od Luny: Koniec podchodów.
Znowu we mnie wlazła....Teraz już mnie nie ,,oszczędziła''.Moja psychika stanęła do góry łapami.Cóż więcej rzec..?Nie wiem.No, potrzeba krzywdzenia innych nie byłą już dla mnie zła,a wręcz kusząca.Nie czuła się już Luną i Elzą lecz tylko sobą.Miałam poczucie wyższości jak gdyby nie było kogoś potężniejszego...Już nie czułam jej obecności...Najwyraźniej wpoiła się we mnie do tego stopnia że nie odróżniałam jej od siebie.
-Pora się zabawić...-szepnęłam z ,,demonim'' uśmieszkiem,a gdy to powiedziałam dosłownie stałam się Elzą.Moje włosy zapłonęły czerwienią,oczy pociemniały,a koniec ogona poczerwieniał.
Wystrzeliłam w powietrze.Nie znałam granic.Zdawało mi się że mogę wszystko.Inni stali mi się obojętni.
Gdy wylądowałam nad jeziorem powędrowałam ku jaskiniom lecz drogę zagrodziła mi Kler.Potem zawyła,a zza drzew wyłonili się jeszcze Kevin,Zeke i Winter.
-O jakże miło was widzieć...-powiedziałam.
-Luna...proszę...-odezwała się cicho Kler-Przypomnij sobie...przecież się przyjaźniłyśmy...
Na chwilę coś mi zaświtało lecz po chwili znów spojrzałam na nią z obojętnością. Zeke też próbował,ale bez skutku.Kevin mówił coś o jakiejś wspólnej podróży po przywilej bogów,ale w tej chwili tego nie pamiętałam ,a co więcej sama czułam się jak bogini.
Rzuciłam się ku nim.Odtrąciłam Kler,Kevinem rzuciłam o drzewo,a Zeka powaliłam i zatopiłam w nim zęby.Przerwała mi Winter:
-Trzy pytania...-wyszeptała.
Przypomniałam sobie,ale nie zrobiło to na mnie wrażenia i rzekłam tylko beznamiętnym głosem:
-Tak jest możliwość że w magicznym lesie są jakieś stwory.Nie nie wiadomo niczego konkretnego na temat tej rzeki i tak moim zdaniem jesteś dziwna bo nie ma w tobie ani kapki złośliwości.Jesteś idealnie uprzejma.
Spojrzała mi prosto w oczy i przełknęła ślinę.Potem stała się niewidzialna.
-Tak łatwo nie uciekniesz!-zaśmiałam się.
Wokoło mnie zapłonęła trawa i słup ognia potrącił coś w powietrzu.Usłyszałam jęk.Potem przestała się ukrywać i z trudem stawiając opór powietrzu wylądowała gdzieś w pobliżu jaskiń.
-No dalej ostrzeż ich...Wiele to nie da...-uśmiechnęłam się.
No pisać co żem nawyczyniała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz