niedziela, 16 marca 2014

od Luny:

Jack spojrzał na mnie z uśmiechem.
-A ty co się szczerzysz?-rzuciłam złośliwie.
-Tak o patrzę sobie na taką jedną Shirę i zastanawiam się po co tu przyszła.-powiedział unosząc brew.
Roześmiałam się.
-Po prostu jestem rządna wrażeń...w sensie że do watahy...do ciebie to mnie przywiało z nudów.
-Czyli mam ci czas zorganizować?
- W pewnym sensie.
Potem pogadaliśmy,dzika zjedliśmy i pożartowaliśmy.Zajęło mi to ok.1,5 godziny.Było popołudnie.Wlazłam na to drzewo co ostatnio,ale czekała tam już na mnie Elza.
-Co jest?-spytałam układając się wygodnie.
-Podsłuchiwałaś...-mruknęła z niezadowoleniem.
-Kiedy?
-Dziś...widziałam jak przemykasz obok...-nie raczyła nawet na mnie popatrzyć.
-A ty nadal nie zamierzasz mi tego wyjaśnić?
-Nie.
-Zaczynam roz..-urwałam bo moją uwagę przykuł jakiś gwałtowny ruch przy granicy.
Elza popatrzyła na mnie pytająco.Wskazałam jej łapą kierunek.
Wadera przyglądała się chwilę po czym wskoczyła we mnie i szepnęła w mojej głowie; Mam co do tego złe przeczucia...-zawiesiła na chwilę głos- Trzeba to sprawdzić-dodała wesoło.
Pobiegłam przez równinę ku patykom oddzielającymi obie watahy.
Gdy byłam już na miejscu wszędzie wokoło panowała całkowita cisza.Rozejrzałam się.Nie dostrzegłam jednak niczego nadzwyczajnego. Może niedźwiedź-zasugerowałam demonicy myślami.Szybko zaprzeczyła twierdząc iż w tej okolicy ich nie ma.Skąd możesz to wiedzieć?-spytałam.
Nie otrzymałam jednak odpowiedzi,a w zamian oberwałam czymś twardym w łeb.
                                                                             * * *
Ocknęłam się.Byłam nad jeziorem...tym samym co ostatnio z Winter,a co dziwne nikogo nie było..no może z wyjątkiem zbędnej mi Elzy.
-Co się tu...-zaczęłam ale Elza mi przerwała.
Jakiś pacan walną cię grubym kijem...
-No proszę moja pierwsza tego typu wpadka.-roześmiałam się masując głowę-Gdzie on?
Rozejrzałam się przy jednym z drzew leżał nieprzytomny Zek.
-Pomyłka-powiedziałam-to nie pacan...Tylko idiota.
Ja tam nie widzę różnicy.
Podeszłam do basiora i ochlapałam go wodą.Natychmiast się obudził,otrząsną i staną jak wryty.
-No...to co masz na swoja obronę?-spytałam sarkaztycznie.
-Em...no ten tego...to że..weszłaś na teren nie swojej watahy.-palną.
-O.Czyli Winter już mnie nie kryje.To jak tam?Jak zareagowała ekipa?
-No...Róża jest jednocześnie wściekła i chyba zrozpaczona,Kler siedzi cicho...
-I słusznie przerwałam mu.No ,ale leć dalej.
-Więcej nie zaobserwowałem.
-No to spadaj!-warknęłam złowrogo,a gdy uciekł z podkulonym ogonem potykając się kilka razy o kamienie wybuchnęłam śmiechem.
Uwielbiam takie kulturalne pogawędki.Ruszyłam więc z powrotem.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz