózg padłaś?!
-Powiedzmy,że byłam częściowo niepoczytalna gdy to się stało.-wyjaśniła nie podejmując nawet próby uwolnienia się-Przechodziłam trudne chwile..-dodała z uśmiechem,który bynajmniej do tego zdania nie pasowałby gdyby nie ton jakiego użyła.
-Niepoczytalna powiadasz!-powiedział głośno i wściekle-Powinnaś była być wtedy martwa!I to już dawno!
-No nie gadaj,że nie cieszysz się widząc mnie całą i zdrową...-dodała z udawanym zmartwieniem.
-Całą to bym cię nie nazwał-skomentował puszczając ją wolno.
Wyprostował się i ruszył w moją stronę.Na całe szczęście mnie miną.Gdy nieco się oddalił głośno wypuściłam powietrze.Sprawdziłam gdzie jest Elza,a widząc,ją przy skale pobiegłam na około kryjąc się wśród wysokich traw.W końcu dotarłam jak sądzę niespostrzeżenie na polanę przy,której pomiędzy drzewami stały jaskinie.Tym razem zastałam Jack'a.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz