piątek, 27 grudnia 2013

od Luny: Frustracja

Po ataku Mike'a nie chciałam wyjść z jaskini.Byłam kłębkiem nerwów.
Róża wysyłała do mnie medyków ,ale ich wyganiałam.W pewnym momęcie do jaskini weszła Róża.
-Luna.....-westchnęła z troską-dopuść do siebie medyków.
-Zostawcie mnie.-odwruciłam głowę.
-To nie jego wina...
-Nie jego?!-krzyknęłam ze złości.
-To efekt uboczny....
-Nic by się nie stało gdyby w tedy nie czynił zła bogom albo nie opętał Kevina!Wtedy nie zginęli by członkowie tamtej watahy!Nigdy nie poszlibyśmy na tamta wyprawę po przywilej bogów a ja nie siedziałabym tutaj tylko radośnie drzemała na mojej gałęzi!!!
Róże zszokowała moja reakcja.Wyszłam z jaskini nawet nie patrząc na nią.Człąpałam powoli za karzdym razem gdy stawiałąm krok czując ból.Inne wilki patrzyły na mnie z mieszanka grozy i zdziwienia.Nie było tam Mike'a ani Kevina.Nie obchodziło mnie to jednak.Szłam przed siebie.Gdy dotarłam do jeziora zobaczyłam tam ich.Rozmawiali.Po chwili spojrzeli na mnie.Ja patrzyła tylko na Mike'a.Byłam wściekła i gdyby nie przejmujący ból penie rzuciłabym się na niego z zębami.
Odeszłam na drugą stronę jeziora.Po godzinie znalazła mnie Sonny.
Zabandarzowała ranę i szybko odeszła bo Kevin i Mike podeszli do mnie Kevin wyglądał tak jagby pilnował towarzysza.Gdy byli parę metrów ode mnie spięłam się i już miałam wstać i odejść gdy Mike mnie powstrzymał i już chciał coś powiedzieć gdy mu przerwałam:
-Nie zamierzam cię wysłuchiwać cokolwiek masz do powiedzenia,a jak chcesz mnie jeszcze dobić to proszę bardzo... jestem gotowa.


Mike masz coś jeszcze do powiedzenia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz