od Luny: Coś takiego nie dzieje się co dziennie.
Gdy podeszła do mnie Winter spytała co zamierzam tu robić.
-No trochę wypocząć,magię poćwiczyć...
-To po co ci ja?
-Zamierzam wrócić jak uda mi się coś osiągnąć,a nie mogąc znieść twojej obecności będę się bardziej starała.
-Ok?Więc co mam robić?
-Co chcesz.Twoja osoba jest już wnerwiająca.Jednak sugeruję byś nauczyła się pływać.
Potem usiadłam parę metrów od brzegu i skupiłam na małej roślince przede mną.To było młode winogrono.Usiłowałam wymyślić kolejną metodę używania roślin.Nawet nie zauważyłam że Winter mi się przypatruje.Zamknęłam oczy.Robiłam co mogłam ,ale nie wiedziałam co jeszcze mogę zrobić z tą roślinka.,,Co mogę z nią zrobić?''pomyślałam,,Kazać jej urosnąć?Nie,to już było...Woda?Co jeszcze mogę zrobić wodą?''Naglę coś usłyszałam.W ostatniej chwili udało mi się uniknąć lodowego ataku Winter.
-Co ty?!Do reszty ci odbiło durniu?!-skarciłam ją odwracając się w jej stronę.
-Ja...ja nie chciałam...to był wypadek..-odparł cicho i niepewnie wilczyca.
-Wypadek?Jak można przypadkiem próbować kogoś zamrozić?!
Przyznaję że byłam wściekła.Z gniewem patrzyłam na ową niezdarę,która prawie mnie zamroziła.Wtedy spojrzała na mnie jakby zobaczyła ducha.
-Luna?
-Tak?!
-Ale ty wiesz że się palisz?
-Po prostu jestem wściekła,ale że zaraz się palę?-zdziwiłam się.
-Luknij sobie na łapę...-powiedziała powoli.
-Co..?-Nie wiedziałam o co jej biega ,ale spojrzałam na łapę.
Rzeczywiście!Jarałam się!Jednym susem przeskoczyłam przestrzeń dzielącą mnie od wody.Zanurkowałam parę metrów pod wodę.Po czym wylazłam,dysząc.Byłam w szoku:
-Co to było?!-wykrzyknęłam w końcu.
-Nie wiem...
Powoli opanowałam oddech i powoli wlazłam na drzewo.
-No dobra...idź ucz się pływać.-powiedziałam.
-E,e,e ok...
Niepewnie zanurzyła się do ramion po czym stanęła.
-Co?Boisz się?
-Nie...No...no może trochę...O co w tym w ogóle chodzi?
-Coś jakbyś chodziła lub biegała.Tylko z wyczuciem.Zagarniaj łapami wodę...
Winter?
piątek, 28 lutego 2014
Od Winter:
Do jeziora otoczonego dębami dotarłyśmy niedługo po północy. Księżyc świecił nad naszymi głowami i powoli chylił się ku zachodowi w ślad za słońcem. Luna weszła na drzewo , rozciągnęła się po czym zasnęła. Ja w tym czasie ułożyłam się pod drzewem i długo wpatrywałam się w taflę jeziora.Powoli zaczęłam odczuwać zmęczenie po przebytej podróży. Powieki zaczęły mi ciążyć aż wreszcie opadły, a ja zasnęłam. Nagle ujrzałam wielkie ośnieżone drzewo , z którego zwisały sople lodu. Chwilę potem wszystko zasłoniła gęsta mgła.Powoli wstałam ,rozejrzałam się , a do moich uszu dobiegł cichy miękki głos:
-Winter.....-odwróciłam się gwałtownie, jednak nikogo nie ujrzałam. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Luna , lecz już zaraz miałam pewność, że to nie ona. Mgła zaczęła stopniowo opadać, dzięki czemu mogłam lepiej przyjrzeć się otoczeniu. Wokoło mnie stały ośnieżone drzewa , ale to które stało na wprost mnie było największe i najokazalsze. Nagle zaczęło mi się coś przypominać jakby jakiś skrawek układanki wreszcie trafił na swoje miejsce. I znowu ten głos:
-Winter.....
-T..ttak...-wykrztusiłam.Tylko tyle zdołało wyjść z mojego gardła.
-Winter......-powtórzył głos. -Kim jesteś ?- zapytałam kiedy już zdążyłam zapanować nad swoim głosem.
- Nie pamiętasz mnie ?- zapytał głos lekko rozbawiony.
-Yyyyyyy nie przypominam sobie ?-wykrztusiłam i po chwili dodałam- Choć gdybyś mi się pokazała to miałabym ułatwione zadanie.
Na wprost mnie zaczynał pojawiać się kontur cienia , a później zarys postaci. Udało mi się ustalić iż jest to wilczyca ( sądząc po głosie ) i chyba starsza ode mnie, ale pewności nie miałam. Postać zaczęła
się przybliżać aż wreszcie moje oczy oślepił jasny blask. Przymrużyłam oczy, a chwilę później otworzyłam je. Spojrzałam wprost na słońce, które oślepiło mnie ponownie. Poleżałam jeszcze chwilę po czym wstałam i rozejrzałam się. Był poranek , ale dość późny.Przy jeziorze stała Luna i widocznie popijała sobie świeżą wodę. Zaczęłam zbierać swoje myśli po czym ruszyłam w jej stronę.
Do jeziora otoczonego dębami dotarłyśmy niedługo po północy. Księżyc świecił nad naszymi głowami i powoli chylił się ku zachodowi w ślad za słońcem. Luna weszła na drzewo , rozciągnęła się po czym zasnęła. Ja w tym czasie ułożyłam się pod drzewem i długo wpatrywałam się w taflę jeziora.Powoli zaczęłam odczuwać zmęczenie po przebytej podróży. Powieki zaczęły mi ciążyć aż wreszcie opadły, a ja zasnęłam. Nagle ujrzałam wielkie ośnieżone drzewo , z którego zwisały sople lodu. Chwilę potem wszystko zasłoniła gęsta mgła.Powoli wstałam ,rozejrzałam się , a do moich uszu dobiegł cichy miękki głos:
-Winter.....-odwróciłam się gwałtownie, jednak nikogo nie ujrzałam. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Luna , lecz już zaraz miałam pewność, że to nie ona. Mgła zaczęła stopniowo opadać, dzięki czemu mogłam lepiej przyjrzeć się otoczeniu. Wokoło mnie stały ośnieżone drzewa , ale to które stało na wprost mnie było największe i najokazalsze. Nagle zaczęło mi się coś przypominać jakby jakiś skrawek układanki wreszcie trafił na swoje miejsce. I znowu ten głos:
-Winter.....
-T..ttak...-wykrztusiłam.Tylko tyle zdołało wyjść z mojego gardła.
-Winter......-powtórzył głos. -Kim jesteś ?- zapytałam kiedy już zdążyłam zapanować nad swoim głosem.
- Nie pamiętasz mnie ?- zapytał głos lekko rozbawiony.
-Yyyyyyy nie przypominam sobie ?-wykrztusiłam i po chwili dodałam- Choć gdybyś mi się pokazała to miałabym ułatwione zadanie.
Na wprost mnie zaczynał pojawiać się kontur cienia , a później zarys postaci. Udało mi się ustalić iż jest to wilczyca ( sądząc po głosie ) i chyba starsza ode mnie, ale pewności nie miałam. Postać zaczęła
się przybliżać aż wreszcie moje oczy oślepił jasny blask. Przymrużyłam oczy, a chwilę później otworzyłam je. Spojrzałam wprost na słońce, które oślepiło mnie ponownie. Poleżałam jeszcze chwilę po czym wstałam i rozejrzałam się. Był poranek , ale dość późny.Przy jeziorze stała Luna i widocznie popijała sobie świeżą wodę. Zaczęłam zbierać swoje myśli po czym ruszyłam w jej stronę.
niedziela, 23 lutego 2014
od Luny: Nie potrafię usiedzieć w miejscu...
Gdy zlazłam z drzewa od razu tego pożałowałam.
-Po co mam z niego złazić jak za 5 minut chodzenie mi się znudzi i tu wrócę?-spytałam sama siebie.
-Nie wiem.-usłyszałam czyjś głos-Aż tak ci się nudzi?
Odwróciłam się, za mną stał Kevin.
-Tak...
-Zauważyłaś że od kąt powstała ta wataha nie było lub prawie nie było dnia bez jakiegoś nieszczęścia czy wydarzenia ,bądź walki z jakimś kolejnym wrogiem?Ciągłe podróże...
-A we wszystkim lub prawie wszystkim brałam udział ja.-dodałam.
Uśmiechną się.
-Ja tam się cieszę że już mamy z tym choć na chwilę spokój.
-No w sumie fajnie że Elza ,,dała'' mi ten twój spokój,ale tak na dłuższą metę to nudne.
-Zależy dla kogo i od punktu widzenia.
-Z mojego punktu widzenia to to wygląda kiepsko...No właśnie przypomniało mi się, że przecież miałam zrobić sobie wakacje ,a przez Kler nie zdążyłam!Mam już zajęcie!-zawołałam wesoło pozostawiając go samego.
Powoli się ściemniało gdy dotarłam do jaskini strażników.
-Winter!
-Co?-usłyszałam ciche pytanie w kącie jaskini.
Leżała sobie na ziemi czytając książkę.
-Wstawaj!Potrzebuję mobilizacji,a wnerwiająca maszyna do pytań będzie w sam raz!
-Mobilizacji do czego?
-Sama się przekonasz w swoim czasie,a teraz chodź ze mną.
Wilczyca niepewnie podeszła do mnie i razem wybiegłyśmy z jaskini. Nim dotarłyśmy do części lasu w której rosły gęsto sosny zdążyła mi zadać ok.27 pytań nie na temat i jakieś 2 związane z obecnym stanem rzeczy.
-No dobra to leć w te stronę aż dostrzeżesz spore jezioro, wokoło rosną dęby.To za jakieś dwadzieścia kilometrów.
-Dobrze...
Ja wstrzeliłam się z sosny.Gdy byłyśmy na miejscu.Winter była zdyszana.
-Nikt ci nie kazał tak zasuwać...-skomentowałam.
-To nie ma znaczenia...Wiesz muszę cię o coś spytać-spojrzała mi w oczy.
-No?I weź w końcu przestań się wszystkim gapić tak w oczy!To irytujące.
-Wybacz..-spuściła głowę-A co do mojego pytania...-opowiedziała mi co ją spotkało dziś nad jeziorem.
-No ładnie,ładnie...-mruknęłam-dam ci pewną radę z której pewnie nie skorzystasz.
-Jaką?
-Olej to.
Powiedziawszy co powiedzieć chciałam wskoczyłam na najbliższe drzewo i zasnęłam.
Ja sobie tydzień pośpię,a ty się wreszcie naucz pływać.
Gdy zlazłam z drzewa od razu tego pożałowałam.
-Po co mam z niego złazić jak za 5 minut chodzenie mi się znudzi i tu wrócę?-spytałam sama siebie.
-Nie wiem.-usłyszałam czyjś głos-Aż tak ci się nudzi?
Odwróciłam się, za mną stał Kevin.
-Tak...
-Zauważyłaś że od kąt powstała ta wataha nie było lub prawie nie było dnia bez jakiegoś nieszczęścia czy wydarzenia ,bądź walki z jakimś kolejnym wrogiem?Ciągłe podróże...
-A we wszystkim lub prawie wszystkim brałam udział ja.-dodałam.
Uśmiechną się.
-Ja tam się cieszę że już mamy z tym choć na chwilę spokój.
-No w sumie fajnie że Elza ,,dała'' mi ten twój spokój,ale tak na dłuższą metę to nudne.
-Zależy dla kogo i od punktu widzenia.
-Z mojego punktu widzenia to to wygląda kiepsko...No właśnie przypomniało mi się, że przecież miałam zrobić sobie wakacje ,a przez Kler nie zdążyłam!Mam już zajęcie!-zawołałam wesoło pozostawiając go samego.
Powoli się ściemniało gdy dotarłam do jaskini strażników.
-Winter!
-Co?-usłyszałam ciche pytanie w kącie jaskini.
Leżała sobie na ziemi czytając książkę.
-Wstawaj!Potrzebuję mobilizacji,a wnerwiająca maszyna do pytań będzie w sam raz!
-Mobilizacji do czego?
-Sama się przekonasz w swoim czasie,a teraz chodź ze mną.
Wilczyca niepewnie podeszła do mnie i razem wybiegłyśmy z jaskini. Nim dotarłyśmy do części lasu w której rosły gęsto sosny zdążyła mi zadać ok.27 pytań nie na temat i jakieś 2 związane z obecnym stanem rzeczy.
-No dobra to leć w te stronę aż dostrzeżesz spore jezioro, wokoło rosną dęby.To za jakieś dwadzieścia kilometrów.
-Dobrze...
Ja wstrzeliłam się z sosny.Gdy byłyśmy na miejscu.Winter była zdyszana.
-Nikt ci nie kazał tak zasuwać...-skomentowałam.
-To nie ma znaczenia...Wiesz muszę cię o coś spytać-spojrzała mi w oczy.
-No?I weź w końcu przestań się wszystkim gapić tak w oczy!To irytujące.
-Wybacz..-spuściła głowę-A co do mojego pytania...-opowiedziała mi co ją spotkało dziś nad jeziorem.
-No ładnie,ładnie...-mruknęłam-dam ci pewną radę z której pewnie nie skorzystasz.
-Jaką?
-Olej to.
Powiedziawszy co powiedzieć chciałam wskoczyłam na najbliższe drzewo i zasnęłam.
Ja sobie tydzień pośpię,a ty się wreszcie naucz pływać.
od Winter:Kolejne pytanie.
Następnego dnia obudziło mnie poranne słońce , które świeciło mi prosto w oczy. Kiedy rozejrzałam się po jaskini ujrzałam tylko stertę książek Cristal.
- Ani jednej żywej duszy-powiedziałam.
Po chwili spojrzałam na swoje skrzydło. Wyglądało o wiele lepiej niż przed kilkoma dniami czy tygodniami.
- Czas się trochę rozruszać.
Wyszłam z jaskini i wzbiłam się w powietrze. Przez chwilę czułam w skrzydle mrowienie ale po chwili wszystko wróciło do normy.Powoli zaczęłam nabierać prędkości. Na chwilę odwróciłam swoją głowę gdyż miałam nieodparte wrażenie ,iż ktoś mnie obserwuje.Nagle jednak poczułam silne zderzenie jakbym wpadła na rozpędzony meteoryt. Siła uderzenia była tak silna ,że straciłam panowanie i poleciałam w dół wprost do wody. Miałam wielkie szczęście ,że akurat przelatywałam nad wilczymi jeziorami, równie dobrze mogłam rozbić się o drzewa,czy skały. W każdym bądź razie miałam mały problem wydostania się na powierzchnię, gdyż byłam kiepską pływaczką. Tak więc , najpierw spojrzałam w górę : byłam dobre kilkanaście metrów pod wodą i czułam już, że zaczyna brakować mi tlenu. Zaczęłam szybko pracować wszystkimi czterema łapami i parą skrzydeł.Ta technika nawet działała ale czas i tak pozostawiał mi małe szanse na przeżycie. Nagle poczułam jakby coś lub ktoś pomagał mi płynąć do góry. Chwilę potem moja głowa znalazła się na powierzchni.Zaczerpnęłam powietrza całymi płucami po czym wydostałam się na ląd. Cała przemoczona położyłam się na ziemi i oddychałam tak szybko jak nigdy. Chwilę potem wstałam bardzo powoli po czym rozejrzałam się. Nie zauważyłam nikogo oprócz Dantego, który biegł w moją stronę. Chwilę później stał już obok mnie patrząc jak cała ociekam wodą.
-Winter nic ci nie jest ?-zapytał.
-Chyba nic , a tobie ?
- Nie najgorzej oprócz tego ,że boli mnie łapa.
- Przepraszam, zagapiłam się - powiedziałam po czym otrzepałam się z wody.
Cały dzień myślałam o tym kto uratował mi życie. Później porozmawiałam jeszcze z Kler jednak niczego nie udało mi się dowiedzieć. Byłam za to pewna jednej rzeczy : muszę wreszcie nauczyć się pływać.
Następnego dnia obudziło mnie poranne słońce , które świeciło mi prosto w oczy. Kiedy rozejrzałam się po jaskini ujrzałam tylko stertę książek Cristal.
- Ani jednej żywej duszy-powiedziałam.
Po chwili spojrzałam na swoje skrzydło. Wyglądało o wiele lepiej niż przed kilkoma dniami czy tygodniami.
- Czas się trochę rozruszać.
Wyszłam z jaskini i wzbiłam się w powietrze. Przez chwilę czułam w skrzydle mrowienie ale po chwili wszystko wróciło do normy.Powoli zaczęłam nabierać prędkości. Na chwilę odwróciłam swoją głowę gdyż miałam nieodparte wrażenie ,iż ktoś mnie obserwuje.Nagle jednak poczułam silne zderzenie jakbym wpadła na rozpędzony meteoryt. Siła uderzenia była tak silna ,że straciłam panowanie i poleciałam w dół wprost do wody. Miałam wielkie szczęście ,że akurat przelatywałam nad wilczymi jeziorami, równie dobrze mogłam rozbić się o drzewa,czy skały. W każdym bądź razie miałam mały problem wydostania się na powierzchnię, gdyż byłam kiepską pływaczką. Tak więc , najpierw spojrzałam w górę : byłam dobre kilkanaście metrów pod wodą i czułam już, że zaczyna brakować mi tlenu. Zaczęłam szybko pracować wszystkimi czterema łapami i parą skrzydeł.Ta technika nawet działała ale czas i tak pozostawiał mi małe szanse na przeżycie. Nagle poczułam jakby coś lub ktoś pomagał mi płynąć do góry. Chwilę potem moja głowa znalazła się na powierzchni.Zaczerpnęłam powietrza całymi płucami po czym wydostałam się na ląd. Cała przemoczona położyłam się na ziemi i oddychałam tak szybko jak nigdy. Chwilę potem wstałam bardzo powoli po czym rozejrzałam się. Nie zauważyłam nikogo oprócz Dantego, który biegł w moją stronę. Chwilę później stał już obok mnie patrząc jak cała ociekam wodą.
-Winter nic ci nie jest ?-zapytał.
-Chyba nic , a tobie ?
- Nie najgorzej oprócz tego ,że boli mnie łapa.
- Przepraszam, zagapiłam się - powiedziałam po czym otrzepałam się z wody.
Cały dzień myślałam o tym kto uratował mi życie. Później porozmawiałam jeszcze z Kler jednak niczego nie udało mi się dowiedzieć. Byłam za to pewna jednej rzeczy : muszę wreszcie nauczyć się pływać.
od Winter :Dzień jak co dzień.
Leżałam w jaskini wraz ze strażnikami , rozmyślając o minionych wydarzeniach. Tyle się ostatnio działo przez co w mojej głowie zapanowała istna stajnia Augiasza. O jednej rzeczy jednak nie dawało się zapomnieć, mianowicie o tym ,że Luna ponownie jest sobą , choć z tego co wiem w środku niej nadal tkwi demon. Przez chwilę opuściłam swoje myśli i skierowałam uwagę na podążającą Valiente. Dziwiło mnie to iż stała się spokojniejsza .
- Może to i lepiej ?-powiedziałam sama do siebie spoglądając na małą bliznę po zadrapaniu.
Od niechcenia spojrzałam na Cristal zatopionął w książce ,a chwilę potem na Dantego , który spał jak zabity. Byłam jednak pewna , że i tak ma oczy i uszy szeroko otwarte. Poleżałam jeszcze chwilę po czym wstałam i skierowałam się w stronę Cristal. Wilczyca spojrzała na mnie pytającym wzrokiem po czym zapytała:
- Coś się stało ?
-Raczej nie.Chciałam tylko zapytać czy mogę pożyczyć jakąś książkę-odparłam.
- Widzę , że zaczęłaś się już topić w swoich myślach - powiedziała po czym dodała -Jakiś konkretny rodzaj ?
- Obojętnie.
Cristal spojrzała na mnie ponownie po czym podała mi trzy grube książki:
- Teraz na pewno nie będzie ci się nudzić.
Spojrzałam na nie i pomyślałam skąd może to wiedzieć. Do głowy przyszła mi myśl , że może ma jakąś moc związana z czytaniem w obcych głowach. Po chwili jednak postanowiłam się nad tym nie zastanawiać.Podziękowałam tylko i wzięłam je ze sobą . Najpierw ruszyłam w stronę wilczych jezior. Gdy tam dotarłam zobaczyłam grupkę wilków z watahy.Byli wśród nich m.in.Kler i Zeke .Spojrzałam na nich tylko i powędrowałam w cichsze miejsce , gdzie raczej nikt nie chodzi. Dotarłam do jaskini leżącej obok kryształowej rzeki. Położyłam się na wielkim głazie po czym otworzyłam pierwszą książkę. Przeczytałam kilka stron ,po czym odezwałam się do siebie:
-Co to za romansidła?Pamiętam ,że powiedziałam Cristal iż jest dla mnie obojętne jaką da mi książkę, ale żeby od razu coś takiego ? Przeczytałam jeszcze dwa rozdziały miłosnych perypetii dwóch wilków po czym odłożyłam tę książkę na bok i wzięłam się za drugą. Druga książka okazała się o wiele ciekawsza. Kiedy zaczęło się już ściemniać postanowiłam wracać do jaskini. Po drodze minęłam śpiącą na gałęzi Lunę. Przeszłam obok niej najciszej jak się dało po czym poszłam dalej. Kiedy wreszcie dotarłam na miejsce słońce schowało się za horyzont a na jego miejscu świecił już księżyc. Podeszłam do Cristal i oddałam jej książkę. Dwie inne położyłam obok siebie. Przez chwilę omiotłam wzrokiem jaskinię po czym znużona zapadłam w sen.
Leżałam w jaskini wraz ze strażnikami , rozmyślając o minionych wydarzeniach. Tyle się ostatnio działo przez co w mojej głowie zapanowała istna stajnia Augiasza. O jednej rzeczy jednak nie dawało się zapomnieć, mianowicie o tym ,że Luna ponownie jest sobą , choć z tego co wiem w środku niej nadal tkwi demon. Przez chwilę opuściłam swoje myśli i skierowałam uwagę na podążającą Valiente. Dziwiło mnie to iż stała się spokojniejsza .
- Może to i lepiej ?-powiedziałam sama do siebie spoglądając na małą bliznę po zadrapaniu.
Od niechcenia spojrzałam na Cristal zatopionął w książce ,a chwilę potem na Dantego , który spał jak zabity. Byłam jednak pewna , że i tak ma oczy i uszy szeroko otwarte. Poleżałam jeszcze chwilę po czym wstałam i skierowałam się w stronę Cristal. Wilczyca spojrzała na mnie pytającym wzrokiem po czym zapytała:
- Coś się stało ?
-Raczej nie.Chciałam tylko zapytać czy mogę pożyczyć jakąś książkę-odparłam.
- Widzę , że zaczęłaś się już topić w swoich myślach - powiedziała po czym dodała -Jakiś konkretny rodzaj ?
- Obojętnie.
Cristal spojrzała na mnie ponownie po czym podała mi trzy grube książki:
- Teraz na pewno nie będzie ci się nudzić.
Spojrzałam na nie i pomyślałam skąd może to wiedzieć. Do głowy przyszła mi myśl , że może ma jakąś moc związana z czytaniem w obcych głowach. Po chwili jednak postanowiłam się nad tym nie zastanawiać.Podziękowałam tylko i wzięłam je ze sobą . Najpierw ruszyłam w stronę wilczych jezior. Gdy tam dotarłam zobaczyłam grupkę wilków z watahy.Byli wśród nich m.in.Kler i Zeke .Spojrzałam na nich tylko i powędrowałam w cichsze miejsce , gdzie raczej nikt nie chodzi. Dotarłam do jaskini leżącej obok kryształowej rzeki. Położyłam się na wielkim głazie po czym otworzyłam pierwszą książkę. Przeczytałam kilka stron ,po czym odezwałam się do siebie:
-Co to za romansidła?Pamiętam ,że powiedziałam Cristal iż jest dla mnie obojętne jaką da mi książkę, ale żeby od razu coś takiego ? Przeczytałam jeszcze dwa rozdziały miłosnych perypetii dwóch wilków po czym odłożyłam tę książkę na bok i wzięłam się za drugą. Druga książka okazała się o wiele ciekawsza. Kiedy zaczęło się już ściemniać postanowiłam wracać do jaskini. Po drodze minęłam śpiącą na gałęzi Lunę. Przeszłam obok niej najciszej jak się dało po czym poszłam dalej. Kiedy wreszcie dotarłam na miejsce słońce schowało się za horyzont a na jego miejscu świecił już księżyc. Podeszłam do Cristal i oddałam jej książkę. Dwie inne położyłam obok siebie. Przez chwilę omiotłam wzrokiem jaskinię po czym znużona zapadłam w sen.
sobota, 22 lutego 2014
Imię: Sasha
Płeć: Samica
Wiek: 4 lata
Partner: Co będzie to będzie na razie nikogo nie ma.
Rodzina:Dwaj bracia. Jeden Jack (nie należy do watahy) Drugi Mike.
Szczeniaki: Brak
Ranga: Mag
Charakter: Miła, rozsądna, mądra, opiekuńcza, lojalna, zabawna, trudno wyprowadzić ją z równowagi, spokojna
Historia: Kliknij
Pozycja: Omega
Magiczne stworzenie/a:Brak
Magiczny Przedmiot: Brak
Żywioł: Ogień
Umiejętności: Telekineza, Krąg ognia, Podpalenie
Właściciel: Sandy123
Płeć: Samica
Wiek: 4 lata
Partner: Co będzie to będzie na razie nikogo nie ma.
Rodzina:Dwaj bracia. Jeden Jack (nie należy do watahy) Drugi Mike.
Szczeniaki: Brak
Ranga: Mag
Charakter: Miła, rozsądna, mądra, opiekuńcza, lojalna, zabawna, trudno wyprowadzić ją z równowagi, spokojna
Historia: Kliknij
Pozycja: Omega
Magiczne stworzenie/a:Brak
Magiczny Przedmiot: Brak
Żywioł: Ogień
Umiejętności: Telekineza, Krąg ognia, Podpalenie
Właściciel: Sandy123
Od Luny:
Czy mogłoby być mi lepiej?Przespałam parę ładnych godzin na gałęzi mojego ulubionego drzewa.Jednak potem zorientowałam się że jest aż na zbyt dobrze.Teraz trzeba kogoś zirytować.Na swoją ofiarę wybrałam Demona.Powędrowałam do jego jaskini.Zastałam go leżącego na posadzce z nosem w książce.
-Część braciszku!Co u ciebie?
-W porządku-odparł nawet na mnie nie patrząc.
-Wiesz ...okłamałeś mnie w tedy...że to ty mnie uratowałeś....
Spojrzał na mnie i przyglądał mi się chwilę.Potem ponownie podjął się lektury.
-Ale nie mam ci tego za złe bo i ja cię okłamałam....gdy byliśmy jeszcze szczeniętami...
-Kiedy?-spytał zdziwiony odrywając wzrok od książki.
-Pamiętasz jak zniknęła twoja złota branzoletka,a ja powiedziałam że nic o tym nie wiem?
-Tak..?
-Skłamałam.Tak na prawdę to ja ją ukradłam i sprzedałam podejrzanej waderze.
-Co?!
-Stwierdziła że za czyste złoto może mi dać taką...sadzonkę...
-Sadzonkę?!
-To nie była zwykła sadzonka.A właśnie!Pożyczam książkę i nie gwarantuję iż nie wyrzucę jej do jeziora...
-Co?!
Wzięłam z szerokiego wgłębienia w jego ścianie książkę o którą mi chodziło i wyszłam.
Wskoczyłam na swe drzewo i spojrzałam na okładkę.
,,Demony'',a pod spodem mniejszymi literami,,czyli wszystko co wiemy o tych kreaturach''.
-Nieźle się zapowiada-mruknęłam z nutka sarkazmu.
Czytałam dość długo.Stwierdziłam jednak że to wszystko to jakieś brednie...,,Ta książka musi być zdrowo przeterminowana...''pomyślałam w końcu.Wszystko wydawało się bzdurą.Kto dziś przepędza demony egzorcyzmem!?Przecież te nasze wilki-demony to nie szatany.Albo mi się książki pomyliły albo termin zdatności miną.Czytałam jednak dalej ąż dotarłam do pewnego fragmentu: ,,I w tedy powiedział do mnie ten paskudny stwór te oto słowa,które potem brzmiały mi długo w uszach,,demony to wyższa rasa!'',,
Warknęłam głośno i rzuciłam książką.Naglę usłyszałam czyjś głos:
-Ała!Co to?!
Spojrzałam w dół na ziemi masując się po głowie siedziała Valiente.
-O co za szczęście!Już się bałam że to kto inny!A to proszę, pierwsza osoba której bym tego życzyła!
-Bardzo śmieszne...-powiedziała ponuro.
-Inaczej bym się nie śmiała!
Valiente jednak(choć mnie to zdziwiło)bez żadnych komentarzy czy uwag poszła dalej.
,,Jakże nudne i ponure byłoby życie bez wrogów''pomyślałam wesoło.Potem jednak znów przypomniał mi się cytat,,demony to wyższa rasa'' i straciłam dobry nastrój.Długo myślałam nad tymi czterema słowami ąż miałam tego po kokardkę.Zajęłam się więc innym problemem.Tym wisiorkiem ,którego zabraniano mi ściągać...Poszłam do jaskini strażników licząc że może drugi mól książkowy mi to wyjaśni.
-No cóż...-zaczęła Cristal-Czytałam jeszcze książkę o amuletach wiem że każdy z tych nam znanych ma inne właściwości.Takich amuletów jest wiele ale my znamy tylko trzy...Ten który teraz nosisz to pióro feniksa.Powstrzymuje działanie demona lecz go nie przepędza.Drugi to ząb od 50 do 70 letniego smoka,który przepędza demona.No i jeszcze ten ostatni ...zaklęty kryształ...on wypędza demona lub daje nad nim swego rodzaju kontrolę...
-Na jakiej zasadzie?
-No np.może przywołać jego siłę na zawołanie i nie może roztawać się z kryształem bo...mogą nastąpić skutki uboczne.Ma on bardzo wiele właściwości...To znaczy ten amulet...
-Ciekawe...ciekawe.
-Lepiej tego nie próbuj...-uprzedziła.
-Spokojnie.Wolę siebie taką jaka jestem.Jeśli mam być lepsza,silniejsza to wolę sama na to zapracować...
Wróciłam do legowisk.Na miejscu czekała na mnie Róża.Podbiegłam do niej z nadzieją że coś się wydarzyło jednak...jednak nie...Chciała tylko spytać gdzie się znowu szwendałam.
Tak więc zrobiłam to co zwykłam robić.Wlazłam na drzewo i się zdrzemnęłam.
Czy mogłoby być mi lepiej?Przespałam parę ładnych godzin na gałęzi mojego ulubionego drzewa.Jednak potem zorientowałam się że jest aż na zbyt dobrze.Teraz trzeba kogoś zirytować.Na swoją ofiarę wybrałam Demona.Powędrowałam do jego jaskini.Zastałam go leżącego na posadzce z nosem w książce.
-Część braciszku!Co u ciebie?
-W porządku-odparł nawet na mnie nie patrząc.
-Wiesz ...okłamałeś mnie w tedy...że to ty mnie uratowałeś....
Spojrzał na mnie i przyglądał mi się chwilę.Potem ponownie podjął się lektury.
-Ale nie mam ci tego za złe bo i ja cię okłamałam....gdy byliśmy jeszcze szczeniętami...
-Kiedy?-spytał zdziwiony odrywając wzrok od książki.
-Pamiętasz jak zniknęła twoja złota branzoletka,a ja powiedziałam że nic o tym nie wiem?
-Tak..?
-Skłamałam.Tak na prawdę to ja ją ukradłam i sprzedałam podejrzanej waderze.
-Co?!
-Stwierdziła że za czyste złoto może mi dać taką...sadzonkę...
-Sadzonkę?!
-To nie była zwykła sadzonka.A właśnie!Pożyczam książkę i nie gwarantuję iż nie wyrzucę jej do jeziora...
-Co?!
Wzięłam z szerokiego wgłębienia w jego ścianie książkę o którą mi chodziło i wyszłam.
Wskoczyłam na swe drzewo i spojrzałam na okładkę.
,,Demony'',a pod spodem mniejszymi literami,,czyli wszystko co wiemy o tych kreaturach''.
-Nieźle się zapowiada-mruknęłam z nutka sarkazmu.
Czytałam dość długo.Stwierdziłam jednak że to wszystko to jakieś brednie...,,Ta książka musi być zdrowo przeterminowana...''pomyślałam w końcu.Wszystko wydawało się bzdurą.Kto dziś przepędza demony egzorcyzmem!?Przecież te nasze wilki-demony to nie szatany.Albo mi się książki pomyliły albo termin zdatności miną.Czytałam jednak dalej ąż dotarłam do pewnego fragmentu: ,,I w tedy powiedział do mnie ten paskudny stwór te oto słowa,które potem brzmiały mi długo w uszach,,demony to wyższa rasa!'',,
Warknęłam głośno i rzuciłam książką.Naglę usłyszałam czyjś głos:
-Ała!Co to?!
Spojrzałam w dół na ziemi masując się po głowie siedziała Valiente.
-O co za szczęście!Już się bałam że to kto inny!A to proszę, pierwsza osoba której bym tego życzyła!
-Bardzo śmieszne...-powiedziała ponuro.
-Inaczej bym się nie śmiała!
Valiente jednak(choć mnie to zdziwiło)bez żadnych komentarzy czy uwag poszła dalej.
,,Jakże nudne i ponure byłoby życie bez wrogów''pomyślałam wesoło.Potem jednak znów przypomniał mi się cytat,,demony to wyższa rasa'' i straciłam dobry nastrój.Długo myślałam nad tymi czterema słowami ąż miałam tego po kokardkę.Zajęłam się więc innym problemem.Tym wisiorkiem ,którego zabraniano mi ściągać...Poszłam do jaskini strażników licząc że może drugi mól książkowy mi to wyjaśni.
-No cóż...-zaczęła Cristal-Czytałam jeszcze książkę o amuletach wiem że każdy z tych nam znanych ma inne właściwości.Takich amuletów jest wiele ale my znamy tylko trzy...Ten który teraz nosisz to pióro feniksa.Powstrzymuje działanie demona lecz go nie przepędza.Drugi to ząb od 50 do 70 letniego smoka,który przepędza demona.No i jeszcze ten ostatni ...zaklęty kryształ...on wypędza demona lub daje nad nim swego rodzaju kontrolę...
-Na jakiej zasadzie?
-No np.może przywołać jego siłę na zawołanie i nie może roztawać się z kryształem bo...mogą nastąpić skutki uboczne.Ma on bardzo wiele właściwości...To znaczy ten amulet...
-Ciekawe...ciekawe.
-Lepiej tego nie próbuj...-uprzedziła.
-Spokojnie.Wolę siebie taką jaka jestem.Jeśli mam być lepsza,silniejsza to wolę sama na to zapracować...
Wróciłam do legowisk.Na miejscu czekała na mnie Róża.Podbiegłam do niej z nadzieją że coś się wydarzyło jednak...jednak nie...Chciała tylko spytać gdzie się znowu szwendałam.
Tak więc zrobiłam to co zwykłam robić.Wlazłam na drzewo i się zdrzemnęłam.
Od Kevina: Nareszcie spokój.
Więc nareszcie się udało. W watasze znów zapanował spokój...Przynajmniej na razie. Odkąd tu jestem zauważyłem, że to rzadkie zdarzenie.Po chwili spostrzegłem Mike'a, ale wyglądał jakby nie był w nastroju...Nie chodzi mi o to, iż był zdenerwowany czy smutny...Po prostu nigdy go takiego nie widziałem.
-Co się stało?-zapytałem go.
-O co ci znowu chodzi?-odparł.
-Wyglądasz jakbyś nie miał nastroju...To przez te słowa Luny?
-To, że używam tylko cienia? Nie no co ty nie jestem na tyle głupi żeby się tym przejmować.-powiedział z uśmiechem. Ja jednak popatrzyłem na niego.-To nie tak, że nie umiem walczyć...-dodał szybko.
-Jeśli pociesze cię tym to dla mnie jest niemożliwe pokonanie ciebie.
-Bo ty jesteś-nagle zatrzymał się.-Miałem nikogo nie obrażać więc skończmy temat.
Zaraz...Powstrzymał się? Chyba, że to...
-Nadzór Sashy?
Przytaknął.
-Od kiedy ty kogoś słuchasz?-byłem zdziwiony. Mike wykonujący czyjeś rozkazy?
-Powiedzmy, ze coś jej zawdzięczam...Co nie znaczy, ze nie będę sobą! O tym możesz zapomnieć-i tu jego uśmieszek...Dobra, a już myślałem, że się zmienił. A może to i lepiej? Takiego Mike'a znam. I wolę żeby tak zostało.
Więc nareszcie się udało. W watasze znów zapanował spokój...Przynajmniej na razie. Odkąd tu jestem zauważyłem, że to rzadkie zdarzenie.Po chwili spostrzegłem Mike'a, ale wyglądał jakby nie był w nastroju...Nie chodzi mi o to, iż był zdenerwowany czy smutny...Po prostu nigdy go takiego nie widziałem.
-Co się stało?-zapytałem go.
-O co ci znowu chodzi?-odparł.
-Wyglądasz jakbyś nie miał nastroju...To przez te słowa Luny?
-To, że używam tylko cienia? Nie no co ty nie jestem na tyle głupi żeby się tym przejmować.-powiedział z uśmiechem. Ja jednak popatrzyłem na niego.-To nie tak, że nie umiem walczyć...-dodał szybko.
-Jeśli pociesze cię tym to dla mnie jest niemożliwe pokonanie ciebie.
-Bo ty jesteś-nagle zatrzymał się.-Miałem nikogo nie obrażać więc skończmy temat.
Zaraz...Powstrzymał się? Chyba, że to...
-Nadzór Sashy?
Przytaknął.
-Od kiedy ty kogoś słuchasz?-byłem zdziwiony. Mike wykonujący czyjeś rozkazy?
-Powiedzmy, ze coś jej zawdzięczam...Co nie znaczy, ze nie będę sobą! O tym możesz zapomnieć-i tu jego uśmieszek...Dobra, a już myślałem, że się zmienił. A może to i lepiej? Takiego Mike'a znam. I wolę żeby tak zostało.
Od Luny:
Szkoda gadać...Już bez Elzy krucho u mnie z samokontrolą,a teraz?
Gdy wpadłam do klatki przyfasoliłam głową w kraty.
-Ał!
Usiadłam masując głowę.Otaczała mnie mnie grupka wilków.Po chwili podbiegła do mnie Róża z kilkoma pozostałymi.Warknęłam.Zza krat przypatrywała mi się Kler.
-I co teraz?-spytała nie odrywając ode mnie wzroku.
-Nie wiem...-odparł Rubin.
-Jak długo możecie ją tak utrzymać?
-Pożyjemy zobaczymy.-odpowiedziała jej Sascha-Ale tak teoretycznie do puki będziemy przytomni.
-Zaczekam.-odpowiedziałam spokojnie.
Większość wilków odeszła.Jedni się naradzali inni natomiast poszli w swoją stronę,a godziny mijały.Ja siedziałam sobie spokojnie w klatce.Powoli zapadał zmrok.Wtedy otworzyłam szerzej oczy i przyjrzałam się uważnie pilnującym mnie wilkom.Rubin i Sascha byli nadal skupieni i jeszcze nie znużeni.Położyłam się więc i zasnęłam.
Gdy się obudziłam była może druga..?Rubin wyglądał na sennego lecz Sascha,choć z podwójnym wysiłkiem nadal podtrzymywała zaklęcie.Ziewnęłam.
-Jak tam zdrówko?-spytałam z uśmiechem.
-Dobrze.-mruknęła-A u ciebie?
-Jak widać-powiedziałam przeciągając się-Rubin?Jak tam nerwy?Nadal sprawne?
-Noo...-mrukną.
Uśmiechnęłam się.Rubin już wymiękał.Było to słychać w jego głosie.
Położyłam się jeszcze raz i zasnęłam.
Już świtało gdy znów otworzyłam oczy.Byłam trzeźwa i wypoczęta.Na noc zostali tylko Sascha i Rubin,ale on już spał. Sascha ledwo trzymała się na łapach.Jednak wciąż odczuwałam działanie zaklęć.
-Stalowe nerwy...-skomentowałam.
-Milcz...-mruknęła.
Pod klatkę podszedł Mike.Zaraz potem Kler i Cristal.
-Masz to?-spytała pośpiesznie Kler Cristal.
-Nie,ale Dante i Winter są już na tropie.
-Myślisz że się wyrobią?
-Nie wiem...
-O czym mówicie?-spytałam.
Nie otrzymałam jednak odpowiedzi.Naglę poczułam swobodę.Obejrzałam się na lewo.
Sascha leżała płasko na ziemi.Uśmiechnęłam się do wilków zebranych wokół.Zrobiłam krok w tył i nakazałam roślinie obok oplątać zawiasy.Następnie z całej siły naparłam na furtkę.Nie udało się.Ktoś jeszcze próbował podtrzymać zaklęcie lecz ktoś słabszy...Zauważyłam że Kler i Cristal są jakieś spięte.
-Co?Bawimy się w magów?
Potem wzięłam największy możliwy rozpęd i zderzyłam się z furtką.
Zawiasy puściły,a ja wypadłam na trawę.Wpadłabym na Mike'a gdyby w ostatniej chwili nie przeniósł się do cienia Kler.Wyprostowałam się i zmierzyłam wzrokiem całą trójkę(nie liczę tych nieprzytomnych).Mike próbował mnie znów sprowokować,ale po nocy spędzonej w takim nastroju...no cóż...
-No to na czym stanęło?-spytałam-Mike nie umiesz walczyć normalnie?Tylko poprzez cień?Kiedyśmy ostatnio mieli potyczkę?A no tak, nad jeziorem!Wcześniej mnie napadłeś po tym jak nie udały ci się przeprosiny.A no i jeszcze kiedyś dręczyły mnie koszmary, z tobą w roli głównej!Bałam się ciebie.Jednakże teraz...Teraz nie wydajesz mi się taki...taki...groźny.
-Jakoś to przeboleje.-odparł z uśmiechem.
-Starczy tego.Mam już tego wszystkiego dosyć.Tych wszystkich demonów..z jednym tylko wyjątkiem..Elzy..Ona dała mi to o czym marzyłam.
-Ambitne.-skomentował-Stać się marionetką psychopatki...Tak na pewno wiele osób przed tobą o tym marzyło.
Uśmiechnęłam się.
-Nadal nie zmierzyliśmy się w równej walce...-mruknęłam ponuro.
-Co?
-Zawsze miałeś nade mną jakąś przewagę.
-No...w sumie zawsze...A myślisz że teraz będzie równa?
-Nie. Nigdy nie będzie.
Wtedy wpadł na mnie Zek z jakimś idiotycznym okrzykiem.Przewrócił mnie.Odtrąciłam basiora.Ledwo wstałam a z góry runą na mnie Dante zarzucając mi na szyję jakiś naszyjnik.
Zesztywniałam.Naglę zakręciło mi się w głowie.Upadłam na ziemię.
Gdy się ocknęłam byłam w mojej jaskini...sama.Była czysta odkurzona.Czułam się jakoś inaczej...normalnie...chyba tak to się nazywa....a z resztą teraz wszystko wydawało się inne.Spojrzałam na to coś co wciśnięto mi na szyję.Był to sznurek z przymocowanym piórem.Żółtawo,czerwono,pomarańczowym.Wstałam i wyszłam z jaskini.Nikogo nie było w pobliżu zdawało mi się że to sen,ale po chwili zobaczyłam kogoś wśród zarośli.Chwilę zajęło mi zorientowanie się że to Róża.
Podbiegła do mnie pośpiesznie.
-Luna?Dobrze się czujesz?
-Nie znoszę wisiorków...-skomentowałam ponuro-ale oprócz tego w porządku.
-To dobrze...
-Wiem,ale czy Elza...
-Chyba nie.
-Mniejsza o to.Głodna jestem.
Siostra roześmiała się tylko i wyciągnęła z zagłębienia w ścianie świeżo upolowanego zająca.
-Węch ci się pogorszył?-roześmiała się.
Już od dawna nie widziałam jej w tak dobrym nastroju.Odbiegła,a ja z apetytem i w pośpiechu spałaszowałam zwierze.Wybiegłam z jaskini w wskoczyłam na moją gałąź.Objęłam konar drzewa i ułożyłam się wygodnie na moim ukochanym miejscu...
,,Wszędzie dobrze ,ale na drzewie najlepiej"pomyślałam zamykając oczy.
Szkoda gadać...Już bez Elzy krucho u mnie z samokontrolą,a teraz?
Gdy wpadłam do klatki przyfasoliłam głową w kraty.
-Ał!
Usiadłam masując głowę.Otaczała mnie mnie grupka wilków.Po chwili podbiegła do mnie Róża z kilkoma pozostałymi.Warknęłam.Zza krat przypatrywała mi się Kler.
-I co teraz?-spytała nie odrywając ode mnie wzroku.
-Nie wiem...-odparł Rubin.
-Jak długo możecie ją tak utrzymać?
-Pożyjemy zobaczymy.-odpowiedziała jej Sascha-Ale tak teoretycznie do puki będziemy przytomni.
-Zaczekam.-odpowiedziałam spokojnie.
Większość wilków odeszła.Jedni się naradzali inni natomiast poszli w swoją stronę,a godziny mijały.Ja siedziałam sobie spokojnie w klatce.Powoli zapadał zmrok.Wtedy otworzyłam szerzej oczy i przyjrzałam się uważnie pilnującym mnie wilkom.Rubin i Sascha byli nadal skupieni i jeszcze nie znużeni.Położyłam się więc i zasnęłam.
Gdy się obudziłam była może druga..?Rubin wyglądał na sennego lecz Sascha,choć z podwójnym wysiłkiem nadal podtrzymywała zaklęcie.Ziewnęłam.
-Jak tam zdrówko?-spytałam z uśmiechem.
-Dobrze.-mruknęła-A u ciebie?
-Jak widać-powiedziałam przeciągając się-Rubin?Jak tam nerwy?Nadal sprawne?
-Noo...-mrukną.
Uśmiechnęłam się.Rubin już wymiękał.Było to słychać w jego głosie.
Położyłam się jeszcze raz i zasnęłam.
Już świtało gdy znów otworzyłam oczy.Byłam trzeźwa i wypoczęta.Na noc zostali tylko Sascha i Rubin,ale on już spał. Sascha ledwo trzymała się na łapach.Jednak wciąż odczuwałam działanie zaklęć.
-Stalowe nerwy...-skomentowałam.
-Milcz...-mruknęła.
Pod klatkę podszedł Mike.Zaraz potem Kler i Cristal.
-Masz to?-spytała pośpiesznie Kler Cristal.
-Nie,ale Dante i Winter są już na tropie.
-Myślisz że się wyrobią?
-Nie wiem...
-O czym mówicie?-spytałam.
Nie otrzymałam jednak odpowiedzi.Naglę poczułam swobodę.Obejrzałam się na lewo.
Sascha leżała płasko na ziemi.Uśmiechnęłam się do wilków zebranych wokół.Zrobiłam krok w tył i nakazałam roślinie obok oplątać zawiasy.Następnie z całej siły naparłam na furtkę.Nie udało się.Ktoś jeszcze próbował podtrzymać zaklęcie lecz ktoś słabszy...Zauważyłam że Kler i Cristal są jakieś spięte.
-Co?Bawimy się w magów?
Potem wzięłam największy możliwy rozpęd i zderzyłam się z furtką.
Zawiasy puściły,a ja wypadłam na trawę.Wpadłabym na Mike'a gdyby w ostatniej chwili nie przeniósł się do cienia Kler.Wyprostowałam się i zmierzyłam wzrokiem całą trójkę(nie liczę tych nieprzytomnych).Mike próbował mnie znów sprowokować,ale po nocy spędzonej w takim nastroju...no cóż...
-No to na czym stanęło?-spytałam-Mike nie umiesz walczyć normalnie?Tylko poprzez cień?Kiedyśmy ostatnio mieli potyczkę?A no tak, nad jeziorem!Wcześniej mnie napadłeś po tym jak nie udały ci się przeprosiny.A no i jeszcze kiedyś dręczyły mnie koszmary, z tobą w roli głównej!Bałam się ciebie.Jednakże teraz...Teraz nie wydajesz mi się taki...taki...groźny.
-Jakoś to przeboleje.-odparł z uśmiechem.
-Starczy tego.Mam już tego wszystkiego dosyć.Tych wszystkich demonów..z jednym tylko wyjątkiem..Elzy..Ona dała mi to o czym marzyłam.
-Ambitne.-skomentował-Stać się marionetką psychopatki...Tak na pewno wiele osób przed tobą o tym marzyło.
Uśmiechnęłam się.
-Nadal nie zmierzyliśmy się w równej walce...-mruknęłam ponuro.
-Co?
-Zawsze miałeś nade mną jakąś przewagę.
-No...w sumie zawsze...A myślisz że teraz będzie równa?
-Nie. Nigdy nie będzie.
Wtedy wpadł na mnie Zek z jakimś idiotycznym okrzykiem.Przewrócił mnie.Odtrąciłam basiora.Ledwo wstałam a z góry runą na mnie Dante zarzucając mi na szyję jakiś naszyjnik.
Zesztywniałam.Naglę zakręciło mi się w głowie.Upadłam na ziemię.
Gdy się ocknęłam byłam w mojej jaskini...sama.Była czysta odkurzona.Czułam się jakoś inaczej...normalnie...chyba tak to się nazywa....a z resztą teraz wszystko wydawało się inne.Spojrzałam na to coś co wciśnięto mi na szyję.Był to sznurek z przymocowanym piórem.Żółtawo,czerwono,pomarańczowym.Wstałam i wyszłam z jaskini.Nikogo nie było w pobliżu zdawało mi się że to sen,ale po chwili zobaczyłam kogoś wśród zarośli.Chwilę zajęło mi zorientowanie się że to Róża.
Podbiegła do mnie pośpiesznie.
-Luna?Dobrze się czujesz?
-Nie znoszę wisiorków...-skomentowałam ponuro-ale oprócz tego w porządku.
-To dobrze...
-Wiem,ale czy Elza...
-Chyba nie.
-Mniejsza o to.Głodna jestem.
Siostra roześmiała się tylko i wyciągnęła z zagłębienia w ścianie świeżo upolowanego zająca.
-Węch ci się pogorszył?-roześmiała się.
Już od dawna nie widziałam jej w tak dobrym nastroju.Odbiegła,a ja z apetytem i w pośpiechu spałaszowałam zwierze.Wybiegłam z jaskini w wskoczyłam na moją gałąź.Objęłam konar drzewa i ułożyłam się wygodnie na moim ukochanym miejscu...
,,Wszędzie dobrze ,ale na drzewie najlepiej"pomyślałam zamykając oczy.
Od Mike'a: Realizacja planu.
Tak właściwie to moje zadanie to było granie na czas. Czekaliśmy głównie na wieści od Winter, Cristal i innych.
-Zaczyna mi się to nudzić. Może po prostu zaczniemy walkę?-pokręciła oczami Luna. Nagle zauważyliśmy naszych strażników.
-To oni.-powiedziałem do mojej siostry. Ona od razu do nich pobiegła i zaczęli o czymś rozmawiać.-Szybko, szybko, szybko-powtarzałem wciąż w myślach. Po chwili Sasha wróciła do mnie i przekazała mi plan.
-Hmm...Zawsze lepsze to niż nic.-powiedziałem i zacząłem działać.-Śmieszne! Ty? Nawet muchy byś nie potrafiła zabić! A co dopiero mnie!-powiedziałem z uśmieszkiem. Wilczyca od razu zdenerwowała się. Co, jak co, ale wkurzanie innych można zaliczyć do mojego talentu.
-Co!? Ty...-zaczęła i rzuciła się na mnie. Ja od razu odskoczyłem.
-No tak...Zapomniałem, że jesteś taka wolna! Może trochę zwolnić specjalnie dla ciebie?
Ona znów zaczęła atakować, a ja za każdym razem odskakiwałem. Gdy zaczęło mnie to męczyć użyłem tej taktyki co zawsze, w końcu jestem demonem cienia tak? W oddali ujrzałem innych z klatką. Ok czas zacząć drugą cześć planu. Zmieniłem się w cień i byłem przed samą klatką. Ona w furii bez namysłu skoczyła na mnie. Szybko się odchyliłem, jednak ona zadrapała mnie lekko. Tym samym na szczęście wpadła też do klatki którą magią chronili Rubin i Sasha. Szczerze zapomniałem, ze ona tez zna się na magii.
-Szybko zamknijcie ją!-krzyknąłem. Klatka tylko głośno trzasnęła.
I co teraz Luna?
Tak właściwie to moje zadanie to było granie na czas. Czekaliśmy głównie na wieści od Winter, Cristal i innych.
-Zaczyna mi się to nudzić. Może po prostu zaczniemy walkę?-pokręciła oczami Luna. Nagle zauważyliśmy naszych strażników.
-To oni.-powiedziałem do mojej siostry. Ona od razu do nich pobiegła i zaczęli o czymś rozmawiać.-Szybko, szybko, szybko-powtarzałem wciąż w myślach. Po chwili Sasha wróciła do mnie i przekazała mi plan.
-Hmm...Zawsze lepsze to niż nic.-powiedziałem i zacząłem działać.-Śmieszne! Ty? Nawet muchy byś nie potrafiła zabić! A co dopiero mnie!-powiedziałem z uśmieszkiem. Wilczyca od razu zdenerwowała się. Co, jak co, ale wkurzanie innych można zaliczyć do mojego talentu.
-Co!? Ty...-zaczęła i rzuciła się na mnie. Ja od razu odskoczyłem.
-No tak...Zapomniałem, że jesteś taka wolna! Może trochę zwolnić specjalnie dla ciebie?
Ona znów zaczęła atakować, a ja za każdym razem odskakiwałem. Gdy zaczęło mnie to męczyć użyłem tej taktyki co zawsze, w końcu jestem demonem cienia tak? W oddali ujrzałem innych z klatką. Ok czas zacząć drugą cześć planu. Zmieniłem się w cień i byłem przed samą klatką. Ona w furii bez namysłu skoczyła na mnie. Szybko się odchyliłem, jednak ona zadrapała mnie lekko. Tym samym na szczęście wpadła też do klatki którą magią chronili Rubin i Sasha. Szczerze zapomniałem, ze ona tez zna się na magii.
-Szybko zamknijcie ją!-krzyknąłem. Klatka tylko głośno trzasnęła.
I co teraz Luna?
sobota, 15 lutego 2014
Profil wilka Dantego

Imię:Dante
Płeć:samiec
Wiek: 2 lata
Partner: szuka
Rodzina:banda oszołomów
Szczeniaki:brak
Ranga: Kryształowy Strażnik
Charakter:cichy,łagodny,uprzejmy,skryty lecz dla przyjaciół otwarty i rozmowny natomiast w czasie walki stara się być zawsze tam gdzie jest potrzebny,gotów poświęcić wiele dla dobra ogółu,wierny watasze,skłonny do poświęceń.
Historia:Wychowałem się wśród licznego rodzeństwa.Nie miałem tam jak się czymkolwiek wykazać. Żadnych szans na wyróżnienie się czymś.Robiłem co mogłem,ale całe starania spełzały na niczym.W końcu w wieku 1,5 roku uciekłem.Gdzieś tam po drodze jakoś tak wyszło że zaproponowano mi zostanie Kryształowym Strażnikiem.Wreszcie mogłem się jakoś wykazać dołączyłem więc do nich.Nie byłem uśpiony...Oficjalnie strażnikiem zostałem niedawno.
Pozycja: Omega-Kryształowy wilk-
Magiczne stworzenie/a: Keri
Magiczny Przedmiot:
Żywioł główny:natura
Umiejętności:jest świetnym lotnikiem,manipuluje roślinami.

Imię:Dante
Płeć:samiec
Wiek: 2 lata
Partner: szuka
Rodzina:banda oszołomów
Szczeniaki:brak
Ranga: Kryształowy Strażnik
Charakter:cichy,łagodny,uprzejmy,skryty lecz dla przyjaciół otwarty i rozmowny natomiast w czasie walki stara się być zawsze tam gdzie jest potrzebny,gotów poświęcić wiele dla dobra ogółu,wierny watasze,skłonny do poświęceń.
Historia:Wychowałem się wśród licznego rodzeństwa.Nie miałem tam jak się czymkolwiek wykazać. Żadnych szans na wyróżnienie się czymś.Robiłem co mogłem,ale całe starania spełzały na niczym.W końcu w wieku 1,5 roku uciekłem.Gdzieś tam po drodze jakoś tak wyszło że zaproponowano mi zostanie Kryształowym Strażnikiem.Wreszcie mogłem się jakoś wykazać dołączyłem więc do nich.Nie byłem uśpiony...Oficjalnie strażnikiem zostałem niedawno.
Pozycja: Omega-Kryształowy wilk-
Magiczne stworzenie/a: Keri
Magiczny Przedmiot:
Żywioł główny:natura
Umiejętności:jest świetnym lotnikiem,manipuluje roślinami.
od Dantego: Gdybym miał amulet...
Dzień był piękny.Ja leżałem na kamieniu w naszej jaskini.Valiente przyglądała się sobie w lustrze.Cristal czytała książkę pod tytułem ''Sposób na demona".Ze znudzeniem jej się przyglądałem.Była taka skupiona...Obawiam się że nie licząc Winter tylko ona bardziej zainteresowała się opętaniem Luny.A właśnie Winter ostatnio rzadko przebywała u nas,tak jakby nie należała do strażników.Przez chwilę zastanawiałem się nad tą kwestią,aż usłyszałem głos Cristal:
-Cytuję:''...by uwolnić wilka lub wilczycę od demona tego typu potrzeba jednej z dwóch rzeczy.Jedna to talizman np.pióro dorosłego samca feniksa,ząb od 50-70 letniego smoka lub jeden z niewielu zaklętych kryształów.Są też inne.Można też przywołać silne wspomnienie pobudzające odczucia bądź utworzyć nowe''.
-Co to ma znaczyć?-spytałem.
-Szukałam metody uwolnienia Luny.Jest ich wiele,ale na razie mam tylko te dwie.
-To już coś...
-Dante chodź ze mną.
Poszliśmy gdzieś w las.Cristal twierdziła że mogą być tam te kryształy.Włuczyliśmy się tam jakieś dwie godziny,ale żadnych efektów nie uzyskaliśmy.
-No dobra wracajmy...-westchnęła-Nic tu po nas...
Gdy wróciliśmy w jaskini była Winter z małym zadrapaniem,a Valiente wyglądała na wściekłą.
Gdy wszystko nam wyjaśniła pobiegliśmy na miejsce.Ja bym poleciał ale nie chciałem robić przykrości Winter bo ona nie mogła.
-To co teraz?-spytała Kler.
-No...na razie wpadłam tylko na to by ich sprowadzić...-wytłumaczyła wilczyca.
-Jakieś pomysły?-zagadnąłem Cristal widząc jak przypatruje się trójce wilków.
-Gdybyśmy mieli amulet...jakikolwiek,moglibyśmy go użyć by choć zatrzymać działanie Elzy....Ale nie may amuletu...żadnego...
-Czyli...?
-Możemy spróbować ją schwytać,złapać i umieścić w jakiejś zamkniętej przestrzeni.Chroniąc to pomieszczenie magią.
-A jak chcesz to zrobić?Najpierw trzeba ją pokonać.
-O ile się nie mylę tamta to demon i po naszej stronie.Więc nie jest aż tak źle...-powiedziała z nutką optymizmu.
-Tyle że-wtrąciła Kler-zapominacie o jednej rzeczy...Elza może też konserwować energię...Pomyślcie tylko ile jej zgromadziła przez rok.
-Nie traćmy nadziei-rzucił Zek przecie jest szansa że zużyła ją wcześniej.Podczas poprzednich ataków.
-Pobierać ją może też z innych istot nie dość silnych by się jej postawić.-kontynuowała wilczyca.
-Ech...przestańcie-westchnęła Cristal-Tak czy inaczej musimy spróbować.
-Popieram-dodałem.
Dzień był piękny.Ja leżałem na kamieniu w naszej jaskini.Valiente przyglądała się sobie w lustrze.Cristal czytała książkę pod tytułem ''Sposób na demona".Ze znudzeniem jej się przyglądałem.Była taka skupiona...Obawiam się że nie licząc Winter tylko ona bardziej zainteresowała się opętaniem Luny.A właśnie Winter ostatnio rzadko przebywała u nas,tak jakby nie należała do strażników.Przez chwilę zastanawiałem się nad tą kwestią,aż usłyszałem głos Cristal:
-Cytuję:''...by uwolnić wilka lub wilczycę od demona tego typu potrzeba jednej z dwóch rzeczy.Jedna to talizman np.pióro dorosłego samca feniksa,ząb od 50-70 letniego smoka lub jeden z niewielu zaklętych kryształów.Są też inne.Można też przywołać silne wspomnienie pobudzające odczucia bądź utworzyć nowe''.
-Co to ma znaczyć?-spytałem.
-Szukałam metody uwolnienia Luny.Jest ich wiele,ale na razie mam tylko te dwie.
-To już coś...
-Dante chodź ze mną.
Poszliśmy gdzieś w las.Cristal twierdziła że mogą być tam te kryształy.Włuczyliśmy się tam jakieś dwie godziny,ale żadnych efektów nie uzyskaliśmy.
-No dobra wracajmy...-westchnęła-Nic tu po nas...
Gdy wróciliśmy w jaskini była Winter z małym zadrapaniem,a Valiente wyglądała na wściekłą.
Gdy wszystko nam wyjaśniła pobiegliśmy na miejsce.Ja bym poleciał ale nie chciałem robić przykrości Winter bo ona nie mogła.
-To co teraz?-spytała Kler.
-No...na razie wpadłam tylko na to by ich sprowadzić...-wytłumaczyła wilczyca.
-Jakieś pomysły?-zagadnąłem Cristal widząc jak przypatruje się trójce wilków.
-Gdybyśmy mieli amulet...jakikolwiek,moglibyśmy go użyć by choć zatrzymać działanie Elzy....Ale nie may amuletu...żadnego...
-Czyli...?
-Możemy spróbować ją schwytać,złapać i umieścić w jakiejś zamkniętej przestrzeni.Chroniąc to pomieszczenie magią.
-A jak chcesz to zrobić?Najpierw trzeba ją pokonać.
-O ile się nie mylę tamta to demon i po naszej stronie.Więc nie jest aż tak źle...-powiedziała z nutką optymizmu.
-Tyle że-wtrąciła Kler-zapominacie o jednej rzeczy...Elza może też konserwować energię...Pomyślcie tylko ile jej zgromadziła przez rok.
-Nie traćmy nadziei-rzucił Zek przecie jest szansa że zużyła ją wcześniej.Podczas poprzednich ataków.
-Pobierać ją może też z innych istot nie dość silnych by się jej postawić.-kontynuowała wilczyca.
-Ech...przestańcie-westchnęła Cristal-Tak czy inaczej musimy spróbować.
-Popieram-dodałem.
od Winter: Wszystko toczy się dalej.
Kevin , Kler i Zeke spojrzeli na mnie. Ja nadal wpatrywałam się przed siebie opracowując już plan trasy. Chwila ciszy nie trwała długo, gdyż przerwała ją Luna , która wprost rwała się do walki z Mike 'em i wilczycą stojącą obok niego. Po kilku sekundach odezwała się Kler:
-Co chcesz zrobić ?
- Przywołać posiłki-odpowiedziałam po czym z trudem wzbiłam się w powietrze i poleciałam w stronę jaskini, należącej do strażników naszych terenów. Przez chwilę słyszałam głosy Kler i Kevina , którzy krzyczeli coś o jakimś niebezpieczeństwie ale już po chwili wszystko ucichło. Leciałam przed siebie wśród obłoków, które zasłaniały mi po południowe słońce. Nie cieszyłam się długo lotem ,gdyż zaczęłam tracić kontrolę nad moim skrzydłem.Musiałam więc szybko lądować i resztę drogi przebyć pieszo.
-Już niedaleko-powiedziałam sobie w myślach. Kiedy dotarłam na miejsce i wpadłam do jaskini ujrzałam leżącą Valiente , która przyglądała się swoim pazurom u łapy.
-Gdzie jest Cristal ?- zapytałam zziajana.
-Nie wiem.-odparła krótko wilczyca przyglądając się swojej łapie.
-A Dante ?
-Nie wiem -powtórzyła.
-Nie mówili ci gdzie idą ?-nie dawałam za wygraną., ponieważ musiałam się czegoś dowiedzieć.
-Daj mi że święty spokój !-warknęła.
-To bardzo ważna sprawa dotycząca każdego członka watahy. Powinnaś się trochę zainteresować tą sprawą , a nie leżeć tutaj i oglądać swoje pazury kiedy inni potrzebują pomocy.-powiedziałam swoim zwykłym tonem. Wtedy Valiente wstała cała poirytowana i rozzłoszczona. Rzuciła się na mnie , ale ja odepchnęłam ją.Wilczyca upadła i spojrzała na mnie pełnymi nienawiści oczami.
-Nie chcę z tobą walczyć. Jesteśmy z jednej watahy.-powiedziałam spokojnym głosem. Na nią to jednak nie podziałało. Powtórnie rzuciła się w moją stronę. Użyłam swojej mocy i zniknęłam jej z oczu przesuwając się w bok. Valiente lekko mnie drasnęła po czym wypadła z jaskini wprost na Cristal i Dantego.
-Valiente , co się dzieje ?-zapytała dowódczyni. Wtedy wyszłam z jaskini kierując się w ich stronę, przy okazji spojrzałam na małą ranę na łapie. -Winter co się dzieje?- zapytała ponownie tym razem spoglądając na mnie. -Valiente miała napad złości- odparłam swoim spokojnym głosem wzruszając ramionami. Sama się sobie dziwiłam, przecież ona chciała mnie zabić ! -A tak przy okazji to was szukałam -dodałam po chwili by odbiec od tematu.
- Valiente uspokój się - powiedziała do wilczycy po czym spojrzała na mnie.
-Co to za sprawa ?-wtrącił się Dante , który na razie przyglądał się całemu zajściu. Opowiedziałam im szybko po co tutaj przyszłam po czym wyruszyliśmy w drogę rozmawiając o różnych sprawach. W połowie drogi dołączyła do nas Valiente , która spoglądała na mnie raz po raz tymi swoimi oczami nienawiści. Kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce ruszyłam w stronę Kevina. Spojrzał na mnie i na strażników po czym powiedział: -W samą porę.
Kevin , Kler i Zeke spojrzeli na mnie. Ja nadal wpatrywałam się przed siebie opracowując już plan trasy. Chwila ciszy nie trwała długo, gdyż przerwała ją Luna , która wprost rwała się do walki z Mike 'em i wilczycą stojącą obok niego. Po kilku sekundach odezwała się Kler:
-Co chcesz zrobić ?
- Przywołać posiłki-odpowiedziałam po czym z trudem wzbiłam się w powietrze i poleciałam w stronę jaskini, należącej do strażników naszych terenów. Przez chwilę słyszałam głosy Kler i Kevina , którzy krzyczeli coś o jakimś niebezpieczeństwie ale już po chwili wszystko ucichło. Leciałam przed siebie wśród obłoków, które zasłaniały mi po południowe słońce. Nie cieszyłam się długo lotem ,gdyż zaczęłam tracić kontrolę nad moim skrzydłem.Musiałam więc szybko lądować i resztę drogi przebyć pieszo.
-Już niedaleko-powiedziałam sobie w myślach. Kiedy dotarłam na miejsce i wpadłam do jaskini ujrzałam leżącą Valiente , która przyglądała się swoim pazurom u łapy.
-Gdzie jest Cristal ?- zapytałam zziajana.
-Nie wiem.-odparła krótko wilczyca przyglądając się swojej łapie.
-A Dante ?
-Nie wiem -powtórzyła.
-Nie mówili ci gdzie idą ?-nie dawałam za wygraną., ponieważ musiałam się czegoś dowiedzieć.
-Daj mi że święty spokój !-warknęła.
-To bardzo ważna sprawa dotycząca każdego członka watahy. Powinnaś się trochę zainteresować tą sprawą , a nie leżeć tutaj i oglądać swoje pazury kiedy inni potrzebują pomocy.-powiedziałam swoim zwykłym tonem. Wtedy Valiente wstała cała poirytowana i rozzłoszczona. Rzuciła się na mnie , ale ja odepchnęłam ją.Wilczyca upadła i spojrzała na mnie pełnymi nienawiści oczami.
-Nie chcę z tobą walczyć. Jesteśmy z jednej watahy.-powiedziałam spokojnym głosem. Na nią to jednak nie podziałało. Powtórnie rzuciła się w moją stronę. Użyłam swojej mocy i zniknęłam jej z oczu przesuwając się w bok. Valiente lekko mnie drasnęła po czym wypadła z jaskini wprost na Cristal i Dantego.
-Valiente , co się dzieje ?-zapytała dowódczyni. Wtedy wyszłam z jaskini kierując się w ich stronę, przy okazji spojrzałam na małą ranę na łapie. -Winter co się dzieje?- zapytała ponownie tym razem spoglądając na mnie. -Valiente miała napad złości- odparłam swoim spokojnym głosem wzruszając ramionami. Sama się sobie dziwiłam, przecież ona chciała mnie zabić ! -A tak przy okazji to was szukałam -dodałam po chwili by odbiec od tematu.
- Valiente uspokój się - powiedziała do wilczycy po czym spojrzała na mnie.
-Co to za sprawa ?-wtrącił się Dante , który na razie przyglądał się całemu zajściu. Opowiedziałam im szybko po co tutaj przyszłam po czym wyruszyliśmy w drogę rozmawiając o różnych sprawach. W połowie drogi dołączyła do nas Valiente , która spoglądała na mnie raz po raz tymi swoimi oczami nienawiści. Kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce ruszyłam w stronę Kevina. Spojrzał na mnie i na strażników po czym powiedział: -W samą porę.
sobota, 8 lutego 2014
Od Winter:
Po kilku minutach byłam pewna , że to oni. W cieniu drzewa pod , którym stali sierść Kler zrobiła się czarna , a jej znaki zaczęły świecić. Podeszłam więc do nich i usiadłam obok. Przez chwilę przysłuchiwałam się rozmowie , która nie została przeze mnie przerwana , widocznie mnie nie zauważyli , a przecież nie użyłam swojej mocy. Po chwili siedzenia w milczeniu odezwałam się: - Fajnie , że sobie tutaj rozmawiacie, ale moglibyście chociaż dać znak , że żyjecie. W tej samej chwili trzy pary oczu zwróciły się w moją stronę. - A poza tym moglibyście powiedzieć chociaż ,,cześć'' na powitanie - dodałam. -Winter , skąd się tutaj wzięłaś ?- zapytał Kevin. -Doszłam tutaj po waszych śladach. Kiedy spojrzałam na Kler zauważyłam , że coś zwróciło jej uwagę. Powiodłam za jej wzrokiem prosto na moje skrzydło. Spojrzałam na bandaż. Był lekko przesiąknięty krwią zapewne po przebytym locie. -Mocno oberwałaś ?-spytała Kler tym razem patrząc mi prosto w twarz. -Mogło być gorzej -odparłam wzruszając ramionami. Po chwili odezwał się Zeke: -Ostrzegłaś już watahę? -Tak , ale nie wiem czy to coś w ogóle da. W końcu Luna może przyjść , w każdej chwili. -odpowiedziałam. Przez chwilę wszyscy razem staliśmy w milczeniu. - Ruszajmy już -powiedział Kevin kierując się w stronę watahy. Całą czwórką ruszyliśmy w drogę. Miałam do nich kilka pytań jak to ja , ale wolałam nie przerywać ciszy. Było tak cicho i spokojnie jakby nigdy nic. W końcu dotarliśmy na miejsce. Nagle usłyszeliśmy jakieś krzyki. -Co jest ?-spytał Zeke. Po chwili znowu dały się słyszeć dźwięki tym razem szamotaniny. Wszyscy ruszyliśmy w stronę , z której dobiegały. Po chwili dotarliśmy przed jaskinię Róży i Rubina. Na miejscu już była Luna , przed nią stała Róża, Mike i jakaś wilczyca. Róża chciała rzucić się na siostrę, ale Mike i ta wilczyca ją powstrzymali. -Co robimy?-spytała Kler. - Myślę , że powinniśmy im pomóc - odparł Kevin. -Tylko , że to i tak ,by nic nie dało. W końcu Luna jest zbyt silna.-dopowiedział Zeke. Myślałam intensywnie , aż wreszcie mnie oświeciło: -Chyba znam kogoś kto mógłby nam pomóc
Po kilku minutach byłam pewna , że to oni. W cieniu drzewa pod , którym stali sierść Kler zrobiła się czarna , a jej znaki zaczęły świecić. Podeszłam więc do nich i usiadłam obok. Przez chwilę przysłuchiwałam się rozmowie , która nie została przeze mnie przerwana , widocznie mnie nie zauważyli , a przecież nie użyłam swojej mocy. Po chwili siedzenia w milczeniu odezwałam się: - Fajnie , że sobie tutaj rozmawiacie, ale moglibyście chociaż dać znak , że żyjecie. W tej samej chwili trzy pary oczu zwróciły się w moją stronę. - A poza tym moglibyście powiedzieć chociaż ,,cześć'' na powitanie - dodałam. -Winter , skąd się tutaj wzięłaś ?- zapytał Kevin. -Doszłam tutaj po waszych śladach. Kiedy spojrzałam na Kler zauważyłam , że coś zwróciło jej uwagę. Powiodłam za jej wzrokiem prosto na moje skrzydło. Spojrzałam na bandaż. Był lekko przesiąknięty krwią zapewne po przebytym locie. -Mocno oberwałaś ?-spytała Kler tym razem patrząc mi prosto w twarz. -Mogło być gorzej -odparłam wzruszając ramionami. Po chwili odezwał się Zeke: -Ostrzegłaś już watahę? -Tak , ale nie wiem czy to coś w ogóle da. W końcu Luna może przyjść , w każdej chwili. -odpowiedziałam. Przez chwilę wszyscy razem staliśmy w milczeniu. - Ruszajmy już -powiedział Kevin kierując się w stronę watahy. Całą czwórką ruszyliśmy w drogę. Miałam do nich kilka pytań jak to ja , ale wolałam nie przerywać ciszy. Było tak cicho i spokojnie jakby nigdy nic. W końcu dotarliśmy na miejsce. Nagle usłyszeliśmy jakieś krzyki. -Co jest ?-spytał Zeke. Po chwili znowu dały się słyszeć dźwięki tym razem szamotaniny. Wszyscy ruszyliśmy w stronę , z której dobiegały. Po chwili dotarliśmy przed jaskinię Róży i Rubina. Na miejscu już była Luna , przed nią stała Róża, Mike i jakaś wilczyca. Róża chciała rzucić się na siostrę, ale Mike i ta wilczyca ją powstrzymali. -Co robimy?-spytała Kler. - Myślę , że powinniśmy im pomóc - odparł Kevin. -Tylko , że to i tak ,by nic nie dało. W końcu Luna jest zbyt silna.-dopowiedział Zeke. Myślałam intensywnie , aż wreszcie mnie oświeciło: -Chyba znam kogoś kto mógłby nam pomóc
niedziela, 2 lutego 2014
od Luny: Dwa demonki.
Nie śpieszyło mi się, szłam sobie powoli.Wypatrywałam członków watahy jednak jak dotąd nikogo nie spotkałam.Tuż przed jaskiniami zatrzymałam się.Naprzeciw mnie stał Rubin.
-O Rubin!Jak dobrze że jesteś!Gdzie Róża?
-W jaskini.
-Waszej?
-Tak-mówił bezbarwnym głosem.
-Nie próbujesz zataić przede mną gdzie przebywa?
-Nie.
Ta rozmowa zaczęła mi się nudzić i już miałam rzucić się ku wilkowi gdy moją uwagę zwrócił znajomy zapach.
-Mike-wyszeptałam z uśmiechem-Jest z Różą w jaskini.Prawda?
Nie otrzymałam odpowiedzi.Potem poczułam kogoś jeszcze.
-Kto jeszcze tam jest?-spytałam.
-Inny demon.
-Więc jest już o dwa za dużo.-rzuciłam i pobiegłam do jaskini Róży mijając Rubina.
Wilczyca była w środku i właśnie rozmawiała z Mike'm i jakąś obcą mi osobą.Byłą to jakaś przerośnięta wiewiórka, żeński odpowiednik Jack'a w skrócie mówiąc.
-No nie jestem pewna...-zaczęła Róża ,ale urwała gdy mnie zobaczyła-Zastanowię się jeszcze a tym czasem nie pogardzę pomocą-szepnęła się do rudej nadal wpatrując się we mnie.
-No!Nareszcie wróciłeś!-zwróciłam się do Mike'a,
I ona mi się przyjrzała.Usłyszałam jeszcze jak mówi demonkowi coś na ucho.Potem usłyszałam jeszcze jego odpowiedź już głośniejszą:
-Tak to na pewno dobry adres...
-No dobra zacznijmy wreszcie zabawę!
Nagle ktoś zaatakował mnie od tyłu.Był to Rybin. Odepchnęłam go szybko.Gdy znów odwróciłam się Róży,Mike'a i rudej rzucili się na mnie.Upadam wypadając z jaskini.Stanęłam na otwartej przestrzeni i warknęłam odsłaniając kły.Róża już miała skoczyć ku mnie jednak oba demony ją powstrzymały.Wilczyca odbiegła najpewniej by odszukać resztę.Stali na przeciw mnie.Wyprostowałam się i zwróciłam do demonicy:
-Może się łaskawie przedstawisz?
-Sascha .
-No i dobra teraz możemy odsłonić kurtynę i niech zacznie się przedstawienie!
Mike?
Nie śpieszyło mi się, szłam sobie powoli.Wypatrywałam członków watahy jednak jak dotąd nikogo nie spotkałam.Tuż przed jaskiniami zatrzymałam się.Naprzeciw mnie stał Rubin.
-O Rubin!Jak dobrze że jesteś!Gdzie Róża?
-W jaskini.
-Waszej?
-Tak-mówił bezbarwnym głosem.
-Nie próbujesz zataić przede mną gdzie przebywa?
-Nie.
Ta rozmowa zaczęła mi się nudzić i już miałam rzucić się ku wilkowi gdy moją uwagę zwrócił znajomy zapach.
-Mike-wyszeptałam z uśmiechem-Jest z Różą w jaskini.Prawda?
Nie otrzymałam odpowiedzi.Potem poczułam kogoś jeszcze.
-Kto jeszcze tam jest?-spytałam.
-Inny demon.
-Więc jest już o dwa za dużo.-rzuciłam i pobiegłam do jaskini Róży mijając Rubina.
Wilczyca była w środku i właśnie rozmawiała z Mike'm i jakąś obcą mi osobą.Byłą to jakaś przerośnięta wiewiórka, żeński odpowiednik Jack'a w skrócie mówiąc.
-No nie jestem pewna...-zaczęła Róża ,ale urwała gdy mnie zobaczyła-Zastanowię się jeszcze a tym czasem nie pogardzę pomocą-szepnęła się do rudej nadal wpatrując się we mnie.
-No!Nareszcie wróciłeś!-zwróciłam się do Mike'a,
I ona mi się przyjrzała.Usłyszałam jeszcze jak mówi demonkowi coś na ucho.Potem usłyszałam jeszcze jego odpowiedź już głośniejszą:
-Tak to na pewno dobry adres...
-No dobra zacznijmy wreszcie zabawę!
Nagle ktoś zaatakował mnie od tyłu.Był to Rybin. Odepchnęłam go szybko.Gdy znów odwróciłam się Róży,Mike'a i rudej rzucili się na mnie.Upadam wypadając z jaskini.Stanęłam na otwartej przestrzeni i warknęłam odsłaniając kły.Róża już miała skoczyć ku mnie jednak oba demony ją powstrzymały.Wilczyca odbiegła najpewniej by odszukać resztę.Stali na przeciw mnie.Wyprostowałam się i zwróciłam do demonicy:
-Może się łaskawie przedstawisz?
-Sascha .
-No i dobra teraz możemy odsłonić kurtynę i niech zacznie się przedstawienie!
Mike?
od Winter: Spotkanie
Kiedy zmierzałam w stronę jaskiń , gdzie ostatnio widziałam Kler, Zeke 'a i Kevina rozmyślałam o tym w jaki sposób można pokonać Elzę i jednocześnie uratować Lunę. Miałam mnóstwo pomysłów jednak po dokładnej analizie sytuacji żaden z nich się nie nadawał .
- Zawsze jest jakieś ,,ale''- pomyślałam. Droga ciągnęła się w nieskończoność. Przystanęłam na chwilę by upewnić się , czy nie minęłam drzew , z których wyszłam przed trzema godzinami. Byłam jednak pewna , że to już nie daleko , ruszyłam więc w dalszą drogę. Gdy spojrzałam na swoje skrzydło , pomyślałam sobie :
- W sumie to mogło być gorzej. Nagle przystanęłam i spojrzałam w bok. Ujrzałam dokładnie te same drzewa , których szukałam. Ruszyłam dalej przechodząc obok drzew i wysokich krzewów , aż wreszcie dotarłam na miejsce , gdzie jeszcze przed kilkoma godzinami spotkałam Elzę. Od razu przypomniał mi się mój sen i po mojej skórze przeszedł dreszcz. Na samą myśl o Elzie można było dostać szału , przynajmniej z mojego punktu widzenia. Przez chwilę stałam w miejscu i przyglądałam się śladom pozostawionym przez członków watahy. Po kilku minutowych oględzinach ruszyłam ich tropem. Znalezienie ich nie sprawiało mi żadnego problemu , jednak po ponad pół godziny zgubiłam ich ślady. Wracałam się kilkakrotnie w tą i z powrotem , ale to i tak nic nie dało. Postanowiłam więc wzbić się w niebo i tak ich odnaleźć. Kilka razy razy próbowałam polecieć , lecz każda próba spełzła na niczym. Już miałam się poddać, kiedy nagle ogarnęła mnie niewytłumaczalna siła , która ,, kazała '' mi próbować dalej. Nie mogłam opisać mojego szczęścia kiedy udało mi się wzbić się w powietrze. Oczywiście nie obyło się bez pewnych komplikacji , ale jednak dałam sobie radę. Rozkoszowałam się każdą sekundą lecąc z niewiarygodną prędkością , niedługo jednak musiałam zwolnić , gdyż rana zaczęła dawać o sobie znać. Leciałam dokładnie przyglądając się mijanym terenom. Wkrótce ujrzałam trzy postacie stojące w cieniu drzewa. Zwolniłam i bezszelestnie wylądowałam na ziemi. Nagle zaczęło mnie boleć skrzydło , lecz nie zważałam na to przyglądając się trzem postaciom. Nie byłam pewna czy są to akurat Kler, Zeke i Kevin dlatego siedziałam w wysokich krzakach i obserwowałam ich. Dzieliło nas tylko siedem metrów.
Kiedy zmierzałam w stronę jaskiń , gdzie ostatnio widziałam Kler, Zeke 'a i Kevina rozmyślałam o tym w jaki sposób można pokonać Elzę i jednocześnie uratować Lunę. Miałam mnóstwo pomysłów jednak po dokładnej analizie sytuacji żaden z nich się nie nadawał .
- Zawsze jest jakieś ,,ale''- pomyślałam. Droga ciągnęła się w nieskończoność. Przystanęłam na chwilę by upewnić się , czy nie minęłam drzew , z których wyszłam przed trzema godzinami. Byłam jednak pewna , że to już nie daleko , ruszyłam więc w dalszą drogę. Gdy spojrzałam na swoje skrzydło , pomyślałam sobie :
- W sumie to mogło być gorzej. Nagle przystanęłam i spojrzałam w bok. Ujrzałam dokładnie te same drzewa , których szukałam. Ruszyłam dalej przechodząc obok drzew i wysokich krzewów , aż wreszcie dotarłam na miejsce , gdzie jeszcze przed kilkoma godzinami spotkałam Elzę. Od razu przypomniał mi się mój sen i po mojej skórze przeszedł dreszcz. Na samą myśl o Elzie można było dostać szału , przynajmniej z mojego punktu widzenia. Przez chwilę stałam w miejscu i przyglądałam się śladom pozostawionym przez członków watahy. Po kilku minutowych oględzinach ruszyłam ich tropem. Znalezienie ich nie sprawiało mi żadnego problemu , jednak po ponad pół godziny zgubiłam ich ślady. Wracałam się kilkakrotnie w tą i z powrotem , ale to i tak nic nie dało. Postanowiłam więc wzbić się w niebo i tak ich odnaleźć. Kilka razy razy próbowałam polecieć , lecz każda próba spełzła na niczym. Już miałam się poddać, kiedy nagle ogarnęła mnie niewytłumaczalna siła , która ,, kazała '' mi próbować dalej. Nie mogłam opisać mojego szczęścia kiedy udało mi się wzbić się w powietrze. Oczywiście nie obyło się bez pewnych komplikacji , ale jednak dałam sobie radę. Rozkoszowałam się każdą sekundą lecąc z niewiarygodną prędkością , niedługo jednak musiałam zwolnić , gdyż rana zaczęła dawać o sobie znać. Leciałam dokładnie przyglądając się mijanym terenom. Wkrótce ujrzałam trzy postacie stojące w cieniu drzewa. Zwolniłam i bezszelestnie wylądowałam na ziemi. Nagle zaczęło mnie boleć skrzydło , lecz nie zważałam na to przyglądając się trzem postaciom. Nie byłam pewna czy są to akurat Kler, Zeke i Kevin dlatego siedziałam w wysokich krzakach i obserwowałam ich. Dzieliło nas tylko siedem metrów.
od Winter: Dalszy ciąg wydarzeń.
Kiedy oberwałam słupem ognia w skrzydło poczułam palący ból . Upadłam na ziemię i usłyszałam Lunę. Powiedziała coś, ale ja i tak nic nie zrozumiałam. Przeczołgałam się się pomiędzy drzewami i wypadłam na drogę prowadzącą do magicznego lasu. Ból w skrzydle był tak silny , że musiałam użyć swojej mocy i zamrozić tą część , w którą oberwałam. Od razu skierowałam się w stronę prowadzącą do watahy. Musiałam ich ostrzec , ale to i tak chyba niewiele by nie dało. Droga wlokła się w nieskończoność zapewne przez to , że nie mogłam latać. Kiedy już dotarłam do watahy opowiedziałam im wszystko o całym zajściu.Róża zaprowadziła mnie do medyków , którzy zajęli się moim skrzydłem. To była druga najgorsza chwila mojego życia! Robili z moim skrzydłem nie wiadomo co , a ból nadal nie ustawał , wręcz rósł!. Później chyba dali mi jakiś środek nasenny , bo straciłam przytomność. W mojej podświadomości , lub jak to inni nazywają snem, ujrzałam Elzę śmiejącą się w niebo głosy , a wokoło niej leżało wiele nieprzytomnych wilków ..... Kiedy się obudziłam usłyszałam gwary rozmów i krzątaniny. Powoli wstałam i spojrzałam na swoje skrzydło. Wyglądało lepiej i nie bolało już tak jak na początku. Od razu przypomniałam sobie o Kler , Zeke 'u i Kevinie.
-Mam nadzieję , że nic im nie jest. - powiedziałam sama do siebie.
-Mówiłaś coś ? -odezwał się głos za moimi plecami. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam Anaję.
-Nic , nic - odparłam pospiesznie po czym zapytałam - Czy wiadomo już coś o Kler , Kevinie czy Zeke 'u ?
- Jeszcze nie , ale ...........-nie usłyszałam dalszej części , gdyż wybiegłam z jaskini i popędziłam w stronę miejsca, gdzie ostatnio widziałam członków watahy.
Kiedy oberwałam słupem ognia w skrzydło poczułam palący ból . Upadłam na ziemię i usłyszałam Lunę. Powiedziała coś, ale ja i tak nic nie zrozumiałam. Przeczołgałam się się pomiędzy drzewami i wypadłam na drogę prowadzącą do magicznego lasu. Ból w skrzydle był tak silny , że musiałam użyć swojej mocy i zamrozić tą część , w którą oberwałam. Od razu skierowałam się w stronę prowadzącą do watahy. Musiałam ich ostrzec , ale to i tak chyba niewiele by nie dało. Droga wlokła się w nieskończoność zapewne przez to , że nie mogłam latać. Kiedy już dotarłam do watahy opowiedziałam im wszystko o całym zajściu.Róża zaprowadziła mnie do medyków , którzy zajęli się moim skrzydłem. To była druga najgorsza chwila mojego życia! Robili z moim skrzydłem nie wiadomo co , a ból nadal nie ustawał , wręcz rósł!. Później chyba dali mi jakiś środek nasenny , bo straciłam przytomność. W mojej podświadomości , lub jak to inni nazywają snem, ujrzałam Elzę śmiejącą się w niebo głosy , a wokoło niej leżało wiele nieprzytomnych wilków ..... Kiedy się obudziłam usłyszałam gwary rozmów i krzątaniny. Powoli wstałam i spojrzałam na swoje skrzydło. Wyglądało lepiej i nie bolało już tak jak na początku. Od razu przypomniałam sobie o Kler , Zeke 'u i Kevinie.
-Mam nadzieję , że nic im nie jest. - powiedziałam sama do siebie.
-Mówiłaś coś ? -odezwał się głos za moimi plecami. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam Anaję.
-Nic , nic - odparłam pospiesznie po czym zapytałam - Czy wiadomo już coś o Kler , Kevinie czy Zeke 'u ?
- Jeszcze nie , ale ...........-nie usłyszałam dalszej części , gdyż wybiegłam z jaskini i popędziłam w stronę miejsca, gdzie ostatnio widziałam członków watahy.
sobota, 1 lutego 2014
od Zeka: Pomysły.
Luna porzuciła nas powolnym krokiem idąc ku jaskiniom.Ja leżałem na trawie.
-Kler?
-Jestem-jęknęła.
-Kevin?-skierowałem się do Kevina.
-Żyję.
-Gdzie Winter?-spytałem.
-Odleciała, to znaczy próbowała odlecieć.-zawiesiła głos-Oberwała...
-Niech to!
-Spokojnie może chociaż ich ostrzeże-powiedział Kevin powoli wstając.
-Jakby to coś zmieniło...-mruknąłem.
-Musi być jakiś sposób...-westchnęła Kler również wstając.
Podeszli i pomogli mi wstać.
-Dzięki...
-Może lepiej już chodźmy-zwróciła się do mnie wilczyca.
-Widziałaś jak zareagowała na to co powiedziałaś?
-Tak,ale to nic nie dało...
-Może po prostu było to zbyt mało.Kto wie, możliwe że trzeba czegoś więcej.
-Wspomnienia odpadają, Elza może je usuwać,a ja i Winter próbowałyśmy wody z kryształowej rzeki...zadała jej jedynie ból a to nie wystarcza...Zadało jej to ból lecz nie dość silny by ją przepędzić z ciała Luny.Nawet na dłuższą metę może go znieść...
-Może emocje?
Kler się roześmiała.Nie rozumiałem.
-O co chodzi?-spytał Kevin.
-Powiedziała mi że je ukrywa.Jak niby chcesz ją złapać za serce nie znając prawdziwej Luny?
-Czyli nie jest..?-zacząłem.
-Tak..nie jest taka jaka się wydaje.
Teraz skończyły mi się pomysły ale po chwili wpadł mi jeden z pozoru beznadziejny.
-A gdyby tak zajęła się tym jakaś bliska jej osoba...
-Przypominam że Elza ma nad nią i jej wspomnieniami kontrolę.
-No ale w jakiejś tam głęboko ukrytej cząstce musi być nasza Luną!
-Na to bym nie liczył-szepną Kevin.
-Co masz na myśli?
-Jeśli to co powiedziała Kler to prawda ona może już nie być tą samą osobą, a nawet gdyby udało jej się wyzwolić mogła by nie pamiętać kim jest.
-Nie dało by się tego naprawić?
-Trzeba by znać ją na wylot...każdy jej ruch i być zdolnym magiem.
-No to klops...
-No dobra chłopaki nie ma co tak siedzieć i gadać.Wataha może nas potrzebować.-przypomniała Kler.
-Nie możemy nic zrobić...-westchnąłem-ona włada już i ogniem...
-Tylko dzięki Elzie-przypomniała Kler.
-Tak czy inaczej ma zbyt wiele możliwości.
-Róża i Rubin władają wszystkimi żywiołami...-zaczęła Kler.
-To nie ma znaczenia.Róża jest specjalistką od polityki co ostudza temperament.Rubin natomiast nie ma w sobie tego zamiłowania do przemocy.A z resztą nie o żywioły tu chodzi tylko o to czy umiesz z nich korzystać.
-Oni potrafią.-przypomniała Kevin-To Rubin jest specjalista od magii.
-Mniejsza o to.Stoimy przed siłą wyższą...Demonem w ciele Luny.Wyobrażacie sobie gorsze połączenie?-spytałem sarkastycznie.
-Na pewno jakieś jest.-mrukną Kevin.
-Wiem że jest ale czy macie jakiś konkretny przykład?
Tu milczeli.Nie brałem pod uwagę bogów czy innych demonów bo jak demon może opętać demona lub boga?
Powędrowaliśmy powoli po śladach wilczycy.Spojrzałem w niebo.
-To nie będzie przyjemne spotkanie...-pomyślałem-Być może jeszcze dziś tam trafię.
Luna porzuciła nas powolnym krokiem idąc ku jaskiniom.Ja leżałem na trawie.
-Kler?
-Jestem-jęknęła.
-Kevin?-skierowałem się do Kevina.
-Żyję.
-Gdzie Winter?-spytałem.
-Odleciała, to znaczy próbowała odlecieć.-zawiesiła głos-Oberwała...
-Niech to!
-Spokojnie może chociaż ich ostrzeże-powiedział Kevin powoli wstając.
-Jakby to coś zmieniło...-mruknąłem.
-Musi być jakiś sposób...-westchnęła Kler również wstając.
Podeszli i pomogli mi wstać.
-Dzięki...
-Może lepiej już chodźmy-zwróciła się do mnie wilczyca.
-Widziałaś jak zareagowała na to co powiedziałaś?
-Tak,ale to nic nie dało...
-Może po prostu było to zbyt mało.Kto wie, możliwe że trzeba czegoś więcej.
-Wspomnienia odpadają, Elza może je usuwać,a ja i Winter próbowałyśmy wody z kryształowej rzeki...zadała jej jedynie ból a to nie wystarcza...Zadało jej to ból lecz nie dość silny by ją przepędzić z ciała Luny.Nawet na dłuższą metę może go znieść...
-Może emocje?
Kler się roześmiała.Nie rozumiałem.
-O co chodzi?-spytał Kevin.
-Powiedziała mi że je ukrywa.Jak niby chcesz ją złapać za serce nie znając prawdziwej Luny?
-Czyli nie jest..?-zacząłem.
-Tak..nie jest taka jaka się wydaje.
Teraz skończyły mi się pomysły ale po chwili wpadł mi jeden z pozoru beznadziejny.
-A gdyby tak zajęła się tym jakaś bliska jej osoba...
-Przypominam że Elza ma nad nią i jej wspomnieniami kontrolę.
-No ale w jakiejś tam głęboko ukrytej cząstce musi być nasza Luną!
-Na to bym nie liczył-szepną Kevin.
-Co masz na myśli?
-Jeśli to co powiedziała Kler to prawda ona może już nie być tą samą osobą, a nawet gdyby udało jej się wyzwolić mogła by nie pamiętać kim jest.
-Nie dało by się tego naprawić?
-Trzeba by znać ją na wylot...każdy jej ruch i być zdolnym magiem.
-No to klops...
-No dobra chłopaki nie ma co tak siedzieć i gadać.Wataha może nas potrzebować.-przypomniała Kler.
-Nie możemy nic zrobić...-westchnąłem-ona włada już i ogniem...
-Tylko dzięki Elzie-przypomniała Kler.
-Tak czy inaczej ma zbyt wiele możliwości.
-Róża i Rubin władają wszystkimi żywiołami...-zaczęła Kler.
-To nie ma znaczenia.Róża jest specjalistką od polityki co ostudza temperament.Rubin natomiast nie ma w sobie tego zamiłowania do przemocy.A z resztą nie o żywioły tu chodzi tylko o to czy umiesz z nich korzystać.
-Oni potrafią.-przypomniała Kevin-To Rubin jest specjalista od magii.
-Mniejsza o to.Stoimy przed siłą wyższą...Demonem w ciele Luny.Wyobrażacie sobie gorsze połączenie?-spytałem sarkastycznie.
-Na pewno jakieś jest.-mrukną Kevin.
-Wiem że jest ale czy macie jakiś konkretny przykład?
Tu milczeli.Nie brałem pod uwagę bogów czy innych demonów bo jak demon może opętać demona lub boga?
Powędrowaliśmy powoli po śladach wilczycy.Spojrzałem w niebo.
-To nie będzie przyjemne spotkanie...-pomyślałem-Być może jeszcze dziś tam trafię.
od Luny: Koniec podchodów.
Znowu we mnie wlazła....Teraz już mnie nie ,,oszczędziła''.Moja psychika stanęła do góry łapami.Cóż więcej rzec..?Nie wiem.No, potrzeba krzywdzenia innych nie byłą już dla mnie zła,a wręcz kusząca.Nie czuła się już Luną i Elzą lecz tylko sobą.Miałam poczucie wyższości jak gdyby nie było kogoś potężniejszego...Już nie czułam jej obecności...Najwyraźniej wpoiła się we mnie do tego stopnia że nie odróżniałam jej od siebie.
-Pora się zabawić...-szepnęłam z ,,demonim'' uśmieszkiem,a gdy to powiedziałam dosłownie stałam się Elzą.Moje włosy zapłonęły czerwienią,oczy pociemniały,a koniec ogona poczerwieniał.
Wystrzeliłam w powietrze.Nie znałam granic.Zdawało mi się że mogę wszystko.Inni stali mi się obojętni.
Gdy wylądowałam nad jeziorem powędrowałam ku jaskiniom lecz drogę zagrodziła mi Kler.Potem zawyła,a zza drzew wyłonili się jeszcze Kevin,Zeke i Winter.
-O jakże miło was widzieć...-powiedziałam.
-Luna...proszę...-odezwała się cicho Kler-Przypomnij sobie...przecież się przyjaźniłyśmy...
Na chwilę coś mi zaświtało lecz po chwili znów spojrzałam na nią z obojętnością. Zeke też próbował,ale bez skutku.Kevin mówił coś o jakiejś wspólnej podróży po przywilej bogów,ale w tej chwili tego nie pamiętałam ,a co więcej sama czułam się jak bogini.
Rzuciłam się ku nim.Odtrąciłam Kler,Kevinem rzuciłam o drzewo,a Zeka powaliłam i zatopiłam w nim zęby.Przerwała mi Winter:
-Trzy pytania...-wyszeptała.
Przypomniałam sobie,ale nie zrobiło to na mnie wrażenia i rzekłam tylko beznamiętnym głosem:
-Tak jest możliwość że w magicznym lesie są jakieś stwory.Nie nie wiadomo niczego konkretnego na temat tej rzeki i tak moim zdaniem jesteś dziwna bo nie ma w tobie ani kapki złośliwości.Jesteś idealnie uprzejma.
Spojrzała mi prosto w oczy i przełknęła ślinę.Potem stała się niewidzialna.
-Tak łatwo nie uciekniesz!-zaśmiałam się.
Wokoło mnie zapłonęła trawa i słup ognia potrącił coś w powietrzu.Usłyszałam jęk.Potem przestała się ukrywać i z trudem stawiając opór powietrzu wylądowała gdzieś w pobliżu jaskiń.
-No dalej ostrzeż ich...Wiele to nie da...-uśmiechnęłam się.
No pisać co żem nawyczyniała.
Znowu we mnie wlazła....Teraz już mnie nie ,,oszczędziła''.Moja psychika stanęła do góry łapami.Cóż więcej rzec..?Nie wiem.No, potrzeba krzywdzenia innych nie byłą już dla mnie zła,a wręcz kusząca.Nie czuła się już Luną i Elzą lecz tylko sobą.Miałam poczucie wyższości jak gdyby nie było kogoś potężniejszego...Już nie czułam jej obecności...Najwyraźniej wpoiła się we mnie do tego stopnia że nie odróżniałam jej od siebie.
-Pora się zabawić...-szepnęłam z ,,demonim'' uśmieszkiem,a gdy to powiedziałam dosłownie stałam się Elzą.Moje włosy zapłonęły czerwienią,oczy pociemniały,a koniec ogona poczerwieniał.
Wystrzeliłam w powietrze.Nie znałam granic.Zdawało mi się że mogę wszystko.Inni stali mi się obojętni.
Gdy wylądowałam nad jeziorem powędrowałam ku jaskiniom lecz drogę zagrodziła mi Kler.Potem zawyła,a zza drzew wyłonili się jeszcze Kevin,Zeke i Winter.
-O jakże miło was widzieć...-powiedziałam.
-Luna...proszę...-odezwała się cicho Kler-Przypomnij sobie...przecież się przyjaźniłyśmy...
Na chwilę coś mi zaświtało lecz po chwili znów spojrzałam na nią z obojętnością. Zeke też próbował,ale bez skutku.Kevin mówił coś o jakiejś wspólnej podróży po przywilej bogów,ale w tej chwili tego nie pamiętałam ,a co więcej sama czułam się jak bogini.
Rzuciłam się ku nim.Odtrąciłam Kler,Kevinem rzuciłam o drzewo,a Zeka powaliłam i zatopiłam w nim zęby.Przerwała mi Winter:
-Trzy pytania...-wyszeptała.
Przypomniałam sobie,ale nie zrobiło to na mnie wrażenia i rzekłam tylko beznamiętnym głosem:
-Tak jest możliwość że w magicznym lesie są jakieś stwory.Nie nie wiadomo niczego konkretnego na temat tej rzeki i tak moim zdaniem jesteś dziwna bo nie ma w tobie ani kapki złośliwości.Jesteś idealnie uprzejma.
Spojrzała mi prosto w oczy i przełknęła ślinę.Potem stała się niewidzialna.
-Tak łatwo nie uciekniesz!-zaśmiałam się.
Wokoło mnie zapłonęła trawa i słup ognia potrącił coś w powietrzu.Usłyszałam jęk.Potem przestała się ukrywać i z trudem stawiając opór powietrzu wylądowała gdzieś w pobliżu jaskiń.
-No dalej ostrzeż ich...Wiele to nie da...-uśmiechnęłam się.
No pisać co żem nawyczyniała.
Od Mike'a: Powrót
Leżałem w moim pokoju. Nie miałem pojęcia co robić. Byłem też przygnębiony.
-Coś cię martwi?-zapytała wchodząc do pokoju Sasha.
-Ehh... Po prostu chciałbym wiedzieć co dokładnie się tam dzieje.-wytłumaczyłem.
Sasha uśmiechnęła się.
-Na prawdę bardzo się o nich martwisz.-rzuciła nagle w moją stronę jakieś lusterko.- Dzięki temu możesz obserwować co dzieje się z Luną. Jednak uważaj... Nie wiem czy będzie tam to co chciałbyś zobaczyć.-wytłumaczyła i poszła. Ja zacząłem obserwować, ale to co ta cała...Jeśli dobrze pamiętam Elza robiła z Luną było nie do pomyślenia! Musiałem jej jakoś pomóc!
-Dosyć obijania się-powiedziałem do siebie wstając i wyszedłem cicho z pokoju. Przeniosłem się cieniem do bramy z której przechodziło się na ziemię. Już miałem tam wejść gdy zacząłem się unosić.
-Gdzieś się wybierasz?-zapytała Sasha.
-Nie rozumiesz, że muszę im pomóc! Puść mnie!-krzyknąłem.
-Dobra-ku mojemu dziwieniu wilczyca na prawdę przestała.
-Zaraz...Czemu?
-Właśnie dostałam wiadomość od ojca. Podejrzewa, ze długo tu nie wysiedzisz...I w sumie nie możesz... Więc wysyła cię z powrotem na ziemię.
-Nareszcie nie ma czasu do stracenia!
-Nie tak prędko. Ojciec wysłał też prośbę do twojej watahy o przyjęcie mnie ponieważ mam cię pilnować.
-Ehh...Teraz to już nie ważne! Idziemy i koniec!
Po powrocie na ziemię od razu pobiegliśmy do Róży i wytłumaczyliśmy, jak wygląda sprawa.
-W takim razie mogę dołączyć?-zapytała moja siostra
Róża?
Leżałem w moim pokoju. Nie miałem pojęcia co robić. Byłem też przygnębiony.
-Coś cię martwi?-zapytała wchodząc do pokoju Sasha.
-Ehh... Po prostu chciałbym wiedzieć co dokładnie się tam dzieje.-wytłumaczyłem.
Sasha uśmiechnęła się.
-Na prawdę bardzo się o nich martwisz.-rzuciła nagle w moją stronę jakieś lusterko.- Dzięki temu możesz obserwować co dzieje się z Luną. Jednak uważaj... Nie wiem czy będzie tam to co chciałbyś zobaczyć.-wytłumaczyła i poszła. Ja zacząłem obserwować, ale to co ta cała...Jeśli dobrze pamiętam Elza robiła z Luną było nie do pomyślenia! Musiałem jej jakoś pomóc!
-Dosyć obijania się-powiedziałem do siebie wstając i wyszedłem cicho z pokoju. Przeniosłem się cieniem do bramy z której przechodziło się na ziemię. Już miałem tam wejść gdy zacząłem się unosić.
-Gdzieś się wybierasz?-zapytała Sasha.
-Nie rozumiesz, że muszę im pomóc! Puść mnie!-krzyknąłem.
-Dobra-ku mojemu dziwieniu wilczyca na prawdę przestała.
-Zaraz...Czemu?
-Właśnie dostałam wiadomość od ojca. Podejrzewa, ze długo tu nie wysiedzisz...I w sumie nie możesz... Więc wysyła cię z powrotem na ziemię.
-Nareszcie nie ma czasu do stracenia!
-Nie tak prędko. Ojciec wysłał też prośbę do twojej watahy o przyjęcie mnie ponieważ mam cię pilnować.
-Ehh...Teraz to już nie ważne! Idziemy i koniec!
Po powrocie na ziemię od razu pobiegliśmy do Róży i wytłumaczyliśmy, jak wygląda sprawa.
-W takim razie mogę dołączyć?-zapytała moja siostra
Róża?
od Luny:
Kiedy zostałam oblana wodą usłyszałam cichy jęk Elzy.Potem odzyskałam zmysły i rozejrzałam się.Byłam otoczona członkami watahy.Jedni leżeli inni jeszcze trzymali się na łapach.Ogarnęła mnie zgroza.Znowu...
Uciekłam jednak po chwili poczułam palący ból na karku.W miejscu zmoczonym przez wodę.
Pobiegłam w stronę góry zmagając się z bólem.Doczołgałam się do jaskini,a wtedy Elza wyskoczyła ze mnie.
(Róży udało się znaleść tę fotkę)
-Bądź przeklęta Winter!-krzyknęła w niebo głosy.
Dopiero do mnie dotarło...Ta woda mnie zraniła..Ale dlaczego?Bo była we mnie Elza czy bo nie należę już do watahy?!Oby to pierwsze.
Powoli przestawałam być mną.Stawałam się kopią Elzy.Kiedy znów chciała mnie zagarnąć sprzeciwiłam się jej.Tu właśnie popełniłam błąd...Torturowała mnie.Zarówno fizycznie jak i psychicznie.Pokazywała mi bolesne wspomnienia,jak traktowałam innych i wiele rzeczy o których chciałam zapomnieć.
-Przestań!-warknęłam z bezsilną agresją.
W tedy poczułam że ktoś...że ktoś na mnie patrzy.Ktoś mnie widzi choć tej osoby tu nie było....
-Cicho!Nie będziesz mi się już więcej sprzeciwiać!!!
Torturowała mnie jeszcze długo.Potem zostawiła samą...Zastanawiałam się nad tym co stało się ostatnio.Dlaczego kryształowa woda zraniła Elzę?Wilczyca najwyraźniej usłyszała tę myśl i powiedziała:
-Bo to jezioro nie ma w sobie ani kropli czegoś....nie wiem jak to powiedzieć by nie zabrzmiało banalnie...złego.Jest idealnie czyste...Demonom to szkodzi...A jeśli się martwisz czemu tobie to zaszkodziło to nie dla tego że jesteśmy połączone.Twojemu bratu nic by się nie stało bo nie dość że jest w waszej watasze to jeszcze nigdy nie skrzywdził wilka i nie ma takich zapędów.Natomiast Mike'a chroni to że należy do watahy.Ja takich zabezpieczeń nie mam.
-Po co mi to mówisz?
-Bo byłaś ciekawa,a i tak tego nie wykorzystasz...
-Nadal nie powiedziałaś czemu mi się to stało.
-Bo...nie ważne.
-Owszem ważne...-znowu poczułam że ktoś mnie obserwuje przez większość czasu zdawało mi się że na mnie patrzy lecz nie czułam tego tak wyraźnie.
-Nie jest ci to potrzebne.
-Skoro tak myślisz...
Pomyślałam że skoro jej żywiołem jest ogień to może dałoby się coś zrobić z użyciem wody ,ale skoro nawet taka szkodząca demonom zadała jej tylko ból nie było co liczyć na więcej.Można by zdobyć przylilej bogów,ale w przeciwności do Mike'a ona pewnie nie dała by się ponieść ku Zeusowi.A z resztą i tak trzymała mnie w ciągłym szachu.Nie mogłam iść bez jej wiedzy i zgody.Manipulowała tym ile mam w sobie sił w danym momencie.
Nadal nie pojmowałam też kim lub czym jest osoba która mnie obserwuje...
Kiedy zostałam oblana wodą usłyszałam cichy jęk Elzy.Potem odzyskałam zmysły i rozejrzałam się.Byłam otoczona członkami watahy.Jedni leżeli inni jeszcze trzymali się na łapach.Ogarnęła mnie zgroza.Znowu...
Uciekłam jednak po chwili poczułam palący ból na karku.W miejscu zmoczonym przez wodę.
Pobiegłam w stronę góry zmagając się z bólem.Doczołgałam się do jaskini,a wtedy Elza wyskoczyła ze mnie.
-Bądź przeklęta Winter!-krzyknęła w niebo głosy.
Dopiero do mnie dotarło...Ta woda mnie zraniła..Ale dlaczego?Bo była we mnie Elza czy bo nie należę już do watahy?!Oby to pierwsze.
Powoli przestawałam być mną.Stawałam się kopią Elzy.Kiedy znów chciała mnie zagarnąć sprzeciwiłam się jej.Tu właśnie popełniłam błąd...Torturowała mnie.Zarówno fizycznie jak i psychicznie.Pokazywała mi bolesne wspomnienia,jak traktowałam innych i wiele rzeczy o których chciałam zapomnieć.
-Przestań!-warknęłam z bezsilną agresją.
W tedy poczułam że ktoś...że ktoś na mnie patrzy.Ktoś mnie widzi choć tej osoby tu nie było....
-Cicho!Nie będziesz mi się już więcej sprzeciwiać!!!
Torturowała mnie jeszcze długo.Potem zostawiła samą...Zastanawiałam się nad tym co stało się ostatnio.Dlaczego kryształowa woda zraniła Elzę?Wilczyca najwyraźniej usłyszała tę myśl i powiedziała:
-Bo to jezioro nie ma w sobie ani kropli czegoś....nie wiem jak to powiedzieć by nie zabrzmiało banalnie...złego.Jest idealnie czyste...Demonom to szkodzi...A jeśli się martwisz czemu tobie to zaszkodziło to nie dla tego że jesteśmy połączone.Twojemu bratu nic by się nie stało bo nie dość że jest w waszej watasze to jeszcze nigdy nie skrzywdził wilka i nie ma takich zapędów.Natomiast Mike'a chroni to że należy do watahy.Ja takich zabezpieczeń nie mam.
-Po co mi to mówisz?
-Bo byłaś ciekawa,a i tak tego nie wykorzystasz...
-Nadal nie powiedziałaś czemu mi się to stało.
-Bo...nie ważne.
-Owszem ważne...-znowu poczułam że ktoś mnie obserwuje przez większość czasu zdawało mi się że na mnie patrzy lecz nie czułam tego tak wyraźnie.
-Nie jest ci to potrzebne.
-Skoro tak myślisz...
Pomyślałam że skoro jej żywiołem jest ogień to może dałoby się coś zrobić z użyciem wody ,ale skoro nawet taka szkodząca demonom zadała jej tylko ból nie było co liczyć na więcej.Można by zdobyć przylilej bogów,ale w przeciwności do Mike'a ona pewnie nie dała by się ponieść ku Zeusowi.A z resztą i tak trzymała mnie w ciągłym szachu.Nie mogłam iść bez jej wiedzy i zgody.Manipulowała tym ile mam w sobie sił w danym momencie.
Nadal nie pojmowałam też kim lub czym jest osoba która mnie obserwuje...
Od Winter: Feralny dzień
Tamtego dnia wszystkie wilki chodziły oszołomione i przestraszone. Każdy już wiedział co stało się z Luną i tylko oczekiwaliśmy kiedy ponownie się zjawi. Co chwilę organizowane były zebrania , by ustalić co robić dalej , jednak wszystko spełzało na niczym. Przechadzałam się wzdłuż jezior wilczych , kiedy spostrzegłam latającą Lunę, która po chwili wylądowała na ziemi. Użyłam swojej mocy i zniknęłam jej z oczu.Serce tłukło się we mnie kiedy przechodziła obok mnie , oddzielało nas tylko kilka centymetrów! Luna poszła dalej w stronę watahy , a ja stałam jeszcze nieruchomo. Kiedy zniknęła za drzewami postanowiłam ostrzec watahę. Wzbiłam się w górę i poleciałam tak szybko, jak tylko mogłam.Niestety kiedy dotarłam na miejsce było za póżnio . Walka już się rozpoczęła. Obserwowałam z ukrycia jak kilka wilków rzuciło się na Lunę , która po chwili pokonała wszystkie. -Co robić, co robić...- myślałam intensywnie nadal siedząc w ukryciu.W końcu podjęłam decyzję. Wyszłam z ukrycia i poleciałam w stronę Kler , która była opatrywana wśród krzaków, przez medyków. Po chwili powiedziałam: -Kler , musisz mi coś powiedzieć-spojrzałam jej prosto w oczy , po czym dokończyłam - Jeżeli wrzuciłabym Lunę z Elzą znajdującą się w środku niej do kryształowej rzeki to ona mogłaby jakoś zostawić ją w spokoju ? Wilczyca przez chwilę rozmyślała moje słowa po czym odparła : -Jest taka możliwość, ale nie mam pewności.- po czym dodała - musiałybyśmy to sprawdzić. Ułożyłyśmy z Kler szybki plan po czym poleciałam w stronę kryształowej rzeki. Kiedy już tam dotarłam napełniłam buteleczkę ,pożyczoną od medyków i ruszyłam w drogę powrotną. Ucieszyłam się kiedy zobaczyłam Lunę , bo już myślałam , że nie zdążę. Użyłam więc swojej mocy niewidzialności i skierowałam się w stronę wilczycy. Szybko przeleciałam obok niej wylewając na nią całą zawartość buteleczki. Kiedy zobaczyłam ,że nic jej nie jest byłam rozczarowana. -Co ja sobie wyobrażałam -pomyślałam. -Przynajmniej spróbowałaś - pocieszała mnie Kler. Przez chwilę przyglądałam się Lunie po czym zauważyłam ,że coś jest nie tak. Po chwili wycofała się i ........uciekła ? -A jednak działa ! - powiedziała uradowana Kler. Byłam pewna ,że Elzie się to nie spodobało i ,że jeszcze tu wróci. -Mam nadzieję , że Lunie to nie zaszkodzi - powiedziałam. -Nie powinno-odparła Kler po czym dodała - przecież należy do Kryształowej Watahy. Przez głowę przeszło mi kilka słów -A może raczej należała ?- szybko odgoniłam te myśli z mojej głowy i modliłam się w duchu by wszystko skończyło się dobrze.
Tamtego dnia wszystkie wilki chodziły oszołomione i przestraszone. Każdy już wiedział co stało się z Luną i tylko oczekiwaliśmy kiedy ponownie się zjawi. Co chwilę organizowane były zebrania , by ustalić co robić dalej , jednak wszystko spełzało na niczym. Przechadzałam się wzdłuż jezior wilczych , kiedy spostrzegłam latającą Lunę, która po chwili wylądowała na ziemi. Użyłam swojej mocy i zniknęłam jej z oczu.Serce tłukło się we mnie kiedy przechodziła obok mnie , oddzielało nas tylko kilka centymetrów! Luna poszła dalej w stronę watahy , a ja stałam jeszcze nieruchomo. Kiedy zniknęła za drzewami postanowiłam ostrzec watahę. Wzbiłam się w górę i poleciałam tak szybko, jak tylko mogłam.Niestety kiedy dotarłam na miejsce było za póżnio . Walka już się rozpoczęła. Obserwowałam z ukrycia jak kilka wilków rzuciło się na Lunę , która po chwili pokonała wszystkie. -Co robić, co robić...- myślałam intensywnie nadal siedząc w ukryciu.W końcu podjęłam decyzję. Wyszłam z ukrycia i poleciałam w stronę Kler , która była opatrywana wśród krzaków, przez medyków. Po chwili powiedziałam: -Kler , musisz mi coś powiedzieć-spojrzałam jej prosto w oczy , po czym dokończyłam - Jeżeli wrzuciłabym Lunę z Elzą znajdującą się w środku niej do kryształowej rzeki to ona mogłaby jakoś zostawić ją w spokoju ? Wilczyca przez chwilę rozmyślała moje słowa po czym odparła : -Jest taka możliwość, ale nie mam pewności.- po czym dodała - musiałybyśmy to sprawdzić. Ułożyłyśmy z Kler szybki plan po czym poleciałam w stronę kryształowej rzeki. Kiedy już tam dotarłam napełniłam buteleczkę ,pożyczoną od medyków i ruszyłam w drogę powrotną. Ucieszyłam się kiedy zobaczyłam Lunę , bo już myślałam , że nie zdążę. Użyłam więc swojej mocy niewidzialności i skierowałam się w stronę wilczycy. Szybko przeleciałam obok niej wylewając na nią całą zawartość buteleczki. Kiedy zobaczyłam ,że nic jej nie jest byłam rozczarowana. -Co ja sobie wyobrażałam -pomyślałam. -Przynajmniej spróbowałaś - pocieszała mnie Kler. Przez chwilę przyglądałam się Lunie po czym zauważyłam ,że coś jest nie tak. Po chwili wycofała się i ........uciekła ? -A jednak działa ! - powiedziała uradowana Kler. Byłam pewna ,że Elzie się to nie spodobało i ,że jeszcze tu wróci. -Mam nadzieję , że Lunie to nie zaszkodzi - powiedziałam. -Nie powinno-odparła Kler po czym dodała - przecież należy do Kryształowej Watahy. Przez głowę przeszło mi kilka słów -A może raczej należała ?- szybko odgoniłam te myśli z mojej głowy i modliłam się w duchu by wszystko skończyło się dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
.jpg)