piątek, 7 marca 2014

od Luny:Kolejna przygoda

Kiedy Winter odleciała spojrzałam z pogardą na waderę.Postanowiłam przejść się trochę i zaczekać aż zbierze się w garść i w końcu nauczy pływać.Po drodze natknęłam się na kilka patyków pomalowanych na jasno fioletowo.Granica pomyślałam A gdyby tak... Postawiłam kilka pierwszych kroków i nie odczułam żadnej różnicy. Może już po prostu nie czuję się członkiem watahy i wszystko mi jedno... Przez krótką chwilę się nad tym zastanawiałam,a potem wróciłam nad jezioro.Słysząc hałas ukryłam się za krzewem i spojrzałam na taflę wody.Uśmiechnęłam się sama do siebie...No proszę,proszę...Winter wzięła się w garść...
Rano jeszcze przez chwilę zastanawiałam się nad wczoraj poruszoną kwestią po czym zawołałam wilczycę i zaprowadziłam na granicę.

                                                                           * * *

Szłam sama przez pustą równinę.Naglę poczułam drganie pióra na szyi.Elza wyskoczyła ze i zagrodziła mi drogę.
-Stój!
-Co znowu?!-warknęłam na nią i ominęłam demonicę.
-Nie możesz tam iść!-krzyknęła znów zagradzając mi drogę.
-Ogarnij się!Nie wiem o co ci chodzi ,ale do jasnej Afrodyty przestań!
-Po prostu tam nie idź!Do pierwszej lepszej watahy,ale nie tej!
-We łbie ci się poprzewracało?!Skąd pomysł że cie wysłucham?
-Bo powinnaś...-dodała łagodnie co zbiło mnie z tropu.
Ponownie ją ominęłam i poszłam dalej.Ona natomiast zawahała po czym znów we mnie wskoczyła i siedziała cicho.Czułam jednak że gdy zbliżyłam się do grupy wilków mentalnie podkuliła ogon.
-Dzień dobry-przywitałam się z idiotycznym uśmiechem grzecznej dziewczynki.
-Witaj!Co cię tu sprowadza i jak ci na imię?
-Jestem Shira i przyszłam tu by dołączyć d watahy o ile to możliwe.
-Ależ oczywiście!Mamy w prawdzie mało wolnych rang ,ale chętnie cię przyjmiemy!
-Pan jest alfą?
-Tak.-odparł z dumna miną.
Był to starszy szarawy basior.
-Ale-dodał-często zastępuje mnie mój syn, Dany-wilk wesoło skiną na siedzącego z tyłu basiora.
Niechętnie podszedł i się przywitał:
-Hej-mrukną.
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu na widok tej miny i spokojnie się przedstawiłam.
Zaproponowano mi kilka rang w tym muzyka,śpiewaka,posłańca,doradce delty i kila medycznych.Jako że doradca lub posłaniec mógłby zostać wysłany do Kryształowej watahy odmówiłam.Na medycynie się nie znam,a jedyny instrument na jakim umiem grać to nerwy.Przystałam więc z wymuszonym entuzjazmem na śpiewaka i modliłam się do Apolla by nie kazano mi wystąpić.
Popołudniu przedstawiono mi betę,delty ,a potem wysłano do gammy.Tam doznałam czegoś...czegoś czego nie potrafię opisać inaczej niż szok.Przede mną siedział sobie beztrosko Jack.
-Witaj Luno!Kope lat!-wykrzykną radośnie.
-Ja również cię witam ,choć nie tak entuzjastycznie.Proszę cie jednak byś nazywał mnie Shira...
-Kłamiemy alfie prosto w pysk?..?-roześmiał się-Witaj w klubie...
Uśmiechnęłam się po czym wyszłam.
Szłam przed siebie aż zobaczyłam wzgórze,a na nim głaz pod którym siedział jakiś basior.Wyraźnie starszy ode mnie.Podeszłam do nie go i usiadłam obok wpatrując się w napisy na kamieniu.Był to wysoki na dwa i pół metra płaski od mojej strony głaz,a w nim wyryte były imiona.Niektóre wydrapane tak by nikt nie mógł ich nigdy przeczytać.Wilk spojrzał na mnie na ułamek sekundy.Jego wzrok dosłownie przeszył mnie na wylot,a w środku odczułam wzrastającą frustrację i bezsilną agresję Elzy.Gdy jednak odwrócił się i znów spojrzał na kamień ,uspokoiła się.Gdyby jednak miała ciało najpewniej wstrząsałyby nią silne drgawki.
-Jak się zwiesz?-spytał wpatrując się kamień.
Elza znów się spięła.Jego głos był spokojny,beznamiętny.Pysk nie zdradzał niczego.
-Shi..Luna..-nie wiem dlaczego mu to powiedziałam ,ale coś(na pewno nie Elza )kazało mi być z nim szczerą-tylko...proszę nie mów im.Dla nich jestem Shira...
-Rozumiem...-na chwilę zamilkł-nie lubisz swojego imienia?
-Bardzo je lubię,ale okoliczności nakazały mi skłamać.A ty?Jak się zwiesz?
-George.

-Miło poznać...
-Mi również...
Zapadła cisza.Zaczęłam czytać imiona po kolei aż natknęłam się na imię Steve.
-O ile się nie mylę w watasze nie ma żadnego Steve'a.
-Okoliczności kazały mi skłamać.
Jeszcze chwilę siedzieliśmy razem w milczeniu potem wstał i odszedł.
-Zaczekaj!-zawołałam zrywając się z miejsca.
Zatrzymał się po czym rzucił niedbale:
-Za skałą...
-Co?
-Zobacz.-urwał i poszedł dalej.
Nie wiedząc cóż z sobą zrobić zajrzałam za głaz.Był tam cmentarz.Ustawiony tak by idąc na wprost głazu nie było go widać.
Stąpałam delikatnie między nagrobkami.Im dalej zachodziłam tym bardziej zdenerwowana była Elza.W końcu wskoczyła i zagrodziła mi drogę. wydzierając się na mnie:
-Dość!Już dość dużo zniosłam!Zawracaj!
Zignorowałam ją jednak poszłam dalej.Dochodziłam już do ostatnich nagrobków czytając po kolei imiona wilków.Wtedy snęłam przed jednym z małych.Najpewniej szczenięcym,na samym końcu.Nim zdążyłam przeczytać imię nieszczęśnika Elza powaliła mnie na ziemię i wyciągnęła poza cmentarz,wyraźnie zdesperowana.
-Luna!Błagam...Przestań!
Stanęłam jak wryta. Co tu się wyprawia?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz