niedziela, 2 lutego 2014

od Winter: Spotkanie

Kiedy zmierzałam w stronę jaskiń , gdzie ostatnio widziałam Kler, Zeke 'a i Kevina rozmyślałam o tym w jaki sposób można pokonać Elzę i jednocześnie uratować Lunę. Miałam mnóstwo pomysłów jednak po dokładnej analizie sytuacji żaden z nich się nie nadawał .
- Zawsze jest jakieś ,,ale''- pomyślałam. Droga ciągnęła się w nieskończoność. Przystanęłam na chwilę by upewnić się , czy nie minęłam drzew , z których wyszłam przed trzema godzinami. Byłam jednak pewna , że to już nie daleko , ruszyłam więc w dalszą drogę. Gdy spojrzałam na swoje skrzydło , pomyślałam sobie : 
- W sumie to mogło być gorzej. Nagle przystanęłam i spojrzałam w bok. Ujrzałam dokładnie te same drzewa , których szukałam. Ruszyłam dalej przechodząc obok drzew i wysokich krzewów , aż wreszcie dotarłam na miejsce , gdzie jeszcze przed kilkoma godzinami spotkałam Elzę. Od razu przypomniał mi się mój sen i po mojej skórze przeszedł dreszcz. Na samą myśl o Elzie można było dostać szału , przynajmniej z mojego punktu widzenia. Przez chwilę stałam w miejscu i przyglądałam się śladom pozostawionym przez członków watahy. Po kilku minutowych oględzinach ruszyłam ich tropem. Znalezienie ich nie sprawiało mi żadnego problemu , jednak po ponad pół godziny zgubiłam ich ślady. Wracałam się kilkakrotnie w tą i z powrotem , ale to i tak nic nie dało. Postanowiłam więc wzbić się w niebo i tak ich odnaleźć. Kilka razy razy próbowałam polecieć , lecz każda próba spełzła na niczym. Już miałam się poddać, kiedy nagle ogarnęła mnie niewytłumaczalna siła , która ,, kazała '' mi próbować dalej. Nie mogłam opisać mojego szczęścia kiedy udało mi się wzbić się w powietrze. Oczywiście nie obyło się bez pewnych komplikacji , ale jednak dałam sobie radę. Rozkoszowałam się każdą sekundą lecąc z niewiarygodną prędkością , niedługo jednak musiałam zwolnić , gdyż rana zaczęła dawać o sobie znać. Leciałam dokładnie przyglądając się mijanym terenom. Wkrótce ujrzałam trzy postacie stojące w cieniu drzewa. Zwolniłam i bezszelestnie wylądowałam na ziemi. Nagle zaczęło mnie boleć skrzydło , lecz nie zważałam na to przyglądając się trzem postaciom. Nie byłam pewna czy są to akurat Kler, Zeke i Kevin dlatego siedziałam w wysokich krzakach i obserwowałam ich. Dzieliło nas tylko siedem metrów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz