od Luny: Coś takiego nie dzieje się co dziennie.
Gdy podeszła do mnie Winter spytała co zamierzam tu robić.
-No trochę wypocząć,magię poćwiczyć...
-To po co ci ja?
-Zamierzam wrócić jak uda mi się coś osiągnąć,a nie mogąc znieść twojej obecności będę się bardziej starała.
-Ok?Więc co mam robić?
-Co chcesz.Twoja osoba jest już wnerwiająca.Jednak sugeruję byś nauczyła się pływać.
Potem usiadłam parę metrów od brzegu i skupiłam na małej roślince przede mną.To było młode winogrono.Usiłowałam wymyślić kolejną metodę używania roślin.Nawet nie zauważyłam że Winter mi się przypatruje.Zamknęłam oczy.Robiłam co mogłam ,ale nie wiedziałam co jeszcze mogę zrobić z tą roślinka.,,Co mogę z nią zrobić?''pomyślałam,,Kazać jej urosnąć?Nie,to już było...Woda?Co jeszcze mogę zrobić wodą?''Naglę coś usłyszałam.W ostatniej chwili udało mi się uniknąć lodowego ataku Winter.
-Co ty?!Do reszty ci odbiło durniu?!-skarciłam ją odwracając się w jej stronę.
-Ja...ja nie chciałam...to był wypadek..-odparł cicho i niepewnie wilczyca.
-Wypadek?Jak można przypadkiem próbować kogoś zamrozić?!
Przyznaję że byłam wściekła.Z gniewem patrzyłam na ową niezdarę,która prawie mnie zamroziła.Wtedy spojrzała na mnie jakby zobaczyła ducha.
-Luna?
-Tak?!
-Ale ty wiesz że się palisz?
-Po prostu jestem wściekła,ale że zaraz się palę?-zdziwiłam się.
-Luknij sobie na łapę...-powiedziała powoli.
-Co..?-Nie wiedziałam o co jej biega ,ale spojrzałam na łapę.
Rzeczywiście!Jarałam się!Jednym susem przeskoczyłam przestrzeń dzielącą mnie od wody.Zanurkowałam parę metrów pod wodę.Po czym wylazłam,dysząc.Byłam w szoku:
-Co to było?!-wykrzyknęłam w końcu.
-Nie wiem...
Powoli opanowałam oddech i powoli wlazłam na drzewo.
-No dobra...idź ucz się pływać.-powiedziałam.
-E,e,e ok...
Niepewnie zanurzyła się do ramion po czym stanęła.
-Co?Boisz się?
-Nie...No...no może trochę...O co w tym w ogóle chodzi?
-Coś jakbyś chodziła lub biegała.Tylko z wyczuciem.Zagarniaj łapami wodę...
Winter?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz