piątek, 4 kwietnia 2014

od Luny:Przedstawienie.

Otrząsnęłam się z wody i ruszyłam ku jaskini Róży.Chciałam ją wypytać o co biegało i dlaczego nic nie zauważyłam przecież w takim razie nie licząc teraz byłaby sobą tylko przez rok.Kiedy już ją znalazłam zaproponowałam jej wspólne polowanie.Trochę ją to zdziwiło,ale przystała na mój pomysł.
Po drodze trochę rozmawiałyśmy,ale jak raz ciężko mi było znaleźć temat.Jak by nie patrzeć rzadko rozmawiam z kimś z watahy tak po prostu bez przymusu lub konieczności.Powiedzmy,że za bardzo się różnimy by mieć wspólne zainteresowania.Ona lubiła inteligentne tematy typu:,,Zauważyłaś że w watasze jest niewielu łowców?''lub,,Obawiam się o zaangażowanie Mike'a jest jak piąte koło u wozu''.Ja natomiast wole jakieś proste kwestie które nie wymagają zastanawiania się to znaczy z wyjątkiem takich które mają coś wspólnego z przemocą.
Upolowałyśmy ładną tłustą sztukę i zjadłyśmy trochę.W końcu zwróciłam się do niej:
-O co tak właściwie chodziło i jaki był powód powstania tej ,że tak powiem tajemnicy?
Zawahała się ,ale już już otworzyła pysk by mi odpowiedzieć gdy usłyszałam krzyk:
-Luna!
Z irytacją przewróciłam oczami i pomknęłam przez las kierując się krzykami Kler.
W końcu wybiegłam na polanę i wbiegłam na wysoki pagórek.Spojrzałam w dół.Po drugiej stronie było strome,zbudowane ze skał ,,mini urwisko'',a do jego ściany przybita była Kler.Drogę zagradzała jej grupka wilków.Powoli się do niej zbliżały.
-Lo siento cariño, pero esta huérfana va conmigo*-zawołałam głośno uśmiechając się szeroko.
Wszystkie łby uniosły się natychmiast ku górze.Skoczyłam przed siebie i wylądowałam na karku jednego z nich.Przeturlaliśmy się parę metrów po czym przygwoździłam go do ziemi.
-Fin de nosotros!*-powiedziałam strzelając mu  plaskacza.
Potem podbiegłam nieco bliżej Kler.I załatwiłam jeszcze ze dwóch.Nasz drogi marszałek zaczął mi  w końcu pomagać.
-No nie mów że nie mogłaś poradzić sobie z tymi łajzami sama.-skomentowałam.
-Nie miałam pola do manewru.-stwierdziła odpychając jednego.

                                                                  *       *     *
Dochodziłyśmy już do jaskini Róży by jej o tym powiedzieć.Byłyśmy trochę poszarpane,a ja miałam naderwane ucho,ale to drobiazgi.Potem z resztą pojawiły się posiłki i przestało być tak kolorowo.
Sarna którą razem z siostrą upolowałyśmy leżała teraz przy jaskini,a w pomieszczeniu tym był pewien niecodzienny gość.

Winter?

*Lo siento cariño, pero esta huérfana va conmigo-Wybacz kochanie,ale ta sierota idzie ze mną.
*Fin de nosotros!-Koniec z nami!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz