sobota, 22 lutego 2014

Od Luny:

Czy mogłoby być mi lepiej?Przespałam parę ładnych godzin na gałęzi mojego ulubionego drzewa.Jednak potem zorientowałam się że jest aż na zbyt dobrze.Teraz trzeba kogoś zirytować.Na swoją ofiarę wybrałam Demona.Powędrowałam do jego jaskini.Zastałam go leżącego na posadzce z nosem w książce.
-Część braciszku!Co u ciebie?
-W porządku-odparł nawet na mnie nie patrząc.
-Wiesz ...okłamałeś mnie w tedy...że to ty mnie uratowałeś....
Spojrzał na mnie i przyglądał mi się chwilę.Potem ponownie podjął się lektury.
-Ale nie mam ci tego za złe bo i ja cię okłamałam....gdy byliśmy jeszcze szczeniętami...
-Kiedy?-spytał zdziwiony odrywając wzrok od książki.
-Pamiętasz jak zniknęła twoja złota branzoletka,a ja powiedziałam że nic o tym nie wiem?
-Tak..?
-Skłamałam.Tak na prawdę to ja ją ukradłam i sprzedałam podejrzanej waderze.
-Co?!
-Stwierdziła że za czyste złoto może mi dać taką...sadzonkę...
-Sadzonkę?!
-To nie była zwykła sadzonka.A właśnie!Pożyczam książkę i nie gwarantuję iż nie wyrzucę jej do jeziora...
-Co?!
Wzięłam z szerokiego wgłębienia w jego ścianie książkę o którą mi chodziło i wyszłam.
Wskoczyłam na swe drzewo i spojrzałam na okładkę.
,,Demony'',a pod spodem mniejszymi literami,,czyli wszystko co wiemy o tych kreaturach''.
-Nieźle się zapowiada-mruknęłam z  nutka sarkazmu.
Czytałam dość długo.Stwierdziłam jednak że to wszystko to jakieś brednie...,,Ta książka musi być zdrowo przeterminowana...''pomyślałam w końcu.Wszystko wydawało się bzdurą.Kto dziś przepędza demony egzorcyzmem!?Przecież te nasze wilki-demony to nie szatany.Albo mi się książki pomyliły albo termin zdatności miną.Czytałam jednak dalej ąż dotarłam do pewnego fragmentu: ,,I w tedy powiedział do mnie ten paskudny stwór te oto słowa,które potem brzmiały mi długo w uszach,,demony to wyższa rasa!'',,
Warknęłam głośno i rzuciłam książką.Naglę usłyszałam czyjś głos:
-Ała!Co to?!
Spojrzałam w dół na ziemi masując się po głowie siedziała Valiente.
-O co za szczęście!Już się bałam że to kto inny!A to proszę, pierwsza osoba której bym tego życzyła!
-Bardzo śmieszne...-powiedziała ponuro.
-Inaczej bym się nie śmiała!
Valiente jednak(choć mnie to zdziwiło)bez żadnych komentarzy czy uwag poszła dalej.
,,Jakże nudne i ponure byłoby życie bez wrogów''pomyślałam wesoło.Potem jednak znów przypomniał mi się cytat,,demony to wyższa rasa'' i straciłam dobry nastrój.Długo myślałam nad tymi czterema słowami ąż miałam tego po kokardkę.Zajęłam się więc innym problemem.Tym wisiorkiem ,którego zabraniano mi ściągać...Poszłam do jaskini strażników licząc że może drugi mól książkowy mi to wyjaśni.
-No cóż...-zaczęła Cristal-Czytałam jeszcze książkę o amuletach wiem że każdy z tych nam znanych ma inne właściwości.Takich amuletów jest wiele ale my znamy tylko trzy...Ten który teraz nosisz to pióro feniksa.Powstrzymuje działanie demona lecz go nie przepędza.Drugi to ząb od 50 do 70 letniego smoka,który przepędza demona.No i jeszcze ten ostatni ...zaklęty kryształ...on wypędza demona lub daje nad nim swego rodzaju kontrolę...
-Na jakiej zasadzie?
-No np.może przywołać jego siłę na zawołanie i nie może roztawać się z kryształem bo...mogą nastąpić skutki uboczne.Ma on bardzo wiele właściwości...To znaczy ten amulet...
-Ciekawe...ciekawe.
-Lepiej tego nie próbuj...-uprzedziła.
-Spokojnie.Wolę siebie taką jaka jestem.Jeśli mam być lepsza,silniejsza to wolę sama na to zapracować...
Wróciłam do legowisk.Na miejscu czekała na mnie Róża.Podbiegłam do niej z nadzieją że coś się wydarzyło jednak...jednak nie...Chciała tylko spytać gdzie się znowu szwendałam.
Tak więc zrobiłam to co zwykłam robić.Wlazłam na drzewo i się zdrzemnęłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz